Rozdział 1 cz. II
28ST/Adien
Siedziałem dłuższy moment zastanawiając się, co powinienem jej odpisać na przemiennie stukając w klawiaturę i kasując treść wiadomości.
Ostatecznie zostałem przy tym, co napisałem jako ostatnie, gdy już nie chciało mi się nad tym ślęczeć.
[Dzięki, że jesteś :) masz rację nie powinienem się przejmować, bo nawet ich nie znam. Chociaż mam nadzieje, że tym razem nie będę musiał się przenosić... bo szczerze mówiąc mam już dosyć tej całej zmiany otoczenia :C]
Wstałem i bardzo wolno ruszyłem w stronę kuchni. Czułem, że bez kawy ani rusz, więc pierwszą rzeczą, którą zrobiłem było wstawienie wody i zasypanie dużego kubka dwoma czubatymi łyżeczkami tej boskiej substancji. W międzyczasie zacząłem też przygotowywać sobie grzanki z serem i parówkami.
Jedzenie oblane sosem duńskim smakowało jeszcze lepiej, niż gdybym polał je dobrze znanym mi ketchupem. Chwilowo przejadł mi się jego smak, bo w pewnym etapie swojego życia przesadziłem z jego użyciem.
Nawiązując do tematyki kuchni, ostatnio zacząłem szukać nowych wrażeń z nią związanych przygotowując sobie świeże, lecz nie zawsze dobre dania.
Poznawałem te praktyki, by jak najszybciej zacząć jakąś pracę choćby w gastronomi, byle by odłożyć jakiekolwiek pieniądze. Nie byłem pewien tylko, czy dożyje takiej świetności by wreszcie zamieszkać na swoim i mieć, gdzieś całą rodzinę.
Chciałem jak najprędzej odciąć się od tego wszystkiego i toksycznych ludzi, którzy z nawyku manipulują i krzywdzą swoich bliskich.
Pozmywałem naczynia po posiłku i wreszcie zająłem się bałaganem na swoim piętrze.
Drugi raz przeglądałem te same rzeczy należące do dawnego właściciela, za każdym razem myśląc, że kiedyś może po nie wróci.
Mimo, że były to tylko bibeloty to znajdywało się w nich kilka ciekawych fotografii oraz pamiętników.
Nie przejrzałem ich treści jeszcze, co prawda, bo tak naprawdę nie interesowało mnie życie osoby, której nawet nie znałem.
Odkładając wszystko za ciemne drzwi starałem się zrobić to w taki sposób, by przy następnym starciu z tym pomieszczeniem nic mnie nie przygniotło.
Następnie sprzątnąłem również ciuchy, które plątały się pod nogami od wczoraj w moim pokoju, kiedy to zacząłem wszystko wypakowywać. Zwykłem czynić takie porządki dopiero w weekendy, lecz zdarzało mi się odstępować od tej reguły, gdy zarastałem wystarczająco brudem.
Musiałem zająć czymś myśli i ręce, by nie skupiać uwagi na złych rzeczach i nie wpaść w paranoje, gdybając o tym co jeszcze dziś może się wydarzyć.
Byłem spokojniejszy, przy okazji robiąc coś pożytecznego, doprowadzając całe mieszkanie do ładu.
Niespodziewanie dostałem SMS'a, który przyciszył na moment aktualnie przesłuchiwaną piosenkę.
Obejrzałem się przypominając sobie, że zapomniałem sprawdzić, czy Juliet coś wcześniej odpisała. Pewnie teraz ponaglała mnie bym powiedział cokolwiek.
Odblokowałem telefon najpierw odruchowo patrząc na wyświetlającą się godzinę, a dopiero potem wchodząc w wiadomości.
Zdziwiłem się, kiedy okazało się, że to wcale nie ona do mnie pisze.
Tym razem był to kontakt nazwany 'Szanikła'.
''Cholera! Jej też nie odpisałem!'' - Lekko uderzyłem ręką w czoło załamując się nad własną sklerozą.
Dziewczyna ta pisała do mnie jeszcze przed ósmą, a była już piętnasta dwadzieścia pięć.
Niepewnie zajrzałem do treści patrząc przez palce.
S:''I jak tam pierwszy dzień w nowej szkole? Ja myślałam, że się zanudzę. Jeden wielki syf już sprawdzian zapowiedzieli na przyszły tydzień.''
Odetchnąłem z ulgą nie widząc na ekranie żadnej złej aury, a proste pytanie dotyczące mojego dnia.
A:[Ah. Sory, że dopiero teraz odpisuje, ale chyba coś mnie zaczęło pobierać. Jakaś grypa, czy nie wiadomo co. Spałem. Ogólnie to dzień koszmarny...] - Odpisałem pośpiesznie rzucając, gdzieś w kąt szmatę od podłogi, którą wówczas trzymałem.
S:''Czemu? :c ktoś ci dokuczał? Mówiłam z takimi cwaniakami to trzeba krótko ich trzymać.'' - Odpisała po kilku dłuższych minutach.
A:[Długo by opowiadać] - Odparłem krótko, nie mając najmniejszej ochoty jej tego streszczać.
S:''Opowiadaj mam czas ;) może nawet będę potrafiła ci jakoś pomóc, czy doradzić .''
Uśmiechnąłem się widząc, że byłaby chętna mi coś podpowiedzieć. Mimo, że nigdy się nie widzieliśmy to od paru lat była dla mnie jak przyjaciółka, na której zawsze mogłem polegać. Obiecaliśmy sobie, że nie będziemy się wypytywać o szczegóły naszego życia prywatnego i tak też pozostało do dziś, jednak ona mówiła znacznie więcej o swojej codzienności.
Miałem wrażenie, że jest ode mnie lepsza w relacjach międzyludzkich i często dochodziłem do stwierdzenia, że w realu musi mieć wielu towarzyszów.
Częściowo byłem zazdrosny, jednak zazwyczaj odrzucałem te emocje w kąt gratulując jej małych i dużych sukcesów. Bardzo chciałem ją kiedyś zobaczyć, ale wstydziłem się o to zapytać bojąc się, że jeśli złamie nasze zasady to zakończę naszą znajomość.
Nie wiedziałem nawet z jakiego jest regionu, ale starczało mi to, że jest moją bratnią duszą sieciową.
Chociaż chwilami z jej opowieści wyciągałem też smutne wnioski, kiedy wrzucała wzmiankę o rodzicach, którzy zapominają o tym, że istnieje.
W gruncie rzeczy byliśmy do siebie podobni, może dlatego nasza znajomość przetrwała taki kawał czasu.
Nigdy nie zdobyłem się na odwagę by porozmawiać z nią przez czat głosowy w grze, bo tego też tyczył się nasz regulamin. Chodziło głównie o to, że jeśli jedno z nas się logowało to drugie miało całkowity zakaz włączania mikrofonu. Pozostawaliśmy więc na grupie milcząc i wystukując wszystko ręcznie na klawiaturze.
Raz tylko o tym zapomniałem, za co przepraszałem ją z dobre dwa tygodnie, ale było to na początku naszej przygody, więc nic tak naprawdę się nie stało.
Chciałem upewnić się tylko, że naprawdę jest dziewczyną, a nie nerdem, który się pod nią podszywa tylko dla EQ.
Trafiłem wówczas na moment, w którym się z czegoś głośno śmiała, ale gdy tylko mnie zobaczyła zniknęła i zasypała mnie spamem wiadomości.
Czułem się bardzo zmieszany, ale i też cieszyłem się z tego, że to zrobiłem. Przyznam, że była to całkiem ciekawa mieszanka wrażeń, podczas, gdy serce waliło mi jak oszalałe.
Wracając do rzeczywistości to już nigdy się nie powtórzyło, ale i też nigdy nie odpowiedziała mi na pytanie dotyczące jej imienia. Więc też swojego nie zdradziłem nazywając ją po nicku.
A:[Teraz nie mogę, muszę zabrać się za obiad nim rodzice wrócą] - Odpowiedziałem patrząc na okrągły zegarek powieszony na ścianie, który wybijał rytmicznie godzinę.
Na początku była to całkiem dobra wymówka, ale po głębszym namyśle rzeczywiście mogło mi to pomoc.
"Jeśli zrobię im jedzenie to istnieje nikła szansa, że nie zaczniemy się kłócić! Warto spróbować!"
Pospiesznie zacząłem wyciągać garnki z dolnej szafki kolo zlewu, kiedy to dostałem odpowiedz zwrotna.
S:"Ej nie idź ;...; ledwo zaczęliśmy pisać xD to może spotkamy się dziś chociaż na Nitem'ie? Masz ochotę?"
A:[Z tobą zawsze hahah
Odezwę się jak bedę wolny wtedy ci trochę może poopowiadam]
Powymienialiśmy się jeszcze kilkoma wiadomościami, po czym zabrałem się poważnie za przygotowania obiadu, czy raczej obiado-kolacji.
Obrałem kilka większych ziemniaków i po przekrajałem je na mniejsze elementy. Następnie włożyłem je do gara, który stał już na odpalonym dużym gazie.
Otwierając zamrażalnik wyciągnąłem z niego paluszki rybne oraz dużą porcję warzywek na patelnie.
Pilnowałem tego wszystkiego, aż do momentu, kiedy stwierdziłem, że nadaje się to do spożycia.
Potem jedynie nałożyłem sobie niewielką ilość, bardziej żeby spróbować niż zjeść, bo byłem już w sumie po kanapkach. Resztę przykryłem sprawdzając dwa razy, czy wyłączyłem palniki - tak dla pewności.
Nie ogarniałem jeszcze nowej kuchni, dlatego też wolałem zachować pełną ostrożność.
Powoli dobijała godzina siedemnasta. Miałem jeszcze jakieś trzydzieści minut nim, ktokolwiek wróci.
Poszedłem do siebie z talerzem i zjadłem posiłek na łóżku przeglądając media społecznościowe, na których od dłuższego czasu nic się nie działo.
Parę osób dodało kilka całkiem przeciętnych fotek na ładnym tle, część chwaliła się nowymi znajomościami lub związkami, a cała reszta wstawiała memy.
Wiedziałem, że nie mam czego tu szukać odkąd po blokowałem większość byłych znajomych. Wciąż dostawałem, jeszcze jakieś wiadomości z prośbą o kontakt z ich zapasowych kont lub utworzonych na potrzebę by tylko jakoś do mnie dotrzeć.
Nie odpowiedziałem nikomu i byłem z siebie dumny.
''Halo! Jesteś tam?! Masz mi odpowiedzieć!!!
Przecież widzę, że odczytałeś...'' - Każda z nich brzmiała podobnie, dlatego by na nie, nie patrzeć po prostu oznaczałem je jako spam.
Pokręciłem jedynie głową odkładając na chwilę telefon na bok. W myślach miałem jedynie to, by w końcu odpisać Juliet, która jeszcze czekała na jakąkolwiek reakcje z mojej strony.
Podniosłem się z materaca na równe nogi, co okazało się błędem, bo mój mózg nie zdążył tego odpowiednio przetworzyć. Na moment mnie zamroczyło, dlatego wyciągnąłem odruchowo rękę osadzając ją na drewnianej ramie tapczanu.
Popełniłem dwie złe decyzje w zaledwie kilka sekund, przez co ostatecznie wylądowałem na podłodze, kiedy okazało się, że element ten nie był dość stabilny.
- Kurwa. - Wypowiedziałem przekleństwo, które idealnie podsumowało całą sytuację.
Zdenerwowany pozbierałem się z ziemi i jeszcze raz się podniosłem, tym razem wolniej i spokojniej.
Wypuszczając głośno powietrze przez mocno zaciśnięte zęby ruszyłem w stronę korytarza.
Będąc w połowie schodów przypomniałem sobie, że mógłbym od razu zabrać ze sobą talerz i chociaż go przemyć, by nie tworzyć od nowa bałaganu.
Westchnąłem z zapałem żółwia ponownie drepcząc ku górze, kiedy niespodziewanie usłyszałem, jak przekręca się zamek w drzwiach.
Z obecnego miejsca wszystko było doskonale widać, jednak, kiedy zdecydowałem przywitać jednego z domowników i odwrócić się w jego stronę to zamarłem.
Ręka zacisnęła się na poręczy i nawet nie drgnęła.
Czułem się bardzo dziwnie.
''Być może zatrułem się swoim własnym jedzeniem.'' - Choć była by to najmilsza z opcji.
Moje ciało oblało się zimnym potem, przez który zdałem sobie sprawę, że jest naprawdę źle.
Nie byłem do końca pewien, czy bardziej jest mi słabo, czy prędzej się porzygam.
Oddychałem głębiej niemal krztusząc się powietrzem.
W tym momencie, ktoś przeszedł przez próg mówiąc do mnie, coś głośniejszym tonem.
Nie słyszałem, albo i może nie zrozumiałem tego bełkotu.
Obróciłem wzrok w stronę rozmówcy mrużąc oczy, by wyostrzyć obraz, który częściowo się rozmazał.
''Pomocy...'' - Przeszło mi przez myśl, jednak nie wypowiedziałem tego głośno.
Niemal widziałem już jak zlatuje z pół piętra, ale nie mogłem nic zrobić.
A potem....
* * *
<hej hej, cześć i czołem! To by było wszystko na dziś dziękuję za uwagę i polecam się na przyszłość hahah :D
Jestem bardzo, ale to bardzo nie miły kończąc w takim momencie (ale to musicie mi wybaczyć XD bo po prostu lubię trzymać Was w niepewności :3)
Szkoda, że nie wiecie tego, co ja wiem >o< bo chowam kilka asów w rękawie XD
Ogólnie to podzieliłem swój pierwszy rozdział na dwie części, bo wyszło mi za dużo tekstu, w swoim mniemaniu XD Pewnie - mógłbym zrobić jeden hardcorowo długi rozdział, ale tak jest zabawniej :D
Napiszcie, co tam sądzicie?
<za błędy też przepraszam, bo wiem, że na pewno gdzieś się znajdą, a ich teraz nie widzę, bo wstawiam na szybko to co mam <jestem podjarany na maksa całą tą historią> iii.... idę pisać dalej XD yolo XD
Zapytam jeszcze o jedno:
- Jaką straszną tajemnice bohater może ukrywać?
(daje drobne podpowiedzi w tekście - tylko wprawieni detektywi będą mogli je odnaleźć i przeanalizować - Dobrej Zabawy! XD)
Pozdrawiam
HimeDerHi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz