Rozdział 2
''Kilka dobrych rad od nieznajomego''
Chwile jeszcze trwało, nim mężczyzna opanował silny zachwyt po przeczytaniu owych wieści.
- Zaglądałeś tam? - Zapytał uśmiechając się od ucha do ucha, opierając przy okazji o blat lewą rękę.
Tym samym stanął na przeciwko mnie, kiedy ja siedziałem na jednym z mocnych dębowych krzeseł.
- Nie, nie odważył bym się na taki krok nie wiedząc jaki pan jest, ponieważ mogłoby się to źle skończyć. - Uniosłem kąciki ust w dość chłodnym wymuszonym uśmiechu.
- Pewnie teraz masz zagwozdkę, czyż nie? Choć ta sprawa nie jest wcale tak poufna, by jej nie rozgłaszać. - Mówiąc to podał mi pergamin, a następnie dodał: - Umiesz czytać?
Trzymając w rękach korespondencje najpierw spojrzałem na imię, które padło już w drugiej linijce tekstu.
- Owszem potrafię. - Odparłem, będąc już w trakcie przenikliwego wczytywania się w zamieszczony fragment.
''Zgadzam się na warunki oferty, którą mi ostatnio przedstawiłeś, jednak, by ją podpisać będziesz musiał stawić się na straganie osobiście. Drogi Luterinie umówmy się na jutrzejsze popołudnie. Nie zapomnij zabrać dla mnie ziół, by móc je wymienić na Serxonic.''
Poniżej była odbita czerwona pieczęć z wizerunkiem pierścienia i drobny podpis Allert, który wyglądał jakby ktoś nie czekając na wyschnięcie atramentu przejechał po nim ręką.
- Nie zbyt rozumiem. - Zaśmiałem się oddając mężczyźnie jego własność.
- Chodzi głównie o to, że jutro po długich negocjacjach w końcu podpisze ze staruszkiem kontrakt. Będę zamieniał swoje zioła na najtańszy rodzaj kryształu, oraz w późniejszych etapach handlu potargujemy się trochę o droższy towar w zamian za gotowe leki. Całkiem korzystna umowa, na której obie strony skorzystają. - Tłumaczył przerzucając rzeczy z jednego blatu na drugi. - Muszę porządnie wyszykować się by wypaść jak najlepiej.
- A więc o to tu chodzi. - Powiedziałem, by następnie zapytać go o więcej szczegółów związanych z jego pracą. - Czym tak właściwie się zajmujesz, po za zbieraniem materiałów i przetwarzaniem ich?
- Hmm. . . - Mruknął głośno się zastanawiając. - Tak w zasadzie zajmuje się tylko tym, jestem czymś w rodzaju alchemika zielarza. - Odpowiedział, a blat przede mną całkowicie opustoszał ze wszystkich małych miseczek, które teraz ustawione były w ogromnej piramidzie jedna na drugiej na blacie obok. - To moja praca, ale i też największa pasja, ponieważ odkąd tylko pamiętam zawsze mnie to interesowało i sprawiało przyjemność. W taki też sposób chce pomagać ludziom i dlatego też potrzebuje coraz większej wiedzy i kontaktów, by stać się jeszcze lepszy. Nie mogę przestać się rozwijać, to mój główny cel.
- Całkiem imponujące, jesteś naprawdę wspaniałą osobą i mam nadzieję, że uda ci się zrobić wszystko, co sobie zaplanujesz. Tym czasem na mnie już pora. - Powiedziawszy to wstałem od stołu i zacząłem kierować się do drzwi prowadzących na korytarz.
- Dobrze więc nie będę cię zatrzymywał. - Ruszył za mną by odbezpieczyć żelazny zamek na drzwiach, ale wcześniej jeszcze nim je otworzył usłyszałem pytanie z jego strony. - A ty kim chciałbyś zostać?
- Na pewno nie chłopcem na posyłki. - Zażartowałem śmiejąc się z własnej odpowiedzi, na którą wpadłem znienacka. - Ja chciałbym zostać najwspanialszym Łowcą w historii słynącym z honoru i odwagi. Stawić czoła demonom i wszystkim plugastwom tego świata, by chronić słabszych.
Mężczyzna patrząc na mnie z góry wyglądał na dość zdziwionego moją powagą, kiedy to przedstawiałem mu swoją wizję na przyszłość.
- Zaskakująca dojrzałość jak na twój wiek...
- Ale samo to pragnienie nie wystarczy, ponieważ jestem tu przywiązany do tych ziem... - Przerwałem mu wpół zdanie. - Trzymany niczym na uprzęży musząc pilnować mojej siostry, kiedy inni rozwijają się wstępując do akademii magii. Zawsze jestem na szarym końcu... - Zacisnąłem pięści, kiedy to poczułem nagłe klepnięcie w plecy.
- Nie martw się stary. Początki zawsze są trudne, ale im jest gorzej tym można nabrać dużo dodatkowego doświadczenia i wcale nie jest się gorszym zaczynając później. Jesteś złotym chłopakiem i zgaduje, że była to twoja pierwsza misja, dlatego dam ci parę rad... - Otworzył drzwi przed nami kierując się na drewniany taras, na którym uprzednio siedziałem przed jego nagłym przybyciem. - Po pierwsze nie rób tego błędu dwa razy, bo nie wszyscy ludzie są w porządku i możesz wpaść w nie złe bagno. Chodzi tu o wchodzenie do cudzych domostw. Nigdy nie wiesz komu można zaufać, dlatego jeśli masz jakieś sprawy tego typu lepiej załatwiaj je tam, gdzie będziesz mieć publiczność. Nie narazisz się na łatwą śmierć, ponieważ może znalazłby się ktoś kto by pomógł ci uciec. Po drugie - zawsze jest jakieś rozwiązanie i jeśli go nie widzisz nie bój się zapytać o nie sojuszników, czy kogoś bliskiego, nie wszystko musisz robić sam. Po trzecie - nie poddawaj się choćby nie wiem co, bo jak zrobisz jeden krok w tył to będziesz dalej od tego, do czego dążysz.
Słuchałem go z uwagą próbując wszystko dokładnie zakodować, by wykorzystać te informację w dalszej drodze.
- Dziękuję. - Powiedziałem kłaniając się na pożegnanie.
Tu też nasze drogi się rozeszły, lecz kto wie może kiedyś jeszcze się spotkamy. Najważniejsze, że owa przemowa całkowicie podniosła mnie na duchu. Odrzuciłem na bok wszystkie smutki i żale, by z dumą spojrzeć w stronę jutra.
Biegiem wracałem do swojej dzielnicy, omijając przy tym aleje Goliata. Nie chciałem znów patrzeć na biedny los tych dzieci, jednak w głowie miałem już pewien plan jak im pomogę.
Wreszcie dotarłem na główną ulice nie daleko swojego domu. Stragany powoli składali ich właściciele szykując się do powrotu na kolację, czy też do dalszej podróży. Wielu z nich było tu tylko przejazdem, by przedstawić mieszkańcom ciekawe przedmioty z innych kultur i środowisk. Zawszę można było tu znaleźć coś ciekawego dla siebie, lecz tym razem nie przyszedłem szukać tu przedmiotu, a osoby.
- Starcze ! - Zawołałem głośno, ale mój głos nie był na tyle silny po całym dniu wrażeń by przebić się przez gwar rozmawiających sprzedawców.
Ostatni klienci podchodzili by kupić potrzebne im rzeczy, kiedy ja rozglądałem się uważnie, kręcąc się tam i z powrotem.
''Nie możliwe, czyżby on mnie wykorzystał?'' - Zacząłem się zastanawiać nie mogąc go nigdzie dostrzec.
Chciał żebym zaniósł tą wiadomość obiecując nagrodę dla zamydlenia oczu, a potem zniknął.
Znów wpadłem w wir niepotrzebnych emocji zaciskając mocno zęby ze złości.
Zmęczony stałem jak słup soli po środku wielu obcych mi osób myśląc, co powinienem zrobić w tej sytuacji.
''Przecież umówili się na jutro...'' - Przypomniałem sobie. - ''To doskonała szansa na to by go dorwać...'' - Uśmiechnąłem się pod nosem.
Miałem już wracać, kiedy ktoś położył rękę na moim ramieniu mówiąc: - Szukałeś mnie?
W pierwszej chwili nie mogłem niczego z siebie wydusić, ponieważ całkowicie mnie zaskoczył.
Odwróciłem się by się jeszcze upewnić, że nie zaszła żadna pomyłka.
- Tak. - Odparłem krótko spoglądając na starca trochę speszony.
''Jak mogłem go tak szybko osądzić.'' - Lekko się za to skarciłem w myślach, ponieważ moi rodzice zawsze powtarzali mi bym nie oceniał póki nie będę miał pełnego obrazu czynów drugiego człowieka.
- Jak mniemam doręczyłeś już moją wiadomość? - Zapytał ściągając z pleców ogromny plecak by następnie postawić go na ziemi.
- Zrobiłem to jak się umawialiśmy. Pan Lutrin spotka się z panem o ustalonej porze. - Powiedziałem nim zdążył o to spytać by jak najszybciej przejść do należnego mi wynagrodzenia.
- Wspaniale. - Odparł patrząc na mnie przenikliwie unosząc przy tym jedną brew. - Oczekujesz czegoś w zamian prawda?
- Obiecał pan. - W tym momencie nie byłem pewien, czy uda mi się go przekonać, co do tej decyzji. Wyglądał na skąpca, dlatego miałem coraz więcej wątpliwości.
- Hmm... - Mruknął przeciągle spoglądając, gdzieś w bok.
Następstwem była długa cisza, w której to najprawdopodobniej rozważał moją propozycję.
''Nie spodziewałbym się, że będzie to takie trudne.'' - Powstrzymywałem się, by nie zacząć awantury o to, że mi się to należy i że jest krętaczem.
- Dobrze. - Wycedził po chwili, głośno wypuszczając powietrze z ust. - Byłbym nie słowny nie dając ci niczego za fatygę. - Chwilę czekałem nim wyciągnął z plecaka sakiewkę, wysypując jej zawartość na białą chustę.
Przeleciałem wzrokiem po kolorowych małych klejnotach, które nie większe były od złotej monety mając może jakieś dwa centymetry.
- Mogę się dowiedzieć o nich czegoś więcej? - Zapytałem przerywając ciszę i spoglądając prosto na sprzedawce, który z zakłopotaniem uśmiechnął się znikomo.
- Mogę jedynie podać ci ich nazwy. - Odparł i nie czekając, aż odpowiem kontynuował, gdyż wiedział, że i tak jestem nimi zainteresowany. - Pierwszy żółto-czerwony w nieokreślonym kształcie nazywany jest przez miastowych Sokolim okiem, drugi czarny owalny to Taspihau, czyli bezimienny, zaś z ostatnim spotkałeś się już wcześniej pamiętasz?
- To Anivis? - Wolałem się dopytać, by mieć stu procentową pewność, że mówimy o tym samym.
- Tak. - Skinął głową wyczekując mojej ostatecznej decyzji. - Jeśli miałbym być szczery to poleciłbym ci właśnie ten niebieski. Słyszałem dużo teorii na straganie, podobno ma jakieś tajemne moce.
- Chciałbym się jeszcze dowiedzieć, czy kryształy są wolne od demonów?
- Bierzesz go, czy nie? Nie mam całego wieczoru by tu tak sobie stać i gawędzić... - Zignorował moje pytanie, co w pewnym stopniu zasiało we mnie ziarno niepewności, co do sprowadzanego przez niego towaru.
''Jeśli bierze je od przypadkowych poszukiwaczy przygód to co się może stać jeśli użyje jednego z nich i uwolnię w ten sposób jakiegoś potwora?!'' - W mojej głowie kłębiły się naprawdę przerażające myśli.
- Biorę... - Powiedziałem świadomy ryzyka i zabrałem jeden ze szlachetnych kamieni.
* * *
Powrót do domu nie zajął mi wiele czasu, a w pół mroku mogłem zauważyć wóz stojący przy wejściu.
Serce zabiło mi szybciej z ogarniającej mnie radości, gdyż wiedziałem do kogo należy ten właśnie środek transportu.
Wbiegłem zdyszany przez drzwi krzycząc głośno:
- Jesteście!!! - Próbowałem się uspokoić, ale emocję przejęły górę. Wreszcie po tak długiej rozłące mogłem zobaczyć swoich rodziców.
- Nie rób hałasu. - Skarciła mnie babcia, która nie wyglądała na zadowoloną.
Reszta z resztą też nie przyjęła mnie zbyt ciepło, jakbym zrobił coś złego.
- Gdzie się włóczyłeś? - Zapytał ojciec wstając od stołu.
- Mogę to wszystko wyjaśnić! - Podniosłem ton głosu patrząc to na niego to na swoją matkę.
- Porozmawiamy jutro. - Uśmiechnął się słabo zaraz potem dopowiadając. - Chcieli byśmy odpocząć po długiej podróży...
***
<Na dziś to już wszystko :o
Napiszcie co sądzicie :D
Kto idzie razem z Rex'em testować jego nagrodę? XDD szukam ryzykanta! :D
Nie wiadomo co jest w środku, czy jak działa owy kryształ :o
Jaką dali byście moc - Anivis? (niebieskiemu trójkątnemu kamieniowi)
Next już niebawem ;) >
Pozdrawiam
HimeDerHi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz