wtorek, 7 lipca 2015

4$ His - Rozdział 2

(Bez zbędnego gadania zapraszam:)


ROZDZIAŁ 2

''Buntownicy''


Od czasu mojego zamknięcia minęły dwa miesiące. Mimo, że rutyna doprowadzała mnie do szału, nie postradałem zmysłów jak kolega z dwójki. Ciężka harówka i breja, był to codzienny widok w tym pierdlu. Strażnicy mieli robić każdemu pranie mózgu, by zapomniał kim jest i dla kogo walczy. Po czymś takim człowiek trafiał do ich armii. 
Ludzie, którzy nie słuchali pozostawali tutaj dożywotnie rozbijając kamienie. Stąd dorośli na wybiegu. 
Mój towarzysz nie co wyluzował, rozmawia, uśmiecha się, ale jedna rzecz bardzo mnie martwi. Pokazuje to jak dobry jest w walkach, przez co mogą go zabrać w każdej chwili. 
Wciąż prawie nic o nim nie wiem, dziwi mnie to, że chodzi bez butów. Chciałem zapytać, jednak zawsze o tym zapominam. 
Parę dni temu na naszym piętrze rozdawali zwierzaki, po jednym na celę. Trafił nam się Gori - uszy rysia, koci łeb, postawa myśliwskiego psa i ten granatowo szary kolor. Potem czekało nas szkolenie, odbywało się ono na zewnątrz. Pokazywali nam jak przywołać naszego stworka i jak zamknąć go w krysztale. Przy treningu było sporo śmiechu, gdy zwierz ugryzł jakiegoś rekruta. Przez chwilę można było poczuć się jak na koloni, jednak ten czar szybko prysł gdy zamknęli wszystkich z powrotem do celi. Rozmowy jednak nie cichły. Spojrzałem na Ika, u nas jak zwykle panowała cisza.
- No co? - Zapytał po dłuższej chwili.
- Masz taki śmieszny wyraz twarzy. - Zaśmiałem się zaraz potem dodając. - Świetny dzień, prawda? - Położyłem się na łóżku, biorąc ręce za głowę.
Wtedy on wstał.
- Czy ty tego nie widzisz? - Jego wyraz twarzy skrzywił się z lekka. Podszedł do mnie bliżej opierając się o metalową krawędź łóżka, stał tuż nade mną. Patrzył na mnie strasznym spojrzeniem.
- Nie wiem o czym mówisz? - Odparłem zdziwiony jego zachowaniem. 
- Chcą nas przekonać do siebie robiąc te wszystkie rzeczy, to część ich planu. - Wrócił na swoje miejsce. 
- Nie bredź. - Przewróciłem oczami.
- Idioto ! - Krzyknął jednocześnie uderzając się ręką w czoło. - Jesteś ślepy, czy co?! - Mówił dalej nie zniżając głosu. - Niby po co mieliby umilać nam czas dając zwierzaki, lub nie zmuszać nas do pracy i te całe występy na stołówce ! Nie wydaje ci się to dziwne?
W końcu zrozumiałem co miał na myśli. 
- Masz rację. - Odparłem krótko, siadając.
- Więc co zamierzasz zrobić? - Zapytał gdy się zamyśliłem. Westchnął głęboko po czym trącając mnie zapytał jeszcze raz. - Pytam co zamierzasz z tym zrobić?!
- Dlaczego akurat ja?
- Ponieważ nikt inny nie kiwnie palcem.
Zdmuchnąłem kosmyk włosów z twarzy jednocześnie słuchając go uważnie. 
- Zaraz coś wymyślę, daj mi tylko trochę czasu. 
Kiwnął na to głową kładąc się spać.
Minęło sporo czasu, zrobiłem się senny jednak wpadłem na pomysł. I tak oto narodził się genialny plan, nadzieja ludu ! 
Po tak długim rozmyślaniu przysnęło mi się. 
Przez kolejne dwa tygodnie obserwowałem straż i przy okazji podkradałem broń. Było jej tak wiele, że mógłbym zrobić tu prawdziwy arsenał. Problem tylko z chowaniem tego wszystkiego, przecież co jakiś czas przychodziła inspekcja. Najlepszym miejscem było drzewo przy głównym dowództwie, kiedyś ktoś planował zamach, wykopano tam dziurę i tunel. Jednak próba ta nie powiodła się, strażnicy mający zadanie zakopać podziemia byli zbyt leniwi, zakryli dziurę metalową blachą przybijając ją małymi gwoździami. 
Dziś skończyła się moja ostatnia obserwacja. Wynik oczywiście pozytywny, wyznaczyłem dzień, a był to czwartek w godzinach od 11 do 14. Na placu nie ma wtedy żywej duszy. Teraz wystarczy poczekać te trzy dni. 
Poniedziałek minął jako tako. Rutyna spełniona, co do jednego punktu. 
Wtorek, tak jak myślałem zjawił się inspektor. Obudzono nas z samego rana i przetrzymano za pomieszczeniem. Na szczęście facet nie był dokładny i nie zauważył wytrycha przyklejonego na dolnej ramie łóżka.
- W porządku. - Powiedział wychodząc. - Oby tak dalej. - Spojrzał na nas i wyjął coś owiniętego w srebrną folię. Podszedł do nas. - Wyciągnijcie swoje ręce. 
Zrobiliśmy co kazał i wręczył nam to coś, po czym wpuszczono nas do celi. 
Odwinąłem folijkę z ciekawości. 
- To kanapka. - Powiedziałem zadowolony. 
- Jeśli to ma być nasza nagroda, to ja podziękuję. - Odchylił głowę do tyłu, najwyraźniej po to by na mnie spojrzeć. 
- Nie chcesz?
- Pewnie, że chce. Przyda mi się jutro, a tak przy okazji wszystko gotowe? 
- Tak. - Odpowiedziałem biorą dużego gryza, przełykając smakowitą przekąskę po chwili dodałem. - Ale masz trzymać się planu.
- Zrozumiano. - Odwrócił się w swoją stronę. 
Zapadła noc, rozmowy uciszyły się, przynajmniej większość. 
W coraz większej mierze zbliżaliśmy się do jednego z największych buntów tej placówki. 
Ranek, zaczęła się środa, czas - zdawało się, że pędzi. Wstajesz, jesz coś, wychodzisz i trenujesz do upadłego. Ik jest mistrzem w dostawaniu kar, jednak dziś zrobił to celowo. Rzucał w strażnika kamieniami, nie były duże, ale z pewnością bolały. Ten jednak nie reagował. Odwinął więc folię i krzyknął głośno. -Ej ty ! - W momencie gdy cel odwrócił się do niego oberwał centralnie w twarz kanapką. 
Rozległ się śmiech, z początku tylko jego, jednak po chwili dołączyła reszta więźniów. Facet zdjął hełm i wytarł się ręką. 
- Mam cie dość gówniarzu, czeka cię kara !
Uśmiechnąłem się do towarzysza z daleka pokazując kciuk. Następnie kontynuowałem swój trening by nie wzbudzić podejrzeń. Potem wszyscy ruszyli na stołówkę. Siadłem przy najbliższym stole. Rzeczywiście podawali co raz lepsze jedzenie. 
Wróciłem za kraty, tym razem będąc sam. Byłem ciekaw, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Nie mogłem zasnąć. 
Tak długo wyczekiwany dzień zaczął się tak samo jak inne zwykłe dni. 
Zaprowadzono wszystkich na stołówkę i tam go zauważyłem, siedział pod ścianą. Dosiadłem się więc i dopiero z takiego bliska spostrzegłem, że jest blady jak papier.
- I jak ci poszło? - Zapytałem zaciekawiony, jednak nie doczekałem się odpowiedzi. Był wpatrzony w okno, jakby nie docierało do niego co się dzieje tu i teraz. Stwierdziłem, że muszę dowiedzieć się co stało się tej nocy.
Potrząsnąłem nim by się ocknął, zrobiłem to kilka razy aż w końcu zadziałało. Spojrzał na mnie jednocześnie rozglądając się na boki. 
- Jak się tu znalazłem? - Był wyraźnie zdziwiony. 
- Co z misją ? Mamy mało czasu. - Zignorowałem jego pytanie zadając swoje. 
- Zrobiłem to o co prosiłeś. 
- Na szczęście. - Szczerze odetchnąłem. 
- Chyba nie wątpiłeś we mnie? Jak idzie twoja część planu? - Uśmiechnął się lekko zabierając mój kubek z herbatą. 
- Jestem w trakcie.
- To znaczy? - Wypił zawartość do połowy.
- Eh... daj chwilę. - Wstałem i kierując się za dobrze znanym mi głosem znalazłem go ! Był to lubiany przez wszystkich więźniów plotkarz - Miko. Szatyn o ciemniejszej karnacji, wysłuchał mnie i od razu przeszedł do czynu. Zdarzało mu się czasem coś przekręcić, jednak ufałem mu na tyle by oddać jego ręką, a raczej ustom tą ważną sprawę. Organizacja w tym miejscu była dobra, a plotki roznosiły się w mgnieniu oka.
Godzinę później wszyscy chodzili już na wybiegu. Czekali na znak, którym był gwizd zagłuszający inne odgłosy. Nie było nas wielu, jednak byłem pewien, że damy radę. Linia na, której wszyscy usiedli była oznaczona czerwoną chustą po obu stronach. Rozległ się sygnał ostrzegawczy, wszyscy przykucnęli. Serce waliło mi jak kołek. Jeden z pilnujących widząc co się dzieje ogłosił alarm. 
- Za broń ! - Wydarłem się najgłośniej jak tylko potrafiłem. 
Wystające uchwyty broni wychylały się ledwo z ziemi, pociągnąwszy za nie wyciągnęliśmy swoje miecze, topory i dzidy. To właśnie kazałem zrobić Ikowi w noc tamtej środy, korzystając z tunelu wbił bronie tak by nie było ich widać, a jednocześnie by można od razu wyczuć je ręką. 
''Tego jeszcze nie było, oznacza to, że jestem genialny !''
Ochrona bram zaczęła się wycofywać, gdyby tylko nie była to strefa bez magii, wymietlibyśmy ich od razu. Zdawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Gdy wezwali wsparcie zrobiło się trochę tłoczno. Było wielu rannych po naszej stronie jak i zarówno u nich. Po raz kolejny wycofali się, wpędzając nas w swoją pułapkę. Słysząc świst spojrzałem w górę. Całe niebo przysłonił zielony gęsty dym. 
- Nie wdychajcie ! - Zakrzyknął jeden z naszych.
Zasłoniłem się koszulą jednocześnie wstrzymując oddech na tak długo jak tylko potrafię. 
Nie było nic widać, ruszyłem w przód trzymając mocno swoją broń. Nagle z mgły wynurzyło się ostrze, przeszło tuż obok mojej ręki. Łowca stojący za mną upadł twardo na glebę.
- No to jesteśmy kwita.
- Ik co ty do cholery robisz?!
- Ratuję ci dupę, nie widać.
- Zasłoń się.
Jako jedyny wdychał te opary, nie byłem pewny co to może być, ale zdawałem sobie sprawę jak niebezpieczne może to być. Upuścił broń i chwycił się za lewe ramię, które krwawiło dość solidnie. 
- Dla mnie nie ma szansy. - Powiedział skruszonym głosem oglądając się na mnie, upadł. 
Był to dla mnie jasny znak, że należy się ewakuować. Tak jak uczono na treningu, rozbiłem ciemno fioletowy kryształ o kamień, przywołując tym Gori. 
- Forma pancerna ! - Wydałem polecenie, które wykonał bez wahania. Sprawiło to, że powiększył się trzykrotnie. Położyłem towarzysza na grzbiecie zwierza, a następnie też na niego wlazłem. Na szczęście bransolety uszkodziły się i przestały działać, w końcu mogłem opuścić to koszmarne miejsce. 
- Wio !
Przedarłem się prze kłęby dymu, przewracając straż - byłem wolny. Rzucili siecią, która zaczepiła się o drzewo. Walka dalej trwała, co nie było już moim problemem. Będąc dostatecznie daleko wiedziałem, że znam te okolice, szukałem potoku. Słysząc kaszel za plecami, byłem pewny, że się obudził. 
- Hej słyszysz mnie? - Zapytałem, by się upewnić. 
Na to on mruknął coś pod nosem. 
- Uciskaj ranę i staraj się nie zasypiać, rozumiesz?
Pociągnął za mój rękaw.
Spojrzałem na niego kątem oka.
- Błagam... zatrzymaj się. - Zacisnął palce na materiale. 
- Jeszcze tylko dosłownie chwila. - Odpowiedziałem spokojnie. 
Po krótkim czasie byliśmy już nad wodą. Zatrzymałem zwierza.
Sam zszedł na ziemię, siadając od razu pod drzewem. Wziął wodę na rękę i obmył ranę kilka razy. Wydawało się, że rozcięte miejsce przestało w końcu krwawić. 
- Mieszkam niedaleko, wytrzymasz drogę? 
- Pewnie. - Odparł opierając się o korę zdrową ręką. 
- Ale najpierw. - Przykucnąłem obok i urwałem rękaw swojej koszuli, następnie przecinając go w jednym miejscu. Związałem to tam gdzie było trzeba, chwilowo to zastąpiło mi bandaż. 
Ponownie dosiadając stwora wybrałem skrót, którym wiózł mnie ten podejrzany typ. Zapamiętałem drogę dokładnie, w końcu nigdy wcześniej tak mocno się nie zestresowałem jak tamtego dnia. 
Będąc na miejscu, wypowiedziałem krótką formułkę, która zamknęła zwierza z powrotem w kryształ. Nie mogąc znaleźć klucza sięgnąłem pod wycieraczkę. Czując, że mam go w dłoni, wyjąłem rękę spod tego całego syfu.
Po chwili wpuściłem go do środka i usadziłem na krześle. Wywaliłem wszystko z dolnych szafek.
- Jest. - Powiedziałem do siebie, wracając do kuchni tam gdzie siedział mój gość.
- No dalej, na co czekasz zdejmij koszulę. - Spojrzał na mnie co najmniej dziwnie. - Opatrzę cie tylko.
- Nie trzeba, zagoi się. - Machnął ręką.
- Matko, jaki z ciebie uparty osioł, a jeśli się nie ''zagoi'', jak to ująłeś? 
Westchnął, nie wiedząc co powiedzieć.
- I tak powinieneś się przebrać.
Wreszcie postanowił wstać, bez słowa ściągając górną część ubrania, zrobił to jedną ręką. 
Położył koszulę na krześle, była brudna od krwi i błota.
Przyjrzawszy się ranie wywnioskowałem, że źle to wygląda. Następną rzeczą, na którą zwróciłem uwagę była jego budowa ciała. Był szczupły, ale nie ponad normę, więc nie było tu czym się przejmować. W pewnych momentach był, jak mój niechciany młodszy brat, chociaż z rodzeństwa mam tylko siostrę. 
Wziąłem wacik i polałem go specjalnym preparatem odkażającym i przyśpieszającym gojenie. Przeszedłem do czynu delikatnie jeżdżąc nim po ranie, wtedy on syknął odsuwając się, zaraz potem, siedział już sztywno. Szybko skończyłem robotę, zawiązałem na ostatni supeł i zaprowadziłem gościa do salonu. Siadł na kanapie, a ja tymczasem zapaliłem świecę, by rozjaśnić pomieszczenie, było już tak późno. Zapanował klimat, jak zwykle idealny do rozmowy, a u nas znów ta sama cisza...



 *    *    *


(Koniec rozdziału :] Było trochę akcji. Opiszcie co was najbardziej poruszyło czy wywołało jakiekolwiek inne emocję. Dziękuje za przeczytanie ! *Polecam się na przyszłość moi mili.*XD Kolejny rozdział zatytułowany będzie ''Wspomnienie'' - trochę na niego poczekamy z góry uprzedzam. W rozdziale tym poznacie historię czerwonookiego  bohatera. To by było na tyle.)





POZDRAWIAM
   HimeDerHi



<POPRZEDNI  ROZDZIAŁ

5 komentarzy:

  1. Tratata.. wróciłam!! :D Cieszysz się o mój poddany?

    Rozdział świetny a rozpisywać mi się nie chce bo idę dalej oglądać Drrr i idę spać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki poddany ! Mówisz do Lorda ! Szlachty nad szlachtami. Monarchy za trzy grosze i kota ! XD
    Też oglądam DRR ! :D Ale strasznie powoli bo nie chce tego za szybko kończyć. XDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poddany to poddany a lordem to ty w chacie możesz być xDD (którą za niedługo znajdę i przejmę! chowaj co cenne!)
      Ja już obejrzałam 1 serię i Drrr x2 Shou. Teraz obejrzałam Durarara x2 Ten odcinek pierwszy! I to jest zaje*iste! Tylko op zmaścili w Ten. Oraz czekam na next odcinki które za niedługo wyjdą.

      Usuń
  3. Ja siedzę przy sezonie 2, dokładniej na odcinku 6. Znajdzie się dzień obejrzę wszystkie odcinki na raz potem zajmę się kolejnym.

    Moja chata = mój zamek :D Mądry. Tak. Mam dużo sług, którzy są najlepsi pod słońcem i nikogo nie wpuszczą bez mojej zgody. Za dużo im płacę. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 3 grosze? Nie no przesadziłam 5 groszy. Ja moim nic nie płacę, bo mój blask im wystarczy.
      Wcześniej oglądałam Drrr, ale przestałam, bo miałam za mało czasu. I dobrze, że teraz zaczęłam to oglądać :D

      Usuń