czwartek, 9 lipca 2015

4$ His - Rozdział 3

(Szybkie podsumowanie dnia: ruszyłem z domu do znajomego (rano), podwieźli mnie rodzice, bo akurat jechali do pracy. Wieś ---> miasto. Ostatecznie czekałem na niego ponad pół godziny. Aż wstanie... potem dzień był zajebisty, pomimo tego, że zlał nas deszcz. Oczywiście dołażąc do bloku przestało padać, a z nieba zeszły wszystkie chmurki, zupełnie jakby całej tej ulewy nie było. Dziwne. Potem wróciłem do siebie, po większej połowie dnia. Próbowałem pogodzić kota z psem. To był błąd, bo prawie że mi się pozabijali. Kot cały się zjeżył pies rzuca się na kota, a ja siedzę sobie po środku. Na szczęście nie doznałem, żadnych obrażeń poza lekkimi zadrapaniami po moim słodkim dachowcu. xD. Mówię to byście nie powtarzali tego samego błędu. xD Ale teraz przejdźmy do rzeczy w końcu zrobiłem post po to by wstawić tu rozdział, a nie opisywać swoje nudne życie. Więc, ZAPRASZAM =).



ROZDZIAŁ 3
''Wspomnienie''


Mając dość tego milczenia zapytałem kierując wzrok na niego. 
- Czemu... powiedziałeś coś takiego? - Nie odpowiedział, pewnie nie domyślił się o co mi chodzi.
 - Wtedy na polu bitwy. - Dodałem wyjaśniając. 
- Wiesz... byliśmy kwita, nie potrzebnie mnie ratowałeś...
- Chyba nie chciałeś tam... - Przerwałem mu, również nie kończąc swojego zdania, na szczęście zrobił to za mnie.
- Umrzeć? - Schylił głowę lekko się uśmiechając. - Uwierz to by było dla mnie najlepsze. 
- Żartujesz prawda? - Podniosłem ton głosu. - Musisz żyć, podążać za przeznaczeniem. 
- Nie znasz mnie więc nie oceniaj ! - Krzyknął zaciskając zęby. 
- Więc powiedz mi więcej, jesteś księciem ...
- Nie nazywaj mnie tak ! - Szarpnął mocno za kołnierz mojej koszuli. Jego spojrzenie w jednej chwili stało się straszne, jakby przez moment to nie był on tylko ktoś zupełnie mi obcy. 
- Spokojnie. - Zdjąłem z siebie jego łapy trzymając je mocno.
- Obiecałeś, że mi powiesz co stało się tego dnia, dnia w którym się poznaliśmy. - Czując, że jego palce leżą już luźno, puściłem go.
- Pamiętam. - Powiedział tym razem dużo spokojniej. - Musiałbym jednak zacząć od początku. - Przygryzł dolną wargę. 
- Nie krępuj się. - Wlepiłem w niego wzrok.
Oddychał głośno, jak by zbierając się do tego mentalnie. Minęło parę długich minut nim zaczął. 
- Miałem wtedy 10 lat i opiekowała się mną matka, za to dla ojca nigdy nie istniałem, przynajmniej tak się zachowywał. Wiedziałem, a wręcz czułem to, że żywił do mnie głęboką nienawiść. Działało to w dwie strony. Gdyby nie ona... byłbym taki samotny. - Kąciki jego ust lekko uniosły się na chwilę do góry. - Jednak to... zdarzyło się w zimę. Poranek był taki cudowny, a z zewnątrz dochodziły śmiechy innych dzieci. Zapytałem wtedy, czy też pójdziemy się pobawić? - Mówił z trudem, jednak słuchając go czułem jakby opowiadał wydarzenie, które przeżył wczoraj. Minęło kilka lat, a on pamiętał wszystko, każdy szczegół. - Kiwnęła głową i zawiązała mi czerwony szal na szyi wysyłając najpierw do sklepu. Byłem wtedy taki naiwny ciesząc się ze wszystkiego. Opuściłem dom zaledwie na parę minut, a gdy wróciłem... - Przerwał nagle wstrzymując oddech. Potrzebował dłuższej przerwy, po której mówił dalej. - Otwierając drzwi zobaczyłem krew, była dosłownie wszędzie. Wylana na ściany i podłogę, matka leżąca na ziemi z trupem jakiegoś mężczyzny. Nie oddychała... nie ruszała się... krzyczałem jednak nikt nie przyszedł zobaczyć co się dzieje, zupełnie jakby ktoś to wcześniej zaplanował... - Drżał, zamykając mocno powieki, jednak łzy i tak przedostały się na zewnątrz spływając po jego twarzy. 
Nie potrafiąc go inaczej pocieszać ludzi przytuliłem go.
- Żałosne wiem. - Zaczął przecierać oczy, jakby płacz miałby być czymś nie naturalnym i złym.
- Wcale nie. - Przycisnąłem go mocniej do siebie, jednocześnie uważając na świeżą jeszcze ranę. 
- Nie skończyłem jeszcze... nie wiesz jeszcze dlaczego... - Przełknął ślinę. 
- Domyślam się, nie musisz kończyć.
- Źle myślisz. - Odsunął mnie od siebie. - Nim skończyłem te 11 lat musiałem służyć swojemu ojcu, traktowany jak niewolnik często obrywałem, niemal codziennie. Nie potrafiłem się przed nim obronić. Kazał mi ubierać sukienki, takie jak mają pokojówki, nie wiesz jakie to było dla mnie bolesne i upokarzające ! Służba współczuła, jednak zabraniano im się do mnie zbliżać, głupie bały się że wylecą z roboty. Chcąc w końcu od niego uciec, zostałem złapany i pobity do stanu, w którym nie mogłem się nawet podnieść z ziemi. Gdy powoli odzyskiwałem siły stwierdził, że jestem mu nie potrzebny. Śmiał się, że mnie zabije... i gdyby nie ty... już bym nie żył. 
Dalej się trząsł, był to chyba pierwszy raz kiedy się tak przy mnie rozkleił, co chwila wycierając oczy. Wyglądało mi to na szczerą rozpacz. Rzeczywiście miał przesrane życie. Strata ukochanej osoby, a potem codzienne znoszenie bólu.
''Zmienię to, pokazując mu czym jest szczęście.''
- Cieszę się, że w końcu to z siebie wyrzuciłeś. - Chwila ciszy, po której dopowiedziałem. - Obiecuje, że nie pozwolę cię nikomu skrzywdzić. 
Podniósł wzrok na moment, wystawiając rękę na wprost niego zapytałem. - Co ty na to by zostać przyjaciółmi? 
Płomień świecy zamigotał, była zaledwie wypalona do połowy. 
- Przyjaciółmi? - Powtórzył szeptem zaraz po mnie.
- Tak. 
Uśmiechnąłem się, a on podał mi swoją dłoń. 

*     *     *

Wstałem około 9 nad ranem, co dziwne Ik jeszcze spał, dziwne dlatego, że co dzień miałem pobudkę o piątej. Uznałem, że dam mu wypocząć. Szwędając się trochę po kuchni zrobiłem to co umiałem najlepiej, czyli naleśniki. 
Postawiłem talerz na stole i lekko usiadłem na kanapie. Trąciłem towarzysza kilka razy by wstał, poruszył powiekami, a następnie otworzył powoli oczy. 
- Ymm? - Spojrzał nieprzytomnie. 
- Wstawaj, przygotowałem śniadanie. 
- Już teraz... - Westchnął siadając.
Owinął się kocem, wtedy zauważyłem, że ma prawie sine dłonie. 
- Zimno ci? 
- Nie. - Zaprzeczył, jednak po chwili dodając. - Tylko w ręce. 
Chciałem dotknąć jego czoła by sprawdzić czy nie ma gorączki, jednak odsunął się szybko jakby robił unik przed ciosem. 
- Co ty ... - Złapał za moją rękę. Rzeczywiście jego dotyk był zimny. 
- Chciałem tylko sprawdzić czy nie masz temperatury. 
- Po co? Głupota jakaś. - Puścił mnie.
- Powiedz prawdę. 
- Kiedy człowieka boli wtedy czuje tak naprawdę, że żyje. Tak czy siak mnie nic nie dolega. 
- Ufam ci. - Uśmiechnąłem się wstając, widziałem lekkie poruszenie w jego oczach jakby na chwilę jego źrenice zwiększyły się by następnie wrócić do normalnego stanu. 
Rozdzieliłem jadło na dwie porcję stawiając talerz prosto przed nim. 
- Wygląda pysznie, ale nie jestem głodny. Wybacz. - Oddał mi swoją porcję. 
- Wychodzisz gdzieś? - Zapytałem gdy długo wpatrywał się w okno. 
- Idę na miasto. - Z trudem wstał i chwycił za klamkę, jednak drzwi były zamknięte, a on nie umiał ich otworzyć. 
- Pomóc?
- Nie trzeba, jak będę chciał pomocy to powiem ! - W tym momencie pokazał swoją królewską dumę. 'On wszystko wie i zrobi najlepiej.' - Tak brzmiało to zacne powiedzenie przez które popsuł mi zawiasy i wyszedł. 
Wrota narobiły dużo nie potrzebnego hałasu. 
- Ehh... Martwię się o niego. - Westchnąłem głośno. 

*Tym czasem Ik*

     *       *      *

Minęło dobre pół godziny odkąd chodzę bez celu po tym nieciekawym mieście. Dominuje tu kolor szary i czerwony, od czasu do czasu pojawi się też inny odcień. 
Trafiłem na konkretne zadupie, co raz trudniej łapało mi się oddech. Straszny ból w klatce piersiowej o głowie nic nie wspominając, zupełnie jakby szkło dostało się do mojej czaszki i obijało o wszystkie ścianki. 
Cały czas myślałem tylko - ''Jakoś sobie poradzę.''
Nie chciałem by Rex cokolwiek wiedział, przecież i tak ma sporo na głowie. 
Usiadłem pod wielkim blokiem. Nie mogłem wstać. 
Jeden wdech... potem wydech, słyszałem swój ciężki oddech. 
Nagle pojawiły się czarne punkciki zakrywające mój cały obraz. W tym samym czasie usłyszałem głośne wycie wilków.
Oczy same się zamknęły. 
''Co się ze mną dzieje...'' - Było moją ostatnią świadomą myślą. 

*Rex*

Chodziłem w tą i z powrotem próbując się uspokoić.
- Za długo go nie ma, przecież nie zna tych terenów. A może zna? Zgubił się... nie, zaraz pewnie wróci. - Miałem natłok myśli. Przez głowę przechodziły mi setki scenariuszy, te dobre i te złe. 
Nie wytrzymałem wybiegając z domu.
Spojrzałem najpierw w prawo, potem w lewo. Ulice tym razem tętniły życiem. 
'' I jak ja go teraz znajdę !''
Postanowiłem zapytać, zaczepiając najpierw jakąś damę, która uderzyła mnie swoją torebką krzycząc. Musiałem się przemieścić inaczej dopadł by mnie jej mężulek rzeźnik. 
Po kilku złych podejściach postanowiłem, że znajdę kogoś w swoim wieku. Przez drogę przechodził akurat jakiś blondyn. Miał na sobie luźniejsze spodnie i czerwoną kamizelkę. 
Niósł koszyk z czymś  zawiniętym wewnątrz. Miał minę jakby coś wiedział, więc postanowiłem to sprawdzić.



*          *        *

(Koniec. No i przebrnęliśmy przez te masę dialogu. Rex zachowuje się trochę jak taka zatroskana mamusia, czy tylko mi się tak wydaję? Emocje? PS INFO: wyjeżdżam do pracy (będę zbierał owocki), jeśli uda mi się być to będę wrzucał następne rozdziały. Mało czasu, ale się postaram. Ehh. Poświęcam się by zarobić grosze. XD Nie bójcie się lapek jedzie ze mną:D).


POZDRAWIAM
  HimeDerHi



8 komentarzy:

  1. Witaaam!! ^^
    Rozdział genialny, jak zresztą zwykle. Coraz bardziej się wkręcam w tą historię. I nadal pozostaję przy tym, że to najlepsze co piszesz. :3 Jak dla mnie Rex jest bardziej jak starsza o kilka lat siostra. Na matkę się moim zdaniem nie nadaje xDD

    Miałeś bardzo ciekawy dzień xD Oto mój:
    Wstaję o 5 rano i włączam lapa. Idę zrobić jedzenie (jajecznica!). Siedzie na necie do 22:50(czyli teraz) oczywiście wyszłam przez ten czas jeszcze z psem, do sklepu i posprzątałam mieszkanie. Czyli rutyna jak zwykle :D

    Zabierz trochę owocków dla mnie! Sałatkę zrobię! (jak mi się uda :) ). Nie zapomnij ładowarki do laptopa!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzienki Dzienki xDD
    No w sumie racja, na matkę jeszcze za młody. Heeh.

    A widziałaś tęczę bo ja podziwiałem :D I też robiłem z kumplem jajecznice, hmm znaczy on robił ja patrzyłem. xD I jak zwykle tego swojego okropnego gluta zrobił. Ale było zjadliwe.
    Rutyna jest wszędzie i trzeba coś zrobić by ją przerwać !

    Sałatka z brzoskwini XD nie jadłem takiej jeszcze, ale z chęcią spróbuje. Pamiętam o wszystkim :3 (sklerotyk)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm. brzoskwinie... ZŁO!! :3
      Ja za to nauczyłam się robić jajecznice z warzywami!! (jestem dumna). U mnie burza była(u mnie na blogu jest post o tym). Jak ja kocham burzę i deszcz. Jak Izaya... Mamy coś wspólnego.
      U mnie z rutyną to wstaje, jem, siedzie na lapie, idę z psem, do sklepu, na lapie, spać. I gdzieś tam szkołę wcisnąć.
      Nie zapomnij o plecaku! I laptopie! I komórki! I w ogóle siebie!

      Usuń
  3. *Smaczne :)*
    Gratuluje :D Pocztą mi wyślij do pracy xD
    Też lubie burze, a co najlepsze była wczoraj w nocy u mnie, a ja spałem tak twardo, że nie zauważyłem. :c
    Co ja bym bez ciebie zrobił... a jak czegoś zapomnę to zrób włam do mnie do domu i gołąbkiem wyślij. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi ma się talent!
      U mnie wczoraj też była i aż przez dwie godzina na nią patrzałam z okna. Tak się błyskało, że okulary przeciwsłoneczne miałam :D
      Dobry pomysł! Ale jak co to ty naprawisz szybę i drzwi! (nie było mnie!)

      Usuń
    2. Talent do nie ogarniania co się pisze xDD

      Usuń
    3. Noo ba.
      Ja tak mam jak zobaczę księżyc, dwie godziny siedzenia na drzewie, aż w końcu słyszysz głośne wołanie. ''Dooo DOMU !'' XD Herbatka, drzewko i księżyc. Piękne. Jestem kotem.
      Ej ! Poopalajmy się trochę przy burzy, co ty na to? XD
      Naprawie jakoś. Zakleję taśmą.
      (Wybacz moje odskoki od normy za dużo kawy) XDD

      Usuń
    4. Ja za dużo orenżady w proszku xDD
      Ja mogę iść! Zapisuje się!
      U mnie nikt nie zważa czy w domu czy na dachu. Ważne, ze jestem.
      Mogę ci taśmę kupić ja chcesz?

      Usuń