środa, 6 stycznia 2016

*Historia 5 - Rozdział 7*

(Ohayo, to znowu ja. Przychodzę do was z kolejną porcją moich wypocin aby podzielić się z wami kolejnymi przygodami Mikaela. Nie sądziłem że uda mi się aż tak rozpisać XD Mam nadzieję że wam się spodoba, mnie osobiście satysfakcjonuje ten rozdział i według mnie odwaliłem kawał dobrej roboty, ale nie mnie oceniać więc już dłużej nie przeciągając zapraszam :3)



  ROZDZIAŁ 7

Arin



Dźwięk budzika wyrwał mnie z objęć morfeusza. Uderzyłem ręką w srebrny elektroniczny zegarek mając nadzieję że uda mi sie w ten sposób go wyłączyć. Przy trzeciej nieudanej próbie zrezygnowałem i otwierając oczy chwyciłem go w ręce i nacisnąłem guzik "stop". Położyłem głowę na miękkiej poduszce i próbowałem przypomnieć sobie swój sen. Pustka jaka ogarnęła moją głowę sprawiła że nieco się zirytowałem. Jedyne co wiedziałem to to że ten sen był bardzo przyjemny. Powoli zsunąłem nogi i usiadłem na krawędzi łóżka, opierając łokcie na kolanach. Ukryłem twarz w dłoniach. Tak bardzo nie miałem na nic ochoty.  
- Muszę pamięta aby na weekend wyłączać budzik. - wyszeptałem podnosząc sie z miękkiego materaca. Mozolnym krokiem zbliżyłem sie do okna i odsłoniłem rolety wpuszczając do środka promienie wschodzące słońca. Odwróciłem się w stronę dużej jasnoszarej szafy, z lustrem. Przejrzałem się w nim uważnie. Jasne włosy były w kompletnym nieładzie. Na twarzy można było dostrzec odcisk minionej nocy. Nie wiem dlaczego zawsze rano wyglądałem jak zwłoki. "Może każdy tak ma." Przeszła mnie myśl, a ja wzruszyłem ramionami i zbliżyłem się do szafy. Otworzyłem ją i jak zawszę przywitał mnie widok idealnie poskładanych ubrań. Czasami irytował mnie fakt iż posiadamy gosposie. Nigdy nie miałem pewności co porabia w moim pokoju, gdzie zagląda i co przegląda. Przejechałem  ręką po szeregu dębowych półek zastanawiając sie co dziś założyć. Sięgnąłem po białą koszulkę i szary kardigan, do kompletu jasnobrązowe spodnie. Wróciłem do łózka i rzucając na nie ubrania skierowałem swój krok w stronę komody. Wyjąłem z niej parę białych skarpetek, bokserki  po czym udałem sie z powrotem do miejsca gdzie rzuciłem ubrania. Zdjąłem z siebie przewiewną piżamę odsłaniając swój umięśniony tors. Dopiero teraz zorientowałem się jak bardzo się wyrobiłem. Stałem tak wpatrzony w swoje odbicie, Wodząc wzrokiem po swoim ciele, aż w końcu zorientowałem sie że poranny wzwód dawał o sobie znać. Westchnąłem cicho, po czym skierowałem się w stronę toalety. Dużym przywilejem posiadania sporego majątku była prywatna łazienka we własnym pokoju. Wszedłem do środka, białe płytki miło schładzały mi stopy. Stanąłem pod prysznicem i przekręciłem kurek. Ciepły strumień wody spłynął po moim ciele. Mięśnie powoli ustąpiły i rozluźniły się, a ja zabrałem się za mój "problem". Ciche jęki wydobywały się z moich ust kiedy przypominałem sobie wszystkie te kobiety które widywałem w Internecie. Nie wiedząc czemu dziwnie czułem się wyobrażając to sobie. Wydawało mi się że coś jest nie tak, mimo wszystko nie zamierzałem przerywać. Po kilku minutach intensywnego skupienia udało mi się skończyć. Chwyciłem za żel i ulałem trochę na rękę. Dokładnie wymyłem swoje ciało i włosy po czym nałożyłem odżywkę. Kiedy tylko skończyłem ten etap dbania o higienę ruszyłem ku umywalce gdzie następnie umyłem zęby, nakremowałem twarz i ręce, oraz przy pomocy suszarki wysuszyłem i ułożyłem sobie włosy. Poczułem jak bardzo głodny jestem. Wróciłem do pokoju i zacząłem sie ubierać. Niebiesko białe ściany w połączeniu z porannym słońcem pięknie rozświetlały to pomieszczenie. Jasne panele dodatkowo wzmacniały ten efekt blasku pewnie Mira je wczoraj pastowała. Przewróciłem oczami po czym założyłem bieliznę, koszulkę , spodnie i kardigan, chwyciłem jeszcze zepsuty telefon i wyszedłem na korytarz. Białe ściany i długi czerwony dywan, były całe ubrudzone błotem.  
-Emma!- wycedziłem wściekle kierując sie w stronę jej pokoju. Gdy znalazłem sie pod, obklejonymi plakatami, drzwiami zauważyłem że są uchylone. Wszedłem do środka, a mym oczom ukazała sie drobna dziewczyna siedząca na łóżku z tępym wyrazem twarzy. Jej czarne glany były brudne, a zielone pończochy podarte, w dodatku ta rozciągnięta bluzka która wręcz na niej wisiała.  
"Jak ona strasznie schudła"- przeszła mnie smutna myśl. 
Ciemne kosmyki przetłuszczonych włosów opadały jej  na twarz. Miała podkrążone oczy i rozszerzone źrenice. 
-Hej.-  powiedziałem z opanowaniem patrząc na wrak człowieka jaki pozostał z mojej siostry. 
-Czego chcesz!- rzuciła ostro.- znowu będziesz mnie umoralniał?  
Strasznie zirytowały mnie jej słowa. 
-Nie, martwiłem się o ciebie.-wyszeptałem -czemu nie odbierałaś wczoraj telefonu? 
Dziewczyna zaśmiała sie odchylając głowę do tyłu.- Zjarałam sie jak dzika kurwa i nie mogłam odebrać telefonu. W sumie nie ma co się dziwić, gadałam z paczką fajek.  
Jeszcze chwila i wybuchłbym, ostatecznie jednak postanowiłem postawić na opanowanie. 
-Wydaje mi się że powinnaś ograniczyć, nie zapominaj że masz słabe serce. Nie chce...- zawahałem się- nie chciałbym cie stracić. 
Emma zmierzyła mnie dokładnie po czym z szyderczym śmiechem powiedziała.- Co ty pedał jesteś że sie tak rozczulasz?! Od kiedy tak się mną interesujesz?!- podniosła ton- zawsze byłam tylko twoim cieniem którego nawet nie zauważałeś! 
-Interesuje się bo mam powody. Zaczęłaś przesadzać z ilością narkotyków i tym pojebanym towarzystwem. - Wydarłem sie na nią.- oni cie wykorzystują! Stawiasz wszystkim, a po wspólnym ćpanku dobre ruchanko, hem..?! 
Dziewczyna poderwała sie, podbiegła do mnie i uderzyła mnie z otwartej dłoni w twarz. Złapałem ją za nadgarstek po czym wyszeptałem chłodno. 
-Nigdy więcej tego nie rób! 
Odepchnąłem jej rękę i wyszedłem z pokoju. Czułem jak adrenalina rozpływa sie po moim ciele, a złość buzuje w mojej głowie. Powoli traciłem kontakt z rzeczywistością. Szybko zbiegiem po kręconych schodach i znalazłem się w obszernym hol, który wypełniony był jaskrawym światłem wpadającym przez duże okna. Skierowałem się do gabinetu mojego ojca. Ze spodni wyjąłem mosiężny klucz i otworzyłem drzwi.  Było to pięknie urządzone pomieszczenie, ze ścianami w kolorze szafiru z  hebanową podłoga na której leżał krwistoczerwony dywan. Od ponad dwóch miesięcy nikt tu nie sprzątał. Tylko ja mam dostęp do tego pokoju, a ponieważ jestem człowiekiem który raczej nie przepada za sprzątaniem, to to miejsce wyglądało jak wyglądało. Kurz powoli zaczął osiadać na wysokim kredensie i pólkach z książkami. Jedynie biurko było czyste gdyż lubiłem przy nim posiedzieć, wiec wypadało by było sprzątnięte. Spokojnym krokiem podszedłem do półki z szufladkami i wyciągnąłem z jednej z nich, opakowanie tabletek. Pani psycholog próbowała mnie ogłupić, wmawiając że to mi pomoże, wiedziałem że to bzdury, ale wydaje mi się że uzależniłem sie od nich na tyle, że nie mogłem przestać ich brać. Łyknąłem 2 tabletki, po czym schowałem leki do kieszeni i wyszedłem z pokoju. 
-Tato, szkoda że tak rzadko bywasz w domu. -Wyszeptałem. 
Wprawdzie, dzięki temu że ojciec tyle pracował, mieliśmy na  to wszystko ale, rzadko go przez to widywałem. Miałem z tatą naprawdę dobry kontakt. Był on chyba jedyną normalną osobą w moim życiu. Zawsze mogłem z nim porozmawiać i był dla mnie ogromnym wsparciem. Ciężko nawet spojrzeć na niego jak na ojca, był on bardziej moim przyjacielem. Westchnąłem ciężko i zamykając drzwi na klucz udałem się do kuchni.  
Kiedy przechodziłem przez jadalnie dostrzegłem siedząca przy stole matkę i podającą jej kawę gosposię.   
-Część- rzuciłem niechlujnie do mamy- popsułem telefon.  
-Wiem, pani Crawel już dzwoniła.- podniosła na mnie wzrok z ponad laptopa.- paczka przyjdzie jutro, ale to już ostatni raz.
Blond włosy były spięte w idealny kok, który stał się praktycznie jej znakiem rozpoznawczym. Okulary w czerwonej oprawie dodawały powagi, tak samo jak marynarka i ta srebrna kolia, która idealnie podkreślała jej smukłą szyję.   
-Spoko.- odpowiedziałem, po czym zwróciłem sie do gosposi- Mira, zrobiłabyś mi śniadanie?  
-Oczywiście.- skinęła głową, na co ja odpowiedziałem skromnym - Dziękuję. 
Kobieta która tak chętnie nam pomagała, była niewysoką szczupłą studentką prawa. Pochodziła ona ze średniej sfery, lecz dzięki niezwykłej pracowitości i wsparciu mojego ojca dziewczyna miała okazję na lepsze życie, które moim zdaniem było tylko złudzeniem. Najlepiej będziemy czuli się tam gdzie nasze serce postanowi zostać i żyć z ludźmi nam bliskimi, a u mnie to miejsce na pewno nie było tutaj.
*** 
Resztę śniadania spędziliśmy w ciszy skupieni na swoich zajęciach. Gdy tylko skończyliśmy jeść, matka pożegnała się ze mną i pojechała do pracy a ja wróciłem do pokoju po czym przyszykowałem sobie rzeczy do pływania. Spojrzałem na zegarek, było w pól do piątej. Zapomniałem ze miałem spotkać sie z Christem. Szybko chwyciłem wodoodporny plecak i przerzuciłem do niego wszystkie rzeczy.  Zbiegłem po schodach i chwile później byłem już przy samochodzie ojca. Zwykle z niego nie korzystałem, gdyż preferowałem aktywność fizyczną, lecz tym razem postanowiłem zrobić wyjątek. Nie wiedzieć czemu strasznie cieszyłem sie na myśl o tym spotkaniu. Odpaliłem auto i ruszyłem w stronę jeziora. Niecałą godzinę później byłem już pod lasem otaczającym miejsce moich treningów. Wysiadłem z samochodu i ruszyłem miedzy drzewa. Po drodze myślałem jak minie to spotkanie. Chłopak nie wyglądał na kogoś bogatego, wręcz przeciwnie, przypominał mi tych cwaniaczków z biedniejszych sfer. Mimo wszystko czułem że jest inny. Wydawało mi się że jest hm... Jak by to określić, spoko? Rozmyślałem o nim tak długo że nawet nie zorientowałem się kiedy byłem nad brzegiem jeziora. Rozejrzałem sie dokładnie, a ponieważ nikogo nie zauważyłem to przystąpiłem do zmiany bielizny. Wszystkie rzeczy staranie włożyłem do plecaka i ruszyłem do wody. I znowu ten przyjemny dreszcz, który wywalała chłodna woda. Płynąłem kraulem w stronę drugiego brzegu. Plecak troszkę mi to utrudniał lecz nie było aż tak źle. 
Wiatr ustał kiedy dopłynąłem na drugą stronę jeziora. Wszedłem z wody i spokojnym krokiem skierowałem się w stronę kamienia. Nie wiedzieć czemu serce zaczęło bić mi szybciej.
"Stres? Ale przed czym?" Zdziwiłem się reakcja mojego ciała na całą tą sytuację. Rozejrzałem się i tak jak po tamtej stronie tu tez nikogo nie było. Poczułem się dziwnie.  
-Christ?!- zawołałem lecz odpowiedział mi tylko delikatny szum wiatru.  
Postanowiłem zaczekać, mając nadzieję że chłopak wkrótce się zjawi. 
*** 
 Minęła godzina a chłopaka jak nie było tak nie ma. Powoli zacząłem irytować się całą tą sytuacją. Koniec końców Christ nie przyszedł, ale przynajmniej trochę popływałem. Siedząc teraz na kamieniu już przebrany zastanawiałem się nad powodem jego nieobecności.
"Mieszkam niedaleko" przypomniały mi się słowa Chłopaka.  
-Dobra, chyba nic sie nie stanie jak wybiorę sie na małą  wycieczkę.- uśmiechnąłem sie sam do siebie i przeczesując swoją blond czuprynę, ruszyłem w stronę miasta
 *** 
Faktycznie, domki ukazały mi się już po około dziesięciu minutach. Szare kamienice wyrosły jak z pod ziemi gdy tylko opuściłem tereny zielone. To miejsce wyglądało jakby ktoś zabrał z niego wszystkie barwy. Przechadzałem się ulicami mijając coraz to biedniejsze osoby. Powoli zacząłem się bać. Wychudzone dzieci biegały i bawiły sie w brudnych kałużach, a obleśne staruchy pijane leżały na ławkach. Ten widok ścisnął moje serce i żołądek przy okazji też. Krążyłem po okolicy przez około dwie godziny, nie było tu za wiele do oglądania, ale przynajmniej mogłem zobaczyć zupełnie inny świat. Miałem nadzieję że spotkam chłopaka chociażby gdzieś na ulicy, niestety nie było mi to dane. Już miałem rezygnować z poszukiwań gdy nagle moją uwagę przykuła ta sama drobna dziewczyna w czarnej bluzie która wpadła na mnie wczoraj. Przyspieszyłem chcąc ją dogonić. Nie wiem po co ją goniłem. Może po prostu po to by zobaczyć jej twarz którą tak usilnie próbowałem sobie przypomnieć, z drugiej strony chciałem poznać tę dziewczynę, która nie wiedzieć czemu nie pozwalała o sobie zapomnieć.Gdy była już tylko parę kroków przede mną, jakiś koleś złapał mnie za ramię i pchnął na ścianę jednego z bloków.  
- łiu łiu łiuuu... -Chłopak zagwizdał wyraźnie zadowolony-  a kolega to chyba pomylił dzielnice. No chyba że przyszedłeś pobawić się w honorowego kaso-dawce. - napastnik rozejrzał się po kolegach którzy ochoczo mu przytakiwali. 
-Na bok sępy!- rozległ się znajomy głos.- Wypierdalać powiedziałem.  
Z tłumu wyłonił się Christ. Podszedł do mnie I spojrzał na mnie spode łba. Nie wiedziałem jak się zachować. Serce waliło mi jak szalone, a myśli kreowały najczarniejsze scenariusze. Staliśmy tak wpatrzeni w siebie, kiedy nagle chłopak odwrócił się w stronę napastników I powiedział opanowanym lecz stanowczym tonem. 
-Co wy tu odpierdalacie?! Nudzi wam się?! -Christ zrobił krok na przód. - Odpierdolcie się od niego.  
-Obrońca się kurwa znalazł.- Po tłumie łobuzów rozległ się szyderczy śmiech.- Nie myśl sobie że odpuścimy tak łatwą zdobycz.- Chłopak zbliżył się do Christa I wbił w niego wzrok.  
Zaskoczył mnie fakt iż mimo różnicy wzrostu, ten nawet nie drgnął tylko zamachnął się I wymierzył cios prosto w napastnika. Ten złapał się za nos, z którego wypłynęła wręcz rubinowa krew. 
-Zabiję cię ty mała kurwo.- Wrzasnął chłopak po czym próbował zrewanżować się tym samym. Christ zrobił szybki unik po czym wybuchł niekontrolowanym śmiechem. Nagle z ulicy dobiegły kolejne krzyki, I po chwili kolejna grupa dołączyła do nas. Przeszła mnie myśl że to już nasz koniec, jednak ci ludzie okazali się być naszymi wybawicielami. Wokół rozpętała się istna rzeź. Te zwierzęta biły się między sobą dając mi idealną okazję do ucieczki, jednak strach który mnie ogarnął uniemożliwił mi jakiekolwiek działanie. Jeden z dresów podbiegł do mnie I próbował wyprowadzić cios prosto w moją twarz, lecz nie zdążył tego zrobić bo Christ zablokował jego rękę I uderzył go prosto w mostek. Chłopak upadł na ziemię próbując złapać oddech. Ciemno włosy znajomy złapał mnie za rękę I wyciągał z tłumu. Biegliśmy między blokami, w szybkim tempie oddalając się od afery. Skręcaliśmy w coraz to węższe uliczki aż nagle znaleźliśmy się na skraju miasta. Christ zwolnił, próbując powstrzymać zadyszkę którą wywołał ten niewielki dystans. Chłopak nie oglądając sie za mną wyprostował się I ruszył w stronę lasu.  
Nie za bardzo wiedziałem jak mam się zachować w tej sytuacji. Postanowiłem jednak w końcu się ruszyć I podbiegłem do niego.  
-Dzi... dzięki- Wymamrotałem, nie wiedząc co innego mógłbym powiedzieć- Gdyby nie ty...- nie dane było mi skończyć gdyż chłopak uniósł dłoń, dając mi do zrozumienia iż mam się uciszyć. 
-Nie ma o czym mówić... Tylko na przyszłość pamiętaj żeby się tu nie pokazywać.- Chłopak odwrócił się do mnie I spojrzał mi w oczy.  Nie wiedzieć czemu starałem się uniknąć jego wzroku, co I tak mi nie wyszło gdyż jego spojrzenie wręcz mnie sparaliżowało. Zauważyłem że ma nienaturalnie szerokie źrenice a na białku wyraźnie rysowały się czerwone żyłki. Byłem pewien że coś brał, znałem to spojrzenie aż za dobrze wszystko dzięki Emmie. "Dogadali by się" przeszła mnie myśl która strasznie mnie zmieszała. Postanowiłem jednak nie zwracać na to uwagi I pozostawić to bez słowa komentarza. Nie chciałem wprowadzać go w zakłopotanie.  
-Wszystko ok? - Z moich myśli wyrwał mnie zachrypnięty głos Christa. 
-Em...? - zawahałem się, szybko jednak odpowiadając - T-Tak, na prawdę nie wiem jak ci dziękować.- Spuściłem głowę w dół, swój wzrok zaczepiając na pocieranym przez siebie nadgarstku. 
-Wystarczy mi że nie będziesz się na mnie gniewał. 
Oczy rozgrzeszyły mi się ze zdziwienia, spojrzałem na jego twarz która, nie wyrażała żadnych emocji. 
-A na co miałbym się gniewać?- Zapytałem zdumiony. 
Chłopak nie odpowiedział tylko ruszył w głąb lasu. Ruszyłem za nim, czekając na jego dalszy ruch. 
-Za to że nie było mnie na umówionym spotkaniu.  
Zauważyłem że Christ kieruje się w stronę kamienia. Nagle w mej głowie zrodziła się genialna według mnie myśl. 
-Mogę na chwilę zmienić temat?- Zapytałem niepewnym głosem. 
-Nie krępuj się- Odpowiedział nie odwracają się nawet. 
-Masz ochotę coś zjeść, ja stawiam, wiesz tak w formię podziękowania. 
Chłopak chwilę milczał po czym odpowiedział nieco skruszonym tonem.  
-Miło z twojej strony, ale nie chcę cię wykorzystywać.-  Christ nerwowo przełkną ślinę 
-Spokojnie, przecież sam się zaoferowałem- podbiegłem do niego I załapałem go za ramię- Poza tym pieniądze nie grają roli, od tego przecież są. -Uśmiechnąłem się ciepło, na co chłopak odpowiedział mi niezbyt szczerym uśmiechem.  
-To jak?- Spojrzałem na niego pytającą. 
-Zgodzę się pod warunkiem, że zostaniemy tu jeszcze przez chwilę.- Odparł po krótkiej chwili.  
-I tak samochód mam po drugiej stronie jeziora więc spokojnie, mamy trochę czasu. 
-Więc możemy się przespacerować. -rzucił po czym skierował swój krok na ścieżkę. 
-Koniec końców I tak się spotkaliśmy, więc nie mam o co się gniewać. Co prawda to trochę przez twoją nieobecność zapuściłem się w głąb tej strefy- Podrapałem się po karku w geście zakłopotania.  
-Cieszę się, bo bałem się już, że stracę tak dobry materiał na przyjaciela.  
Zatkało mnie, a na mej twarzy zagościł mimowolny rumieniec, I szczery uśmiech. Nidy nie miałem przyjaciela. Co prawda nie było by problemu znaleźć sobie owego kumpla, przy moim sposobie bycia, ale jakoś nie interesowały mnie kontakty z tymi bogatymi kretynami. Poczułem się dość dziwnie, mimo wszystko byłem nawet szczęśliwy. Po chwili jednak, radość ustąpiła miejsca rozczarowaniu, gdyż przypomniałem sobie, że przecież Christ był pod wpływem narkotyków, a ludzie w tym stanie mówią naprawę nieprzemyślane rzeczy. 
-Mogę cie o coś zapytać, tak z czystej ciekawości? 
Spojrzałem na niego pytająco po czym dodałem. 
-Hm.. jasne czemu nie. 
-Chodzisz do psychologa, prawda? I co ci to daje? 
Spanikowałem, przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Nie wiedziałem jak mam odpowiedzieć na to pytanie. Jeszcze weźmie mnie za świra I nici z tego będą. Odwróciłem wzrok w drugą stronę po czym rzuciłem niechlujnie. 
-Skoro pytasz co mi to daje, to chyba wiesz że tak. 
-To dlaczego o tym nie pogadamy? 
-O czym tu gadać, chodzę I rozmawiam z nią o tym gdzie I jak spędzam czas. O tym co myślę I co czuję, ale jest to tylko po to abym miał się do kogo odezwać.- Wzruszyłem ramionami- Wiele to w moim życiu nie zmienia. Choć praktycznie jest to nieodłączny element mojego życia. 
-To teraz pomyśl, że możesz zamienić ją na mnie. - Powiedział po czym wyprzedził mnie zwiększając nieco tępo. 
Byłem zaskoczony jego słowami. Fakt iż w moim życiu pojawił się ktoś kto wyraża chęć wsparcia I wysłuchania mnie, był dla mnie ogromnie ważnym wydarzeniem. W dodatku, ten właśnie chłopak stanął w mojej obronie narażając się na gniew tego bydła. Nie wierzyłem w to co właśnie usłyszałem.  
Chciałem coś powiedzieć ale nie wiedziałem co. Spojrzałem tylko na niego I uśmiechnąłem się szczerze. Jego oczy powoli zaczęły wracać do normy I dopiero teraz mogłem zauważyć ten jasny błękit który idealnie odwzorowywał kolor dzisiejszego nieba. Ciemne kosmyki swobodnie opadały mu na czoło, lekko drgając na ciepłym wietrze który przeczesywał dokładnie cały las. Bluzka na długi rękaw idealnie podkreślała jego ramiona, które mimo tego że nie byłe za szerokie, to jednak proste i symetryczne.
-A teraz powiedz szczerze co o mnie myślisz?  
Jego pytanie wprawiło mnie w lekkie zakłopotanie. Nie znałem go więc tak naprawdę co mogłem o nim powiedzieć.  
-Wiesz, szczerze to jesteś pierwszą osobą z którą gotów jestem się zbliżyć. Fakt że stanąłeś w mojej obronie to... - Głos mi się załamał a reszta słów nie chciała mi przejść przez gardło. 
Nie musiałem kończyć gdyż nagle w moich objęciach pojawił się Christ. Obejmował mnie w pasie, stojąc nieruchomo. Czułem jak jego ciało delikatnie drży. 

Poczułem się dziwnie, sam fakt że przytulał mnie chłopak wprawiał mnie w lekki dyskomfort, lecz mimo tego obiłem go I odwzajemniłem, tak jak sam sobie próbowałem usprawiedliwić, "Misiaka". Ten dzień zapowiadał się naprawdę interesująco.


(No no, i co o tym sądzicie? Tak boli mnie fakt iż nie mogę powiedzieć wam co między nimi jest :c )
Ps. Wielkie dzięki dla Kioi, za wsparcie <3

6 komentarzy:

  1. Hmm... Szczerze mogę przyznać, że uzależniłam się od tej opowieści, niczym siostra Miki od narkotyków ;D
    Rzadko kiedy zdarza mi się tak od razu coś polubić, a tu prosze :)

    Co do twora twego powyższego to...
    Naprawdę bardzo podobają mi się twoje opisy... Są takie... Żywe i realistyczne. Łatwo można sobie wszystko wyobrazić.
    Było pare błędów, takich jak : "l" zamiast "ł" i pare wyrazów było, jak ja to mówie "skróconych", bo brakowało np. ostatniej literki.
    Ale tego nie było, bo ja wiem, że sama robie tysiące błędów ;P

    Coraz bardziej ciekawi mnie co tam między nimi będzie i... nie moge się doczekać, kiedy owa "tajemnicza dziewczyna" zapozna się z bohaterami.

    Widziałam kiedyś osoby pod wpływem i... no. Biedny Mikaś (Mine już wymyśla zdrobnienia xD) musi się z tym stykać codziennie. Ale on się martwi! T-to było takie super! Też chce mieć takiego brata. Zawsze marzyłam o starszym, a ja mam jedynie młodszego z którym się kłuce ;-;
    Za to mam kuzyna Haha! :D

    Taa... Ja znów na tysiące różnych tematów.

    Christ go przytulił! :D
    I-i no! Wiesz o co chodzi xP

    Aaa!!! Ciekawość mnie zżera!

    Mówiłam już, że ubustwiam twoje opisy?

    Weny dużo szanownym pisarzom życzę i pozdrawian cieplutko (byleby się śnieg się nie stopił, bo w Gnieźnie jest go duuużo, a mam zamiar wyzdrowieć i porzucać się śniegiem z kuzynami xP)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku tak strasznie cieszę się że ci się podoba. Nawet nie wiesz jak dużo radości sprawiają mi takie komentarze. Zdaje sobie sprawę że faktycznie narobiłem sporo błędów, na przyszłość będę zwracał na to większą uwagę.
      Szczerze powiem że nie przepadam za śniegiem, który i tak wczoraj zmusił mnie do bliskiego kontaktu z chodnikiem.
      Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa i zapraszam na nasze fb. "Himederhi Ekipa". Pozdrawiam :D

      Usuń
  2. O rany, ja chcę więcej i więcej, i więcej, i więcej! Te opowiadania są świetne (tak, nowa czytelniczka). Kiedy kolejny rozdział? xD ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio zwiększyliśmy tempo pisania i wstawiania rozdziałów. Teraz najprawdopodobniej będzie wstawiał Kioi, potem Yuri, oraz ja.
      Dziękuję za odwiedziny i liczę że zostaniesz na dłużej ;) gorąco pozdrawiam. <3

      Usuń
  3. No Arin w tym rozdziale pokazał jaki jest z niego prawdziwy pisarz :) po mimo , że z nim współpracuje to i tak nie mogę się doczekać ich kolejnych rozdziałów :) Gratki Arin

    OdpowiedzUsuń
  4. Yuri <3 dzieki kochana, Kioi też powoli tworzy swój rozdział, mam nadzieje że z moją pomocą uda nam się skończyć to nieci szybciej :D

    OdpowiedzUsuń