wtorek, 10 listopada 2015

4$ His - Rozdział 7



Zapraszam na dialog, dialog i jeszcze raz dialog.
UWAGA
Wiele informacji.




ROZDZIAŁ 7
''Demon''


Wyruszyliśmy z samego rana. Walkias znający dobrze te tereny wybrał ścieżkę nie daleko obozowiska. 
- Dlaczego nigdy nie pyta się mnie o zdanie... - Powiedział jakby do siebie głośno wzdychając.
- Nie chcesz iść z nami to wróć. - Odparł blondyn. 
- Gdyby to było takie proste, to w ogóle bym się nie ruszył. - Przewrócił oczami. 
- Nikt nie może sprzeciwić się Białemu, mam rację? - Zapytałem po chwili. 
- Tak, oznaczało by to bunt. 
- Gdzie rozpoczynamy poszukiwania? - Spojrzałem na niego. 
- Jest takie jedno miejsce w zachodniej części lasu, jeden z naszych posłańców wspomniał coś o złej aurze unoszącej się nad jaskinią Sagvaren. 
Wkrótce trafiliśmy na rozwidlenie ścieżki. 
- Którędy teraz? - Zapytał blondyn. 
- W prawo. - Odparł krótko wilk. 
Słońce dawało lekkie ciepło, które wraz ze światłem przedzierało się przez gęste korony drzew. 
Ziemia po której szliśmy wyglądała na wydeptaną przez ludzi. Wtedy przypomniałem sobie, że prócz osad cywilizowanych dzielimy się również z rozbestwionymi dzikusami. ''Straszny fakt''. 
Kawałek dalej radosny jak dotychczas Walkias stanął jak wryty. 
- To nie możliwe ! - Warknął ze złością.
Na szerokiej drodze leżały poprzewracane drzewa, popękane głazy i martwe zwierzęta. 
- Kto mógł zrobić coś tak okrutnego? 
- To z pewnością dzieło Czarnego Kła. - Mówiąc to zacisnął palce w pięści, jednak Walkias wyprowadził go szybko z błędu. 
- Ani Czarny Kieł, ani Szary nie zniszczyły by lasu. Nawet jeśli są źli nie zrobiliby tego, ponieważ las jest jedyną rzeczą, którą tak naprawdę szanują.
- Więc kto? 
- Nie wiem, ale jeśli będziemy podążać śladami zniszczeń to z pewnością się dowiemy. 
Milczałem porównując zniszczenia Ika wtedy tam w mieście z tymi tutaj. Martwiłem się i myślałem o tym czy wszystko z nim w porządku. 
- Czarny Kieł od zawsze nie lubił Białego Kła? - Zapytałem by się od tego oderwać.
- Nie. Lubili się, ale czasem potrafili rywalizować o władzę, dlatego że Biały Kieł zawsze był tym mądrym i szybkim, a Czarny zachłannym i silnym. 
- Może z tego wszystkiego stał się taki jaki jest teraz, z zazdrości. - Odparł blondyn gapiąc się na niebo. 
- Nie głupia myśl. - Powiedziałem zgadzając się z nim.
Nagle z krzaków wybiegł mały zziajany wilczek.
- Tajti? Co ty tu robisz? 
- Przepraszam, że przeszkadzam ci w misji Walkias, ale powinieneś wrócić do obozu. - Mówił szybko z przerażeniem w oczach. 
- Czemu wracać, co takiego się stało? 
- Atakuje nas demon ! Nie dajemy rady, a Białego Kła nie ma nigdzie w pobliżu. 
Wstrzymałem oddech słysząc te słowa. 
- Tajti dziękuje za informację, zostań tutaj i odpocznij. - Kiwnął głową. - A my chłopaki idziemy.
Zaczęliśmy biec, jednak już spory kawał dzielił nas od obozu. Nim dotarliśmy demona już nie było, pozostały po nim tylko straty.
- To już wiemy kto zniszczył zachodnią część lasu.
Wyglądało na to, że wódz wrócił na czas i zrobił z bestią porządek.
- Co wy tu robicie? - Podszedł do nas pytając.
- Tajti przybiegł i powiedział, że stado jest atakowane przez demona. - Wyjaśnił Walkias. 
- Uf... na szczęście, już myślałem, że demon go pożarł. - Odetchnął z ulgą. 
- Jak on wyglądał, ten demon? - Wyrwałem się nagle. 
Przywódca watahy zastanowił się chwilę po czym przemówił. 
- Była to bestia w ludzkiej formie, niszczył część wschodnią więc wysłałem patrol by się go pozbyli, jednak wszyscy zginęli poświęcając się na marne i jednocześnie rozwścieczając go jeszcze bardziej. Otaczała go plugawa czarna energia, miał kilka ogonów, lisie uszy i wielkie czerwone oczy wypełnione pustką. Nie sposób było wyczuć na jakim jest poziomie mocy, jednak ta siła była straszna, niczym demona z pustki. 
Odwróciłem wzrok. 
- Znam go. - Odparłem krótko.
- Znasz tego demona?! - Biały Kieł podniósł ton głosu pokazując kły.
- On kiedyś... taki nie był. Był człowiekiem, a zmienił się w to coś. - Zacisnąłem mocno zęby. 
- Opowiedz mi coś więcej o tym. - Wyciągnął mnie na bok ciągnąc za moją koszule. 
Siedząc na przepołowionym kamieniu streściłem mu całą historię. Jak się poznaliśmy, co, jak i dlaczego.
Strajker już na samym początku zdawał się nudzić, aż w końcu usnął od nadmiernego myślenia. 
Obudził się na wzmiankę, w której mówiłem trochę o nim słuchając z zaciekawieniem. 
- I wtedy dowiedziałem się, że Ik jest poważnie chory. - Kontynuowałem. - Był ledwo żywy więc chcieliśmy poszukać pomocy w najbliższym szpitalu. Droga trwała pięć dni, lecz okazało się, że budynek ten jest zamknięty od kilku miesięcy. Wywarzając drzwi z zawiasów szukaliśmy leków w środku. Rozdzieliliśmy się na chwilę zostawiając go samego i wtedy coś go pojmało. Następnie rozpoczęliśmy poszukiwania, a gdy już udało się nam go znaleźć był pod czyjąś kontrolą, pod kontrolą demona. 
- Już wiem. - Mruknął Biały. - Demony szukają osób słabych z ciężkimi przeżyciami. Łatwo im sterować takimi ludźmi, po za tym niektóre z tych kreatur nie są odporne na światło słoneczne, dlatego ludzka powłoka to dla nich idealny dom. Stworzenia te mają na celu zniszczenie całej ludzkiej natury wewnątrz człowieka, a potem biorą się za jego serce. Kiedy to przyjdzie z łatwością przejmują kontrolę nad ciałem, wtedy nie można już przywrócić jego dawnej osoby i cech ludzkich. 
- Można jakoś temu zapobiec? - Zapytałem trzymając się za resztki jakiejkolwiek nadziei. 
- Jest to bardzo trudny wyczyn, aczkolwiek możliwy. 
- Radzę ci to zostawić. - Wtrącił jeden z wilków patrząc obojętnie. 
- Nie mogę porzucić przyjaciela !
- Więc pewnie chcesz słuchać dalej? 
- Oczywiście. - Uśmiechnąłem się lekko.
- Sposób ten nazywano pieczęcią lub zapieczętowaniem. Opowieści Bogów sporo o tym wspominały, była to moc która blokowała demona w człowieku, na zawszę, albo przynajmniej na jakiś czas. Jak widzisz kilka wilków z tej watahy nosi tatuaże, są to pieczęci, ponieważ demony potrafią wykorzystać każdą żywą istotę, o ile posiada rozum.
W tym momencie spojrzałem na Strajkera, przynajmniej on mógł czuć się bezpieczny. 
- Jak użyć tej mocy? 
- Otóż nie każdy może, moc ta jest niebezpieczna dla obu stron zarówno dla używającego, jak i dla pieczętowanego. Jednak jeśli mówiąc o nie udanych próbach to można zginąć lub zabić, bądź trwale uszkodzić zdrowie ratowanej przez nas osoby. Zdarzało się też, że gdy demon opuścił ciało przechodził do czystej duszy, która była najbliżej. W najlepszym przypadku nasz przyjaciel stał by się żywym trupem lub po prostu zmutował. 
- Cóż za pocieszenie, jednak nie brak mi odwagi oraz motywacji, żeby spróbować !
- Wiedziałem, że się nie poddasz. - Westchnął. - Więc przed wami dziewięć zadań, nazywa się je również dziewięcioma zadaniami diabła. 
- Aż tak trudne? - Zapytał blondyn poprawiając sterczące kosmyki włosów. 
- Nie, to tylko taka nazwa. - Zaśmiał się, przez co nie wiedziałem czy mówi poważnie czy się tylko z nas nabija. 
- Przejdźmy w końcu do rzeczy. - Powiedziałem zniecierpliwiony. 
- Więc będę mówił pojedynczo.
- Nie lepiej na raz? - Nie wytrzymując wtrącił swoje trzy grosze, dalej bawiąc się włosami. 
- Muszą być wykonane w kolejności. - Odpowiedział nijako gasząc jego zapał. 
- Biały Kle przepraszam, że nie wywiązuje się z obowiązków...
- Nie. - Przerwał mi nagle. - Robisz to co musisz. Przysięgałeś zwalczać zło i to właśnie robisz, puki jest nadzieja, puki możesz jeszcze kogoś uratować. Demon jest ważniejszy, ja sam rozwiąże sprawę z Czarnym Kłem. 
- Dziękuję. - Ukłoniłem się kilka razy.
- Nie masz za co. - Uśmiechnął się szeroko. - A więc pierwsze zadanie brzmi tak: - ...



*      *     *



(No, no pora na zakończenie tego rozdziału. Nic przełomowego się nie działo, wiemy jednak tylko to, że Ika da się jeszcze uratować z łap demona. Co będzie dalej? Czy się uda? Czy Rex nie podda się na piekielnych zadaniach? Czy poznamy kogoś nowego? 
Po tym rozdziale czeka nas kolejny - tym razem piekielnie długi rozdział pt.; ''9 zadań diabła''. XD a w nim: jednorożce i smoki. :D Do zobaczenia wkrótce. :) 


POZDRAWIAM 
HimeDerHi




<POPRZEDNI  ROZDZIAŁ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz