ROZDZIAŁ 2
* **
Gdy ostatecznie odreagowałem zbliżał się wieczór, i słońce zaczęło zachodzić. Zbyt często i zbyt wiele myślałem o sensie swojego życia, o celach i przyszłości. Totalna pustka i brak perspektyw, jeśli nawet udało by mi się coś osiągnąć to i tak nie przebił bym się na szczyt przez tych chciwych i pustych ludzi. Głośno westchnąłem kierując się w stronę miasta. Przecisnąłem się przez gęste krzaki i wyszedłem na ulicę. Po mimo pory poczułem zbyt wiele spojrzeń na karku, przełknąłem ślinę idąc przed siebie. Słyszałem śmiechy i szepty, źle się z tym czułem, byłem zmieszany. Na samą myśl, że wracam do domu zrobiło mi się smutno, nie chciałem tam wracać, tak bardzo nie chciałem... Mimowolnie zacząłem płakać opuszczając kaptur niżej. Przede mną szła drobna nie wysoka dziewczyna, widziałem kilkakrotnie jak się na mnie ogląda, nie liczyłem na to, że zapyta, a jednak to zrobiła... - W porządku? - Odwróciła się w moją stronę.
- Tak. - Odpowiedziałem krótko unosząc głowę lekko do góry.
Nim zdążyła cokolwiek dodać, wyminąłem ją kończąc szybko naszą wymianę zdań. Skręcając za róg zacząłem biec. Zatrzymałem się dopiero pod swoim domem. Powoli pokonałem schody strzelając kilka razy sobie w twarz. Pobudziło mnie z lekka. Wstrzymując oddech otworzyłem drzwi. Oczywiście jak zawsze panował nieokiełznany syf, a w powietrzu unosił się zapach starych petów i wódki. Rozejrzałem się uważnie i spojrzałem na ojca śpiącego na kanapie, znów zalany w trupa.
''Szczęście.'' - Odetchnąłem.
Otwierając lodówkę znalazłem mleko, a w szafce były jeszcze płatki, więc wyjąłem miskę i odkręciłem butelkę nalewając jej zawartość do naczynia. Bardzo obrzydził mnie fakt, że sfermentowało, jednak w akcie desperacji byłem tak głodny, że zacząłem to jeść.
- Stary głupi chuj. - Powiedziałem ze złością.
Kilka razy posiłek cofał mi się do gardła. ''Wręcz wyśmienita kolacja.'' - pomyślałem.
Chwilę potem ktoś zaczął dobijać sie do drzwi, poderwałem się na równe nogi zrzucając żarcie na podłogę.
Patrząc przez wizjer mym oczom ukazał się łysy facet z masą tatuaży na rękach.
- Kto tam? - Zapytałem od niechcenia.
- Harry.
- Ojca nie ma. - Chciałem już wrócić na swoje miejsce, ale ten debil wstał, a raczej stoczył się z kanapy i podtrzymując się ściany przemieścił się tu do mnie.
Przekręcił zamek i wpuścił intruza do środka.Zająłem kanapę obserwując ich uważnie. Jak się później okazało jego kumpel też był już wcięty. Z wewnętrznej kieszeni kurtki wyjął pół litra i postawił je na stół.
- Młody do pokoju. - Odparł pokazując ręką na drzwi od mojego pokoju.
Wiedziałem, że powinienem był ich pilnować, jednak tym razem odpuściłem idąc do siebie. Próbowałem spać, w końcu było już tak późno. Po około godzinie już prawie mi się udało, gdy nagle drzwi otworzyły się i ktoś położył się na moim łóżku. Łysy gość czuł się prawie jak u siebie. Chciałem wstać i przenieść się na kanape, ale wstając zostałem sprowadzony do tego samego miejsca na materac. Przycisnął mnie grubą umięśnioną łapą i nie pozwolił się ruszyć. Znów działo się to samo, dotykał mnie obcy spocony facet. Nienawidziłem tego, był za silny co podkreślało moją bezradność. Ostatni czasy gdy próbowałem mu się wyrwać to przydusił mnie tak mocno, że straciłem przytomność. Nie chciałem drugi raz powtarzać tego samego błędu. Wstrzymałem oddech, zamknąłem oczy i przestałem się ruszać. Tym razem mój plan odniósł sukces, byłem wolny.
Siłacz przewrócił się na drugi bok śliniąc się na moja poduszkę. Pośpiesznie opuściłem pomieszczenie. Przeszedłem przez środkowy pokój, widząc stan kanapy nawet nie chciałem do niej podchodzić, większa jej część pokryta była wymiocinami.
Zostało mi ostatnie łóżko, łóżko rodziców, ale jeśli nie było tu ojca to musiał być właśnie tam
''Cóż, została mi łazienka...''
Będąc już tam rozłożyłem ciemno-granatowy dywanik i podkładając bluzę pod głowę znów próbowałem zmusić się do snu.
* * *
Z nadejściem ranka nie było mnie już w domu. Udałem się w zacisze lasu, idąc do swojego ulubionego miejsca nad jeziorem. Na szczęście w tym tygodniu nie padało, paczka fajek, którą zostawiłem w pniu drzewa przetrwała. Włożyłem ją do kieszeni, wyjmując przedtem jednego z nich. Chwilę zajęło mi znalezienie zapałek, były na samym dnie wsunięte pod kawałkiem plastiku.
Odpaliłem papierosa i przysiadłem na średniej wielkości kamieniu.
Patrzyłem długo w niebo, gdy nagle usłyszałem szelest trzciny.
'' Wiatr? Ale przecież nie ma wiatru. '' - Wzruszyłem ramionami. - '' Człowiek, albo jakieś zwierze. '' - To nie ma znaczenia. . .
***
( Dzięki za przeczytanie jak zawszę mordeczki moje ;) bardzo mi miło xD
POZDRAWIAM
Czekam na dalszy ciąg x3 Akurat piekłam muffinki, masz jedną w nagrodę x3
OdpowiedzUsuńO, teraz spojrzałam...
OdpowiedzUsuńTy jesteś z Poznania
Nawet blisko
Heheh, wbiję do ciebie w sylwestra xD (Po drodze, bo koleżankę zgarnę XD)
O, teraz spojrzałam...
OdpowiedzUsuńTy jesteś z Poznania
Nawet blisko
Heheh, wbiję do ciebie w sylwestra xD (Po drodze, bo koleżankę zgarnę XD)
A wbijaj chętnie przyje, petardy popuszczamy jak przystoi i się napijemy ''soku'' lub ''herbatki'' XDDD
UsuńPs: to jak z tą mufinką?
Sorka, że dopiero odpisuje ale wiesz święta i te sprawy :D
Wooow wooow wooow...
OdpowiedzUsuńAż mnie ścisnęło w serduchu serio.. Kiedyś ty tak rozwinął się co? Czemu się nie chwalisz kiedy ja nie wiem co robić xd
Historia całkiem interesująca a ten moment z no wiesz czym.. prawie gwałtem aż zapadł mi dech w piersi bo myślałam że jednak do czegoś dojdzie i się załamie..
Pozdrawiam 😘😘
Cieszę się, że się podobało :D Cały czas się uczę jeśli chodzi o pisanie, i staram się by jak najlepiej to wychodziło :3 Wena zrobiła swoje i powstał owy klimat, po za tym wtedy kiedy piszę staram się wkładać w to jak najwięcej emocji, uczuć by wychodziło jak najbardziej realnie i dawało jakiś przekaz czytelnikowi :D
UsuńPs *Zadowolony z powrotu królowej, której dalej wisi trochę forsy za przetopienie złotych butów XD* :*