niedziela, 7 lutego 2016

*His 5 - Rozdział 8* - Cz.I




ROZDZIAŁ 8
''Cz - 1.'' 


Leżałem nie ruchomo na plecach gdy zaczęła powoli dochodzić do mnie świadomość. Szum, który słyszałem przerywały nie wyraźne słowa niosące się echem. Otworzyłem oczy wgapiając się bezmyślnie w sufit. Ogarnął mnie dziwny stan, który porównać mógłbym do kaca. Światło wdzierało się przez cienkie szare zasłony nadając przyjemną atmosferę w środku.
''Co się właściwie stało?'' - Zacząłem o tym myśleć próbując przypomnieć sobie wczorajszy dzień, a raczej jego końcówkę. Na nic się to jednak zdało...
Zrzuciłem z siebie kołdrę przekręcając się na drugi bok. Spałem w tym, w czym chodzę już o paru dni.
''Chyba wypadało by się wykąpać...'' - Westchnąłem ciężko, wkładając obie ręce do kieszeni spodni, postanowiłem coś sprawdzić, no i stało się to co zwykle.
'' Ten skurwiel zabrał moje fajki ! '' 
W momencie podniosłem się na równe nogi, jednak zawroty głowy nie pozwoliły mi na zbyt szybkie wykonywanie ruchów. Oparłem się o ścianę. Nie rozumiałem tego, przecież przespałem tyle, a czułem jakbym nie spał wcale. 
- Frajerze ! - Zakrzyknąłem wychodząc z pokoju. 
Przeszedłem przez przedpokuj i dotarłem do kuchni. Przekroczyłem próg i od razu dzień zrobił się lepszy. 
''Siedzieli tam, ojciec i matka, razem, to nie możliwe ! '' - Uśmiechnąłem się lekko. 
Zupełnie wyleciało mi z głowy, że dziś jest niedziela. 
- Cześć. - Powiedziała uśmiechając się ciepło. - Szukasz czegoś?
- Cześć mamo, nie już nic. Mów lepiej co u ciebie słychać? - Wziąłem jedno z krzeseł dosiadając się do nich. 
- Niby było trochę zmian... - Zaczęła z dość smutną miną, którą starała się przed nami ukryć. Zaś moim darem było, to że bez problemu mogłem odczuć ludzkie emocje, a także odróżnić prawdę od kłamstwa. - ... zmiany w kadrze pracowników, zmniejszyli nam płacę, a w dodatku zmienił się główny prezes naszej firmy. 
- Nie zwolnią cie prawda? - Wyrwałem się nagle podnosząc wzrok z podłogi na nią. - Jak mogę pomóc? 
- Nie martw się tym, nie powinni. 
Ojciec kończąc posiłek odstawił talerz na bok, podniósł się z siedzenia i rzekł krótko. - Wychodzę. - Sprzeciwu nie było, wszyscy wiedzieliśmy, gdzie idzie jednak nikt go nie zatrzymał. 
Zepsuło mi to uczucie normalnej rodziny, które trwało dosłownie przez chwilę. Dawno nie widziałem ich razem, a on tak sobie po prostu wyszedł. 
'' Znów coś źle zrobiłem, czy to moja wina? Może przeze mnie tak się kłócą... w końcu nigdy mnie nie chcieli, byłem tylko głupią wpadką, która na dodatek i teraz nie jest nikim ważnym...'' - Zacisnąłem palce w pięści patrząc w drugą stronę. 
- Christ, martwie się o ciebie. - Powiedziała głosem pełnym troski. - Podejdź tu na chwilę. 
Złapałem za rękawy mojej za dużej czarno-czerwonej koszuli i miałem tylko nadzieje, że nie zobaczy moich poranionych rąk. Tylko przed nią wstydziłem się tego co ze sobą robie, zadaje sobie ból, bo nie daje sobie rady z tym wszystkim... z życiem. 
- Czemu? Ze mną wszystko w porządku. - Zapewniłem wstając z krzesła i podchodząc bliżej. 
- Przykro mi, że prawie się nie widujemy. - Wstała i delikatnie mnie przytuliła. - W moich oczach wyglądasz coraz bardziej mizernie... - Z każdym słowem smutek narastał. - Słyszałam o tym co się wczoraj stało... - Raz za razem przyciskała mnie do siebie mocniej. - Może pora by ojciec znalazł sobie lepszą żonę i zapewnił ci lepszy byt. - Po jej policzkach zaczęły spływać strumienie łez. Przeczesywała moje włosy palcami.
''Jak mogła w ogóle tak pomyśleć...'' - Stałem oszołomiony, ze szklankami w oczach. Brzmiało to jak by chciała mnie zostawić, porzucić z tym alkoholikiem. 
- Przestań ! - Zebrałem w sobie dostatecznie dużo sił by krzyknąć. - Ja cie mamo kocham ! 
Chwila długiej ciszy, a w tle cichnący już płacz.  
- Dziękuje... dziękuje... - Powtarzała szepcząc. 
''Chciałbym by była w końcu szczęśliwa, by przestała płakać po nocach, ale moim największym marzeniem było mieć rodzinę, taką prawdziwą i zwyczajną... Wspólnie siadać do stołu przy obiedzie i wyjeżdżać w odległe miejsca na wakację. . . lecz było to tylko głupie marzenie, w które już dawno przestałem wierzyć.'' :(
Dźwięk dzwoniącego telefonu przerwał nagle tę wzruszającą chwilę. Hałaśliwy dzwonek wydobywał się zza drzwi mojego pokoju.
- Nie zajmuje ci już więcej czasu. - Puściła mnie, po chwili uśmiechając się szczerze. Chyba po prostu musiała sie komuś wygadać, przez cały tydzień tłumiła w sobie ten cały żal i smutek. - Idź, a ja zajmę się sprzątaniem. 
Skinąłem głową idąc do siebie. Przerzuciłem rzeczy z jednej sterty na drugą szukając ukrytego w tym telefonu. Koniec końców okazało się, że leżał pod poduszką i tylko nie potrzebnie zrobiłem bałagan. 
Czarna mała poręczna Nokia czekała z połączeniem. Na ekranie zawadniał mi numer Matys'a. 
'' Czego on kurde może chcieć? Odebrać czy nie odebrać? '' - Zastanawiałem się chwilę po czym kliknąłem w zieloną słuchawkę. 
- No siema. 
- Siema. Co tam?
-  Powdychasz dziś ze mną trochę? 
- Zależy co masz?
- Trochę kleju, ze specjalnych źródeł. - Mówił z zachwytem. 
- Sam nie wiem, trochę źle się czuje i nie chce mi się wychodzić z domu.
- To ci pomoże. Zawsze chyba moge przyjść do ciebie, paliliśmy przecież już z twoim ojcem. Na takie cacuszko też pewnie by się zgodził. 
- Z nim tak, ale nie z matką. Jest niedziela jakbyś nie zauważył. 
- Nie daj się prosić...
- To kiedy? 
Matys zaśmiał się krótko do słuchawki. - Może być i nawet teraz. 
- Teraz, to ja śmierdzę i pragnę się wykąpać. 
- Dobra to dzwoń, jak skończysz się tam pindrzyć. 
- Spokuj pedale, do zobaczenia. 
- Narka. 
Rozłączył się, a ja gapiłem się w telefon myśląc o czym mogłem zapomnieć. Patrze na nie wyraźną tapetę, potem na date, a na samym końcu na godzinę. 
'' Przecież miałem spotkać się z tym chłopakiem rano ! A jest kurwa dziewiąta ! '' - Uwaliłem się na łóżko zrezygnowany. - '' Właśnie przepadła mi szansa na normalnego przyjaciela. '' 
Wziąłem czyste rzeczy i udałem się do łazienki. Zamknąłem sie na cztery spusty ,w tym górny i dolny zamek. 
Powolutku zacząłem zdejmować z siebie koszulę, zasłaniając przy tym oczy jedną ręką, wszystko po to by nie spojrzeć w lustro. Następne były spodnie których bardzo szybko pozbyłem się ze swojego tyłka. Razem z majtkami wszystko trafiło do pralki. Połowa mojego ciała zaczynająca się od pasa w zwyż wyglądała... sam nie mam odpowiedniego określenia na to. Blizny na obu stronach rąk, krzyżujące się z jeszcze świerzymi ranami wykonanymi nożem po ciemku. Klatka piersiowa też nie była wcale tak czysta, podobnie jak plecy i brzuch. Tygrysie paski, które kochałem zarazem ich nienawidząc. Gdy się poruszam czuje każdą najdrobniejszą rysę, irytujące, a zarazem tak podniecające. 
Nalałem letniej wody do wanny i nie czekając wszedłem do środka. Usiadłem najwolniej jak tylko się dało, dlatego że niektóre z moich szkaradnych towarzyszy otwierały się gdy miały styczność z cieczą. 
Odchyliłem lekko głowe do tyłu, a przez zaciśnięte zęby wydobyło się ciche syknięcie. Przesunąłem się kawałek do przodu, po czym łapiąc za boczne części wanny zacząłem odchylać się do tyłu. Nie minęła chwila, a ja już leżałem. Wody było tak dużo, że spokojnie mogłem wejść pod jej taflę. Wstrzyłamłem oddech i zanurzyłem się. Obraz z tej perspektywy wyglądał dość fajnie, bombelki kierujące się ku wyjściu, pękały zderzając się z powierzchnią. Raz za razem pociesznie uciekały z moich ust, było ich coraz mniej, aż w końcu skończyło się powietrze. 
'' Raz... dwa... trzy... cztery... '' - Liczyłem w myślach, aż w końcu ciemne punkciki weszy mi na oczy. Dziwne wrażenie zmuszające mnie do wynurzenia się. Tak też postąpiłem siadając. 
Pierwszy oddech był głęboki i szybki, a za nim kilka podobnych. 
'' Byłem tak blisko... '' - Przeszła mnie myśl. - '' Ale blisko czego? '' - Położyłem obie dłonie na twarzy. - '' Jestem idiotą. '' - Westchnąłem głęboko wstając. 
Recznik leżał nie daleko, chwytając go wytarłem się porządnie. Podniosłem ciuchy z ziemi i ubrałem się zostawiając na koniec suszenie włosów. Przecierając kudły zorientowałem się, że są prawie suche. 
W końcu mogłem wyjść do Matysa. 
- Mamo wychodę ! - Powiedziałem głośno i wyraźnie. 
- Kiedy coś zjesz? - Odpowiedział mi głos z kuchni.
- Zjem u Matysa. - Powiedziałem wiedząc, że jego lodówka też świeci pustkami, ale w końcu wychodziłem w nieco innym celu. 
- Dobra, tylko daj mi znać jeśli będziesz nocować po za domem. 
- Spoko. - Zabrałem bluzę i wybiegłem szybko z domu. 
W mgnieniu oka, byłem już pod jego drzwiami. Szczęściem było to, że mieszka na przeciwko.
Chwytając za klamkę wszedłem do środka.
- Jestem. - Mruknąłem rozglądając się na boki.
Nie było go ani w pokoju, ani w kuchni, więc był w łazięce. Zapukałem do niego z użyciem odpowiedniej siły by mógł mnie usłyszeć. Szum wody zatrzymał się na chwilę, a ja zacząłem się głośno śmiać.
- I kto tu się pindży kolego? 
- Książe w końcu zawitał, co? - Odpowiedział. - Tyle na ciebie czekałem, że pomyślałem, że w sumie to też moge się wykąpać dla zabicia czasu. 
- Czyli co kąpałbyś się w moim towarzystwie, wychodzi na to samo.
- Tyle, że nie po inhalacji. - Poprawił mnie. 
- Czekam na ciebie ze zniecierpliwieniem. - Położyłem sie wygodnie na starej jasnobrązowej kanapie. 
Minuta, dwie, trzy tyle zajęło panu domu zebranie się do kupy. Wyszedł z łazienki zadowolony i klękając przy łóżku zaczął czegoś szukać. Włożył rękę pod materac i wyciągnął plastikowe pudełko. 
- Widzisz jak pięknie. - Pokazywał mi swoją zdobycz. 
Kiwnąłem z lekką obojętnością. - Możemy już zacząć? 
- Jeden mały szczegół. - Otworzył pudełeczko i wyciągnął jego zawartość na blat stołu, następnie przyniósł głośniki z drugiego pokoju i puścił muzykę. Oczywiście towarzyszył nam rap, który pobudzał myśli przy stanie, w którym mieliśmy się zaraz znaleść. 
Otworzyliśmy szczelnie zamknięte plastikowe torebki, w których więził się silny zapach rozpuszczalnika.
Nie byłem do końca zadowolony z tego, co zobaczyłem, jednak jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Jedynym martwiącym mnie faktem, było to, że już dawno tego nie robiłem dlatego obawiałem się, że bomba złapie mnie szybciej i o wiele mocniej niż mojego przyjaciela. 
 ''Nadszedl czas oderwania sie od wszystkich problemów...'' - Przeszła mnie myśl po której nachyliłem się nad narkotykiem wdychając go silnie. 
Zaczęło się od lekkiego stanu ekstazy, jednak im dłużej pozostawiałem głowę w dole tym mocniej zakrzywiało to moją rzeczywistość.
Około 20 minut później: Sufit ruszal sie i mowily do mnie szafki. Wszystko szybko zmienialo kolory, a podloga zarosla mchem. Matys szturchnal mnie pare razy po czym wybuchlismy smiechem.
Prostując rękę patrzyłem się na nią dziwnie, nie wiedząc do końca gdzie sie kończy, a gdzie zaczyna. Podtrzymujac sie stolu podnioslem sie na nogi. Miekki mech delikatnie piescil moje stopy, zaczalem po nim skakac. Za to moj towarzysz z dokladnoscia jezdzil jezykiem po wielkich spalonych jak po solarce cyckach, a przynajmniej mnie sie tak to widzialo. 
Spojrzalem w prawo, a potem w lewo szukajac czegos do picia. Dopiero gdy kropla wody spadla na moj nos spojrzalem w gorę. 
- Dlaczego masz tak krzywy sufit? - Zaczalem pytac, ale nikt mi nie odpowiedzial. 
Minelo okolo pol godziny. Krotka chwila na odpoczynek, przed kolejnyą serią, następnie wzialem trzy mocne wdechy i znow wstalem. 
- Mój drogi, tak cie kurwa nie znoszę, ale przyjdź tu do mnie. - Mówiłem patrząc w zupełnie innym kierunku niż na niego. Mimo to chłopak wstał i stanął za moimi plecami. 
- Jesteś na imprezie to tańcz. - Rzekł stanowczo ze złością.
Chwila ciszy, po czym znów polepszył nam sie humor przez co wylądowaliśmy na podłodze śmiejąc się bez tchu.  
- Ja... ja mam. - Zacząłem próbując skupić proste do wypowiedzenia myśli. - jestem umówiony... i muszę wyjść. - Powiedziałem dość nie wyraźnie. 
Totalny brak reakcji z jego strony zezłościł mnie na tyle, że wyszedłem bez pytania. Najgorsza rzeczą w świecie było pokonanie schodów, chwyciłem mocno za poręcz i powoli stawiałem każdy krok. Drzwi były coraz bliżej. "Dasz sobie rade" - obraz kręcił się dalej i ciągle zmieniał barwy lecz w końcu znalazlem sie na zewnatrz. 
Świeciło piękne słońce, ptaszki śpiewały, muzyka grała, a ja obijałem się o każdego możliwego przechodnia po mojej stronie chodnika. 
''Gdzie ja kurwa jestem?'' - Przecierałem oczy praktycznie co chwila, gdy nagle wpadłem na znak drogowy. Złapałem za metalową rurę i zbadałem ją dokładniej po czym, odszedłem w drugą stronę trafiając na wąskie uliczki. Przeszedłem przez kawałek cienia po czym znów na kogoś wpadłem. Zobaczyłem przed sobą nie wyraźny zarys tajemniczej postaci o długich rudych włosach. Zatrzymując mnie wyjęła coś czym poświeciła mi po oczach, następnie powiedziała coś do siebie i wymijając mnie odeszła. 
Wzruszyłem ramionami idąc dalej naprzód. Z daleka widać było już światło słońca. Wychodząc spod zadaszonych ulic do moich uszu dotarł niepokojący dźwięk i był to prowokujący gwizd. 
Znów to samo, patologia z sąsiedniej dzielnicy złapała kogoś w swoje sidła. Podbiegłem by bliżej się przyjrzeć i wtedy coś tchnęło mnie by pomóc nie winnemu przechodniowi. 
- Na bok sępy ! - W momencie zagłuszyłem ich wszystkich. - Wypierdalać powiedziałem ! - Nie zmieniałem ani na chwilę tonu wypowiedzi, które na swój sposób brzmiały nawet groźnie. 
Przepchnąłem się przez tłum i zobaczyłem znajomie ubraną postać, na którą patrzyłem przez dłuższą chwilę próbując wyostrzyć obraz. Oczy lekko rozszerzyły się ze zdziwienia, był to ten sam chłopak z którym miałem się dziś spotkać.
''Jakim cudem mógł wpaść w takie kłopoty?'' - Przeszła mnie myśl po czym odwróciłem się w stronę grożących mu ludzi. 
- Co wy tu odpierdalacie?! Nudzi wam się?! - Powiedziałem stanowczo, jednak dalej trzymając swoje nerwy na wodzy. - Odpierdolcie się od niego! - Zrobiłem krok w przód, czekając na ich dalsze ruchy. 
- Obrońca sie kurwa znalazł. - Szef bandy zaczął się śmiać, a podległe mu pieski zrobiły to samo. - Nie myśl sobie, że odpuścimy tak łatwą zdobycz. 
Wielkolud podszedł bliżej i wlepił we mnie swoje ciemne gały, jeśli myślał, że mnie tym przestraszy to był w błędzie. Zmierzyłem go od stup do głów i nie czekając wyprowadziłem cios prosto w jego piękną facjatę. W momencie odchylił się do tyłu łapiąc się za nos, z którego ciurkiem polała się krew. 
- Zabije cię ty mała kurwo ! - Wrzasnął po czym próbował zrewanżować się tym samym. 
Machał rękami próbując mnie dosięgnąć, uśmiech cisnął się sam na usta widząc jak się męczy.  
Nastała błoga cisza, którą przerwał mój niekontrolowany śmiech. 
Przekroczyłem nie swoje granice zapuszczając się na te tereny, jednak wiedziałem, że odsiecz wkrótce nadejdzie. Wystarczył jeden z moich ludzi, który przypadkowo był świadkiem zdarzenia, a po chwili krzyki z oddali powiedziały mi, że zjawiła się reszta. Wbiegli w nich taranem rozpoczynając walkę. Kilku dostało po mordzie, część wylądowała na ziemi kotłując się dalej w parterze. Rozpętało się nielada zamieszanie. Odwróciłem się do Mikaela, który stał na środku jak kołek.
''Czemu durniu nie uciekasz?!'' 
Nagle jeden z nich przepchnął się uderzając mnie z bara i stanął przed Miką. Zareagowałem szybko i złapałem za jego rękę blokując uderzenie i nokautując go ciosem w mostek. 
Cwaniaczek upadł próbując złapać oddech, wtedy ja skorzystałem z okazji łapiąc blondyna za rękę i wyprowadzając go z tłumu. Zacząłem biec nie oglądając się za siebie. Skręt za skrętem po labiryncie uliczek, takim oto sposobem wylądowaliśmy na skraju miasta. Czułem się na tyle bezpiecznie, by móc się w końcu zatrzymać. Tak też postąpiłem próbując powstrzymać zadyszkę, która po paru głębokich wdechach ustąpiła. 
Wyprostowałem się podnosząc głowę lekko do góry.
''Jesteśmy nie opodal lasu...'' - Przeszła mnie myśl, trudno było nie skorzystać, więc zacząłem iść w tamtą stronę, mając tylko cichą nadzieję, że podąży za mną. 
Oddaliłem się kawałek od niego, tyle wystarczyło, chłopak podbiegł do mnie i wymamrotał cicho. - Dzi... Dzięki. - Zaraz potem kontynuując trochę głośniej. - Gdyby nie ty...
Wtedy podniosłem rękę do góry przerywając mu i jednocześnie dając do zrozumienia, że nie mam zamiaru tego słuchać. 
- Nie ma o czym mówić... Tylko na przyszłość pamiętaj, żeby się tu nie pokazywać. - Odwróciłem się stając mu na przeciw i patrząc się głęboko w oczy. Chłopak wyglądał na zmieszanego unikając mojego wzroku, milczał długi czas więc zapytałem. - Wszystko ok?
- Em...? T-Tak, na prawdę nie wiem jak ci dziękować. - Powiedział skromnie opuszczając głowę w dół. 
- Wystarczy mi, że nie będziesz się na mnie gniewał. - Powiedziałem bez namysłu dalej go obserwując. 
Blondyn na krótko wstrzymał oddech po czym spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem pytając. - A na co miałbym się gniewać? 
Nie odpowiedziałem w pierwszej chwili, odwracając się i idąc w stronę lasu. Kilka kroków dalej i mogłem mu powiedzieć. - Za to, że nie było mnie na umówionym spotkaniu. 
Minęliśmy parę drzew wchodząc na dobrze znaną mi ścieżkę, która miała zaprowadzić nas do kamienia. 
- Mogę na chwilę zmienić temat? - Usłyszałem nie pewny głos za sobą. 
- Nie krępuj się. - Odpowiedziałem krótko patrząc ciągle przed siebie. 
- Masz ochotę coś zjeść, ja stawiam, wiesz tak w formie podziękowania.
Poczułem się dziwie, znaliśmy się ledwo od wczoraj, a on był dla mnie taki miły... jak nikt inny dotychczas. 
- Miło z twojej strony, ale nie chcę cie wykorzystywać. - Nie tak miało to zabrzmieć, ale wyraziłem skruchę. 
- Spokojnie, przecież sam się zaoferowałem. - Podszedł do mnie i położył rękę na moim ramieniu. - Po za tym pieniądze nie grają roli, od tego przecież są. - Uśmiechał się ciepło. 
Również próbowałem obdarzyć go uśmiechem, jednak nie był to do końca szczery uśmiech. 
- To jak? - Patrzył się na mnie swoimi jasnymi ślepiami, w których zagapiłem się na dłuższy moment. Nie potrafiłem mu odmówić.
- Zgodzę się pod warunkiem, że zostaniemy tu jeszcze przez chwilę. 
Czas płynął dziś na moją nie korzyść, jednak chciałem by faza po narkotyku w końcu minęła dlatego zapragnąłem tu zostać chodźby jeszcze przez chwilę. 
- I tak mam samochód po drugiej stronie jeziora więc spokojnie, mamy trochę czasu. 
Ulżyło mi gdy to powiedział, jednak najgorsze było to, że byłem prawie w stu procentach pewien, że chłopak domyśla się po moich oczach, że ćpałem. 
- Więc możemy się przespacerować. - Skierowałem się z powrotem na ścieżkę.
'' Co ja sobie myślałem..?'' - Przeszła mnie myśl, a po niej szybko kolejna. - '' Może to tylko sen...'' - Spojrzałem na Mikaela, potem na otaczającą nas scenerię. Błękitne niebo, piękne kwitnące drzewa i szum krystalicznie czystej wody w jeziorze. - ''Nie to nie sen.'' - Uśmiechnąłem się stwierdzając. 
- Koniec końców i tak się spotkaliśmy, więc nie mam się o co gniewać. Co prawda to trochę przez twoją nieobecność zapuściłem się w głąb tej strefy. 
- Cieszę się, bo bałem się już, że stracę tak dobry materiał na przyjaciela. - Powiedziałem kompletując lepsze myśli w ładne słowa. 
Na twarzy chłopaka zagościł rumieniec. Uśmiechał się, co mnie  niezmiernie ucieszyło dając tym samym przyjemną i luźną atmosferę. 
''Czyli tak wygląda przyjaźń... podoba mi się i chce to ciągnąć dalej... bo w końcu na mojej drodze zjawił się ktoś kto może wyprowadzić mnie z tego piekła ,w którym żyje.'' - Westchnąłem pogłębiając się na chwilę w tej myśli, gdy nagle w mojej głowie pojawiła się całkiem nie chciana na ten moment scena z pierwszego spotkania. - ''Ale czy przyjaciele są zdolni, by okłamywać się na wzajem?''
 Moi ludzie, których nie raz nazwę braćmi, są fałszywi, całe moje osiedle jest takie... zero wsparcia, jedyne co potrafią to zjarać ze mną problem i nie pamiętać go następnego ranka. Kumpel do kieliszka, różni się od tego, kto by mnie mógł chodź raz posłuchać... dlatego milczę i nie mówię o tym co może mnie przed nimi poniżyć. I być może jestem zbyt wrażliwy, jednak przy nich staje się zupełnie inną osobą, nie mogąc pokazać swojego prawdziwego oblicza. 
''Więc czemu kłamałeś?'' - Postanowiłem to sprawdzić.
- Mogę cię o coś zapytać, tak z czystej ciekawości? - Spojrzeliśmy na siebie w tym samym momencie, zawieszając wzrok na sobie. 
- Hm... jasne, czemu nie. 
- Chodzisz do psychologa, prawda? I co ci to daje?
Reakcja była dość nie spodziewana, zupełnie jakbym trafił w czuły punkt. Zdezorientowany blondyn, bo na takiego wyglądał, przed chwilę szukał odpowiedzi w zakątkach swojego umysłu. 
''Powiedz, przecież nie odrzucę cię z powodu jakiegoś głupiego psychologa, jestem tylko ciekaw.'' - W mej głowie kłębiły się myśli, których nie śmiałem wypowiedzieć na głos.
Odwrócił się do mnie plecami i odpowiedział oschle. 
- Skoro pytasz co mi to daje, to chyba wiesz, że tak. 
- To dlaczego o tym nie pogadamy? - Wiedziałem, że nie powinienem pytać, mimo to na zewnątrz wydostało się kilka słów tworząc pytanie. 
'' Z drugiej strony moja bezpośredniość sama zręcznie pozbywała się tych, co mnie poznali i tych co znali parę dni dłużej. Odpychająca osobowość kreśliła mnie z list wielu telefonów, nie od dziś i nie od jutra - zdążyłem przywyknąć.'' 
- O czym tu gadać, chodzę i rozmawiam z nią o tym gdzie i jak spędzam czas. O tym co myślę i co czuję, ale jest to tylko po to abym miał się do kogo odezwać. - Wzruszył ramionami kontynuując. - Wiele to w moim życiu nie zmienia. Choć praktycznie jest to nieodłączny element mojego życia. 
''Więc tak sobie z tym radzisz.''
- To teraz pomyśl, że możesz zamienić ją na mnie. - Powiedziałem wymijając go i zwiększając z lekka tempo.
Wiał ciepły, dość przyjemny wiatr, wtrącając się pomiędzy naszymi oddechami. Chwila długiej ciszy... Szum drzew nie różnił się wiele od dalszego dobrze nam znanego szumu wody, kładącej niskie fale do brzegu jeziora. 
- A teraz powiedz szczerze co o mnie myślisz? - Zapytałem już mniej śmiale niż przedtem. 
- Wiesz, szczerze to jesteś pierwszą osobą, z którą gotów jestem się zbliżyć. Fakt, że stanąłeś w mojej obronie to... - Jego wargi lekko drżały, a głos łamał się na każdym słowie. Wesoły wyraz twarzy w momencie zastąpiony został nagłym smutkiem. 
Nie potrafiąc pocieszać ludzi po prostu wziąłem go w ramiona, czując, że tak właśnie należy postąpić. 
Stałem nie ruchomo obejmując go w pasie i czekając, aż się trochę uspokoi. 

- Przepraszam... - Powiedziałem krótko zaraz potem dopowiadając. - ... jeśli coś źle zrobiłem. 



(I to by było na tyle. Mam trochę mało czasu. :/ W każdym razie napiszcie o swoich odczuciach, byliście bardziej smutni, zmieszani czy zadowoleni? (A może wszystko na raz?)
 Co byście poprawili? I jak poprawili.
*Wersja nie oprawiona*
Ciąg dalszy nastąpi ! :]



POZDRAWIAM
 HimeDerHi


<POPRZEDNI ROZDZIAŁ 

12 komentarzy:

  1. Aaależ ja się stęskniłam!!!

    Chyba potrzebowałam takiego zacnego smutaso-świato pogląda ;)

    N-narkotyki... Uznajemy że ja nic o nich nie wiem , więc może nie będę tego komentować...
    Ta rozmowa bardzo taka... No nie wiem jak to określić :P *Nieogar mózgowia poziom 3+*
    Bardzo podobały mi się przemyślenia... Ostatnio samą parę takich miałam, czego no... Raczej mało osób się po mnie spodziewało :P *Znowu pisze o sobie... Sorkiii *
    N-no więc naprawdę nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać.
    O! Tak, jak już piszę to piszę, bo jestem zUaaa. Rzeczywiście było parę błędów *Mówi ta z 3 z polskiego:P*, ale ja na to uwagi nie zwracam, bo sama robię ich miliony! :P :D

    Zdecydowanie wszystko na raz! ;)
    Uaa... Mi się ferie skoňczyły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się bardzo za wami stęskniłem :D Stanowczo za długo mnie nie było :<

      Też nie wiele wiem o dragach XD musiałem trochę zagłębić ich tematykę w internetach. No, a potem moja młodsza kochana siostrzyczka podkablowała mnie starszej XDDDD (na jakie to piękne stronki wchodzę - i od razu się rozeszło, że biorę) i musiałem się tłumaczyć, ale gładko poszło. XD
      Internet trochę mnie oświecił, ale też mogłem się wzorować na zachowaniu mojego wujka - narkoman. ~
      Przemyślenia dobra sprawa ;) Mam do tego idealny cytat xD:
      *Im bardziej się przejmujesz,
      tym więcej myślisz.
      Im więcej myślisz,
      tym trudniej Ci zasnąć.*

      Się cieszę bardzo w takim razie xD Też mam 3 z polskiego heheh.

      Jak to masz już po feriach?! O nie! To oznacza że ukradłem ci ferie :c Przepraszam XDDDDDDD ale nie moge już ich oddać...

      Usuń
    2. Ejj... Dokładnie taka sama historia! Oczywiście później było tygodniowe nie rozmawianie z bratem :P
      Ahh... To kochane rodzeństwo.


      Ty kradzieju xD
      Jakoś przeżyje do Wielkanocy :P

      Usuń
    3. Rodzeństwo to chyba najgorsza rzecz na świecie, ale przyznam, że było by odrobinę ... może trochę nudnawo bez nich. I nie było by na kogo zrzucić winy XD i z kim się bawić w chowanego udając, że szukasz, a tak naprawdę grasz dalej na kompie. XDD

      Ale mam patent, jak zgubić dziecko XD Trzeba ruszyć na promocję ;D
      https://www.youtube.com/watch?v=yBkmdXRGyQI <-- 0;45


      Ferie oddam w następnym roku, pamiętaj co złego to nie ja XD

      Usuń
    4. Hahahaha, święta racja! :D

      Całkiem niezły patent xD

      Ok, co złego to nie ty XD

      Usuń
  2. A ja wreszcie muszę przeczytać co ty tam piszesz, bo się zbieram i zbieram i zero postępów xD Obiecuje, że w ferie przeczytam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego oczekuje :D
      Pewno po mnie ferie masz? Ja jeszcze ten tydzień i koniec tego dobrego :I Chociaż i tak strasznie się nudzę, bo wszyscy wyjechali. A moja kicia dostała robaków i nie może do domu wchodzić :C
      Nie zgadniesz ! Tak w ogóle. to uczę się nowej umiejętności XD Zgadnij ! Na literę 'G'. XD

      Usuń
    2. Hm... gotowanie?!?!? boże jedyny tylko nie to (jeżeli to to ja się nie piszę na testera! >.< tak blisko mi do śmierci nie jest)A tak to nie mam pomysłów :( A ja ten tydzień i wolne do końca lutego jeee!! Cieszmy się! XD

      Usuń
    3. Strzał w dziesiątkę XDDDD
      natchnęło mnie w tej dziedzinie, mimo to puki co na razie tylko czytam nie dotykając się do artykułów spożywczych ^^.
      *Głośne westchnienie* - na myśl o mojej pięknej jajecznicy, która nie była wcale taka piękna XD Stare dobre czasy.
      Ale królowo, jak się poprawie to będę robił ci za kucharza. XD (śmieje się w duchu, planując dalej obalenie władzy)

      O nieee ! Zabierasz mi ferie XDDD

      Usuń
  3. I niby skąd ja to wiedziałam? (no coment) Jajecznica nie była zła! Była okropna! Ale nie martw się ja już coś na to poradzę!!
    A ty dalej o strąceniu mnie z tronu. *westchnięcie* jestem zmęczona twoimi zamachami! Odpuść sobie i daj ludziom pospać! XD
    Mogę cie na ferie wziąć do mnie jak chcesz!! xDDD (tylko czynsz płać :P )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jesteś jasnowidzem, ukryty talent ! :D
      Nie była zła. ,. Nie gorsza od potwora spaghetti XDDD
      - Daj mi władzy chociaż na trochę, to się odczepie ;) *patrzy to na sufit to na podłogę wyczerpując reakcji* - tez jestem z królewskiej rodziny... co prawda wygnaniec ... no ale no zlituj się to już nigdy ... znaczy się, postaram się nie wchodzić ci w drogę. *Rusza brwiami XD*

      Zapłacę czynsz, tylko wyślij limuzynę xD

      Usuń
  4. Ciekawe czy jest jeszcze coś czego nie potrafię XDD
    - Ty i władza? - zaśmiałam się - W życiu ci jej nie dam a to że jesteś z królewskiej rodziny o niczym nie świadczy! Co najwyżej dam ci jakieś miasto i nic więcej! (nie licz że bd miał armie! xD)*fuknęła*

    Limuzyna dla ciebie zawsze! XDD

    OdpowiedzUsuń