Rozdział
13
''Amnezja''
Na
miejscu przywitał nas wyraźnie ucieszony wódz stada.
-
Co się stało? - Zapytałem zaciekawiony jego dobrym humorem.
-
Wolisz usłyszeć najpierw dobre czy złe wieści?
-
Oczywiście, że dobre. - Odpowiedział za mnie blondyn wtrącając
energicznie.
-
A więc. . . - Zbudował napięcie patrząc to na mnie to na mojego
towarzysza, aż w końcu wyrzucił to z siebie. - Czarny Kieł nie
żyje.
Stado
w momencie zamilkło, by po chwili triumfalnie
zawyć. Wilki zaczęły wręcz skakać z radości i tarzać się po
ziemi.
Też
odczułem ulgę wiedząc, że potężna zła bestia nie będzie już
nikomu zagrażać. Śmierć potwora oznaczała również koniec wojny
pomiędzy klanami, co było ważnym elementem w historii obu wilczych
rodów.
Odczekałem
trochę, by znaleźć przerywnik ciszy, w której mogę zadać
pytanie.
-
A co ze złą nowiną?
Biały
Kieł spojrzał na mnie i gestem wskazał, byśmy przeszli gdzieś na
bok. Oddaliliśmy się więc od zgiełku, zostawiając na trochę
Strajkera sam na sam ze świętującymi.
-
Wasz przyjaciel. . .
Słysząc
niepokojący początek gwałtownie drgnąłem, przerywając mu wpół
zdania. - Co z nim?!
-
Uciekł nam. - Rzekł krótko. Widać było po nim, że czuje się
winny zaistniałej sytuacji. Jego oczy mocno wbite w podłoże,
spoglądające na jasnozielony miękki mech pod stopami.
-
Jak do tego doszło? - Próbowałem zgłębić więcej szczegółów.
-
Nie było mnie przy tym. . . pilnowała go wataha. Z tego co udało
mi się dowiedzieć, to wyglądało to dokładnie tak:
''Spokojnie
wykonywaliśmy swoje zadania w obozie, doglądając co jakiś czas
człowieka. To zdarzyło się w sumie nagle, czarno-włosy zaczął
strasznie rzucać się we śnie. Skupił tym uwagę wilków, wtedy
zgromadziliśmy się wszyscy dookoła niego i próbowaliśmy go
wybudzić. Potem jego ciało uspokoiło się i uniosło lekko do
siadu. Cały był pokryty jakby w smoka łuskę, która pękać
zaczęła i zmieniać się w ciekły cień. Rozpływając się tak
wsiąkł w ziemię i pognał przed siebie, wysysając energię na
torze swojego biegu ze wszystkich roślin. Ruszyliśmy w pościg za
nim, lecz zgubiliśmy trop na granicy z miastem. Prawdopodobnie
przebywa teraz w Krainie Piorunów.
Raport
złożył/a: Eruption''
Przeczytał
mi raport jednego ze świadków naocznych tego wydarzenia. Byłem
zszokowany. . . przecież pozbyliśmy się tego demona.
-
Wodzu, co o tym myślisz? - Zapytałem przerywając ciszę.
-
Mam dwa przypuszczenia. Pierwsze mówi mi, że mogła to być zwykła
ludzka reakcja opierająca się na strachu. Mógł zrobić to celowo,
bo przecież wiadomym faktem jest, że posiada jakieś umiejętności
ze swojej natury. Załóżmy, że obudził się i spostrzegł stado
wilków, w efekcie czego przestraszył się, wyczuł moment i uciekł.
Biorąc pod uwagę twoje pochodzenie, być może szuka cię w twoim
rejonie zamieszkania.
Zaś
drugim elementem, którego nie możemy wykluczyć jest działanie
demona.
-
Znów jakieś problemy. - Powiedział Strajker siedząc na gałęzi
dębu nieopodal. Westchnął głęboko, po czym dodał. - Znając
życie i tym bardziej ciebie na pewno zajmiemy się tą sprawą. -
Powiedział kierując spojrzenie prosto na mnie.
-
I tu masz pełną rację. - Odpowiedziałem krótko.
-
Pamiętajcie, by uważać na siebie. - Przemówił wilk przybierając
ludzką postać.
-
Biały Kle. - Zaczepił go blondyn patrząc wręcz błagalnie i
zsuwając się z grubego pnia drzewa. - Może tym razem poszedłbyś
z nami?
-
Wiesz doskonale, że nie mogę zostawić stada samego sobie, ktoś
musi dbać tu o spokój i porządek, a także o przestrzeganie prawa.
Przydzieliłbym Elzę do was, ale aktualnie łatwi nam kontrakt ze
wschodnią polaną na innym kontynencie. Walkias zajął się sprawą
zaginionego wilczka i też gdzieś zniknął, a Teri śpi po
dwudniowym tropieniu Czarnego Kła. W końcu to jej zawdzięczamy
dzisiejsze święto.
-
Rozumiem. - Odparł smętnie.
-
Spokojnie, jestem pewny, że z waszym zgraniem poradzicie sobie z
każdym kłopotem, jak prawdziwa drużyna.
-
Wiesz jak dodać sił. - Uśmiechnąłem się, po czym chwyciłem
mocno za rękaw blondyna i pociągnąłem go za sobą, by w końcu
skończył biadolić i przygotował się ze mną do misji.
Udaliśmy
się we trójkę z powrotem do obozu. Wódz poszedł w swoją stronę,
my w swoją.
Pierwsze,
od czego postanowiłem zacząć, to zbadanie szałasu i miejsca, z
którego pochodził raport. Były praktycznie obok siebie. Widoczna
ścieżka w zgniłozielonej barwie ciągnęła się przez daleki
obszar za naszą bazą. Zupełnie wysuszone drzewa, krzewy, mchy i
trawy.
-
Rex, myślisz że to może być...
-
Sam nie wiem. - Przykląkłem, dotykając roślin lub przynajmniej
tego co z nich zostało w celu badawczym ich zmienionej struktury. -
Nie chcę wierzyć, że mogło się nam nie udać. . .
Powiedziałem
kryjąc swoje mocno skruszone emocje.
''Jeśli
się nam nie powiodło przy tej pieczęci... oznaczałoby to, że
jego ludzka natura mogła umrzeć i jedyne co zostało w tej
cielesnej powłoce to potwór, od którego próbowaliśmy go
ratować... Gdyby urzeczywistniły się moje przypuszczenia, wtedy
musielibyśmy pomścić niczego niewinną duszę chłopaka, którego
jeszcze dobrze nie poznałem i . . . zabić demona ! ''
Pokręciłem
głową, odrywając się od złych myśli zatruwających mój umysł.
- Będzie
dobrze. -
Uśmiechnąłem się do towarzysza, próbując wskrzesić w nim
więcej nadziei, niż sam aktualnie posiadałem.
Wstałem,
rozejrzałem się jeszcze raz, po czym wskazując na ścieżkę
oznajmiłem: - Pójdziemy po śladach.
*
* *
Po
pokonaniu sporego odcinka lasu dotarliśmy w końcu do bramy, za
którą mieściło się moje rodzinne miasto. Królestwo Pioruna
miało rozległy obszar, dlatego postanowiłem po prostu pytać
ludzi.
Bezefektywne
poszukiwania przerwał tajemniczy osobnik niewyglądający na
tubylca. Podejrzany pan w masce przypominającej kotowate stworzenie
zaczepił nas i wprowadził w ciemną uliczkę.
-
Wiem kogo szukacie. - Powiedział z lekkim mrożącym krew w żyłach
uśmiechem.
-
Skąd to możesz wiedzieć? - Zapytałem podejrzliwie.
-
Nie, po prostu słyszałem, jak pytaliście o niego przechodniów. -
Wzruszył lekko ramionami, po czym dodał. - To jak chcecie tej
pomocy czy raczej tracimy tu tylko czas?
-
Powiedz nam, co wiesz.
-
Nie tak szybko, najpierw dobijemy targu.
''A
więc masz w tym interes, mogłem się domyślić. . . co powinienem
zrobić?'' - Myślałem chwilę, czy aby na pewno mogę zaufać
obcemu. Ostatecznie moją decyzją było spróbowanie tego, co chciał
nam zaoferować.
-
Zgoda, więc czego chcesz w zamian za informacje?
-
Jak to czego? - Zachichotał. - Oczywiście, że pieniędzy.
-
Aktualnie nie jestem zbyt majętny, ale . . . - Prowadziłem złożone
z trudnych wyrazów negocjacje. - Co byś powiedział na kryształ?
Kupcy w okolicy bardzo go pragną, jest ponoć wiele wart. - Zdjąłem
z szyi zielony błyszczący szmaragd. Dalej musiałem tylko czekać,
aż łyknie haczyk i pozwoli dać się oszukać podróbą wspaniałego
klejnotu.
-
Biorę. - Oblizał usta, po których wciąż panoszył się ten
dziwny szemrany uśmieszek.
-
Więc gadaj. - Naciskałem, by w końcu zyskać jakąś dobrą
wskazówkę.
-
Także ekhem. . . - Zniżył ton głosu, który przypominał teraz
bardziej zachrypnięty szept bandziora. - Widziano go ostatnio w
opuszczonej fabryce. Wyrabiano tam kiedyś siodła, powinieneś bez
problemu trafić. Może jeszcze zdążysz go złapać. Myślę że
wystarczy?
-
Trzymaj jest twoje. - Podrzuciłem bezcenny kamień do góry, tak by
mógł go bez problemu złapać, wziąłem wystraszonego Strajkera i
skierowałem krok w stronę znajomego budynku, który od lat nie
funkcjonował.
-
Dlaczego oddałeś mu ten piękny kamień, przecież mogliśmy się
wycofać z jego oferty? - Zapytał, gdy oddaliliśmy się bezpiecznie
od złem ziejących wąskich uliczek.
-
Spokojnie. Dobiliśmy dobrego targu. - Zapewiłem towarzysza.
-
Ale ja nie rozumiem.
-
Ten kamień, który tak bardzo przeżywasz, on nie był wart nawet
złamanego grosza. Serio wierzyłeś, że oddałbym komuś takiemu
coś cenniejszego? Chociaż w sumie, dostał cenną radę, by nie
ufać nikomu na słowo. - Zaśmiałem się głośno.
-
Rex jest taki sprytny. - Powiedział jakby do siebie.
''Może
po prostu głośno pomyślał.'' - Postanowiłem nie zwracać na to
uwagi. - ''Tak czy siak komplement dostałem zasłużenie.''
Szedłem
pewnie do przodu, gdy nagle uświadomiłem sobie, że jesteśmy na
miejscu.
Stare
zniszczone ściany wyglądały, jakby miały lada moment się
zawalić, tak samo sufit podtrzymywany przez grube belki. Nietrwała
konstrukcja stanowiła poważny problem, a jednocześnie była
interesującym wyzwaniem.
-
Słuchaj mnie teraz uważnie, zostaniesz tu i będziesz zabezpieczać
tyły. - Poklepałem go po plecach i ze zdecydowaniem ominąłem próg
pancernych zimnych wrót.
Miałem
tylko nadzieję, że szybko się nie znudzi i nie pójdzie w miasto.
Wolałem też, by nic mu się nie stało, a wchodząc tu mogliśmy
wiele ryzykować z jego koordynacją ruchową.
''W
końcu to Strajker.'' - Pomyślałem przemykając się cicho po
pustych korytarzach. Z daleka jednak dostrzegłem poruszenie, ktoś
tam był, przez co serce zabiło mi szybciej. Adrenalina sprawiła,
że ręce mi się trzęsły, a oddech wręcz szalał.
''Muszę
zachować spokój...'' - Mówiłem sobie w myślach, by nie zdradzić
swojego położenia przez nadmierne drgania mięśni. Powolnie
zbliżyłem się do ściany, za którą ktoś właśnie prowadził
rozmowę.
-
Ale kim ja jestem?
Drgnąłem,
słysząc głos naszej zguby.
-
Nie pamiętasz? Jesteś moją jakże uroczą zabaweczką... nie
jesteś człowiekiem... jesteś maszyną do zabijania, przecież to
lubisz. Zabowiązałeś się mi służyć, więc wypełniaj swój
zasrany obowiązek i posłusznie wykonuj moje polecenia !
Słysząc
brednie, które ktoś próbował mu wpoić, postanowiłem pokonać
strach i wyjść z ukrycia.
Moim
oczom ukazała się blada, prawie że biała twarz nieco wyższego
chłopaka o długich czarnych włosach.
Ik
zdezorientowany siedział na ziemi, wpatrując się w mówcę.
Musiałem
to przerwać.
-
Nie słuchaj tego kłamcy ! - Wykrzyczałem i tym samym skupiłem ich
uwagę na sobie.
-
Kim on jest? - Przekręcił lekko głowę na bok i rozprostował
nogi. Jego oczy zdały się wrócić do normy, nie było już w nich
ani trochę zła. Czysta czerwień wpatrzona we mnie sprawiła, że
podszedłem bliżej.
-
To twój największy wróg, znów chce zabrać ci wszystko. Nie
pozwól mu!
-
Że niby ja?! - Kompletnie nie rozumiałem zamiarów tego człowieka,
ale i też trochę bałem się całej tej sytuacji. - Kogo nazywasz
wrogiem!
-
Nie wygląda podejrzanie. - Powiedział podnosząc się na nogi.
-
Nie daj się zwieść! - Przypominające śmierć ścierwo nie
chciało ustąpić.
-
Ik nie pamiętasz mnie? - Próbowałem dotrzeć do przyjaciela.
-
Chodźmy stąd, nie traćmy na niego czasu. - Chwycił go za rękę i
trzymał mocno w uścisku.
-
Ale ja... chciałbym zostać... i dowiedzieć się czegoś o sobie...
-
Przestań, ja ci wszystko opowiem.
-
Nie chcę iść z tobą.
Kłócili
się, a ja mogłem tylko na to patrzeć. Chwila trwała dosłownie
moment.
-
Coś ty powiedział?! - Zamachnął się i strzelił mu z liścia
przez twarz. - Masz się mnie słuchać, czego ty jeszcze nie
rozumiesz?!
-
Kim ty do cholery jesteś?! - Wykorzystałem chwilę nieuwagi, by
wyprowadzić uderzenie. Nie zdążył zrobić uniku i zgiął się
wpół.
Szybko
pozbierał się jednak do ładu i odepchnął mnie, na jego bladej
gębie pojawił się uśmiech.
-
Jestem jego bratem i właśnie zabieram go do domu. Na imię mi
Majorii. - Ukłonił się, po czym dodał. - Nie masz prawa w tej
sytuacji nic zrobić, jego ojciec bardzo się o niego martwi.
-
Nie wierzę!
-
Nie masz wyboru, inaczej powalczymy na serio. - Zagroził, wyjmując
nóż z czarnego płaszcza.
Źle
się z tym czułem, ale prawo to prawo i niestety miał rację. Byłem
bezradny i zszedłem im z drogi.
Milczałem
długi moment nie ruszając się z miejsca, gdy nagle wróciło do
mnie wspomnienie.
''
Muszę coś zrobić ! Nie mogę pozwolić, by wrócił do domu! ''
Przypomniało
mi się jak chłopak przeżywał karcenie tego tyrana, którego
musiał nazywać ojcem. Tyle już wycierpiał, przecież ten
psychopata chciał już raz go nawet zabić. Wcześniej znęcając
się nad nim na różnorakie sposoby. I to śmiało nazywać się
rodziną?
Nawet
jeśli złamię prawo... nawet jeśli nie będę mógł zostać potem
bohaterem, to uczynię to w dobrej wierze niesienia potrzebującej
osobie pomocy.
''Będzie
warto! ''
Wybiegłem
przed fabrykę i zgarniając Strajkera podążyliśmy za nimi.
Wtedy
stało się to... śmierci podobny człowiek wyprał mu mózg, przez
co byliśmy świadkami wielu mordów. Ludzie roszarpywani byli
pazurami, rozrywani wpół siłą chudych rąk.
Gdy
znudził się tym widokiem, wsiedli na tygrysa, na którym odjechali.
Przy
zachowaniu odpowiedniej ostrożności dołączyliśmy do pościgu,
używając do tego naszego pancernego stwora.
Tak
jak podejrzewałem, przejechaliśmy tajny skrót i dostaliśmy się
do Krainy Cieni. Jechaliśmy jeszcze długo przez czarny rynek, aż w
końcu znaleźliśmy się pod zamkiem, do którego weszli.
Wspiąłem
się na ścianę nierównych cegieł, by móc się wreszcie
dowiedzieć, o co właściwie chodzi. Idealnie udało mi się trafić
na komnatę, gdzie działa się akcja.
-
Po coś tu przylazł? - Rzucił twardo władca.
-
Mam ci bardzo ważną wiadomość do przekazania mój panie.
-
Oby to było naprawdę ważne, bo inaczej zamknę cię w lochu na
tydzień.
-
Twój syn...
Nie
zdążył na dobre zacząć, a już mu przerwano.
-
Jeśli chcesz poruszyć ten temat, to wyjdź nim nie zmienię zdania,
by cię tu utrzymać.
-
Panie, ta propozycja na pewno cię zaciekawi, błagam chciwości
mistrzu. - Padł na kolana, ciągle prosząc.
-
Masz minutę.
-
Od czasu, gdy wyrzuciłeś go z zamku i myślałeś, że nie żyje,
obserwowałem go i pewnego dnia spostrzegłem, że błąka się sam
po lesie. - Mówił szybko na jednym oddechu. - Wiedziałem, że mnie
zna, ale i tak podszedłem. I tu spotkało mnie zaskoczenie, ponieważ
zapytał 'kim jestem'. Przedstawiłem się więc jako jego brat i
uczyniłem go w końcu chwałą narodu i najwspanialszą maszyną do
zabijania.
''Wiedziałem,
że to oszust.'' - Zacisnąłem mocno zęby.
Król
zaśmiał się w niebogłosy, klaszcząc.
-
Brawo, a teraz przyprowadź mi tu tę wywłokę. Chcę z nim pogadać
w cztery oczy.
Czarnowłosy
uchylił głowę i opuścił pomieszczenie, ustępując miejsca
Ikowi.
Ten
stając na środku sali spokojnie wpatrywał się w oczy swojego
oprawcy.
-
Pamiętasz mnie? - Zapytał mile, siadając na wielkim zdobionym
tronie, ręce ułożył na drewnianych głowach lwów, plecy oparł o
aksamitny materiał w kolorze jaskrawej czerwieni. Lekko zmarszczył
brwi, czekając na odpowiedź.
-
Niestety nie. . . przepraszam. - Pokrecił głową odpowiadając
krótko.
-
Zbliż się. - Podniósł prawą rękę do góry i zachęcił gestem
do do podejścia. Wziął syna pod ramię i przycisnął do siebie. -
Nic się nie stało. Martwiłem się o ciebie... Postaram się
przypomnieć ci wszystko na nowo. - Uśmiechnął się szyderczo,
jednak chłopak nie był w stanie tego dostrzec.
Potem
wskazał na mapę i zaczął tłumaczyć mu coś po cichu.
-
Ah... nie mam kogo wysłać na wschód. Wojsko bez dowódcy to w
końcu nie wojsko. - Wzdychał głośno patrząc dość wymownie.
-
Ja tam pójdę. - Rzucił bez namysłu.
-
Nie znasz drogi, ale myślę, że jakoś temu zaradzimy. - Puścił
go z uścisku, po czym rozejrzał się po komnacie, a następnie
wydał rozkaz. - Wprowadzić drugiego! - Byłem prawie w stu
procentach pewnien, że zapomniał albo nie wiedział, jak ma na imię
jego inna kukiełka. Gubił się w tym przedstawieniu, które
usiłował grać na siłę, improwizując i chwytając się
czegokolwiek, by brzmieć przekonująco.
Tyle
właściwie trwała ta rodzinna atmosfera. . .
Po
krótkiej chwili pojawił się i Majorii, czekając wiernie na
rozkazy.
-
Wyruszycie do Krainy Piasku na misję. Na miejscu spotkacie legion
kierowany, przez podporucznika. Od niego dowiecie się jaki jest plan
ataku. Moi słudzy wyposażą was w najpotrzebniejsze środki
przetrwania oraz broń. Podróż zacznie się dokładnie za godzinę,
bądźcie gotowi.
Rozmowa
trwała jeszcze jakiś czas, po czym wszyscy się rozeszli.
Zszedłem
na dół do Strajkera i opowiedziałem mu w skrócie, jak to
wyglądało.
-
Jak przywrócimy go na naszą stronę?
-
Spróbuję jakoś do niego dotrzeć, może coś sobie przypomni.
-
Powiedz mi Rex. . .
-
Co takiego? - Spojrzałem na niego pytająco.
-
A może to jego przeznaczenie i może. . . nie powinniśmy się w to
mieszać. Ciągle tylko ganiamy za nim i chcemy trzymać jak
najbliżej przy sobie. Teraz jest z rodziną i wydaje się być
szczęśliwy.
-
Szczęśliwy zabijając?! Oni chcą z niego zrobić zabójcę!
Blondyn
spojrzał na mnie i z łagodnym wyrazem twarzy położył swoją dłoń
na mojej. - Zawsze tak było. . . urodził się wśród zła, a my
wśród dobra, dlatego nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć. Myślę,
że pora odpuścić i skupić się bardziej na sobie, na wypełnianiu
misji i zdobywaniu doświadczenia. Nie możemy ciągle stać w
miejscu.
Zapadła
krótka piszcząca w uszach cisza. Zacisnąłem palce w pięść i
uniosłem głowę do góry. Patrząc na niebo, które przyjęło
błękit nadziei myślałem przez chwilę.
-...Proszę.
Dajmy mu ostatnią szansę. - Moje oczy połyskiwały lekko w
promieniach słońca. Byłem skupiony jak nigdy. Zapragnąłem zostać
jego wybawcą, nie zważając na trudności drogi, która przez cały
czas była coraz bardziej kręta.
* * *
(Dziękuje za przeczytanie :D odnawiamy działalność :) !
Napiszcie co myślicie (będę wdzięczny) :}
Strajker jak nie Strajker mówi zbyt dużo mądrych rzeczy, coś mu się stało 0-0 może w końcu stał się poważny . . . phy.. heheh nie no żartowałem, zapomnijcie XD
Schemat podobny bo ciągle próbują pomóc Ikowi.
Jak myślicie da się jeszcze coś z nim zrobić? Czy jest co ratować? Przyjaźń ponad wszystko !
Do zobaczenia niebawem ! :D)
https://www.youtube.com/watch?v=NmaLjzpNfiA
Pozdrawiam
HimeDerHi


Tu znowu ja... xD
OdpowiedzUsuńAż musiałam sobie przypomnieć co było ostatnio >.<
Co prawda kocham wilki <3, ale „tarzanie się” jakoś mnie zniesmaczyło… ;p
O.O Już myślałam, że mu się zdechło xD Ale a szczęście tylko uciekł.
„czarno-włosy zaczął” -> Czarnowłosy, razem ;)
„Cały był pokryty jakby w smoka łuskę, która pękać zaczęła i zmieniać się w ciekły cień” <- To zdanie też jakoś dziwnie brzmi, ale ja się tylko czepiam, żeby komentarz był dłuższy xD
Ehh…
Strajker zgadzam się z Tobą w 100% xD Czemu masz się tym zajmować? <.< lepiej siedzieći nic nie robić xp
„aktualnie łatwi nam kontrakt” <- ułatwia? ;p Tylko sugestia i czepianie się byle czego.
Hmm… Jak on mógł zniszczyć roślinie? ._. Gupi gupek.
„Przykląkłem” <- nienawidzę tego słowa! Nie jest czasem „przyklęknąłem”? O.o No mówię, zue słowo ;p Hm… choć nie wiem też czy poprawne nie są czasem dwie formy.
Pieniądze <.< Do pracy, ludziokotoktosie.
Lel, nawet nie sprawdził… Taka ja ;p
Kooooocham stare budynki *-* Jakbym tylko nie bała się po nich chodzić… ;p
o.o
O nie.
O kurcze o.o
błagam chciwości mistrzu <- też coś chyba nie tak xD, chyba że nie rozumiem.
Nie lubie go <.< W sensie tego „brata”.
I Taty też. Nie trawię przemocy ._. <.<
Wohooo!
^^ Podzielam zdanie obu chłopców, ale… Ratujmy Ik’a!
Papaa ^^
A witam witam :D Ale dłuuugi komentarz XD takie najbardziej lubie :}
UsuńTarzanie się nie jest takie złe o ile tarza się w trawie, w błocie było by nieco gorzej,liście jeszcze znośne o ile wcześniej nie padało albo jeśli owady nie obsiadają :D
Dzięki za wskazówki, gdyby nikt mnie nie poprawiał do tej pory nie wiedziałbym pewnie jak co się pisze. Będę pamiętał już przy następnych rozdziałach :) Najpierw piszę w zeszycie, potem przenoszę to na komputer, a następnie cały skończony rozdział trafia do osoby, którą nazywam swoją korektą xD ale też czasem nie da się wyłapać wszystkich nie dociągnięć dlatego opinie są tu niezbędne :>
Strajker leń XD
Przyroda ucierpiała :c ale nie ma się co martwić. To tylko jej drobna część
Nawet internet ma problem z odmianą tego słowa XD
https://dobryslownik.pl/slowo/przykl%C4%99kn%C4%85%C4%87/46157/0/164821/ aż musiałem sprawdzić :o
Tak nie ładnie wyciągać hajs za informację - by się wstydził XD do roboty XD
Też uwielbiam stare budynki ^^ sam bym się bał po nich chodzić, ale jak chodzimy z ekipą to czy jakiś stary dom zwiedzimy czy fabrykę, najlepsza adrenalina gdy się kogoś tam usłyszy gdzie nie powinno nikogo być XD
''błagam chciwości mistrzu'' - może i to dziwnie brzmi, ale cel jest zamierzony. Już wyjaśniam: Krainy czyli tak jakby państwa mają swoich królów. Niektórzy z nich są dobrymi panami, niektórzy są wcieleniem zła. Kiedy mówimy/zwracamy się do złego władcy wtedy używamy odwrotności komplementów (okrutny, bezlitosny, najgorszy, chciwy) na tym to mniej więcej polega, by ''obrażaniem'' go pochlebiać XD
Co do ojca i podróby brata - to też za nimi nie przepadam :I
Pozdrawiam i zapraszam na kolejny rozdział w Piątek :) heh też żem się rozpisał XDD
^^
UsuńJa tam mogę się tarzać w kocach xD Lubię koce.
^^ No to Maryś polonistka ufa swojej autokorekcie i później, po jakimś miesiącu czyta co napisała i jakieś dziwne misz masze O.o
Leń jak ja <.< xD
Niech tylko spróbują zniszczyć tulipany <.<
O^^ W zasadzie to mam pierdyliard słowników, mogłam sprawdzić, ale nie chciało mi się sięgać.. ._. XD
No ja nie mam z kim chodzic... raz namówiłam koleżankę na parowozownie w Gnieźnie *-*, ale chyba niezbyt jej się podobało xD
AA... Okej, rozumiem ^^
^^ Kiedyś go przeczytam xD Tylko nie wiem czy idealnie w piątek
Też lubię takie miękkie koce XD
Usuńkażdy po troszku jest leniem :3
Jeden słownik wystarczy nie trzeba się trudzić po prostu znajdę jakieś zastępcze słowo na to :>
Też kiedyś namówiłem koleżankę na takie wyjście i już nigdy z nami nie poszła bo jeden z kolegów zaczął sobie żartować, że ktoś tu zginął XD posiał panikę, w dość nie odpowiednim miejscu bo zwiedzaliśmy ciemne piwnice XD i tak cieszy mnie to, że nikogo tam nie było bo czasami w takich ruderach gnieżdżą się bezdomni. Wtedy można poczuć prawdziwe emocje dopiero heh