piątek, 23 czerwca 2017

4$ His - Rozdział 13




Rozdział 13

''Amnezja''




Na miejscu przywitał nas wyraźnie ucieszony wódz stada.

- Co się stało? - Zapytałem zaciekawiony jego dobrym humorem.

- Wolisz usłyszeć najpierw dobre czy złe wieści?

- Oczywiście, że dobre. - Odpowiedział za mnie blondyn wtrącając energicznie.

- A więc. . . - Zbudował napięcie patrząc to na mnie to na mojego towarzysza, aż w końcu wyrzucił to z siebie. - Czarny Kieł nie żyje.

Stado w momencie zamilkło, by po chwili triumfalnie zawyć. Wilki zaczęły wręcz skakać z radości i tarzać się po ziemi.

Też odczułem ulgę wiedząc, że potężna zła bestia nie będzie już nikomu zagrażać. Śmierć potwora oznaczała również koniec wojny pomiędzy klanami, co było ważnym elementem w historii obu wilczych rodów.

Odczekałem trochę, by znaleźć przerywnik ciszy, w której mogę zadać pytanie.

- A co ze złą nowiną?

Biały Kieł spojrzał na mnie i gestem wskazał, byśmy przeszli gdzieś na bok. Oddaliliśmy się więc od zgiełku, zostawiając na trochę Strajkera sam na sam ze świętującymi.

- Wasz przyjaciel. . .

Słysząc niepokojący początek gwałtownie drgnąłem, przerywając mu wpół zdania. - Co z nim?!

- Uciekł nam. - Rzekł krótko. Widać było po nim, że czuje się winny zaistniałej sytuacji. Jego oczy mocno wbite w podłoże, spoglądające na jasnozielony miękki mech pod stopami.

- Jak do tego doszło? - Próbowałem zgłębić więcej szczegółów.

- Nie było mnie przy tym. . . pilnowała go wataha. Z tego co udało mi się dowiedzieć, to wyglądało to dokładnie tak:

''Spokojnie wykonywaliśmy swoje zadania w obozie, doglądając co jakiś czas człowieka. To zdarzyło się w sumie nagle, czarno-włosy zaczął strasznie rzucać się we śnie. Skupił tym uwagę wilków, wtedy zgromadziliśmy się wszyscy dookoła niego i próbowaliśmy go wybudzić. Potem jego ciało uspokoiło się i uniosło lekko do siadu. Cały był pokryty jakby w smoka łuskę, która pękać zaczęła i zmieniać się w ciekły cień. Rozpływając się tak wsiąkł w ziemię i pognał przed siebie, wysysając energię na torze swojego biegu ze wszystkich roślin. Ruszyliśmy w pościg za nim, lecz zgubiliśmy trop na granicy z miastem. Prawdopodobnie przebywa teraz w Krainie Piorunów.

Raport złożył/a: Eruption''

Przeczytał mi raport jednego ze świadków naocznych tego wydarzenia. Byłem zszokowany. . . przecież pozbyliśmy się tego demona.

- Wodzu, co o tym myślisz? - Zapytałem przerywając ciszę.

- Mam dwa przypuszczenia. Pierwsze mówi mi, że mogła to być zwykła ludzka reakcja opierająca się na strachu. Mógł zrobić to celowo, bo przecież wiadomym faktem jest, że posiada jakieś umiejętności ze swojej natury. Załóżmy, że obudził się i spostrzegł stado wilków, w efekcie czego przestraszył się, wyczuł moment i uciekł. Biorąc pod uwagę twoje pochodzenie, być może szuka cię w twoim rejonie zamieszkania.

Zaś drugim elementem, którego nie możemy wykluczyć jest działanie demona.

- Znów jakieś problemy. - Powiedział Strajker siedząc na gałęzi dębu nieopodal. Westchnął głęboko, po czym dodał. - Znając życie i tym bardziej ciebie na pewno zajmiemy się tą sprawą. - Powiedział kierując spojrzenie prosto na mnie.

- I tu masz pełną rację. - Odpowiedziałem krótko.

- Pamiętajcie, by uważać na siebie. - Przemówił wilk przybierając ludzką postać.

- Biały Kle. - Zaczepił go blondyn patrząc wręcz błagalnie i zsuwając się z grubego pnia drzewa. - Może tym razem poszedłbyś z nami?

- Wiesz doskonale, że nie mogę zostawić stada samego sobie, ktoś musi dbać tu o spokój i porządek, a także o przestrzeganie prawa. Przydzieliłbym Elzę do was, ale aktualnie łatwi nam kontrakt ze wschodnią polaną na innym kontynencie. Walkias zajął się sprawą zaginionego wilczka i też gdzieś zniknął, a Teri śpi po dwudniowym tropieniu Czarnego Kła. W końcu to jej zawdzięczamy dzisiejsze święto.

- Rozumiem. - Odparł smętnie.

- Spokojnie, jestem pewny, że z waszym zgraniem poradzicie sobie z każdym kłopotem, jak prawdziwa drużyna.

- Wiesz jak dodać sił. - Uśmiechnąłem się, po czym chwyciłem mocno za rękaw blondyna i pociągnąłem go za sobą, by w końcu skończył biadolić i przygotował się ze mną do misji.

Udaliśmy się we trójkę z powrotem do obozu. Wódz poszedł w swoją stronę, my w swoją.

Pierwsze, od czego postanowiłem zacząć, to zbadanie szałasu i miejsca, z którego pochodził raport. Były praktycznie obok siebie. Widoczna ścieżka w zgniłozielonej barwie ciągnęła się przez daleki obszar za naszą bazą. Zupełnie wysuszone drzewa, krzewy, mchy i trawy.

- Rex, myślisz że to może być...

- Sam nie wiem. - Przykląkłem, dotykając roślin lub przynajmniej tego co z nich zostało w celu badawczym ich zmienionej struktury. - Nie chcę wierzyć, że mogło się nam nie udać. . .

Powiedziałem kryjąc swoje mocno skruszone emocje.

''Jeśli się nam nie powiodło przy tej pieczęci... oznaczałoby to, że jego ludzka natura mogła umrzeć i jedyne co zostało w tej cielesnej powłoce to potwór, od którego próbowaliśmy go ratować... Gdyby urzeczywistniły się moje przypuszczenia, wtedy musielibyśmy pomścić niczego niewinną duszę chłopaka, którego jeszcze dobrze nie poznałem i . . . zabić demona ! ''

Pokręciłem głową, odrywając się od złych myśli zatruwających mój umysł.

- Będzie dobrze. - Uśmiechnąłem się do towarzysza, próbując wskrzesić w nim więcej nadziei, niż sam aktualnie posiadałem.

Wstałem, rozejrzałem się jeszcze raz, po czym wskazując na ścieżkę oznajmiłem: - Pójdziemy po śladach.

* * *

Po pokonaniu sporego odcinka lasu dotarliśmy w końcu do bramy, za którą mieściło się moje rodzinne miasto. Królestwo Pioruna miało rozległy obszar, dlatego postanowiłem po prostu pytać ludzi.

Bezefektywne poszukiwania przerwał tajemniczy osobnik niewyglądający na tubylca. Podejrzany pan w masce przypominającej kotowate stworzenie zaczepił nas i wprowadził w ciemną uliczkę.

- Wiem kogo szukacie. - Powiedział z lekkim mrożącym krew w żyłach uśmiechem.

- Skąd to możesz wiedzieć? - Zapytałem podejrzliwie.

- Nie, po prostu słyszałem, jak pytaliście o niego przechodniów. - Wzruszył lekko ramionami, po czym dodał. - To jak chcecie tej pomocy czy raczej tracimy tu tylko czas?

- Powiedz nam, co wiesz.

- Nie tak szybko, najpierw dobijemy targu.

''A więc masz w tym interes, mogłem się domyślić. . . co powinienem zrobić?'' - Myślałem chwilę, czy aby na pewno mogę zaufać obcemu. Ostatecznie moją decyzją było spróbowanie tego, co chciał nam zaoferować.

- Zgoda, więc czego chcesz w zamian za informacje?

- Jak to czego? - Zachichotał. - Oczywiście, że pieniędzy.

- Aktualnie nie jestem zbyt majętny, ale . . . - Prowadziłem złożone z trudnych wyrazów negocjacje. - Co byś powiedział na kryształ? Kupcy w okolicy bardzo go pragną, jest ponoć wiele wart. - Zdjąłem z szyi zielony błyszczący szmaragd. Dalej musiałem tylko czekać, aż łyknie haczyk i pozwoli dać się oszukać podróbą wspaniałego klejnotu.

- Biorę. - Oblizał usta, po których wciąż panoszył się ten dziwny szemrany uśmieszek.

- Więc gadaj. - Naciskałem, by w końcu zyskać jakąś dobrą wskazówkę.

- Także ekhem. . . - Zniżył ton głosu, który przypominał teraz bardziej zachrypnięty szept bandziora. - Widziano go ostatnio w opuszczonej fabryce. Wyrabiano tam kiedyś siodła, powinieneś bez problemu trafić. Może jeszcze zdążysz go złapać. Myślę że wystarczy?

- Trzymaj jest twoje. - Podrzuciłem bezcenny kamień do góry, tak by mógł go bez problemu złapać, wziąłem wystraszonego Strajkera i skierowałem krok w stronę znajomego budynku, który od lat nie funkcjonował.

- Dlaczego oddałeś mu ten piękny kamień, przecież mogliśmy się wycofać z jego oferty? - Zapytał, gdy oddaliliśmy się bezpiecznie od złem ziejących wąskich uliczek.

- Spokojnie. Dobiliśmy dobrego targu. - Zapewiłem towarzysza.

- Ale ja nie rozumiem.

- Ten kamień, który tak bardzo przeżywasz, on nie był wart nawet złamanego grosza. Serio wierzyłeś, że oddałbym komuś takiemu coś cenniejszego? Chociaż w sumie, dostał cenną radę, by nie ufać nikomu na słowo. - Zaśmiałem się głośno.

- Rex jest taki sprytny. - Powiedział jakby do siebie.

''Może po prostu głośno pomyślał.'' - Postanowiłem nie zwracać na to uwagi. - ''Tak czy siak komplement dostałem zasłużenie.''

Szedłem pewnie do przodu, gdy nagle uświadomiłem sobie, że jesteśmy na miejscu.

Stare zniszczone ściany wyglądały, jakby miały lada moment się zawalić, tak samo sufit podtrzymywany przez grube belki. Nietrwała konstrukcja stanowiła poważny problem, a jednocześnie była interesującym wyzwaniem.

- Słuchaj mnie teraz uważnie, zostaniesz tu i będziesz zabezpieczać tyły. - Poklepałem go po plecach i ze zdecydowaniem ominąłem próg pancernych zimnych wrót.

Miałem tylko nadzieję, że szybko się nie znudzi i nie pójdzie w miasto. Wolałem też, by nic mu się nie stało, a wchodząc tu mogliśmy wiele ryzykować z jego koordynacją ruchową.

''W końcu to Strajker.'' - Pomyślałem przemykając się cicho po pustych korytarzach. Z daleka jednak dostrzegłem poruszenie, ktoś tam był, przez co serce zabiło mi szybciej. Adrenalina sprawiła, że ręce mi się trzęsły, a oddech wręcz szalał.

''Muszę zachować spokój...'' - Mówiłem sobie w myślach, by nie zdradzić swojego położenia przez nadmierne drgania mięśni. Powolnie zbliżyłem się do ściany, za którą ktoś właśnie prowadził rozmowę.

- Ale kim ja jestem?

Drgnąłem, słysząc głos naszej zguby.

- Nie pamiętasz? Jesteś moją jakże uroczą zabaweczką... nie jesteś człowiekiem... jesteś maszyną do zabijania, przecież to lubisz. Zabowiązałeś się mi służyć, więc wypełniaj swój zasrany obowiązek i posłusznie wykonuj moje polecenia !

Słysząc brednie, które ktoś próbował mu wpoić, postanowiłem pokonać strach i wyjść z ukrycia.

Moim oczom ukazała się blada, prawie że biała twarz nieco wyższego chłopaka o długich czarnych włosach.

Ik zdezorientowany siedział na ziemi, wpatrując się w mówcę.

Musiałem to przerwać.

- Nie słuchaj tego kłamcy ! - Wykrzyczałem i tym samym skupiłem ich uwagę na sobie.

- Kim on jest? - Przekręcił lekko głowę na bok i rozprostował nogi. Jego oczy zdały się wrócić do normy, nie było już w nich ani trochę zła. Czysta czerwień wpatrzona we mnie sprawiła, że podszedłem bliżej.

- To twój największy wróg, znów chce zabrać ci wszystko. Nie pozwól mu!

- Że niby ja?! - Kompletnie nie rozumiałem zamiarów tego człowieka, ale i też trochę bałem się całej tej sytuacji. - Kogo nazywasz wrogiem!

- Nie wygląda podejrzanie. - Powiedział podnosząc się na nogi.

- Nie daj się zwieść! - Przypominające śmierć ścierwo nie chciało ustąpić.

- Ik nie pamiętasz mnie? - Próbowałem dotrzeć do przyjaciela.

- Chodźmy stąd, nie traćmy na niego czasu. - Chwycił go za rękę i trzymał mocno w uścisku.

- Ale ja... chciałbym zostać... i dowiedzieć się czegoś o sobie...

- Przestań, ja ci wszystko opowiem.

- Nie chcę iść z tobą.

Kłócili się, a ja mogłem tylko na to patrzeć. Chwila trwała dosłownie moment.

- Coś ty powiedział?! - Zamachnął się i strzelił mu z liścia przez twarz. - Masz się mnie słuchać, czego ty jeszcze nie rozumiesz?!

- Kim ty do cholery jesteś?! - Wykorzystałem chwilę nieuwagi, by wyprowadzić uderzenie. Nie zdążył zrobić uniku i zgiął się wpół.

Szybko pozbierał się jednak do ładu i odepchnął mnie, na jego bladej gębie pojawił się uśmiech.

- Jestem jego bratem i właśnie zabieram go do domu. Na imię mi Majorii. - Ukłonił się, po czym dodał. - Nie masz prawa w tej sytuacji nic zrobić, jego ojciec bardzo się o niego martwi.

- Nie wierzę!

- Nie masz wyboru, inaczej powalczymy na serio. - Zagroził, wyjmując nóż z czarnego płaszcza.

Źle się z tym czułem, ale prawo to prawo i niestety miał rację. Byłem bezradny i zszedłem im z drogi.

Milczałem długi moment nie ruszając się z miejsca, gdy nagle wróciło do mnie wspomnienie.

'' Muszę coś zrobić ! Nie mogę pozwolić, by wrócił do domu! ''

Przypomniało mi się jak chłopak przeżywał karcenie tego tyrana, którego musiał nazywać ojcem. Tyle już wycierpiał, przecież ten psychopata chciał już raz go nawet zabić. Wcześniej znęcając się nad nim na różnorakie sposoby. I to śmiało nazywać się rodziną?

Nawet jeśli złamię prawo... nawet jeśli nie będę mógł zostać potem bohaterem, to uczynię to w dobrej wierze niesienia potrzebującej osobie pomocy.

''Będzie warto! ''

Wybiegłem przed fabrykę i zgarniając Strajkera podążyliśmy za nimi.

Wtedy stało się to... śmierci podobny człowiek wyprał mu mózg, przez co byliśmy świadkami wielu mordów. Ludzie roszarpywani byli pazurami, rozrywani wpół siłą chudych rąk.

Gdy znudził się tym widokiem, wsiedli na tygrysa, na którym odjechali.

Przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności dołączyliśmy do pościgu, używając do tego naszego pancernego stwora.

Tak jak podejrzewałem, przejechaliśmy tajny skrót i dostaliśmy się do Krainy Cieni. Jechaliśmy jeszcze długo przez czarny rynek, aż w końcu znaleźliśmy się pod zamkiem, do którego weszli.

Wspiąłem się na ścianę nierównych cegieł, by móc się wreszcie dowiedzieć, o co właściwie chodzi. Idealnie udało mi się trafić na komnatę, gdzie działa się akcja.

- Po coś tu przylazł? - Rzucił twardo władca.

- Mam ci bardzo ważną wiadomość do przekazania mój panie.

- Oby to było naprawdę ważne, bo inaczej zamknę cię w lochu na tydzień.

- Twój syn...

Nie zdążył na dobre zacząć, a już mu przerwano.

- Jeśli chcesz poruszyć ten temat, to wyjdź nim nie zmienię zdania, by cię tu utrzymać.

- Panie, ta propozycja na pewno cię zaciekawi, błagam chciwości mistrzu. - Padł na kolana, ciągle prosząc.

- Masz minutę.

- Od czasu, gdy wyrzuciłeś go z zamku i myślałeś, że nie żyje, obserwowałem go i pewnego dnia spostrzegłem, że błąka się sam po lesie. - Mówił szybko na jednym oddechu. - Wiedziałem, że mnie zna, ale i tak podszedłem. I tu spotkało mnie zaskoczenie, ponieważ zapytał 'kim jestem'. Przedstawiłem się więc jako jego brat i uczyniłem go w końcu chwałą narodu i najwspanialszą maszyną do zabijania.

''Wiedziałem, że to oszust.'' - Zacisnąłem mocno zęby.

Król zaśmiał się w niebogłosy, klaszcząc.

- Brawo, a teraz przyprowadź mi tu tę wywłokę. Chcę z nim pogadać w cztery oczy.

Czarnowłosy uchylił głowę i opuścił pomieszczenie, ustępując miejsca Ikowi.

Ten stając na środku sali spokojnie wpatrywał się w oczy swojego oprawcy.

- Pamiętasz mnie? - Zapytał mile, siadając na wielkim zdobionym tronie, ręce ułożył na drewnianych głowach lwów, plecy oparł o aksamitny materiał w kolorze jaskrawej czerwieni. Lekko zmarszczył brwi, czekając na odpowiedź.

- Niestety nie. . . przepraszam. - Pokrecił głową odpowiadając krótko.

- Zbliż się. - Podniósł prawą rękę do góry i zachęcił gestem do do podejścia. Wziął syna pod ramię i przycisnął do siebie. - Nic się nie stało. Martwiłem się o ciebie... Postaram się przypomnieć ci wszystko na nowo. - Uśmiechnął się szyderczo, jednak chłopak nie był w stanie tego dostrzec.

Potem wskazał na mapę i zaczął tłumaczyć mu coś po cichu.

- Ah... nie mam kogo wysłać na wschód. Wojsko bez dowódcy to w końcu nie wojsko. - Wzdychał głośno patrząc dość wymownie.

- Ja tam pójdę. - Rzucił bez namysłu.

- Nie znasz drogi, ale myślę, że jakoś temu zaradzimy. - Puścił go z uścisku, po czym rozejrzał się po komnacie, a następnie wydał rozkaz. - Wprowadzić drugiego! - Byłem prawie w stu procentach pewnien, że zapomniał albo nie wiedział, jak ma na imię jego inna kukiełka. Gubił się w tym przedstawieniu, które usiłował grać na siłę, improwizując i chwytając się czegokolwiek, by brzmieć przekonująco.

Tyle właściwie trwała ta rodzinna atmosfera. . .

Po krótkiej chwili pojawił się i Majorii, czekając wiernie na rozkazy.

- Wyruszycie do Krainy Piasku na misję. Na miejscu spotkacie legion kierowany, przez podporucznika. Od niego dowiecie się jaki jest plan ataku. Moi słudzy wyposażą was w najpotrzebniejsze środki przetrwania oraz broń. Podróż zacznie się dokładnie za godzinę, bądźcie gotowi.

Rozmowa trwała jeszcze jakiś czas, po czym wszyscy się rozeszli.

Zszedłem na dół do Strajkera i opowiedziałem mu w skrócie, jak to wyglądało.

- Jak przywrócimy go na naszą stronę?

- Spróbuję jakoś do niego dotrzeć, może coś sobie przypomni.

- Powiedz mi Rex. . .

- Co takiego? - Spojrzałem na niego pytająco.

- A może to jego przeznaczenie i może. . . nie powinniśmy się w to mieszać. Ciągle tylko ganiamy za nim i chcemy trzymać jak najbliżej przy sobie. Teraz jest z rodziną i wydaje się być szczęśliwy.

- Szczęśliwy zabijając?! Oni chcą z niego zrobić zabójcę!

Blondyn spojrzał na mnie i z łagodnym wyrazem twarzy położył swoją dłoń na mojej. - Zawsze tak było. . . urodził się wśród zła, a my wśród dobra, dlatego nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć. Myślę, że pora odpuścić i skupić się bardziej na sobie, na wypełnianiu misji i zdobywaniu doświadczenia. Nie możemy ciągle stać w miejscu.

Zapadła krótka piszcząca w uszach cisza. Zacisnąłem palce w pięść i uniosłem głowę do góry. Patrząc na niebo, które przyjęło błękit nadziei myślałem przez chwilę.

-...Proszę. Dajmy mu ostatnią szansę. - Moje oczy połyskiwały lekko w promieniach słońca. Byłem skupiony jak nigdy. Zapragnąłem zostać jego wybawcą, nie zważając na trudności drogi, która przez cały czas była coraz bardziej kręta.


*               *              *


(Dziękuje za przeczytanie :D odnawiamy działalność :) !
Napiszcie co myślicie (będę wdzięczny) :}
Strajker jak nie Strajker mówi zbyt dużo mądrych rzeczy, coś mu się stało 0-0 może w końcu stał się poważny . . . phy.. heheh nie no żartowałem, zapomnijcie XD 
Schemat podobny bo ciągle próbują pomóc Ikowi.
 Jak myślicie da się jeszcze coś z nim zrobić? Czy jest co ratować?  Przyjaźń ponad wszystko ! 
Do zobaczenia niebawem ! :D)


https://www.youtube.com/watch?v=NmaLjzpNfiA



Pozdrawiam
HimeDerHi



4 komentarze:

  1. Tu znowu ja... xD
    Aż musiałam sobie przypomnieć co było ostatnio >.<
    Co prawda kocham wilki <3, ale „tarzanie się” jakoś mnie zniesmaczyło… ;p
    O.O Już myślałam, że mu się zdechło xD Ale a szczęście tylko uciekł.
    „czarno-włosy zaczął” -> Czarnowłosy, razem ;)
    „Cały był pokryty jakby w smoka łuskę, która pękać zaczęła i zmieniać się w ciekły cień” <- To zdanie też jakoś dziwnie brzmi, ale ja się tylko czepiam, żeby komentarz był dłuższy xD
    Ehh…
    Strajker zgadzam się z Tobą w 100% xD Czemu masz się tym zajmować? <.< lepiej siedzieći nic nie robić xp
    „aktualnie łatwi nam kontrakt” <- ułatwia? ;p Tylko sugestia i czepianie się byle czego.
    Hmm… Jak on mógł zniszczyć roślinie? ._. Gupi gupek.
    „Przykląkłem” <- nienawidzę tego słowa! Nie jest czasem „przyklęknąłem”? O.o No mówię, zue słowo ;p Hm… choć nie wiem też czy poprawne nie są czasem dwie formy.
    Pieniądze <.< Do pracy, ludziokotoktosie.
    Lel, nawet nie sprawdził… Taka ja ;p
    Kooooocham stare budynki *-* Jakbym tylko nie bała się po nich chodzić… ;p
    o.o
    O nie.
    O kurcze o.o
    błagam chciwości mistrzu <- też coś chyba nie tak xD, chyba że nie rozumiem.
    Nie lubie go <.< W sensie tego „brata”.
    I Taty też. Nie trawię przemocy ._. <.<
    Wohooo!


    ^^ Podzielam zdanie obu chłopców, ale… Ratujmy Ik’a!
    Papaa ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A witam witam :D Ale dłuuugi komentarz XD takie najbardziej lubie :}
      Tarzanie się nie jest takie złe o ile tarza się w trawie, w błocie było by nieco gorzej,liście jeszcze znośne o ile wcześniej nie padało albo jeśli owady nie obsiadają :D
      Dzięki za wskazówki, gdyby nikt mnie nie poprawiał do tej pory nie wiedziałbym pewnie jak co się pisze. Będę pamiętał już przy następnych rozdziałach :) Najpierw piszę w zeszycie, potem przenoszę to na komputer, a następnie cały skończony rozdział trafia do osoby, którą nazywam swoją korektą xD ale też czasem nie da się wyłapać wszystkich nie dociągnięć dlatego opinie są tu niezbędne :>
      Strajker leń XD
      Przyroda ucierpiała :c ale nie ma się co martwić. To tylko jej drobna część

      Nawet internet ma problem z odmianą tego słowa XD
      https://dobryslownik.pl/slowo/przykl%C4%99kn%C4%85%C4%87/46157/0/164821/ aż musiałem sprawdzić :o

      Tak nie ładnie wyciągać hajs za informację - by się wstydził XD do roboty XD

      Też uwielbiam stare budynki ^^ sam bym się bał po nich chodzić, ale jak chodzimy z ekipą to czy jakiś stary dom zwiedzimy czy fabrykę, najlepsza adrenalina gdy się kogoś tam usłyszy gdzie nie powinno nikogo być XD

      ''błagam chciwości mistrzu'' - może i to dziwnie brzmi, ale cel jest zamierzony. Już wyjaśniam: Krainy czyli tak jakby państwa mają swoich królów. Niektórzy z nich są dobrymi panami, niektórzy są wcieleniem zła. Kiedy mówimy/zwracamy się do złego władcy wtedy używamy odwrotności komplementów (okrutny, bezlitosny, najgorszy, chciwy) na tym to mniej więcej polega, by ''obrażaniem'' go pochlebiać XD

      Co do ojca i podróby brata - to też za nimi nie przepadam :I

      Pozdrawiam i zapraszam na kolejny rozdział w Piątek :) heh też żem się rozpisał XDD

      Usuń
    2. ^^
      Ja tam mogę się tarzać w kocach xD Lubię koce.

      ^^ No to Maryś polonistka ufa swojej autokorekcie i później, po jakimś miesiącu czyta co napisała i jakieś dziwne misz masze O.o

      Leń jak ja <.< xD

      Niech tylko spróbują zniszczyć tulipany <.<

      O^^ W zasadzie to mam pierdyliard słowników, mogłam sprawdzić, ale nie chciało mi się sięgać.. ._. XD

      No ja nie mam z kim chodzic... raz namówiłam koleżankę na parowozownie w Gnieźnie *-*, ale chyba niezbyt jej się podobało xD

      AA... Okej, rozumiem ^^


      ^^ Kiedyś go przeczytam xD Tylko nie wiem czy idealnie w piątek

      Usuń
    3. Też lubię takie miękkie koce XD

      każdy po troszku jest leniem :3

      Jeden słownik wystarczy nie trzeba się trudzić po prostu znajdę jakieś zastępcze słowo na to :>

      Też kiedyś namówiłem koleżankę na takie wyjście i już nigdy z nami nie poszła bo jeden z kolegów zaczął sobie żartować, że ktoś tu zginął XD posiał panikę, w dość nie odpowiednim miejscu bo zwiedzaliśmy ciemne piwnice XD i tak cieszy mnie to, że nikogo tam nie było bo czasami w takich ruderach gnieżdżą się bezdomni. Wtedy można poczuć prawdziwe emocje dopiero heh

      Usuń