sobota, 1 lipca 2017

4$ His - Rozdział 14


Rozdział 14
''Ostatnie Tchnienie''




- Ty jesteś tu panem, więc niestety muszę przystać na twoją propozycję. - Skinął głową spoglądając na mnie.
Godzinę spędziliśmy pod murami zamczyska w oczekiwaniu, aż nasz cel gdzieś się przemieści. Znów scenariusz się powtarzał - ruszyliśmy w pogoń.
Przejechaliśmy na naszych stworach po całkiem miłej kwiecistej polanie. Nad nami latały ogromne ważki i ptaki. Organizmy, które pomimo odmiennego trybu życia potrafiły żyć w symbiozie. Oczywiście ich dobroć wobec siebie nie trwała nazbyt długo, ponieważ, gdy jedne zgłodniało, instynktownie pożerało drugie.
W powietrzu czuć było cudowny zapach, choć lekko podrażniał nam oczy. Lasek nie wydawał się być duży, szybko znaleźliśmy się jednak w jego gorszej części. Z jaskrawych barw przenieśliśmy się w zupełnie inny wymiar, gdzie królowały dwa kolory - głównie biel i czerń. Nawet niebo zdawało się być bardziej szare niż niebieskie. Zakątek bez życia, drzewa jakby wypalone, kwiaty wysuszone, tak samo jak i mchy. Strajker wczepił się mocno w moje plecy, widząc obserwujące nas szkaradne istoty. Zwięrzęta
o martwym kolorze oczu, które zdawały się wychodzić z oczodołów. O pomarszczonej łysej skórze i bąblach jak po oparzeniu na gardle.
- Co to za miejsce? - Jęknął z przerażeniem.
Nagle coś szarpnęło za tył naszego pancernego wierzchowca. Obejrzałem się szybko i wtem zobaczyłem, że jesteśmy atakowani przez to paskudztwo.
Blondyn krzyknął jak mała dziewczynka, skopując naszego nieproszonego gościa, który chwilę temu jeszcze wczepiony był
w tył Gori.
Przyśpieszyliśmy gwałtownie zostawiając przeciwnika w tyle.
- Nie ma się co dziwić, w końcu jesteśmy w lasach otaczających Krainę Cieni. - Rzuciłem przez ramię do towarzysza.
Dalszy przejazd trzymał nas w napięciu, musieliśmy uważać i mieć oczy dookoła głowy.
Wyjeżdżając z toksycznej strefy zatrzymaliśmy się przed małą wioską, gdzie domki były ustawione koło siebie w niewielkich odstępach, mur otaczający to spokojne miejsce zbudowany był z grubych zaostrzonych pali. Świergot słowików i rechot żab na pewno zachęciłby każdego do przyjścia tutaj i zostania na dłużej. Idealny kawałek ziemi, gdzie wszystko działo się wolniej, doskonały wręcz punkt wypoczynku.
Zza gęstych krzaków mogliśmy podsłuchać, co planują ci dwaj. Majorii rozpoczął rozmowę: - To tutaj rozpocznie się twój test. Zobaczymy czy dalej jesteś tak bezwzględny jak kiedyś.
- Co mam zrobić? - Spojrzał na niego z obojętną miną.
- To proste. Po prostu zabij wszystkich.
Szarpnąłem się, chcąc już ruszyć im przeszkodzić, jednak Strajker mnie zatrzymał.
Podmuch wiatru poruszył koronami drzew i wtedy Ik zniknął nam z oczu. Nie minęła nawet chwila, a ciszę zagłuszył przenikliwy świst. Następnie rozległ się głośny huk, wioska stanęła w ogniu, po tym jak chłopak wgniótł w niej krater, uderzając w ziemię niczym meteor z wielkiej wysokości.
W tym niegdyś spokojnym miejscu zapanował chaos, ciszę przerywało wiele krzyków. Odgłosy żalu i smutku, gdy budynki jeden po drugim zawalały się, przygniatając rannych. Przerażone dzieci kuliły się w różnych zakamarkach. Czarna chmura zasłoniła cały obszar. Niedługo potem zrobiło się już całkiem cicho...
Chłopak wyszedł stamtąd, obalając ostatnią stojącą część architektury. Mur skruszył się, jakby był z piasku.
- I jak? - Zapytał śmierci podobny.
- Całkiem fajna zabawa. - Uśmiechnął się lekko, choć nie wyglądało to na szczerą emocję.
W powietrzu czuć jeszcze było spaleniznę i jakże okropny zapach śmierci.
- Sprawdźmy to. - Otarł twarz czerwono-okiego z resztek krwi.- Stań się niewidzialny. - Wydał polecenie, którego chłopak wiernie posłuchał.
Weszli na stertę gruzu, rozglądając się uważnie.
- Halo, jest tu kto?! - Zawołał jakby bardziej przyjaźnie niż zwykle. - Chcę pomóc!
Usłyszeli gdzieś poruszenie, oglądając się w tamtą stronę. Na środku stała mała dziewczynka, trzymająca się mocno za lewe ramię, z którego wyciekał strumień gęstej rubinowej krwi.
- Nie sprawdziłeś się. - Rzucił do towarzysza. - Na co czekasz, dobij ją.
Czar niewidzialności został zdjęty. Dziecko zaczęło uciekać, potykając się o kamienie. Dogonił ją szybko, łapiąc w silny uścisk.
Na kolanach wyszeptał jej do ucha. - Teraz dołączysz do reszty. - Puścił ją z objęć, wtedy wrzasnęła głośno szarpiąc się.
- Nieee! - Pisk rozniósł się echem.
Nagle wbiła mu ostro zakończone szkło w brzuch. Usłyszeliśmy tylko cichy jęk. Puścił ją, wstał i wyjął ciało obce z rany.
Oddaliła się na tyle, że myślała, że jest już bezpieczna. Opuściła wioskę i biegła dalej przez las.
Nie trwało to długo, gdyż stanął przed nią śmierci podobny chłopak i jednym zamachem kosą odebrał jej życie.
Strajker trząsł się, będąc w głębokim szoku.
- Co za potwory. . . - Szeptał cicho pod nosem.
Majorii wrócił po towarzysza, który stał wpatrzony na swoje ręce, które dokonały tej okropnej zbrodni.
- Ojciec będzie z ciebie dumny. - Poklepał go po plecach, wtedy tamten odepchnął go od siebie i unosząc głowę do góry, wrzasnął wniebogłosy.
Echo ucichło, a czarnowłosy ponownie spoczął na kolanach.
- Zabierz mnie stąd... szybko. - Podparty na łokciach, które stykały się z ziemią, trzymał się za głowę, mając silne drgawki.
- Spokojnie Ik, zrobiłeś to, wszystko jest dobrze. Sprawdziłeś się... chodźmy wykonać misję.
- Przestań! Nie mów do mnie! - Nie mógł przestać się trząść. - Mam ich krew na rękach! - Uniósł głowę lekko do góry. - Krew dzieci i niewinnych ludzi! - Uderzył pięścią w ziemię. - Ja nie chcę! - Po raz drugi wydał z siebie krzyk, który wydawał się być odzwierciedleniem bólu.
- Weź się w garść! - Przykląkł przy nim i podniósł go do siadu. Wyprostował jego rękę, po czym wstrzyknął mu coś. - Wszystko będzie dobrze, a teraz śpij. - Mocno zaciśnięte mięśnie rozluźniły się zupełnie, po czym odpłynął. Śmiercio podobny przerzucił go przez ramię i podniósł się z ziemi.
Rozłożył mapę i wtedy wskazał palcem w naszą stronę. Zastanawiałem się czy wie, że cały czas ich obserwujemy. Mogliśmy przecież stać na zagrożonej pozycji.
''Uciekać czy stać?'' - Pojawiła się myśl, na którą wróg nie pozostawił nam czasu na zrealizowanie.
Wsiadając na stwora biegł tuż na krzaki, w których się znajdowaliśmy. Schylony czekałem, gdy nagle znalazł się nad nami i dalekim skokiem przeskoczył tuż nad naszymi głowami.
Strzeliłem Strajkera, by się w końcu otrząsnął, po czym wrzuciłem go na grzbiet Gori.
Zdziwiłem się porządnie, gdy wkroczyliśmy z powrotem na moje rodzinne tereny. Bałem się, że ich zgubimy, w końcu było już ciemno. Rozbili obóz niedaleko tylnej bramy do miasta.
Stwierdziłem, że będzie to doskonała okazja, żeby odzyskać towarzysza. Wystarczyłoby zakraść się i zabrać co nasze.
Akcja wyglądała na prostą i prawie by  się udało, gdyby nie ingerencja pijanego mężczyzny, który obudził ich i zmusił do przeniesienia obozu. Bełkocząco sepleniący pan zataczał koła między trzema drzewami, aż w końcu położył się i usnął.
Strajker zaczął śmiać się do łez.
- Nie wiem, co mu się stało, ale mam nadzieję, że nam się nigdy nie wydarzy. - Powiedział cicho.
- Przymknij się to nie jest śmieszne. - Próbowałem go uciszyć.
Moje słowa wzmogły w nim jednak kolejny atak głupawki. Obserwowałem z przymrużeniem oka, jak tarza się po ziemi śmiejąc. Gdy skończył, przybliżyliśmy się do światła, które dawało ognisko z oddali. Nie spali już, siedzieli wpatrzeni w płomień rozmawiając.
- Nic nie słyszę. - Szepnął przesuwając się do przodu.
- Gdzie ty leziesz? - Uniosłem jedną brew do góry, patrząc jak wspina się po pniu chudego dębu.
Wiedziałem już wtedy, że źle się to skończy.
- Wracaj tu. - Wycedziłem przez zęby, na co blondyn odmachał mi ręką, w konsekwencji czego nastąpiła reakcja łańcuchowa - stracił równowagę i spadł z drzewa.
Uderzyłem ręką w czoło, przyglądając się uważnie naszemu wrogowi. Oczom nie wierzyłem, Strajker leżał tuż przed nimi na widoku, a oni nawet nie drgnęli zajęci sobą.
Postanowiłem również nieco się zbliżyć, tylko w trochę inny sposób, bezpiecznie, nie powtarzając jego akrobacji.
Usiedliśmy w krzaku za ich plecami, wszystko byłoby dobrze, gdyby mój stuknięty towarzysz siedział cicho i nie próbował rozdzielić mocno ściśniętych gałązek.
Nagłe poruszenie zerwało ich na równe nogi. Wtem blondyn wydał z siebie bardzo dziwny odgłos przypominający bełkot wcześniej spotkanego pana.
- Zabić? - Zapytał czerwonooki oglądając się na ''brata''.
- Nie zawracaj sobie tym głowy, to znowu to menelisko. - Pokręcił głową, po czym usiadł z powrotem na swoim miejscu. - Nie możemy zbytnio panoszyć się po tym mieście i obok bramy, pamiętaj każdy odcinek tego muru nas obserwuje. Dopóki jesteśmy grzeczni, nic nam nie grozi, ale jeśli kogoś zabijemy przy strażnikach, rzuci się na nas połowa miasta. - Zaśmiał się krótko zdejmując kaptur z głowy.
Ik głośno westchnął, po czym położył się na ziemi i wyciągnął ręce do góry. - Jestem taki. . . śpiący. - Powiedział ziewając i przecierając przekrwione oczy.
- Zdrzemnij się, ja przejmę wartę.
Dziwnie mi się tego słuchało, ponieważ brzmieli jak dobrzy przyjaciele. Bezwzględni zabójcy mówili do siebie z 'taką uprzejmością'. Teraz nawet mógłbym rzec, że są rodziną.
Czekałem naprawdę długo, aż śmierci podobny człowiek zaśnie, jednak gdy już do tego doszło i mnie zdarzyło się odpłynąć.
Obudził nas chłodny poranek, słońce wstało równo z nami. Śpiewały ptaki, a lekki wiatr potrząsał koronami drzew. Ładny zapach dużych niebieskich niczym niebo kwiatów, nakręcał wszystkich do działania. Siedząc pod murami miasteczka słychać było odgłosy z wewnątrz, śmiechy i piski towarzyszące tak wczesnej porze.
Szliśmy i szliśmy, w uszach słysząc cudną piosenkę, która również pochodziła z mojego rodzinnego miasta. Śpiewana była co rano w kościele przez chór dziewczyn zwanych aniołami.
Droga stawała się coraz węższa, aż dotarliśmy do dość niezręcznego miejsca. Otoczeni przez pola nie mogliśmy się ukryć. Wtem poczułem znajomą aurę Białego Kła.
- Może potrzebna wam pomoc? - Ukłonił się witając.
- Jesteś cudem. - Wykrzyczał Strajker podskakując z radości.
- Zjawiłeś się w samą porę.
- Chciałem o coś zapytać nim na stałe odejdziecie.
- Ale my nie... - Odpowiedziałem niepewnie. - Nie opuścimy cię na zawsze, ukląkłem uchylając głowę. Obiecuję wodzu, że wrócę!
- I na to liczę. Chcę, byście zabrali Elzę ze sobą, gdyż męczy się wśród wilków... chciałbym żeby poznała też ludzki świat, w końcu jest też człowiekiem.
Dziewczyna stała, obserwując nas z oddali, jakby czekając na naszą reakcję.
- W porządku. - Odparłem krótko, machając do niej by podeszła.
Przez ramię miała przerzucony mały plecaczek, włosy zaś związane w długi blond warkocz do połowy pleców. Strój też był mniej wyzywający niż zwykle, wyglądała jak zwykły cywil.
- Więc do zobaczenia Rex. - Przybrał ludzką formę i wyciągnął do mnie rękę.
Podałem mu dłoń i na tym skończyło się nasze pożegnanie, gdyż pognał w las, szybko schodząc nam z oczu. Wyglądał jakby się gdzieś śpieszył, jednak przeczuwałem, że to tylko dbałość o swoją rodzinę, swoje stado. Jako ich wódz miał wiele spraw na głowie i nie mógł nazbyt długo tak po prostu znikać.
My też nie mogliśmy tu tak sobie stać, przecież wyznaczyliśmy sobie cel.
Chciałem zapytać Elzę o jej misję, w której zawiązywała jakiś pakt na innym kontynencie, jednak brakowało na to czasu. Musieliśmy się śpieszyć, dlatego przełożyłem te rozmowę, prosząc ją o przemienienie się w smoka.
Nie protestując spełniła moją prośbę, zamieniła się w niego i  zabrała nas w niebiosa.
Lecieliśmy powoli, by nie rzucać cienia na idących w polu Ika i Majorego.
Przykładaliśmy dużą wagę do szczegółów w zadaniu, dokładność ta była skazana jedynie na powodzenie.
Przebyli taki kawał, by wejść z drugiej strony przez wrota miasta. Wydawało się to być bezsensu, jednak jako tak domyślny bohater mogłem spodziewać się, że ma to jakieś drugie dno.
Wylądowaliśmy kawałek dalej, by następnie pobiec za nimi.
-Nie ma ich. . . - Powiedział blondyn rozglądając się.
- Muszą gdzieś tu być.
- Może weszli do któregoś z tych budynków. - Zarzuciła pomysłem, wpatrując się w dziwnie przystrojony sklep. - Chodźmy tam ! - Wskazała palcem.
- Musisz iść sama. Mnie i Strajkera bez problemu rozpoznają.
-Rozumiem. - Skinęła głową.
Nim ją tam puściliśmy, krótko opisaliśmy jak wyglądają. Wbiegła do środka i po paru długich sekundach wróciła.
- Nic z tego.
-Możliwe jest, że poszli dalej. Rozdzielimy się, by przeszukać większy obszar. Za parę minut spotkamy się w centralnej części miasta.

*      *      *
Biegaliśmy jeszcze długo wzdłuż i wszerz wszystkich uliczek, aż w końcu stanęliśmy przed sobą. Towarzyszył nam totalny brak informacji i śladów dokąd to mogli się udać.
Będąc blisko znajomego targu postanowiłem zrobić nam chwilę przerwy.
- A może chcielibyście wpaść do mnie na lunch? - Zapytałem, patrząc na ich zmęczone miny.
- Świetny pomysł ! - Odpowiedzieli jednogłośnie.
- Mieszkasz tu, w tych rejonach?
- Tak, parę przecznic stąd. - Uśmiechnąłem się do niej ciepło.
Ominęliśmy zatłoczoną część miasta by znaleźć się wśród pięknych ogrodów.
W głębi stała kuźnia, gdzie jak zawsze szkolili się młodzi rekruci.
Przywitałem właściciela kłaniając się, na co on unosząc rękę do góry. uśmiechnął się szeroko.
Jak zawsze robota szła tam pełną parą. Nie przeszkadzając im przeszliśmy dalej.
Pod nogi zaczął wbiegać nam drób, małe i większe stworzonka hodowane przez moich sąsiadów.
-Jakie urocze ! - Zachwycała się, biorąc na ręce jedno z nich.
W tylnej części miasta za rzadko posadzonym lasem stał mój dom. Obrośnięty lekko bluszczem wyglądał bardzo przyjaźnie. Pastelowe ściany witały z zewnątrz, ładnie komponując się razem z jasnobrązowymi dębowymi drzwiami.
Rozchyliłem krzaki stojące nam na drodze. Pozostała niewielka odległość do celu.
Wtem ujrzałem Eli biegającą w ogródku tuż przy schodach.
- To tutaj. - Rzekłem do towarzyszy.
- Nawet, nawet. - Pochwaliła klepiąc mnie po ramieniu.
- Kim jest to dziecko? - Zapytał blondyn.
-Ach. To tylko moja młodsza siostra.
-Rex ma rodzeństwo. - Znów przemówił do siebie.
- Ile ma lat? Chętnie ją poznam. - W jej oczach pojawiły się iskierki, identyczne jak wtedy, gdy pierwszy raz w życiu zobaczyła pisklaka. Mogłem więc stwierdzić, że dziewczyny kochają wszystko co małe i urocze.
- Niedawno skończyła piąty rok.
-Jejku. To pewnie fajnie jest mieć siostrę?
Zatrzymaliśmy się rozmawiając.
-Czy ja wiem. - Odpowiedziałem krótko. - Jest denerwująca czasem, ale to do wytrzymania. Daje dużo siły, ma najwięcej pozytywnej energii, którą dzieli się ze światem. - Mówiąc to na mej twarzy panował uśmiech, który znikł jeszcze z tą samą chwilą.
Usłyszałem przeraźliwy pisk.
Naprzeciwko mojej siostry stał Ik. Wyglądało to, jakby dziewczyna sparaliżowana jego spojrzeniem nie mogła się ruszyć.
W powietrzu unosiła się zła aura, która też otaczała chłopaka, krążąc dookoła niego.
Nagle przypomniałem sobie to małe dziecko, które zabili w tamtej wiosce.
Nie czekając ani chwili dłużej, zacząłem biec, krzycząc: - Stój!
Ik wyciągnął pazury oblizując się.
Wybiegłem przed siostrę z rozłożonymi rękami.
Jednak krótkie mrugnięcie, po którym spostrzegłem jak cień przemyka się pod moją ręką. Było już za późno. . .
Ostre niczym brzytwa szpony wbiły się prosto w serce. Ziemię splamiła krew. Biała sukienka zabarwiła się na czerwono. Miała oczy otwarte szeroko, a w tle ciszy usłyszałem tylko jej ostatni oddech.
Wyjął z niej pazury, a bezwładne ciało upadło.
Nie mogłem nic powiedzieć, czułem jak łzy ciekną po moich policzkach. Bez strachu podszedłem do Eli i klękając chwyciłem za jej dłoń. Zacisnąłem mocno powieki, przełknąłem ślinę i podniosłem się bez słowa.
Wszelkie myśli odpłynęły, moje ciało zaczęła ogarniać potężna czysta energia. Jasnożółta, a wręcz złota aura zawisła w powietrzu. Dziwne uczucie, po którym dotarło do mnie, że zmieniłem się w demona!
Moje włosy nastroszyły się, oczy żarzyły się płomieniście, nogi obrosły futrem. Zamiast dolnych kończyn człowieka stąpałem po gruncie w byczych kopytach.
Z boków głowy wyrosły zakrzywione rogi.
Uniosłem wzrok do góry, nie patrząc już na Ika jako na przyjaciela, a bardziej jak na wroga.
- Zabiję cię! - Wydarłem się najgłośniej jak tylko potrafiłem.
Mój głos nie brzmiał ani trochę podobnie do mnie, był bardziej stanowczy i dojrzały. Mocne brzmienie poniosło echo.
Z całej siły uderzyłem w przeciwnika wybijając go w niebo, a następnie długim i wysokim skokiem z powrotem wgniotłem go w podłoże.
Nasze odmienne aury zmieszały się ze sobą, jakby tocząc walkę osobno.
Czerwonooki podniósł się szybko, postawił swoje szpiczaste uszy i zamachnął się na mnie.
- Nic ci to nie da! - Wydał się obcy głos z moich ust. - Szogun leżeć! - Z tą komendą chwycił za jego chudą rękę łamiąc ją.
Źrenice chłopaka rozszerzyły się znacznie, a on sam wydał okrzyk bólu.
Wycofał się po czym z rozpędu skoczył, w tym samym momencie i ja wziąłem rozbieg znów wjeżdżając w niego szarżą.
Tym razem poleciał jak pocisk. przebijając się przez kilka budynków.
Minęło parę długich minut, po których mogłem się domyślić, że zwiał.
- Kim jesteś? - Zapytałem znajdując się w głuchej przestrzeni, gdzie jedyną panującą tam barwą była biel.
- Nazywam się Ciri i jestem twoim demonem. - Stał do góry nogami, jakby stąpał po suficie.
- Ale jak to?! Jestem przeklęty? - Panikowałem omijając go wzrokiem.
- Spokojnie mój drogi. Stoimy po tej samej stronie. Walczyłem niegdyś razem z twoim ojcem, jednak kiedy narodziłeś się ty. poprosił mnie. bym od tej pory strzegł ciebie. Jako nieliczny masz zaszczyt poznać dobrego demona, Wielkiego Byka Sprawiedliwości.
- Miło mi. - Powiedziałem. nie dowierzając w to co słyszę. - Czyli musimy mieć zawiązany pakt?
- W rzeczy samej. - Odparł krótko, po czym dodał. - Porozmawiamy później, twoi towarzysze cię oczekują.
Biały pokój znikł, a do moich oczu znów wpłynęło światło słońca.
Klęcząc na kolanach byłem obejmowany przez Elzę i Strajkera. Powoli wracałem do ludzkiej formy.
Łzy leciały ciurkiem, dalej nie docierało do mnie to, że właśnie straciłem siostrę.
Po paru minutach zbiegli się ludzie. Mnóstwo głosów komentowało te sytuację. Wielu z nich płakało, gdy nagle przybyli też i moi rodzice.
- Co tu się stało? - Zapytała załamanym głosem matka, gdy tylko przecisnęła się przez tłum.
-Demon zabił dziecko. - Przemówiła staruszka łapiąc się za głowę.
Ojciec zbliżył się do mnie i gdy moi towarzysze rozstąpili się uderzył mnie w twarz.
- Mogłeś ją ochronić!
Nastała chwila ciszy, w której dodał ciszej i już mniej gniewnie. - Ale nie umiałeś. . .
*      *       *
Jeszcze tego samego dnia wykopano jej grób. Obcięto kawałek jej sukienki i włożono do pudełka, które następnie zakopano w ziemi wraz z amuletem, pierścionkiem i pasmem jej włosów.
Zebrało się całe miasto, gdy jej ciało ułożone zostało na stosie.
Płomień powoli pożerał drzewo i duszę tak młodej dziewczyny.
Milczałem przez całą uroczystość, w tym momencie moja podróż straciła sens.
Widziałem jak Strajker idzie w moją stronę, jednak gdy był już w miarę blisko, zatrzymał go mój ojciec.
- Wróćcie za dwa tygodnie. - Powiedział odsyłając go.
Z najbliższymi staliśmy przy Eli do wschodu słońca. Potem każdy z nas poszedł w swoją stronę. Razem z rodzicami wróciliśmy do domu, gdzie zamknąłem się w pokoju. Próbowałem zasnąć, jednak ciągle przed oczyma stawał mi obraz jej śmierci. Zakrwawiona sukienka i oczy pragnące życia. . .
Po raz kolejny łzy napłynęły do oczu.
Zacząłem zastanawiać się ''co by było, gdybyśmy nigdy nie poznali się z Ikiem. Żyłbym sobie spokojnie z rodziną i z Eli... Co by było gdybym nie uratował go spod kół powozu? Lub gdyby umarł wtedy w lesie.... '' - Po głowie chodziły różne myśli.
W pokoju było duszno, więc otworzyłem szeroko okno.
Chodziłem jeszcze przez prawie godzinę.
Koniec końców dopadło mnie straszne zmęczenie i zasnąłem.

***
Południe:
Do pokoju wparował Ojciec z wielkim wrzaskiem: - Czas trenować !
- Która godzina? - Wyjęczałem przykrywając głowę poduszką.
- Dobiła piąta. Wstawaj !
- Jeszcze tylko chwila. . .
Zabrał mi kołdrę i poduszki, jednak to nie dało zamierzonego efektu. Nawet nie ruszyłem się z miejsca.
-Nigdzie nie wychodzę. - Protestowałem.
Na chwilę był spokój, aż nagle użył środków ostatecznej pobudki, wylewając na mnie wiadro zimnej wody.
W momencie podniosłem się na równe nogi.
- Ty to masz siłę perswazji normalnie. - Powiedziałem wyciskając wodę z koszulki.
- Ubieraj się, ja będę czekał na dole. - Rzucił przez ramię wychodząc.







*        *       *

I to by było na tyle w tym rozdziale. :P 
Powiedziałbym tylko, że możecie cieszyć się, że nie znaliście dłużej siostry Rex'sa, chciałem zaoszczędzić wam żalu i smutku towarzyszącemu temu fragmentowi :o 
Chociaż sami ocenicie jak to wyszło :) 

Jest to jeden z nielicznych rozdziałów, który napisałem w niecałe dwa dni pod wpływem mocnego przypływu weny ! :D 
Tworzony był przy jednej konkretnej piosence, która leciała w kółko i w kółko :] 
Link pod spodem:
https://www.youtube.com/watch?v=JBvFDOkinhI

Co po za tym: Kto by się spodziewał, że Rex też ma demona?!! 
Możecie dać wzmiankę co sądzicie o Cirim (czirim) Legendarnym Demonie Byku. 
Czy podoba wam się ten pomysł czy jest raczej nie czujecie z nim jako takiej więzi? 

^Eli - dlaczego bohaterka ta nie została dogłębniej opisana? Wiemy o niej tylko tyle, że jest rodziną głównego bohatera i że jest ubrana w białą sukienkę. Już wyjaśniam. Wszystko po to by zostawić wam czytelnikom własne pole interpretacji, byście to wy mogli wymyślić jak wygląda. Jaki ma kolor włosów czy oczu. :) Niżej zamieszczam kilka wybranych przeze mnie przykładowych wizerunków dziewczynki :). ^








Rex:

 

































Wybaczcie mi, że tak 
strasznie się rozpisałem. 
POZDRAWIAM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz