środa, 11 marca 2020

Jezioro Wspomnień - Rozdział 1


Prolog

Nikki
Budząc się rano miałam nadzieję, że to co działo się przez ostatnie dziesięć lat jest tylko zwykłym koszmarem, który zniknie po przebudzeniu.

Blade światło słoneczne padło prosto na moją twarz przez mała lukę odsłoniętej firany uświadamiając mnie, że to już ranek.
Otwieram powoli zmęczone oczy i wracam do swojej ponurej rzeczywistości. 

Nieprzytomnie podnoszę się do siadu, by ostatecznie wstać z jeszcze ciepłego łóżka.
Pierwsze kroki o tej porze są chyba najtrudniejsze, bo człowiek jeszcze nie jest w pełni świadom tego, co robi... 

Przechodząc przez pokój potykałam się o niezliczoną ilość butelek po alkoholu, które swoim zapachem przywołać mogły u nie jednego odruch wymiotny. 

Dawno powinien je ktoś pozbierać, jednak sama nie miałam na to zbytnio ochoty, bo czemu to akurat ja powinnam sprzątać cudzy bałagan. 

Przyzwyczaiłam się do tego odoru, który ciągnął się za moją matką równie długo jak jej wszystkie problemy. 
Staram się być cicho by przypadkiem się nie obudziła, bo zwiastowało by to kolejne kłopoty. Znowu zabalowała całą noc i teraz odsypia leżąc drętwo na starej poszarpanej jakby przez psy granatowej kanapie. Odkąd pamiętam nie widziałam jej nigdy trzeźwej.

Mój ojciec zostawił nas, gdy miałam sześć lat po prostu wychodząc, któregoś dnia z domu i już nikt go potem więcej nie widział. W sumie z taką partnerką ciężko byłoby wytrzymać, czemu się w sumie nie dziwię. 
Słyszałam o nim różne rzeczy, lecz nie były to raczej słowa, które miały by go pochwalić, czy też pokazać w lepszym świetle. Wszystko brzmiało jak zwyczajne plotki przekazywane sobie z rąk do rąk i ciężko było w nich szukać prawdy, dlatego zwyczajnie w świecie odpuściłam.

''Przecież i tak, nie ma go tu z nami.''

Nie miałam zamiaru nawet go szukać. 
Zostało mi po nim tylko jedno stare podarte zdjęcie. Nie pamiętam go zbyt dobrze, ale może to i lepiej, bo jeszcze okazałoby się, że jest za czym tęsknić... 

Moje życie jest istnym koszmarem. Nie mam rodziny, ani przyjaciół. Patrząc w lustro widzę anorektyczkę z  podkrążonymi oczami, której nikt w życiu nie zechce i nie pokocha. Chciałam się zmienić i zacząć wierzyć w swoje możliwości, ale na to również nie starczyło mi siły i samozaparcia w dążeniu do tych celów. Jestem zwykłym śmieciem jak moja matka, powtarzałam za każdym razem, kiedy coś mi nie wychodziło, jakby te same geny z góry szykowały dla mnie porażkę bez szans na sukces.  

Miałam dwie próby samobójcze w tym roku, ale nawet tego dobrze nie potrafię zrobić.
Pierwszy raz miał miejsce pół roku temu, kiedy postanowiłam, że podetnę sobie żyły.
Chwytając za żyletkę przejechałam gładko po ręce, by potem włożyć ją pod ciepłą wodę.
Rubinowa krew wyciekała z rany naprawdę intensywnie obryzgując przy tym ścianki prysznica.
Byłam tak blisko nicości nie czując już niczego, żadnego żalu lub smutku, a jedynie błogość i ciepło.

Dopiero potem dotarło do mnie, że to nie wystarczyło, aby umrzeć.
Czułam się jedynie osłabiona i ciągle chciało mi się spać, w owym czasie.

Drugi raz byłam już bliżej upragnionego spokoju duszy - myślałam, że to już koniec, ale okazało się, że te proszki których się nałykałam były za słabe i lekarzom udało się mnie uratować. 

Ludzie mówią, że do trzech razy sztuka, więc mam jeszcze jedno podejście... 




Rozdział 1

Nie lubię poniedziałków zwłaszcza tych w których zaczyna się szkoła. To jakiś koszmar siedzieć tam siedem godzin i wysłuchiwać tych bredni. Do czego to nam się przyda ? Oczywiście, że do niczego. Niektórzy zostaną lekarzami, aktorami, menadżerami, ale ja nie widzę się w żadnym zawodzie bo i tak umrę. O ile mi się uda. Dużo osób pomyśli, że jestem jakaś chora ,że nie korzystam z życia które mi dano, ale tak naprawdę to nie dano mi żadnego życia. Kto by chciał przebywać w takim domu i z taką matką. Odpowiem sobie za was. Nikt ! 
Cóż jedni mają pod górkę, a drudzy z górki. Chyb nie muszę wam mówić w którą stronę ja mam. Idąc do szkoły jak zwykle napotykam osoby które się ze mnie wyśmiewają. Rzucają wyzwiskami jak czarami. Zastanawiam się co ja im takiego zrobiłam. Przecież nie zwracam na nich żadnej uwagi. 
 Nie zważając na nic idę dalej jakby nikt na mnie nie patrzył i to był największy mój błąd jaki popełniłam w całym moim życiu. Poczułam straszny ból w klatce piersiowej i w sekundę upadłam na ziemie. Nie wiedziałam, co się dzieję byłam zdezorientowana. Usłyszałam tylko prędką wymianę zdań między dwoma mężczyznami. 
- Przepraszam, ja naprawdę przepraszam nie chciałem tego, to był wypadek !– ktoś krzyczał lekko drżącym w panice głosem.
- Dawaj stary spadamy stąd, nikt nas nie widział! - powiedział drugi namawiając swojego kumpla by zostawić to tak jak jest, jakby tak naprawdę nic się nie stało.
''To trochę przykre, że ludzie są tak znieczuleni na cudzy los...'' - przez głowę przemknęła pojedyncza myśl, kiedy docierał do mnie dźwięk oddalających się w pośpiechu kroków
Chwilę później zrobiło się absolutnie cicho, jedynie wiatr świstał jeszcze lekko w uszach.   
Leżąc tak na ulicy pomyślałam, że moje marzenie nareszcie się spełni. 
W myślach mówiłam sobie:
''chwilę poboli i już nic nie będziesz czuła''. 
Taką miałam nadzieję, gdy już ciągnęło mnie na drugą stronę świata usłyszałam czyjeś wołanie.
-Nikki nie odchodź, zostań ze mną zaraz Ci pomogę!
Nie słyszałam nigdy wcześniej tego głosu, ale nie miałam zamiaru się go słuchać. 
''W ogóle skąd zna moje imię ?'' 
 Chciałam chociaż raz być szczęśliwa. Nie czułam już bólu. Umarłam ? Spróbowałam powoli otworzyć oczy i ujrzałam człowieka, którego nie znałam. Trzymał mnie mocno za rękę i szeptał coś sam do siebie. 
''Czyli jeszcze nie umarłam. Super...''
'' Dlaczego świeci mu się ręka?'' - Moje zdziwienie nie schodziło z twarzy.
 - Co ty robisz? – spytam przerażona.
 - Nie ruszaj się bo rana się jeszcze dobrze nie zagoiła – mówił pięknie brzmiącym spokojnym tonem głosu. 
- Dlaczego nie pozwoliłeś mi umrzeć i kim do cholery jesteś żeby decydować o moim życiu?!
 -Jestem Twoim stróżem odkąd próbowałaś popełnić pierwsze samobójstwo. - Wyjaśnił spokojnie uśmiechając się ciepło.
- Czyli przez Ciebie muszę żyć w tym okropnym świecie? - Warknęłam oburzona, jakbym obwiniała go za wszystko, co wydarzyło się do tej pory.
- Próbuję Ci pomóc, żebyś później niczego nie żałowała – odparł nie odrywając ode mnie wzroku 
 - Wielkie dzięki, ale sama zadecyduję co jest dla mnie dobre, a co złe – mówiłam próbując się podnieść z ziemi.
 ''Pojawił się znikąd i myśli ,że może decydować o moim życiu. Śmieszny jest...'' 
Wstając nie zważałam na to, że on jeszcze przy mnie jest i ruszyłam przed siebie. Miałam nadzieję, że nie pójdzie za mną. Musiałam wszystko przemyśleć i zastanowić się gdzie mam pójść. Błąkając się po mieście postanowiłam, że jezioro będzie najlepszym miejscem. Chodzę tam, gdy nie mam ochoty siedzieć w domu albo gdy nie idę do szkoły, a to się często zdarza. Nie jestem częstym gościem w szkole. Czuję się tam osaczona. Śmieją się ze mnie i popychają. Jestem dla nich zwykłą szmatą do podłogi. Nie mają szacunku dla mnie jakbym była nikim, ale w sumie dla siebie też jestem nikim. To czym ja się martwię. Po co w ogóle zaśmiecam sobie tym głowę. 
Wracając do tamtego faceta jakby nie zrobił tego całego czary mary to bym mu nie uwierzyła, że jest moim stróżem, ale kogo oszukuje nikt się mną nie interesuję. Przecież jest tyle innych osób którym mógłby pomóc.Więc czemu ja ? 
Dlaczego go nie było jak mnie matka biła bo nie miała za co kupić wódki ? Dlaczego akurat teraz jak wszystko jest trudniejsze. Może jakby przybył wcześniej to miałabym normalne życie i nie miałabym myśli samobójczych. 
Dużo bym dała żeby mieć normalne życie chodź na jeden dzień. Wracać z chęcią ze szkoły wiedząc, że mama czeka na mnie z ciepłym pysznym obiadem. Kłaść się w nocy spać i wstawać rano bez żadnych głupich myśli i zapachu alkoholu. Po prostu chce być kochana chociaż przez jedną osobę. Czy ja tak dużo pragnę? Nigdy nikogo nie kochałam więc nie wiem jak to jest. Co się wtedy czuje. Jaki jest wtedy człowiek? Jakie ma myśli? Raczej się tego nie dowiem. 
Mijały godziny odkąd siedziałam na skraju jeziora. Nawet nie zauważyłam kiedy zrobiło się ciemno. Pora wracać do domu jeśli to tak można nazwać. Droga zamiast się dłużyć minęła zbyt szybko, gdy weszłam do klatki zauważyłam .że drzwi od chałupy były otwarte.
 Weszłam powoli , złapałam pierwszą lepszą rzecz do obrony i ruszyłam dalej. Nikogo tu nie było i oczywiście nic nie zginęło, bo co by mogli ukraść jak nic tu nie mamy. Stoi stara kanapa i stół. To wszystko, nic więcej. Czyli po prostu wychodzi na to, że najwspanialsza mamusia nie zamknęła drzwi. 
Postanowiłam, że w końcu wezmę się za sprzątanie, bo w sumie i tak nie ma co tutaj robić. Rozkładając łóżko niespodziewanie ze środka wypadło coś dziwnego spadając cicho na podłogę.
Mała przezroczysta saszetka była wypełniona do połowy jakimś białym proszkiem. Nawet nie musiałam zastanawiać się, co to jest - bo to było jasne. Nie miałam ochoty na to patrzeć, więc wzięłam opakowanie i spuściłam je bez zastanowienia w toalecie. Nie dość, że piła to jeszcze brała narkotyki. Nie, no świetnie. 
Wybiegłam z domu ze łzami w oczach czując, że świeże powietrze mi jakoś pomoże, ale po chwili zorientowałam się ,że nie mam gdzie iść i musiałam się wrócić stamtąd skąd przyszłam, gdyż było już ciemno. Byłam strasznie zła, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, więc postanowiłam, że pójdę pod prysznic. Zimna woda spływała mi po twarzy razem z moimi łzami. 
''Jak ten dupek mógł mnie uratować?''
''Czy nie widzi ,że ja tu cierpię?''
 Wycieńczona tym ciężkim dniem poszłam spać z nadzieją, że nie zobaczę dziś ani jutro swojej matki. A jednak nawet tego życzenia nikt nie może spełnić.


* * *
(Cześć wszystkim :D Z tej strony Hime :D
Tak jak obiecywałem ruszamy wreszcie z poprawioną wersją tego opowiadania ;)

Dziś zaczniemy od rozdziału naszej Yuki, który z lekka doprawiłem - vegetą - XD 

Mam nadzieję, że będzie się wam dobrze czytało i zostaniecie z nami na dłużej <3
Tym razem mamy bardziej poważne plany, co do tej serii :D 

Napiszcie, co sądzicie w komentarzu - bo nic nie motywuje tak jak nasza czytelnicza ekipa <3
<Z pozdrowieniami oczywiście dla Mineś> 


Dzięki za uwagę :)
Na dziś to już wszystko :p 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz