czwartek, 12 marca 2020

''JW'' - Rozdział 2


Rozdział 2


Christ

 
Kwitły kwiaty, dopiero co rozpoczynała się wiosna. Tak cudowna pora roku, do tak spieprzonego życia. Ładny zapach, lekki ciepły wiatr i masa kwiatów. Obłoki przesuwały się wolno na niebie. Polana tu nad jeziorem była miejscem w które nikt nie przychodził. Od nie pamiętnych czasów nie widziałem tu ani jednej żywej duszy. Szum wody i drzew, był tak relaksujący, że w jednej chwili mógł ukoić moje zszargane nerwy. Było mi tak diabelnie przykro, a z drugiej strony byłem wściekły, że ojciec sprowadził kolejną kurwę do domu, podczas, gdy matka zapracowywała się na śmierć biorąc na swoje barki nawet do kilku zleceń w różnych zakładach pracy, a wszystko po to by móc nas utrzymać.
Doskonale wiedziała, co on robi gdy jej nie ma, ale idiotka dalej go kocha i nie chce się rozwieść. 
Nie chciałem być w domu i słyszeć jak zabawia się z panną do towarzystwa. Znudziło mnie to, robienie jednej awantury po drugiej - bez skutku.
Opuszczając kamienicę nie mogłem liczyć na nikogo, bo nie mam żadnych znajomych, a tym bardziej przyjaciół, nikt nie chciał zadawać się z takim wyrzutkiem jak ja.
Znałem tylko kilku frajerów, którzy znaleźli się w takiej samej sytuacji jak moja, jednak nie ufałem im na tyle by, któremukolwiek zacząć się zwierzać.
Ludzie to zwierzęta, prędzej czy później wykorzystaliby tą wiedzę, by mieć na mnie haki.
Wiedziałem również, że mam dość ciężki charakter, bo czego można się spodziewać po kimś kto oblał dwie klasy pod rząd i skończył w jakiejś pato dzielnicy starając się jedynie przeżyć.
Na całym tym pieprzonym świecie była tylko jedna osoba, która trzymała mnie przy życiu, i była to moja babcia. Zawsze chętna do rozmowy, czy też do wysłuchania moich problemów. Nie ważne z jakim kłopotem bym się borykał i jak bardzo by było to trudno wyjaśnić, ona po prostu tam była czekając w gotowości by dać mi jakąś radę, gotowa mnie pocieszyć. Drobna kobitka była jak mój anioł stróż. Nie raz przychodziłem do niej na obiady, kiedy moja lodówka świeciła pustkami, bo jedyną rzeczą którą mogłem tam znaleźć był lód...
Nie dawno jednak wydarzyła się dla mnie największa tragedia, bo dokładnie trzy miesiące temu trafiła do szpitala i zostaliśmy rozdzieleni.
Placówka znajdowała się w innym mieście i mogłem śnić tylko o kupnie biletów nie dostając nawet głupiego kieszonkowego. Nie miałem za co pojechać tam by ją odwiedzić i tym razem odwdzięczyć się dobrym słowem, przez co czułem się podle - jakbym ją zawiódł.
W przeciwieństwie do moich najbliższych nie była aż tak biedna, ale z tego co wiem zabraniano mi się z nią wcześniej widywać ponieważ nigdy nie pożyczyła nam choćby grosza.
''Może to i lepiej...'' - Myślałem mając na uwadze to, że mój ojciec szybko zamieniłby tą kasę na alkohol.
Chciałem zadzwonić, jednak w słuchawce słyszałem tylko znajomy głos automatu, który mówił mi, że nie posiadam środków na koncie by móc wykonywać połączenia.
Choć ich relację nie miały dla mnie większego znaczenia, a bardziej to jak ja się czułem przychodząc tam w gości.
Siadając przy ciepłej herbacie, ogarniała mnie błogość i pozorność normalnego życia.
Oddałbym wszystko by w moim rodzinnym domu pojawił się ten promyk światła i naprawił złamane przykazanie małżeńskie oraz całą atmosferę ogrzewając cztery ściany na tyle mocno by wskrzesić wzajemną miłość...
Choć było to tylko nadzieją głupców i sam chwilami wątpiłem, że kiedykolwiek może się to zmienić.

                                             * **
Gdy ostatecznie odreagowałem zbliżał się wieczór, i słońce zaczęło zachodzić. Zbyt często i zbyt wiele myślałem o sensie swojego życia, o celach i przyszłości. Totalna pustka i brak perspektyw, jeśli nawet udało by mi się coś osiągnąć to i tak nie przebił bym się na szczyt przez tych chciwych i próżnych ludzi.
Głośno westchnąłem kierując się w stronę miasta. Przecisnąłem się przez gęste krzaki odgarniając gałęzie ręką.
Wyszedłem z lasu trafiając na główną ulicę, gdzie od dawna nie kursowały samochody.
Wszyscy bali się napaści, czy też kradzieży mienia, dlatego by czuć się bezpieczniej nikt nie posiadał tu niczego wartościowego.
''Witam w dzielnicy duchów.'' - Zawsze nachodziła mnie ta myśl, kiedy oceniałem ten kawałek ziemi, gdzie nie było miejsca nawet dla boga.
Śmieci walające się pod powierzchnią buta i ludzie, którzy ciągle mają coś na sumieniu.
Wchodząc głębiej w betonową dżunglę trafiłem na deptak, który składał się z ciężkich, chodnikowych płyt i bardzo starej od dawna nie włączanej fontanny, w której nie było już wody i ani jednej monety wrzuconej na szczęście.
Zawsze zastanawiałem się, kiedy ta część miasta upadła i dlaczego, ale nikt nie potrafił mi tego wyjaśnić. 
 Idąc wolno poczułem zbyt wiele spojrzeń na karku mimo późnawej pory.
 Starałem się tym nie przejmować, lecz nie było to wcale takie proste. Słysząc śmiechy i szepty głośno przełknąłem ślinę, źle się z tym czując, a raczej będąc zmieszanym.
Dodatkowo na samą myśl, że wracam do domu zrobiło mi się przykro, bo nie chciałem tam wracać, tak bardzo nie chciałem...
Mimowolnie zacząłem płakać opuszczając kaptur niżej. Przede mną szła drobna niewysoka dziewczyna, widziałem kilkukrotnie jak się na mnie ogląda, ale nie liczyłem nawet na to, że zapyta, a jednak to zrobiła...
- W porządku? - Odwróciła się w moją stronę wyjmując słuchawkę z jednego ucha, jednocześnie odgarniając burzę kruczo-czarnych włosów z ramienia.
- Tak. - Odpowiedziałem krótko unosząc głowę lekko do góry, jednak nie miałem tyle odwagi by spojrzeć jej w oczy.
Nim zdążyła cokolwiek dodać, wyminąłem ją kończąc szybko naszą wymianę zdań. Nie zamierzałem się nikomu spowiadać, czy też zwierzać ze swoich porażek z samym sobą woląc zagarnąć wszystko pod dywan.
''Czy w porządku? Zawsze odpowiem, że tak nawet jeśli będę uciśnięty agoniom we wnętrzu. Nikt nie usłyszy niemego krzyku - pomocy... Rozczarowałbym cie, gdybyś posłuchała o mnie więcej, a ja żałowałbym za swoje grzechy i czyny jak nigdy wcześniej. Dlatego milczenie jest złotem, które chroni przed oceną zwykłych ludzi.''
 Skręcając za rogiem starego szarego bloku, który już dawno wyłączono z użytku - zacząłem biec jakbym miał w ten sposób zgubić za sobą dręczące mnie myśli...
Kaptur zasłaniał mi widok na drogę podskakując energicznie razem z tempem ruchu, jednak nie martwiłem się tym zbytnio znając na pamięć tą trasę.
Wystarczał mi zaledwie skrawek trawnika, znajomy słupek, czy też inne detale charakteryzujące to miejsce.
Zatrzymałem się dopiero pod swoim adresem, tuż pod klatką, która była wejściem do mojej kamienicy.
Powoli pokonałem schody strzelając kilka razy sobie w twarz by przemówić sobie do rozsądku i wreszcie się ogarnąć.
''Przecież nic takiego się nie działo - to tylko rzeczywistość.'' - Próbowałem uświadomić sobie, że chcąc nie chcąc i tak tu będę zatapiając się w brudzie i biedzie tych ziem w mieście, którego nienawidzę, wśród ludzi, którymi gardzę i kłamstwach na każdy temat.
Mocniejszy ''plaskacz'' lekko mnie pobudził usuwając skutki moich wcześniejszych rozmyśleń.
Założyłem maskę bez emocji wstrzymując oddech i otwierając drzwi. Oczywiście jak zawsze w środku panował nieokiełznany syf, a w powietrzu unosił się zapach starych petów i wódki. Rozejrzałem się uważnie, by na moment zawiesić spojrzenie na ojcu, który obecnie spał tak głęboko jak niedźwiedź podczas hibernacji.
Leżał na wilgotnej w kilku miejscach kanapie w dziwnej bezwładnej pozie mając twarz wciśniętą w poduchę.
''Znów zalany w trupa.'' -Przez głowę przemknęła szybka myśl bądź stwierdzenie.
''Na szczęście.'' - Odetchnąłem z ulgą jakby jego stan miał zagwarantować mi bezpieczeństwo.
Otwierając lodówkę znalazłem w niej mleko, zaś w szafce były jeszcze jakieś napoczęte płatki.
Nie zastanawiałem się długo znajdując ostatnią czystą miskę na jednym z blatów. Odkręciłem butelkę i przechylając ją zacząłem wlewać jej zawartość do naczynia. Bardzo obrzydził mnie wówczas fakt, że mleko sfermentowało, jednak w akcie desperacji byłem tak głodny, że zacząłem to jeść.
- Stary głupi chuj. - Powiedziałem ze złością.
Kilka razy posiłek cofał mi się do gardła.
''Wręcz wyśmienita kolacja.'' - pomyślałem dalej nie wierząc w to, że naprawdę to robię, lecz było to o stokroć lepsze niż powolna śmierć głodowa.
Chwilę potem ktoś postanowił przerwać tą męczarnie głośno waląc w drzwi wejściowe.
Poderwałem się tak szybko na równe nogi, że niechcący zahaczyłem ręką o białą salaterkę zrzucając żarcie na podłogę.
Grube szkło zderzyło się z kafelkami w kuchni, jednak za bardzo nie ucierpiało pomijając szczegół, że odprysł tylko kawałek jednego z brzegów naczynia.
Mówi się, że nie warto płakać nad rozlanym mlekiem, do póki nie wyleje się na twoje skarpety i nie zaleje ci połowy pomieszczenia...
Zdenerwowany rzuciłem ścierą właśnie w te miejsce, czym prędzej chcąc uciszyć natręta, który nie przerwanie hałasował próbując przy tym dostać się do środka.

Patrząc przez wizjer mym oczom ukazał się łysy facet z masą tatuaży na rękach.
- Kto tam? - Zapytałem od niechcenia.
- Harry. - Odparł jednym słowem czkając najwyraźniej aż ja coś powiem.
- Ojca nie ma. - Chciałem już wrócić na swoje miejsce i posprzątać, ale ten debil wstał, a raczej stoczył się z kanapy i podtrzymując się ściany przemieścił się tu do mnie bełkocząc coś pod nosem.
Przekręcił zamek i wpuścił intruza do środka, co trawało zaledwie kilka dłuższych sekund. Nie zdążyłem nawet zareagować, czy też się sprzeciwić.
Zająłem więc kanapę obserwując ich uważnie.
Umięśniony mężczyzna, jak się później okazało też był już wcięty ledwo trzymając się na nogach.
Uśmiechając się krzywo wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kurtki pół litra wódki i postawił je na stole.
- Młody do pokoju. - Odparł pokazując ręką na drzwi prowadzące do mojego pokoju. 
Wiedziałem, że powinienem ich pilnować, jednak tym razem odpuściłem wychodząc z przedpokoju bez słowa. Próbowałem położyć się spać, w końcu było już tak późno.
Minęła godzina odkąd impreza na dobre się rozpętała i było raczej za głośno bym mógł zamknąć oczy.
Czekałem aż nasz 'miły' gość wyjdzie, mając tylko nadzieję, że niebawem się to wydarzy.
Parę kolejnych minut było podejrzanie cicho, ale nie miałem siły się podnieść korzystając z okazji, że tym razem może wreszcie uda mi się zasnąć.
Niespodziewanie drzwi otworzyły się z impetem i ktoś przewrócił się prosto na moje łóżko.
Oddech na moment zatrzymał się pod naciskiem czyjegoś ciężkiego cielska.
Nie wiedząc, co się dzieje zacząłem panikować i się wierzgać, dzięki czemu odzyskałem przeciąg tlenu.
 Łysy gość czuł się prawie jak u siebie. Chciałem wstać i przenieść się na kanapę, ale wstając zostałem sprowadzony do tego samego miejsca na materac. Przycisnął mnie grubą umięśnioną łapą i nie pozwolił się ruszyć. Znów działo się to samo, dotykał mnie obcy spocony facet. Nienawidziłem tego, był za silny co podkreślało moją bezradność. Ostatni czasy gdy próbowałem mu się wyrwać to przydusił mnie tak mocno, że straciłem przytomność. Nie chciałem drugi raz powtarzać tego samego błędu. Wstrzymałem oddech, zamknąłem oczy przestając się ruszać.
Mój plan szybko odniósł sukces, bo takim oto sposobem zdołałem się uwolnić.
Siłacz przewrócił się na drugi bok śliniąc się na moja poduszkę. Pośpiesznie opuściłem pomieszczenie nawet nie oglądając się za siebie. Przeszedłem przez środkowy pokój, widząc stan kanapy nawet nie chciałem do niej podchodzić, większa jej część pokryta była wymiocinami.
Zostało mi ostatnie łóżko, łóżko rodziców, ale jeśli nie było tu ojca to musiał być właśnie tam...
''Cóż, została mi łazienka...''
Zmęczony powlokłem się do ostatniego nie opanowanego jeszcze przez alkoholików pomieszczenia.
Przekręciłem cicho zamek i zabrałem się za przygotowanie sobie jakiegoś kąta do spania.
Rozłożyłem ciemny granatowy dywanik i podkładając bluzę pod głowę znów próbowałem zmusić się do snu.
Moje ciało lekko jeszcze drżało z zimna nim ostatecznie odpłynąłem stając się bardziej bezwładnym i niewrażliwym na czynniki zewnętrzne.

*    *    *
Z nadejściem ranka nie było mnie już w domu. Udałem się w zacisze lasu, idąc do swojego ulubionego miejsca nad jeziorem.
Całe szczęście, że w tym tygodniu nie padało, paczka fajek, którą zostawiłem w pniu drzewa przetrwała.
Włożyłem ją do kieszeni, wyjmując przedtem jednego z nich. Chwilę zajęło mi znalezienie zapałek, bo były na samym dnie wsunięte pod kawałkiem plastiku.
Odpaliłem papierosa i przysiadłem na średniej wielkości skale, która była tu od kiedy tylko pamiętam.
Patrzyłem długo w niebo nie mogąc skupić myśli na niczym konkretnym, gdy nagle usłyszałem szelest trzciny. Odgłos dobiegał z prawej strony, jednak nawet nie myślałem o tym by uciekać analizując tylko, cóż to mogło być.

'' Wiatr? Ale przecież nie ma wiatru. '' - Wzruszyłem ramionami. - '' Człowiek, albo jakieś zwierze. '' - To nie ma znaczenia. . .



* * *
(Witam w ten wiejący i hulający kablami wieczór XDD mam nadzieję, że starczy mi internetu i prądu by opublikować to wszystko :D 
Napiszcie, co sądzicie - będę wdzięczny za każdy komentarz ;)
Jeśli znajdziesz gdzieś błąd to możesz również śmiało mi pokazać, co robię źle, a ja postaram się nie robić tego na przyszłość :p 
Next już niebawem :D 
Dziś tak, krótko piszę, bo boje się tej pogody XDD
Trzymajcie się ciepło więc i do zobaczenia <3 

Ps: skończyły mi się dino żelki :c witaminowe XD


<POPRZEDNI ROZDZIAŁ

Pozdrawiam 
HimeDerHi 



2 komentarze:

  1. Nie działały mi komentarze na koncie T.T
    Dziękuję za ostatnie pozdrowienia! ^^
    Pozwolę sobie skomentować dwa rozdziały za jednym razem, jeśli nie macie nic przeciwko <3

    Po pierwsze co się bardzo rzuca w czy to fikuśne przecinki w tekście 1 rozdziału. postawione albo za spacją, albo pomiędzy dwiema, rzadko poprawnie :P Oczywiście gdzieś tam brakuje czasem ą czy ę, jakaś literówka ale zdarza się :D

    Oczywiście historia dziewczyny chwyta za serduszko i dużo prawdy że ludzie czasem się śmieją z innych bez żadnego powodu, jedynie tylko dlatego że "wypada"

    Co do 2 rozdziału:
    Jakoś tak kocham ten początek <3 Kwiatki są super!
    Oczywiście też gdzieś się wkradł brak przecinka, co moją duszę humanisty z lekka boli, ale wiesz że jak kocham Christa, więc wybaczam wszystko <3

    Biedny mój ;-; Tylko proszę nie palić bo to ha tfu i nie dobre!!!

    Ppapa słoneczka moje, czekam na rozdzialik i przyniosę ze sobą dinożelki następnym razem!<3


    OdpowiedzUsuń
  2. Sorka za taki poślizg w odpisywaniu :c
    Miałem nawałnice roboty

    Spróbuje poprawić te przecinki w sobotę, bo tak mi czasem robi mój program tekstowy jak nawala i rusza sam teks, albo dodaje jakieś dziwne luki :O
    Spokojnie poznałem nowy lepszy edytor, który polecił mi sam szef mojej firmy :D i najpewniej będę z niego korzystał i można ładnie wszystko sformatować ;)
    Nie wspominając o tym jak szybko to wstawiłem bez sprawdzenia XDDD będąc tak podjaranym zmartwychwstaniem tego opowiadania hahah ^^''

    Taa Nikki ma przerąbane życie, ale miejmy nadzieję, że z czasem się to wszystko ustablilizuje - ale zobaczymy XD niczego nie obiecuję, nie odpowiadając za los akurat tej bohaterki (bo nie ja piszę) :D
    Więc wszystko może się zdarzyć <3

    Ledwo przyszedłem, a już robie tu mały spam XD

    Też kocham ten początek :D dlatego postanowiłem go zbytnio nie ruszać, bo pokazuje kawałek pięknej natury tego miejsca :)
    XD czasem nie wiem, gdzie go wstawić lub pisząc nie zauważe jego pominięcia XD chyba będe musiał o tym sobie trochę poczytać :D znając tylko podstawy
    Christ jest jednym z moich ulubionych charakterów - głównie przez jego bezpośredniość, kiedy coś ma powiedzieć lub zrobić :o będąc jak taki rolerkoster emocjonalny XD takbym to określił całą jego postawę :D
    Ha tfu - papieroski XD

    Ogólnie skończyłem już poprawiać następny rozdział, ale mój kumpel Arin, który na razie tylko się temu wszystkiemu przygląda zmotywował mnie i teraz wiem, że mogę zrobić to lepiej XD więc poprawiać będę to jeszcze raz w tą sobotę :o
    Miejmy również nadzieję, że nas nie zostawi i nie porzuci tej historii :c
    Co my zrobimy bez Mikaela :C jeden z głównych wątków by szlag trafił :O

    W każdym razie dziękuję za komentarz <3
    i do zobaczenia wkrótce ;)

    OdpowiedzUsuń