Rozdział
3
Nikki
-Gdzie
to jest !! - Dźwięk wrzasku docierał do mnie jak spod ziemi
sprawiając, że obudziłam się przerażona.
Nie
za bardzo na tą chwilę wiedziałam, o co chodzi.
Otwierając
powoli oczy zobaczyłam swoją matkę z jakimś facetem
przeszukujących jej pokój.
Nigdy
wcześniej go nie widziałam , więc zaczynałam się pomału bać,
gdyż nie wyglądał zbyt przyjaźnie.
-
Co jest ? – pytałam bardziej mamrocząc, bo byłam jeszcze
zaspana, kiedy zobaczyłam jak wchodzi przez drzwi cała się przy
tym trzęsąc niczym narkoman na głodzie.
-
Prochy! – wrzeszczała przewalając wszystko wokół siebie.
-
Nie wiem o czym mówisz - próbowałam udawać, że o niczym nie wiem
ignorując jej zachowanie.
-
Oczywiście, że wiesz. Oddawaj i to szybko, bo mamusia robi się
głodna.
Trafiłam
w sedno sprawy, ich oczy mówiły same za siebie będąc mętne i
znacznie znieczulone na otaczające ich bodźce.
-
Nie mam ich, przyrzekam – starałam się być wiarygodna mówiąc
bez choćby jednego zająknięcia.
Łzy
zaczęły mimowolnie lecieć ciurkiem z moich oczu, miałam już dość
patrzenia na to jak nisko upadła w dodatku ciągnąc mnie na to dno
za sobą. Naprawdę się bałam. Pierwszy raz widząc ją w takim
poważnym stanie. Jeszcze ten facet, który był wielki niczym dąb.
Miał może z dwa metry wzrostu, a całe jego ręce były pokryte
tatuażami w najróżniejszych wzorch. Wyglądał jak wściekły
goryl.
''Co
robić ?'' - Zastanawiałam się nie mogąc uciec, bo ten właśnie
mężczyzna stał w drzwiach blokując mi jedyną drogę do wolności.
-Lepiej
powiedz gdzie to jest bo pożałujesz!
''Grozi
mi własna matka. No super. W co ja się wpakowałam... Mogłam
zostawić to gówno, ale przecież byłam na tyle mądra i to
wyrzuciłam... Chyba muszę jej powiedzieć, bo inaczej naprawdę mi
coś zrobi...'' - W głowie kłębiły się myśli, przez które
dłuższą chwilę milczałam wycierając nos wierzchem dłoni.
-Wyrzuciłam...-
Powiedziałam po cichu wpatrując się w podłogę.
-
Co zrobiłaś ?!– była już cała czerwona na twarzy od złości.
-
Toć słyszałaś ,więc po co się pytasz drugi raz – przestałam
mówić już ze straszem , a zaczęła mną przemawiać złość.
-Gdzie?
- Wycedziła przez zaciśnięte zęby.
-Do
toalety. - Odparłam krótko, zestawiając nogi na podłogę
wyczekując chwili ich nie uwagi.
-
Jack idź sprawdź – rozkazała mu mama odwracając wzrok w jego
stronę.
Przestałam
już płakać. Zastanawiałam się, czy coś mi zrobi, czy sobie
pójdzie. Najgorsze zawsze jest czekanie w niepewności. Słyszałam
tylko hałasy dobiegające z łazienki nie mając zmiaru się
wychylać.
-
Nie ma tego!- ten krzyk usłyszała na pewno cała klatka schodowa I
połowa okolicznych podwórk.
Matka
spojrzała się na niego znacząco i już wiedziałam, że nie
szykuję się nic dobrego.
Nie
minęła sekunda, a poczułam jego pięść na mojej twarzy.
''Cholera
, ale to boli!'' - Złapałam się za nos, który zaczął lekko
krwawić.
Próbowałam
na wszystkie sposoby mu uciec, ale to nic nie dało, a gdy już
myślałam ,że skończył to uderzył mnie z całej siły pod żebra.
Cios
ten sprawił, że poleciałam prosto na mały okrągły stół
odbijając się od jego drewnianych nóg.
Próbowałam
się podnieść, ale ból był tak silny, że zrobiłam sobie tylko
większą krzywdę uderzając głową o kant blatu.
Uchylając
lekko powieki napotkałam wzrok tej ćpunki. Oczy, w których nie
widziałam ni kszty żalu, a jedynie pustą złość.
''Jak
ona mogła na to pozwolić? Przecież jest moją matka.'' - Jęknęłam
cicho wypuszczając powietrze z ust, niemal czując gdzie będę
miała siniaki.
Nawet
nie podeszła do mnie sprawdzić, czy żyję tylko od razu wyszła
trzaskając za sobą drzwiami, które i tak ledwo trzymały się w
zawiasach.
Chciałam
zacząć krzyczeć, wygarnąć jej wszystko, ale nie mogłam wydusić
z siebie nawet jednego słowa. Poczekałam jeszcze chwilę, żeby się
upewnić, że już nie wrócą.
Podczas
kolejnej próby podniesienia się z podłogi usłyszałam otwierające
się drzwi. Bałam się, że Jack przyszedł mnie wykończyć, lecz w
przejściu stanął ktoś inny - mój zbawiciel.
-
Już po całej akcji – powiedziałam z ledwością.
-
Przepraszam – odparł spokojnym głosem.
-
Gdzie byłeś kiedy Cię potrzebowałam? Jesteś moim stróżem, a
pozwalasz na to wszystko! - Podnosząc ton głosu chciałam jakoś
sobie ulżyć, zwalić winę na kogoś innego by nie czuć się tak
bezwartościowo.
Nie
odpowiedział. Wyglądał jakby mnie nie usłyszał .
Nie
miałam ochoty na niego patrzeć, jedyne co chciałam zrobić to
wstać i przywalić mu równie mocno jak ten facet mi.
-
Możesz już iść... pozwól mi wykrwawić się do końca.- Prośba,
czy też żądanie poleciało wprost z moich ust.
-
Jestem tu żeby Ci pomóc – widziałam żal w jego oczach ,ale też
anielski spokój.
-
Gdzie byłeś 5 minut temu jak mnie katował?! - nie kryłam złości
i rozczarowania jego osobą.
Ponownie
odpowiedziała mi cisza.
''Czy
ja mówię nie wyraźnie? No trudno chyba dziś niczego się nie
dowiem...''
Podszedł
do mnie i wyciągnął swoją magiczną rękę. Chciałam mu się
wyrwać, ale byłam bez silna. Zrobił te swoje czary mary i położył
mnie na łóżku.
-
Mama – powiedziałam nie mogąc złożyć żadnego zdania z
wycięczenia, które nasiliło się jeszcze bardziej
najprawdopodobniej od jego mocy. Przynajmniej tak myślałam w
obecnej chwili.
-
Nie martw się, już Cię nigdy nie skrzywdzi – odpowiedział
uśmiechając się ciepło.
Zdziwiło
mnie trochę ,że wiedział, o co mi chodzi jakby czytał w moich
myślach.
Chwilę
później usnęłam nawet nie wiedząc dokładnie kiedy. Musiałam
być naprawdę zmęczona.
*
* *
Wstając
zauważyłam, że był już wieczór.
''Czyli
przespałam cały dzień...''
Podnosiłam
się powoli i zaczęło mi się kręcić w głowie. Po krótkim
namyśle przypomniało mi się, że on tu jeszcze niedawno był, więc
rozejrzałam się po mieszkaniu.
W
pół mroku szukałam znajomej sylwetki, ale nikogo nie znalazłam.
Stałam
tak przez dłuższy moment w bezruchu, aż wreszcie postanowiłam, że
wezmę się za ogarnięcie tego całego bałaganu, który zostawiła
moja matka.
Sprzątając
zaczęłam się zastanawiać, czemu on zawsze znika. Nawet nie znałam
jego imienia. Trudno to było mi przyznać, ale chciałabym mu
podziękować za pomoc.
W
wyniku awantury jaka miała miejsce doszło kilka nowych uszkodzeń w
i tak rozpadającym się mieszkaniu. Druga już dziura w ścianie i
połamany stolik.
''Brawo
najlepsza rodzicielko życia.'' - Skwintowałam kręcąc głową z
niedowierzaniem.
Minęły
dwie godziny zanim ogarnęłam ten cały bajzel. Byłam po tym już
tak zmęczona , że postanowiłam położyć się dalej spać.
Całą
noc miałam koszmary. Śniło mi się, że on znów tu jest i mnie
bije. To było takie realistyczne.
Przebudziłam
się cała zapłakana i mokra. Strasznie zaschło mi w gardle więc
wzięłam sobie szklankę i nalazłam wody z kranu.
Biorąc
porządny łyk patrzyłam na stojące naczynia schnące na suszarce,
które wcześniej pomyłam.
Nie
zorientowałam się nawet, że drzwi się otwierają.
Dopiero
później dotarł do mnie dźwięk ich zamknięcia. Zadrżałam ze
strachu upuszczając ulubioną szklankę na podłogę.
Szkło
w jednej chwili rozsypało się po całej kuchni. Spanikowałam, nie
za bardzo wiedząc, co zrobić, więc schowałam się za najbliższym
krzesłem mając nadzieję, że ktokolwiek tu wszedł nie zauważy
mnie tak prędko.
Serce
biło mi coraz szybciej, równając się z równie niespokojnym
oddechem.
Osoba
powędrowała do tego samego pomieszczenia, w którym obecnie byłam.
Widziałam
cień, a potem ktoś zapalił światło.
Dostrzegłam
wtedy w przejściu do kuchni wysokiego chłopaka o niebieskich oczach
i brązowych włosach. Ubranego całościowo w czerń.
To
był On, a już się bałam, że znów coś mi grozi.
-Co
tu robisz? - spytałam zdezorientowana trochę się uspokajając.
-Przyszedłem
sprawdzić jak się czujesz? - Dostrzegłam troskę na jego twarzy
wraz z lekkim uśmiechem.
-
W środku nocy?
-Jest
południe. Widzę, że troszkę pospałaś - podszedł do okna i
jednym ruchem odsłonił zasłony.
Faktycznie
mogło być juz po południu. Słońce zaczęło mnie ostro razić w
oczy.
-Dobra
możesz już zasłonić. - Powiedziałam kryjąc się przed tym
blaskiem niczym wampir.
Zrobił
to, co mu kazałam by później zacząć zbierać szkło z podłogi.
-Zostaw,
ja pozbieram w końcu to ja nabałaganiłam – zrobiło mi się
strasznie głupio, że za mnie sprząta.
-Lepiej
ja to zrobię, bo jeszcze się skaleczysz- odparł nie przerywając
właśnie wykonywanej czynności.
-Spokojnie
aż taką sierotą nie jestem- Mogę stwierdzić, że może odrobinę
zrobiło mi się cieplutko na sercu, gdy był przy mnie.
Resztki
rozbitego naczynia wreszcie zostały zebrane, mogliśmy wreszcie
usiąść i odetchnąć.
Chłopak
ciągle dopytywał się, czy dobrze się czuje, jak mi się spało,
aż w końcu stwierdził, że musi już iść.
Miałam
mu podziękować za uratowanie mnie, ale nie umiałam.
Nie
mogłam wydobyć z siebie tego krótkiego słowa wdzięczności.
Nigdy
tego nie robiłam i nigdy nikt mi nie pomagał, dlatego teraz to
wszystko wydawało się takie trudne.
-
Dziękuje... - Wyszeptałam, dopiero wtedy, gdy wyszedł.
***
(Dziękuję
za uwagę na dziś to by było już wszystko <3
We
wstawianiu tekstu też miałem lekki poślizg XD i ogólnie mam
wrażenie, że z niczym nie mogę zdążyć na czas :0 wracam z pracy
i jeszcze musze odpisywać ludziom na olx na oferty z tej pracy :I bo
nie mogę się zalogować na innym komputerze na to konto, które
należy do mojej mamy XD która zablokowała mi adres IP służbowego
sprzętu - więc beka XD
Robota
po robocie bez dodatkowego wynagrodzenia :o
Oddałbym
wszystkie skarby świata by móc teraz pracować zdalnie z domu :c
siedziałbym sobie w piżamie cały dzień popijając kawe XDD
Ale
noo... nie można przecież mieć wszystkiego, bo byłoby zbyt nudno
XD
Przynajmniej
jakbym się zaraził to wiedzcie, że na kwarantannie bym nie
przestał pisać, a wyszłoby tego jeszcze więcej XD
Uaktywniłem
mały spam XD
Napiszcie,
jak wam się czytało? Będziemy wdzięczni :D
Czy
ten anioł naprawdę istnieje? Jak myślicie?
Czy
to możliwe by był to tylko twór wyobraźni?
Co
jeśli ona widzi, kogoś kto jest fizycznym ciałem podającym się
za kogoś innego? (to naprawdę poważna teoria spiskowa XD)
Pozdrawiam
HimeDerHi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz