wtorek, 24 marca 2020

''JW'' - Rozdział 3 Nikki



Rozdział 3

Nikki


-Gdzie to jest !! - Dźwięk wrzasku docierał do mnie jak spod ziemi sprawiając, że obudziłam się przerażona.

Nie za bardzo na tą chwilę wiedziałam, o co chodzi.

Otwierając powoli oczy zobaczyłam swoją matkę z jakimś facetem przeszukujących jej pokój.

Nigdy wcześniej go nie widziałam , więc zaczynałam się pomału bać, gdyż nie wyglądał zbyt przyjaźnie.

- Co jest ? – pytałam bardziej mamrocząc, bo byłam jeszcze zaspana, kiedy zobaczyłam jak wchodzi przez drzwi cała się przy tym trzęsąc niczym narkoman na głodzie.

- Prochy! – wrzeszczała przewalając wszystko wokół siebie.

- Nie wiem o czym mówisz - próbowałam udawać, że o niczym nie wiem ignorując jej zachowanie.

- Oczywiście, że wiesz. Oddawaj i to szybko, bo mamusia robi się głodna.

Trafiłam w sedno sprawy, ich oczy mówiły same za siebie będąc mętne i znacznie znieczulone na otaczające ich bodźce.

- Nie mam ich, przyrzekam – starałam się być wiarygodna mówiąc bez choćby jednego zająknięcia.

Łzy zaczęły mimowolnie lecieć ciurkiem z moich oczu, miałam już dość patrzenia na to jak nisko upadła w dodatku ciągnąc mnie na to dno za sobą. Naprawdę się bałam. Pierwszy raz widząc ją w takim poważnym stanie. Jeszcze ten facet, który był wielki niczym dąb. Miał może z dwa metry wzrostu, a całe jego ręce były pokryte tatuażami w najróżniejszych wzorch. Wyglądał jak wściekły goryl.

''Co robić ?'' - Zastanawiałam się nie mogąc uciec, bo ten właśnie mężczyzna stał w drzwiach blokując mi jedyną drogę do wolności.

-Lepiej powiedz gdzie to jest bo pożałujesz!

''Grozi mi własna matka. No super. W co ja się wpakowałam... Mogłam zostawić to gówno, ale przecież byłam na tyle mądra i to wyrzuciłam... Chyba muszę jej powiedzieć, bo inaczej naprawdę mi coś zrobi...'' - W głowie kłębiły się myśli, przez które dłuższą chwilę milczałam wycierając nos wierzchem dłoni.

-Wyrzuciłam...- Powiedziałam po cichu wpatrując się w podłogę.

- Co zrobiłaś ?!– była już cała czerwona na twarzy od złości.

- Toć słyszałaś ,więc po co się pytasz drugi raz – przestałam mówić już ze straszem , a zaczęła mną przemawiać złość.

-Gdzie? - Wycedziła przez zaciśnięte zęby.

-Do toalety. - Odparłam krótko, zestawiając nogi na podłogę wyczekując chwili ich nie uwagi.

- Jack idź sprawdź – rozkazała mu mama odwracając wzrok w jego stronę.
Przestałam już płakać. Zastanawiałam się, czy coś mi zrobi, czy sobie pójdzie. Najgorsze zawsze jest czekanie w niepewności. Słyszałam tylko hałasy dobiegające z łazienki nie mając zmiaru się wychylać.

- Nie ma tego!- ten krzyk usłyszała na pewno cała klatka schodowa I połowa okolicznych podwórk.

Matka spojrzała się na niego znacząco i już wiedziałam, że nie szykuję się nic dobrego.

Nie minęła sekunda, a poczułam jego pięść na mojej twarzy.

''Cholera , ale to boli!'' - Złapałam się za nos, który zaczął lekko krwawić.

Próbowałam na wszystkie sposoby mu uciec, ale to nic nie dało, a gdy już myślałam ,że skończył to uderzył mnie z całej siły pod żebra.

Cios ten sprawił, że poleciałam prosto na mały okrągły stół odbijając się od jego drewnianych nóg.

Próbowałam się podnieść, ale ból był tak silny, że zrobiłam sobie tylko większą krzywdę uderzając głową o kant blatu.

Uchylając lekko powieki napotkałam wzrok tej ćpunki. Oczy, w których nie widziałam ni kszty żalu, a jedynie pustą złość.

''Jak ona mogła na to pozwolić? Przecież jest moją matka.'' - Jęknęłam cicho wypuszczając powietrze z ust, niemal czując gdzie będę miała siniaki.

Nawet nie podeszła do mnie sprawdzić, czy żyję tylko od razu wyszła trzaskając za sobą drzwiami, które i tak ledwo trzymały się w zawiasach.

Chciałam zacząć krzyczeć, wygarnąć jej wszystko, ale nie mogłam wydusić z siebie nawet jednego słowa. Poczekałam jeszcze chwilę, żeby się upewnić, że już nie wrócą.

Podczas kolejnej próby podniesienia się z podłogi usłyszałam otwierające się drzwi. Bałam się, że Jack przyszedł mnie wykończyć, lecz w przejściu stanął ktoś inny - mój zbawiciel.

- Już po całej akcji – powiedziałam z ledwością.

- Przepraszam – odparł spokojnym głosem.

- Gdzie byłeś kiedy Cię potrzebowałam? Jesteś moim stróżem, a pozwalasz na to wszystko! - Podnosząc ton głosu chciałam jakoś sobie ulżyć, zwalić winę na kogoś innego by nie czuć się tak bezwartościowo.

Nie odpowiedział. Wyglądał jakby mnie nie usłyszał .

Nie miałam ochoty na niego patrzeć, jedyne co chciałam zrobić to wstać i przywalić mu równie mocno jak ten facet mi.

- Możesz już iść... pozwól mi wykrwawić się do końca.- Prośba, czy też żądanie poleciało wprost z moich ust.

- Jestem tu żeby Ci pomóc – widziałam żal w jego oczach ,ale też anielski spokój.

- Gdzie byłeś 5 minut temu jak mnie katował?! - nie kryłam złości i rozczarowania jego osobą.

Ponownie odpowiedziała mi cisza.

''Czy ja mówię nie wyraźnie? No trudno chyba dziś niczego się nie dowiem...''
Podszedł do mnie i wyciągnął swoją magiczną rękę. Chciałam mu się wyrwać, ale byłam bez silna. Zrobił te swoje czary mary i położył mnie na łóżku.

- Mama – powiedziałam nie mogąc złożyć żadnego zdania z wycięczenia, które nasiliło się jeszcze bardziej najprawdopodobniej od jego mocy. Przynajmniej tak myślałam w obecnej chwili.

- Nie martw się, już Cię nigdy nie skrzywdzi – odpowiedział uśmiechając się ciepło.

Zdziwiło mnie trochę ,że wiedział, o co mi chodzi jakby czytał w moich myślach.

Chwilę później usnęłam nawet nie wiedząc dokładnie kiedy. Musiałam być naprawdę zmęczona.


* * *


Wstając zauważyłam, że był już wieczór.

''Czyli przespałam cały dzień...''

Podnosiłam się powoli i zaczęło mi się kręcić w głowie. Po krótkim namyśle przypomniało mi się, że on tu jeszcze niedawno był, więc rozejrzałam się po mieszkaniu.

W pół mroku szukałam znajomej sylwetki, ale nikogo nie znalazłam.

Stałam tak przez dłuższy moment w bezruchu, aż wreszcie postanowiłam, że wezmę się za ogarnięcie tego całego bałaganu, który zostawiła moja matka.

Sprzątając zaczęłam się zastanawiać, czemu on zawsze znika. Nawet nie znałam jego imienia. Trudno to było mi przyznać, ale chciałabym mu podziękować za pomoc.

W wyniku awantury jaka miała miejsce doszło kilka nowych uszkodzeń w i tak rozpadającym się mieszkaniu. Druga już dziura w ścianie i połamany stolik.

''Brawo najlepsza rodzicielko życia.'' - Skwintowałam kręcąc głową z niedowierzaniem.

Minęły dwie godziny zanim ogarnęłam ten cały bajzel. Byłam po tym już tak zmęczona , że postanowiłam położyć się dalej spać.

Całą noc miałam koszmary. Śniło mi się, że on znów tu jest i mnie bije. To było takie realistyczne.

Przebudziłam się cała zapłakana i mokra. Strasznie zaschło mi w gardle więc wzięłam sobie szklankę i nalazłam wody z kranu.

Biorąc porządny łyk patrzyłam na stojące naczynia schnące na suszarce, które wcześniej pomyłam.

Nie zorientowałam się nawet, że drzwi się otwierają.

Dopiero później dotarł do mnie dźwięk ich zamknięcia. Zadrżałam ze strachu upuszczając ulubioną szklankę na podłogę.

Szkło w jednej chwili rozsypało się po całej kuchni. Spanikowałam, nie za bardzo wiedząc, co zrobić, więc schowałam się za najbliższym krzesłem mając nadzieję, że ktokolwiek tu wszedł nie zauważy mnie tak prędko.

Serce biło mi coraz szybciej, równając się z równie niespokojnym oddechem.

Osoba powędrowała do tego samego pomieszczenia, w którym obecnie byłam.

Widziałam cień, a potem ktoś zapalił światło.

Dostrzegłam wtedy w przejściu do kuchni wysokiego chłopaka o niebieskich oczach i brązowych włosach. Ubranego całościowo w czerń.

To był On, a już się bałam, że znów coś mi grozi.

-Co tu robisz? - spytałam zdezorientowana trochę się uspokajając.

-Przyszedłem sprawdzić jak się czujesz? - Dostrzegłam troskę na jego twarzy wraz z lekkim uśmiechem.

- W środku nocy?

-Jest południe. Widzę, że troszkę pospałaś - podszedł do okna i jednym ruchem odsłonił zasłony.

Faktycznie mogło być juz po południu. Słońce zaczęło mnie ostro razić w oczy.

-Dobra możesz już zasłonić. - Powiedziałam kryjąc się przed tym blaskiem niczym wampir.

Zrobił to, co mu kazałam by później zacząć zbierać szkło z podłogi.

-Zostaw, ja pozbieram w końcu to ja nabałaganiłam – zrobiło mi się strasznie głupio, że za mnie sprząta.

-Lepiej ja to zrobię, bo jeszcze się skaleczysz- odparł nie przerywając właśnie wykonywanej czynności.

-Spokojnie aż taką sierotą nie jestem- Mogę stwierdzić, że może odrobinę zrobiło mi się cieplutko na sercu, gdy był przy mnie.

Resztki rozbitego naczynia wreszcie zostały zebrane, mogliśmy wreszcie usiąść i odetchnąć.

Chłopak ciągle dopytywał się, czy dobrze się czuje, jak mi się spało, aż w końcu stwierdził, że musi już iść.

Miałam mu podziękować za uratowanie mnie, ale nie umiałam.

Nie mogłam wydobyć z siebie tego krótkiego słowa wdzięczności.

Nigdy tego nie robiłam i nigdy nikt mi nie pomagał, dlatego teraz to wszystko wydawało się takie trudne.

- Dziękuje... - Wyszeptałam, dopiero wtedy, gdy wyszedł.



***

(Dziękuję za uwagę na dziś to by było już wszystko <3

We wstawianiu tekstu też miałem lekki poślizg XD i ogólnie mam wrażenie, że z niczym nie mogę zdążyć na czas :0 wracam z pracy i jeszcze musze odpisywać ludziom na olx na oferty z tej pracy :I bo nie mogę się zalogować na innym komputerze na to konto, które należy do mojej mamy XD która zablokowała mi adres IP służbowego sprzętu - więc beka XD

Robota po robocie bez dodatkowego wynagrodzenia :o

Oddałbym wszystkie skarby świata by móc teraz pracować zdalnie z domu :c siedziałbym sobie w piżamie cały dzień popijając kawe XDD

Ale noo... nie można przecież mieć wszystkiego, bo byłoby zbyt nudno XD

Przynajmniej jakbym się zaraził to wiedzcie, że na kwarantannie bym nie przestał pisać, a wyszłoby tego jeszcze więcej XD

Uaktywniłem mały spam XD


Napiszcie, jak wam się czytało? Będziemy wdzięczni :D

Czy ten anioł naprawdę istnieje? Jak myślicie?

Czy to możliwe by był to tylko twór wyobraźni?

Co jeśli ona widzi, kogoś kto jest fizycznym ciałem podającym się za kogoś innego? (to naprawdę poważna teoria spiskowa XD)



Pozdrawiam

HimeDerHi









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz