środa, 25 marca 2020

''JW'' - Rozdział 4



ROZDZIAŁ 4


Christ

Mocno nabity papieros wręcz wprawiał moje płuca w zakłopotanie na płytkim bezdechu.
Gorycz nikotyny napełniała całe moje usa docierając aż do końcówki gardła.
Smak ten był mi tak dobrze znany, jak wszelkie inne uciechy tego świata znane jako – nałogi.

''Czy byłem z siebie zadowolony?''

''Czy takie gubienie siebie i ciągłe podnoszenie swoich resztek z dna mi pomagało?''

''Czemu się tak zatraciłem?''

Nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi na żadne z tych pytań czując, jedynie niechęć do samego siebie.
Nikogo tak nie nienawidziłem jak własnej osoby, tego własnego 'ja'.
Odwracając głowę za każdym razem by przypadkiem nie spojrzeć w głębie tych pustych wiecznie wyczerpanych, podkrążonych oczu.
Prawda była taka, że już dawno pozbyłem się wszystkich zwierciadeł, a przynajmniej tych z mojego pokoju.

Wypuszczając ciężkie powietrze patrzyłem, jak ten 'smoczy oddech' unosi się ku górze by następnie całkiem rozpłynąć się w powietrzu.
Trwając w głuchej ciszy starałem się zrozumieć, coś czego nie mógł pojąć mój prosty umysł.
Powoli docierał do mnie również fakt, że choćbym bardzo chciał to i tak nie mam komu się wygadać.

''Może sam to sobie wpoiłem, ale ta pustka była męcząca...''

Kamienica, w której mieszkałem była raczej skupiskiem tylko fałszywych ludzi. Drzwi z naprzeciwka otwierały się dopiero wtedy, gdy zameldowany tam chłopak, czegoś chciał, lecz gdy ja czegoś potrzebowałem to nie było nikogo, kto wyciągnąłby do mnie pomocną dłoń.
Patrząc na małe fale tworzące się na tafli jeziora było mi po prostu żal tych wszystkich lat spędzonych w tym mieście.

Niespodziewanie niedopałek wypadł mi z pomiędzy palcy gasnąc przy zderzeniu z ziemią.
Przydeptałem go jeszcze nogą tak na wszelki wypadek, by nie zapruszył ognia, który mógłby spopielić to piękne miejsce.
Woda zaszumiała, albo raczej wydała odgłos jakby ktoś właśnie z niej wychodził.
Początkowo zignorowałem dziwne dźwięki nie oglądając się w tą stronę, ale w końcu ciekawość wzięła górę.
Zsunąłem się wolno ze skały stając na równe nogi.
Zrobiłem kilka kroków bacznie obserwując trzęsące się krzaki.
Chciałem już powiedzieć, że chyba się przesłyszałem, ale w tej samej chwili coś wyskoczyło z owej gęstwiny przyprawiając mnie o zawał serca.
Odskoczyłem jak poparzony do tyłu potykając się o wystający korzeń pobliskiego drzewa. Grawitacja prędko podziałała sprawiając, że wylądowałem na tyłku w wysokiej trawie.
Nie mogłem w to uwierzyć, ale przestraszyłem się małego zajączka, który przez to całe zamieszanie uciekł w popłochu w głąb lasu.
Zwierzak wyglądał naprawdę marnie, ponieważ najprawdopodobniej jakimś cudem skąpał się w jeziorze.
Nie mogąc mu pomóc już teraz w żaden sposób zacząłem niechętnie zbierać się do powrotu.

Pęknięty mały ekran starego telefonu wyświetlał dwanaście minut po pierwszej, a jeszcze tyle drogi było przede mną do przejścia...

* * *

Trochę czasu minęło nim wróciłem do siebie na osiedle. Ten dzień dłużył się niemiłosiernie.
Unosząc głowę do góry nieco się rozmarzyłem stwierdzając, że to wyjście z czterech ścian zapyziałej, śmierdzącej chaty odprężyło mnie w znacznym stopniu.
Kontakt z naturą sprawiał, że byłem spokojniejszy.
Przemierzałem ulicę, idąc przed siebie w blasku ślepo-białego słońca wychylającego się zza chmur.
Towarzyszyła mi głośna muzyka puszczana z okna mojej sąsiadki.
Groźnie brzmiący rap z wieloma przekleństwami roznosił się po połowie okolicy, ale ja nie przestawałem się uśmiechać nie do końca wiedząc, czemu zawdzięczam ten stan nostalgi.
Wszystko wydawało się takie idealne, wręcz jak we śnie.

Nagle z tego transu obudziło mnie mocne szarpnięcie rzeczywistości.
Miałem już wchodzić do swojej klatki, lecz w tej samej chwili ktoś chwycił mnie za ramię i przycisnął do ściany.
- Christ powiedz mi masz dziś jakieś pieniążki?
- A czy wyglądam jakbym je miał? - Zacząłem się śmiać w tej dość nie wygodnej dla mnie pozycji, mając głowę przyklejoną prawie, że do samego muru.
Starszy o dwa lata Matys westchnął, po czym puścił mnie wolno.
- Tylko się zgrywałem. - Powiedział patrząc z pewnym podejrzanym blaskiem w oczach, jakby miał przekazać mi jakieś dobre wieści.
- Przecież wiem. - Odwróciłem się do niego i wystawiłem rękę czekając aż przybije mi piątkę. Tak też postąpił, uśmiechając się szeroko.
Powiem ci w tajemnicy, że doszły mnie słuchy, że jedna z grubych ryb ze wschodu ma gdzieś wyjechać. Wiesz co to znaczy? - Ściszając ton głosu przekazał mi tą tajną informację.

''Wiedziałem! No i się zaczyna męcenie wody... '' - Przeszła mnie myśl, kiedy miałem już od niego odejść nie chcąc słuchać kolejnych bzdur tego typu.

- Dobra okazja ta? - Zapytałem z totalnym brakiem zainteresowania, by jak najprędzej go spławić.
- Gruba ryba, gruby hajs. Rozumiesz, i no bierzemy ekipę i za parę dni planujemy akcję. Chcesz się przyłączyć? - Wyciągnął do mnie rękę czekając na odpowiedź.
- Mówiłem ci już, że nie interesują mnie tego typu interesy... - Pokręciłem głową dalej okazując swoją obojętność i niechęć.
- Ale bez szefa to nie to samo. - Szczerzył się dalej myśląc, że dam się przekonać. - Czyżbyś bał się piesków, bo raz cie złapali? Gdzie twoja odwaga? Gdzie ta dawna pewność siebie? - Złapał mnie za ramiona lekko mną szarpiąc. - Co zrobisz gdy twoja matka straci pracę, z czego się utrzymacie? Wiesz przecież, że niżej jest tylko jedna grupa slamsów na pustym wypalonym terenie, a tam czeka was tylko śmierć... A może zaczniesz się puszczać co, albo oboje zaczniecie, by utrzymać tego alkoholika?!
- Zamknij się ! - Wykrzyknąłem, kiedy zaczął grubo przeginać obrażając mnie i moją rodzinę. - Kurwa, po prostu się zamknij ! - Odepchnąłem go drąc się w niebo głosy.

'' Dało mi to do myślenia, by nie chwalić dnia przed zachodem słońca...'' - W momencie mój dobry nastrój zmienił się we wściekłość, której nie mogły opisać żadne słowa. Moje opanowanie poszło w las.

- Chcesz zmieszać mnie z gównem? Nie dzięki! Wypierdalaj ! - Krzyczałem coraz głośniej sprawiając, że w oknach pojawiła się spora publiczność przysłowiowych gapiów.
- Christ daj spokój, nie zmuszę cie do tego, żebyś z nami poszedł. - Powiedział, próbując mnie opanować, na co było już z lekka za późno.
- To po chuj gadasz takie głupoty?! Chyba nie myślałeś, że jak wjedziesz mi na ambicje to od tak się zgodzę bięgnąc z wami ucieszony! Przejebałeś sobie! Zostaw mnie w spokoju...- Patrzyłem na niego spod byka mając ochotę mu przyłożyć w ten jego głupi czerep.
Na całe szczęście szybko zszedł mi z oczu.
Wchodząc do środka klatki schodowej oparłem się o ścianę uderzając w nią pięściami.
Ciężko łapałem oddech, aż w końcu zsunąłem się na kolana. Wróciło tych kilka wspomnień, które najbardziej mnie bolą i o których wolałbym zapomnieć.

''Jeden dzień, który zmienił całe moje życie.''

Włamanie nie było takie złe, ale to co działo się potem na policji... odcisnęło na mnie wieczne piętno.
Zacząłem się cały trząść. W tym samym czasie ktoś wszedł za mną do klatki. Ostatkiem sił chciałem sprawdzić, czy jestem bezpieczny. Zdziwiłem się widząc w drzwiach swojego ojca, a najdziwniejsze było to, że pierwszy raz od dłuższego czasu nie był pijany.
Źrenice zmniejszyły się znacznie, kiedy patrzyłem na niego. Nie chciałem by widział mnie w tym stanie, mimo tego, że sam widziałem go w dużo gorszych okolicznościach. Byłem przerażony. 
- Co ty tu robisz? - Zapytał jak by nigdy nic łapiąc mnie za koszulę i podnosząc do góry.
Nie odpowiedziałem, gardło zacisnęło się do tego stopnia, że nie potrafiłem wydać żadnego dźwięku.
Zaczął wciągać mnie powoli po schodach trzymając pod ramieniem.
Czułem specyficzny duszący zapach perfum i niepasującą do niego świeżość, jakby wreszcie skorzystał z wanny.

Całe otoczenie rozmazywało się, ledwo pokonywałem kolejne stopnie potykając się non stop, aż niespodziewanie zrobiło się zupełnie ciemno...



(Na dziś to by było już wszystko - dziękuję, że wytrwaliście aż do tego momentu :o 
Rozdział różni się od oryginału tym, że tego dnia Christ nie poznał się z Miką :0) 
Postać chwilowo najprawdopodobniej nie pokaże się w fabule ;...; więc zaplanowałem dla was czytelników inne akcję, które ujrzą światło dzienne już nie długo :D)

Napiszcie, jak wam się czytało <3 jakie były wasze przemyślenia i reakcję ? <3 

Pozdrawiam
HimeDerHi
człowiek od 
żelków XD





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz