ROZDZIAŁ
4
Christ
Mocno
nabity papieros wręcz wprawiał moje płuca w zakłopotanie na
płytkim bezdechu.
Gorycz
nikotyny napełniała całe moje usa docierając aż do końcówki
gardła.
Smak
ten był mi tak dobrze znany, jak wszelkie inne uciechy tego świata
znane jako – nałogi.
''Czy
byłem z siebie zadowolony?''
''Czy
takie gubienie siebie i ciągłe podnoszenie swoich resztek z dna mi
pomagało?''
''Czemu
się tak zatraciłem?''
Nie
potrafiłem znaleźć odpowiedzi na żadne z tych pytań czując,
jedynie niechęć do samego siebie.
Nikogo
tak nie nienawidziłem jak własnej osoby, tego własnego 'ja'.
Odwracając
głowę za każdym razem by przypadkiem nie spojrzeć w głębie tych
pustych wiecznie wyczerpanych, podkrążonych oczu.
Prawda
była taka, że już dawno pozbyłem się wszystkich zwierciadeł, a
przynajmniej tych z mojego pokoju.
Wypuszczając
ciężkie powietrze patrzyłem, jak ten 'smoczy oddech' unosi się ku
górze by następnie całkiem rozpłynąć się w powietrzu.
Trwając
w głuchej ciszy starałem się zrozumieć, coś czego nie mógł
pojąć mój prosty umysł.
Powoli
docierał do mnie również fakt, że choćbym bardzo chciał to i
tak nie mam komu się wygadać.
''Może
sam to sobie wpoiłem, ale ta pustka była męcząca...''
Kamienica,
w której mieszkałem była raczej skupiskiem tylko fałszywych
ludzi. Drzwi z naprzeciwka otwierały się dopiero wtedy, gdy
zameldowany tam chłopak, czegoś chciał, lecz gdy ja czegoś
potrzebowałem to nie było nikogo, kto wyciągnąłby do mnie
pomocną dłoń.
Patrząc
na małe fale tworzące się na tafli jeziora było mi po prostu żal
tych wszystkich lat spędzonych w tym mieście.
Niespodziewanie
niedopałek wypadł mi z pomiędzy palcy gasnąc przy zderzeniu z
ziemią.
Przydeptałem
go jeszcze nogą tak na wszelki wypadek, by nie zapruszył ognia,
który mógłby spopielić to piękne miejsce.
Woda
zaszumiała, albo raczej wydała odgłos jakby ktoś właśnie z niej
wychodził.
Początkowo
zignorowałem dziwne dźwięki nie oglądając się w tą stronę,
ale w końcu ciekawość wzięła górę.
Zsunąłem
się wolno ze skały stając na równe nogi.
Zrobiłem
kilka kroków bacznie obserwując trzęsące się krzaki.
Chciałem
już powiedzieć, że chyba się przesłyszałem, ale w tej samej
chwili coś wyskoczyło z owej gęstwiny przyprawiając mnie o zawał
serca.
Odskoczyłem
jak poparzony do tyłu potykając się o wystający korzeń
pobliskiego drzewa. Grawitacja prędko podziałała sprawiając, że
wylądowałem na tyłku w wysokiej trawie.
Nie
mogłem w to uwierzyć, ale przestraszyłem się małego zajączka,
który przez to całe zamieszanie uciekł w popłochu w głąb lasu.
Zwierzak
wyglądał naprawdę marnie, ponieważ najprawdopodobniej jakimś
cudem skąpał się w jeziorze.
Nie
mogąc mu pomóc już teraz w żaden sposób zacząłem niechętnie
zbierać się do powrotu.
Pęknięty
mały ekran starego telefonu wyświetlał dwanaście minut po
pierwszej, a jeszcze tyle drogi było przede mną do przejścia...
*
* *
Trochę
czasu minęło nim wróciłem do siebie na osiedle. Ten dzień dłużył
się niemiłosiernie.
Unosząc
głowę do góry nieco się rozmarzyłem stwierdzając, że to
wyjście z czterech ścian zapyziałej, śmierdzącej chaty odprężyło
mnie w znacznym stopniu.
Kontakt
z naturą sprawiał, że byłem spokojniejszy.
Przemierzałem
ulicę, idąc przed siebie w blasku ślepo-białego słońca
wychylającego się zza chmur.
Towarzyszyła
mi głośna muzyka puszczana z okna mojej sąsiadki.
Groźnie
brzmiący rap z wieloma przekleństwami roznosił się po połowie
okolicy, ale ja nie przestawałem się uśmiechać nie do końca
wiedząc, czemu zawdzięczam ten stan nostalgi.
Wszystko
wydawało się takie idealne, wręcz jak we śnie.
Nagle
z tego transu obudziło mnie mocne szarpnięcie rzeczywistości.
Miałem
już wchodzić do swojej klatki, lecz w tej samej chwili ktoś
chwycił mnie za ramię i przycisnął do ściany.
-
Christ powiedz mi masz dziś jakieś pieniążki?
-
A czy wyglądam jakbym je miał? - Zacząłem się śmiać w tej
dość nie wygodnej dla mnie pozycji, mając głowę przyklejoną
prawie, że do samego muru.
Starszy
o dwa lata Matys westchnął, po czym puścił mnie wolno.
-
Tylko się zgrywałem. - Powiedział patrząc z pewnym podejrzanym
blaskiem w oczach, jakby miał przekazać mi jakieś dobre wieści.
-
Przecież wiem. - Odwróciłem się do niego i wystawiłem rękę
czekając aż przybije mi piątkę. Tak też postąpił, uśmiechając
się szeroko.
- Powiem ci w tajemnicy, że doszły mnie słuchy, że jedna z grubych
ryb ze wschodu ma gdzieś wyjechać. Wiesz co to znaczy? - Ściszając
ton głosu przekazał mi tą tajną informację.
''Wiedziałem!
No i się zaczyna męcenie wody... '' - Przeszła mnie myśl, kiedy
miałem już od niego odejść nie chcąc słuchać kolejnych bzdur
tego typu.
-
Dobra okazja ta? - Zapytałem z totalnym brakiem zainteresowania, by
jak najprędzej go spławić.
-
Gruba ryba, gruby hajs. Rozumiesz, i no bierzemy ekipę i za parę
dni planujemy akcję. Chcesz się przyłączyć? - Wyciągnął do
mnie rękę czekając na odpowiedź.
-
Mówiłem ci już, że nie interesują mnie tego typu interesy... -
Pokręciłem głową dalej okazując swoją obojętność i niechęć.
-
Ale bez szefa to nie to samo. - Szczerzył się dalej myśląc, że
dam się przekonać. - Czyżbyś bał się piesków, bo raz cie
złapali? Gdzie twoja odwaga? Gdzie ta dawna pewność siebie? -
Złapał mnie za ramiona lekko mną szarpiąc. - Co zrobisz gdy
twoja matka straci pracę, z czego się utrzymacie? Wiesz przecież,
że niżej jest tylko jedna grupa slamsów na pustym wypalonym
terenie, a tam czeka was tylko śmierć... A może zaczniesz się
puszczać co, albo oboje zaczniecie, by utrzymać tego alkoholika?!
-
Zamknij się ! - Wykrzyknąłem, kiedy zaczął grubo przeginać
obrażając mnie i moją rodzinę. - Kurwa, po prostu się zamknij !
- Odepchnąłem go drąc się w niebo głosy.
''
Dało mi to do myślenia, by nie chwalić dnia przed zachodem
słońca...'' - W momencie mój dobry nastrój zmienił się we
wściekłość, której nie mogły opisać żadne słowa. Moje
opanowanie poszło w las.
-
Chcesz zmieszać mnie z gównem? Nie dzięki! Wypierdalaj ! -
Krzyczałem coraz głośniej sprawiając, że w oknach pojawiła się
spora publiczność przysłowiowych gapiów.
-
Christ daj spokój, nie zmuszę cie do tego, żebyś z nami poszedł.
- Powiedział, próbując mnie opanować, na co było już z lekka
za późno.
-
To po chuj gadasz takie głupoty?! Chyba nie myślałeś, że jak
wjedziesz mi na ambicje to od tak się zgodzę bięgnąc z wami
ucieszony! Przejebałeś sobie! Zostaw mnie w spokoju...- Patrzyłem
na niego spod byka mając ochotę mu przyłożyć w ten jego głupi
czerep.
Na
całe szczęście szybko zszedł mi z oczu.
Wchodząc
do środka klatki schodowej oparłem się o ścianę uderzając w
nią pięściami.
Ciężko
łapałem oddech, aż w końcu zsunąłem się na kolana. Wróciło
tych kilka wspomnień, które najbardziej mnie bolą i o których
wolałbym zapomnieć.
''Jeden
dzień, który zmienił całe moje życie.''
Włamanie
nie było takie złe, ale to co działo się potem na policji...
odcisnęło na mnie wieczne piętno.
Zacząłem
się cały trząść. W tym samym czasie ktoś wszedł za mną do
klatki. Ostatkiem sił chciałem sprawdzić, czy jestem bezpieczny.
Zdziwiłem się widząc w drzwiach swojego ojca, a najdziwniejsze
było to, że pierwszy raz od dłuższego czasu nie był pijany.
Źrenice
zmniejszyły się znacznie, kiedy patrzyłem na niego. Nie chciałem
by widział mnie w tym stanie, mimo tego, że
sam widziałem go w dużo gorszych okolicznościach. Byłem przerażony.
-
Co ty tu robisz? - Zapytał jak by nigdy nic łapiąc mnie za
koszulę i podnosząc do góry.
Nie
odpowiedziałem, gardło zacisnęło się do tego stopnia, że nie
potrafiłem wydać żadnego dźwięku.
Zaczął
wciągać mnie powoli po schodach trzymając pod ramieniem.
Czułem
specyficzny duszący zapach perfum i niepasującą do niego
świeżość, jakby wreszcie skorzystał z wanny.
Całe
otoczenie rozmazywało się, ledwo pokonywałem kolejne stopnie
potykając się non stop, aż niespodziewanie zrobiło się zupełnie
ciemno...
(Na dziś to by było już wszystko - dziękuję, że wytrwaliście aż do tego momentu :o
Rozdział różni się od oryginału tym, że tego dnia Christ nie poznał się z Miką :0)
Postać chwilowo najprawdopodobniej nie pokaże się w fabule ;...; więc zaplanowałem dla was czytelników inne akcję, które ujrzą światło dzienne już nie długo :D)
Napiszcie, jak wam się czytało <3 jakie były wasze przemyślenia i reakcję ? <3
Pozdrawiam
HimeDerHi
człowiek od
żelków XD

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz