niedziela, 12 lipca 2015

4$ His - Rozdział 4

(Bez wprowadzenia)



Rozdział 4
''Na końcu drogi''

Powoli przysunąłem się do blond-włosego chłopaka, który robił dwa kroki, gdy ja robiłem jeden. 
- Hej, mogę cię o coś zapytać? 
W tym samym momencie obejrzał się na mnie po czym zaczął biec. 
- Ehh... - Westchnąłem ruszając za nim. Po przebiegnięciu połowy miasta w końcu zagoniłem go do ślepej uliczki.
- Proszę nie bij! - Zaczął machać rękami i krzyczeć.
- Nie zamierzam. - Odparłem krótko. 
- Więc co zamierzasz zrobić? - Spojrzał zdziwiony nie zmieniając swojej pozycji. 
- Tak jak mówiłem wcześniej, chce tylko o coś zapytać...
- Głupi ja. - Zaczął się śmiać przerywając mi zdanie. - Więc pytaj.
- Chodzi o to czy nie widziałeś może chłopaka o dłuższych czarno-czerwonych włosach? Wszędzie go szukam.
- Na razie to uganiasz się za mną. - Uśmiechnął się szeroko, zaraz potem dodając. - Widziałem. 
- Wskaż mi to miejsce. - Podchodząc bardzo blisko stanąłem z nim twarzą w twarz. Chwilę kręcił wzrokiem, chwilę zastanawiał się, czy aby na pewno może zdradzić mi te informację, aż w końcu wydusił to z siebie.
- Jest u mnie w domu. 
- Jak się tam znalazł ?! - Zapytałem od razu gdy skończył zdanie. 
- Za dużo pytań, a przecież jeszcze się nie znamy. Jestem Strajker.-Wyciągnął do mnie rękę.
- A ja Rex. - Ścisnąłem mocno jego dłoń. - Więc przejdź teraz do rzeczy i opowiedz mi jak do tego wszystkiego doszło.
- Dobra, dobra. - Przytaknął zaczynając swoją opowieść. - Chodziłem sobie po bazarze nie mogąc znaleźć nic ciekawego. Zgłodniałem więc wziąłem owoc ze skrzyni i wtedy się zaczęło, jakaś banda zbójów zaczęła mnie gonić całkiem bez przyczyny. - Starałem się ze wszystkich sił nie skomentować tego. Słuchałem uważnie mając swojego nowego znajomego za ''idiotę''. - Nie patrząc gdzie biegnę trafiłem na nie ożywiony koniec miasta. Schowałem się w wielkim szarym bloku. Był ruiną, jednak dzięki niemu źli ludzie zawrócili. Ucieszony zacząłem skakać, ale po chwili stwierdziłem, że to zły pomysł, bo sufit nieźle się kruszył. Słysząc wilki wystraszony wyjrzałem przez okno i wtedy zobaczyłem na dole człowieka leżącego w cieniu budynku. Zbiegłem szybko po schodach i wybiegłem na zewnątrz. Wściekłe i głodne bestie były coraz bliżej. Myślałem, że ucieknę zostawiając gościa na pastwę losu, jednak coś we mnie wstąpiło, jakaś dobra siła, która chwyciła kij i odpędziła wrogie pieski. Nachyliłem się sprawdzając czy człowiek żyje i na szczęście oddychał. Nie broniłem go na darmo, jednak byłem przekonany, że to dziewczyna... Wziąłem go pod ramię i jakoś przytachałem do domu. Miał wysoką gorączkę więc wyszedłem kupić leki. - Wskazał na koszyk. - Ale spokojnie, nie zostawiłem go samego. Jest z nim mój wierny Słigun.
Przez chwilę zastanawiałem się o kim mówi, czy zostawił go z zupełnie obcą osobą. 
Jednak po paru minutach doszło do mnie. - Ej, Słigun to nie zwierze? 
- Owszem, ale to bardzo mądre pso podobne zwierzątko. 
Nagle chwyciłem go za rękę pociągając za sobą. 
- Pokaż mi gdzie mieszkasz. - Powiedziałem poddenerwowany.
- Nie ten kierunek. - Wtrącił cicho, po czym pozwoliłem mu prowadzić. 
Blondyn zatrzymywał się przy każdym drewnianym znaku przedłużając nie potrzebnie naszą wyprawę. Zupełnie jakby nie był pewien czy dobrze idziemy. Czując jego spojrzenie na sobie odwróciłem się do niego. Zobaczyłem, że dłuższy czas coś do mnie mówił, a będąc tak rozkojarzonym nie docierało to do mnie. 
- I co o tym myślisz? - Usłyszałem ostatnie zdanie wyrwane z kontekstu. 
- Nie wiem, a co powinienem myśleć? - Zapytałem by wybrnąć jakoś z sytuacji. 
- Powinieneś mi pogratulować.
- Gratuluje. - Klasnąłem dwa razy bez entuzjazmu. 
- Coś ty taki jakiś? - Wlepił we mnie swoje wielkie żółte gały. 
- Daleko jeszcze? - Przewróciłem oczami, jak można tak kogoś zanudzić. Dobrze, że zaraz gdy zabiorę Ika będę mógł się go pozbyć. Był dosłownie jak rzep na ogonie. 
- Nie oto i mój dom. - Rozłożył ręce pokazując dwa sklejone ze sobą budynki, prawa strona zadbana i pachnąca, zaś lewa była jej przeciwieństwem. 
- ... wow, ale on wielki. - Ruszyłem w stronę czystej willi. 
- Nie to ten obok. - Miałem nadzieję, że tego nie powie, a jednak zrobił to ! Zepsuł mi marzenie. 
Weszliśmy powoli po schodach, potem Strajker otworzył przede mną drzwi. Stając w progu zauważyłem Ika bawiącego się filiżanką na okrągłym stole. Siedział i wpatrywał się w jej zawartość, nawet nie słyszał tego jak wchodzimy. 
Po cichu wszedłem do kuchni, opierając oba łokcie na blacie spojrzałem na przyjaciela, który patrząc na mnie nie wiedział co powiedzieć. 
Tym czasem chłopak o blond włosach poszedł przywitać się ze swoim puchatym zwierzakiem. Słychać było jak pod nosem mówi coś do niego. 
Długa chwila ciszy u nas, po której pytam podnosząc się z siedzenia: - Co powiedziałeś mi przed wyjściem? 
- Że wychodzę? 
- Nie żartuj sobie ze mnie. - Stojąc za nim odgarnąłem grzywkę z jego twarzy, następnie kładąc rękę na jego rozgrzanym czole. 
Już chwiałem walnąć mu długą przemowę, gdy usłyszałem nagle wołanie z pokoju. - Rex możesz przyjść na chwilę?!
Ruszyłem w stronę głosu, wchodząc za drzwi do małego pomieszczenia zauważyłem, że chłopak siedzący na tapczanie ma nie za ciekawą minę. 
- Co się stało? - Przysiadłem koło niego. 
- On może umrzeć. - Powiedział ze smutkiem w głosie jakby miał się zaraz rozpłakać.
- Jak to?! - Krzyknąłem. 
- To. - Wskazał na swoje zwierze. - Dostałem go po ojcu. Kiedyś służył na bezpośrednim froncie, pomagał lekarzowi. Potrafi wyczuć aurę. Na wojnie gdy komuś słabła aura i czół nie miłosierny ból on wskazywał na takiego żołnierza, a inni skracali mu męki. Jestem z nim tyle lat, że potrafię go zrozumieć. 
- I co powiedział? - To było dziwne, ale w pełni uwierzyłem w jego słowa. 
- Mówił, że ciągle mu się pogarsza i że może szybko stracić swoje siły, a potem... wiesz. 
''Tak nie może być, w końcu znalazłem przyjaciela, a coś chce mi go zabrać...'' - Zacisnąłem palce w pięści. - Na pewno możemy jakoś mu pomóc. 
- Możemy jedynie podać leki na ten moment. 
Nagle rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Pobiegłem to sprawdzić. Czerwono oki leżał nie przytomny na podłodze, obok niego rozbita filiżanka i rozlana herbata. 
Przykucnąłem przy nim po chwili biorąc go na ręce i przenosząc do małego pokoju.
- Dawaj to co masz ! - Krzyknąłem na blondyna, który przygotował wszystko w mgnieniu oka. 
Były to dwa zastrzyki, które trzeba było idealnie wbić w żyły rąk. Strajker próbował to zrobić, jednak ręce tak mu się trzęsły, że wolałem zrobić to za niego. 
Czas szybko mijał, a my czuwaliśmy. Minęła godzina, ale nic się nie zmieniło. Czekała nas długa noc tak coś czułem. 

''Tym czasem Ik''
Znalazłem się w dziwnej białej przestrzeni wypełnionej po brzegi równie białymi szafkami, jedynie środek tam gdzie stałem był pusty. 
- Wiesz gdzie jesteś? - Rozległ się gruby straszny głos idący echem. 
Pokręciłem głową rozglądając się przy tym. Nikogo tam nie było.
- To stan twojego umysłu, jednym słowem jesteś u siebie. - Zaśmiał się przeraźliwie, a ja cofnąłem się upadając na miękką ziemię. 
Z sufitu zwisała czarna lepka ropa, która otaczała się czarno-fioletową energią. Po chwili z masy tej utworzył się człowiek.
Nie mogłem w to uwierzyć, wyglądał zupełnie jak ja !
Szedł w moją stronę, jego oczy świeciły się czerwonym pustym blaskiem. 
Chciałem wstać i uciec, ale coś sprawiło, że nie mogłem wstać. - Nie... proszę nie !
Potwór podszedł do mnie i łapiąc za szyje podniósł do góry. Przerażony zacząłem się rzucać i krzyczeć. Ręka zaciskała się co raz mocniej.

''Rex''
Blondas poszedł już spać zostawiając mnie z nim samego. Powiedział, że za chwilę wraca. Chwila minęła, a gdy poszedłem to sprawdzić spał jak kamień. 
'' Nie ma to jak kompetentny współpracownik.'' - Pomyślałem gdy nagle zauważyłem, że mój przyjaciel niemiłosiernie się rzuca na miękim materacu tapczanu. 
Usiadłem więc na taborecie obok łapiąc za jego rękę, po chwili czując jak mocno zaciska palce na mojej. 
- Rex... pomóż mi... proszę. - Powiedział przez sen, mimo tego brzmiało to jakby mnie błagał.
Przy takiej gorączce nic dziwnego, że mógł śnić się mu jakiś koszmar. Zrobiłem mu kolejny okład.
Minęło trochę czasu, ale w końcu otworzył oczy. Patrzył na mnie zmęczonym wzrokiem pytając:- Czy ja umrę? 
- Nie, nie umrzesz. - Uśmiechnąłem się lekko, jednak to nie był szczery uśmiech. 
Powoli zamknął oczy.
- Śpij. - Powiedziałem poprawiając koc, którym był przykryty. 
Następnie poszedłem do Strajkera, obudziłem go i wyciągnąłem do kuchni. Spojrzał na nie pytająco. Jego włosy roztrzepały się śmiesznie na wszystkie strony. 
- Powiedz mi gdzie tu jest najbliższy szpital? 
- Najbliższy mamy w wiosce obok, czyli jakieś pięć dni drogi stąd. 
- Musimy tam iść, koniecznie, sami nie damy sobie rady. 
- Mogę iść z tobą, tak dla ochrony. - Nie ucieszyło mnie to ani trochę, ale przynajmniej będzie z kim pogawędzić. 
- W takim razie bierz co potrzebne i ruszamy. 
Zabrał prowiant, dużo wody i parę rzeczy na zmianę.
- Okej, to ruszajmy w drogę. - Zakrzyknął niosąc duży plecak. Zaśmiałem się wyobrażając sobie jak wciska tam lodówkę, która ostatecznie mogła by tam wejść. 
Opuściliśmy obskurną klatkę wychodząc na zewnątrz. Kierowaliśmy się przez park, potem przez wąskie uliczki, z dala od ruchu ulicznego.  
Nagle przed nami stanęło trzech łepków mających kije w rękach. 
- To oni ! - Wzdrygnął się Strajker. 
- Nie przejdziecie tędy. - Zaczęli głośno się śmiać. 
- Założymy się? - Uśmiechnąłem się zgryźliwie. 
- Rex, co ty planujesz? - Szepnął lekko ciągnąc za mój rękaw. 
Będąc w areszcie znalazłem kryształ, który dotychczas bałem się otworzyć. Trzymając w ręce zielony pojemnik ze stworzeniem w środku, rzuciłem nim mocno o ziemię. Rozbiłem go, a ze środka wytoczyła się gęsta mgła. 
- To Agma ! - Krzyknął zaskoczony Strajker. 
Czerwona głowa jaszczura, szpony lwa, zęby rekina i długi ogon z kolcami na wzór litery ''Y''. Tułów długi pokryty białą sierścią tak samo jak i uszy. 
Stwór skoczył kręcąc się w powietrzu, zaczął od najmniejszego z ich grupy wgniatając go w ścianę. 
Jeden z ich grupy zwiał, a sam dowódca najadł się sporo piachu ostatecznie uciekając z podkulonym ogonem. 
Pogłaskałem zwierza trochę się go bojąc, ale w końcu był mój !
Krótka formuła i wrócił do postaci kryształu. 
Mogliśmy iść dalej, i tak też uczyniliśmy. 


*      *      *

Godzina, dwie, pięć. Powoli mogliśmy odczuć w nogach przebyte kilometry. 
- Może mała przerwa? - Wyjęczał Strajker.
- Dobry pomysł.
Zatrzymaliśmy się w małym lasku nie opodal stawu. 
Położyłem chłopaka na ziemi sprawdzając jego temperaturę.
- Chyba jest lepiej. - Spojrzałem na blondyna z ulgą. 
- Powiedz mi, znam ciebie, a jego jeszcze nie...
- Ma na imię Ik. - Wtrąciłem nim skończył mówić.
- Dziwnie. - Mruknął do siebie. 
Parę minut i znów byliśmy w ruchu. Czekała na nas wyjątkowo niebezpieczna trasa przez Las Zguby, zamieszkały przez bezduszne, mordercze kirkery. Stworzenia poruszające się na czterech łapach, wyglądające jak połączenie kota z niedźwiedziem. Trzy rzędy ostrych jak brzytwa zębów. Potrafiące łamać kości i drzewa jak patyczki. Dorosłe osobniki wielkością dorównywały dużym chałupą. Jednak o tej porze las jest spokojny, a wszystko co złe śpi. 

*     *     *

Po paru dniach wędrówki byliśmy prawie ku celu. Do końca dzieło nas kilka godzin. Ik jakoś się trzymał pomijając fakt, że w ostatnim czasie gorączka znacznie wzrosła. 
Szliśmy i szliśmy, aż w końcu z daleka za drzewami ukazał się biały budynek porastający mchem. 
Z każdym krokiem czułem się co raz bardziej dumny z siebie, z nas, że nam się udało. 
Mijając ostatnie krzaki pobiegliśmy pośpiesznie, jednak zatrzymując się przed samymi drzwiami szpitala stanąłem jak wryty. Tabliczka wyraźnie przekazywała nam, że zamknęli odział dwa miesiące temu. Okna zabite dechami i brak jakiegokolwiek ducha w pobliżu. 
Kilkukrotnie uderzyłem pięścią w ścianę.
- I co teraz zrobimy?! - Obejrzałem się krzycząc na blondyna. - Co zrobimy ?!! Okłamałeś mnie ! Straciliśmy czas ! - Już chciałem go uderzyć, jednak chłodne ręce czarnowłosego sprawiły, że momentalnie oprzytomniałem. 
Wyrywając plecak z rąk Strajkera położyłem go na ziemi. Potem kładąc na nim głowę chorego, mogłem w końcu spojrzeć w jego oczy. 
- Rex... pozwól mi umrzeć... doceniam to, że szliście tu taki kawał dla mnie, ale tak jak mówiłeś wcześniej... może to przeznaczenie.
- Nie możesz ! - Na jego twarzy panował pełen spokój pomimo ogromnego bólu, który właśnie spowijał jego ciało. Zbierało mi się na płacz, jednak starałem się być twardy.
- Ale nic innego... nie możesz zrobić...
Odwróciłem wzrok słysząc te słowa, miał rację nic nie mogliśmy zrobić. Zacisnąłem palce w pięści. 
- Pomożemy ci czy tego chcesz czy nie. - Wtrącił Strajker lekko odnawiając moją wiarę. 
Nachyliłem się nad czarnowłosym wyszeptując do ucha.: - Bardzo cię boli?
- Jak cholera. - Uśmiechnął się lekko obejmując mnie mocno. Jak każdy bał się i nie chciał tak naprawdę umierać. 
- A może wejdziemy do tego szpitala i zobaczymy czy nie zostawili tam jakiś leków? - Zaproponował głos gdzieś z tyłu. 
Wstałem z ziemi biorąc Ika na ręce. Drzwi były zamknięte, jednak nie znaczyło to, że nie da się ich otworzyć. Cofnąłem nogę by następnie uderzyć we wrota, które z początku lekko skruszyły się z wierzchu. Powtórzyłem raz, drugi i trzeci, w końcu się udało. Zawiasy nie wytrzymały strącając balast na płytki. 
Weszliśmy powoli rozglądając się uważnie. Przywitały nas dawno nie wycierane kurze i pajęczyny. Pierwsza sala była prawie pusta, przeszliśmy na długi korytarz prowadzący na trzy sektory ''A,B i C''. 
Nagle usłyszeliśmy dziwny odgłos podobny do warczenia. Położyłem Ika na metalowym stole tam gdzie był bezpieczny, a my poszliśmy to sprawdzić. Wyważyłem kolejne drzwi gotów do ataku, w tym samym momencie wielki szary kłębek wyskoczył przez okno. 
Wycofaliśmy się słysząc bestię wcześniej. Tętno przyśpieszyło w biegu. Słyszałem głośne obijanie czymś o ściany. 
- Zostaw go ! - Krzyknąłem wbiegając do pomieszczenia, z którego zaczynaliśmy. 
Osunąłem się na kolana. Ani bestii, ani chłopaka tam nie było. Wydarłem się wniebogłosy podczas gdy na zewnątrz zebrane chmury oblały las deszczem. Wicher porywał liście każąc im tańczyć. Zbierało się na ostrą burze. 
Wybiegłem. Wkrótce w ziemię zaczęły uderzać pioruny. 
''Gdzie on jest ?!'' - Jedyna myśl, która przechodziła mi przez głowę.
Nagle coś przewróciło mnie w błoto chroniąc przed wielkim strzałem z niebios. 
Piorun bez trudu złamał drzewo.
- Rex ! Musimy się gdzieś schować ! - Krzyczał blondyn. 
- Dziękuję. - Powiedziałem wypatrując schronienia. - Tam. - Wskazałem na jaskinie do której wbiegliśmy bez namysłu. 
Pozbieraliśmy patyki, które zostawiło tu wcześniej jakieś zwierzę. Strajker przy pomocy swojej magi wykrzesał ogień by można było się osuszyć. Siedzieliśmy tak bez słowa, najwyraźniej zarówno ja jak i on obwinialiśmy się za zaistniałą sytuację.
Chłopak chwytając mnie za ramię powiedział pewnie. - Nie martw się jutro go znajdziemy.

*       *       *

(Nie mam pojęcia jak mi to wyszło, pisałem w trzy wieczory nie mając za wiele czasu, aż w końcu udało mi się skończyć. Mam tylko nadzieję, że trzyma się kupy. Wiem, że może wydać się to ''klepaniem o jednym'' jednak muszę jakoś dalej przeprowadzić fabułę. Chciałbym zaspojlerować jednak nie mogę ! Pojawiło się kilka tkliwych kawałków, kilka podchodzących pod romans? i oczywiście nasza ukochana burza, która zwykle rozłącza nam wszystkim internet XD W zapowiedzi do kolejnego rozdziału powiem tylko, że będzie trochę zabijania, rozwalania i demonów. :3 Do zobaczenia !).



POZDRAWIAM 

7 komentarzy:

  1. Jak zawsze świetne! Ja idę się pakować więc paa~~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps. trochę sie pogubiłam więc jutro sobie przeczytam od nowa :D

      Usuń
    2. A to gdzie się wybierasz, że musisz się pakować? :D

      Usuń
    3. Do Wisły jadę za..... 4 godziny xDD musieliśmy trochę poczekać bo siostra nie mogła jechać xDD

      Usuń
  2. Wiiiiiiitam! xD Dawno nie komentowałam. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz. Już nadrabiam.
    Historia nr.4 jest bardzo ciekawa. Od razu mnie wciągnęła, chyba nie muszę mówić, że chcę jak najszybciej kolejny rozdział. ^^
    Mam nadzieję, że Ik nie umrze ;-; on nie może tego zrobić. Nie przeżyję tego. Ja go tak bardzo lubie.
    Rex także jest fajny xD ale wolę Ik'a.
    A i nowy kolega, Strajker (? dobrze? ;-; mam nadzieję, że tak) xD za dużo rozmawia (podobno) ale jest fajny ^^ boi się każdego na ulicy, że tak przed Rex'em uciekał xD Mimo jego drobnych wad polubiłam go.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hey hey :D Zastanawiałem się gdzie cie wcięło, jednak nie mam ci tego za złe. W końcu jesteś i to się liczy :)
      Postaram się z pisaniem jak tylko mogę, jednak linia wyrabiania wygląda tak.: Przepisuje poprawiając z zeszytu do zeszytu, dopisując tu i ówdzie. A tu nagle okazuje się, że doszło mi 10 stron XDD Mój zapał gdy siadam przed klawiaturą jest... wiadomo jaki, taki że go prawie brak. Wy jedyną motywacją, która sprawia, że jako tako sprężam się w czasie. I za to mogę wam dziękować :)
      Też go lubię, Ik jest moją ulubioną postacią. Pewnie dlatego, że zawszę jako dziecko grałem jego rolę w różnych zabawach. Trzy te postacie: Ik, Rex i Strajker, to postacie stworzone przez ludzi. (Moich znajomych). Podobnie jaki inne postacie występujące w ''WCK'', również są tworzone przez znajomych, z klasy z podwórka, dalszych czy bliższych znajomych. Wiadomo nie wszystkie, ale z 10 się znajdzie. [Tyle z historii tworzenia].
      Jeśli chodzi o Rex'sa to typowy bohater, głoszący pokój. Za to Ik jest od ruchów nieprzewidzianych i demolki. XD
      Strajker <-- strachliwa gaduła, trochę fajtłapowaty, ale do wytrzymania. Bardzo, ale to bardzo przyjacielski. ''Jak rzep do ogona'' XDD

      Usuń
    2. Wow xD Jaksię rozpisałeś. ^^ Ale dziękuję za wyjaśnienia.
      Ps. Już powróciłam xD Więc będę komentowała.

      Usuń