sobota, 2 listopada 2019

*His 5 - Rozdział 1*







Prolog


Budząc się rano mam nadzieję , że to co się działo przez  10 lat jest tylko zwykłym koszmarem. Otwieram po woli oczy i wracam do rzeczywistości. Gdy wstaje z łóżka jak zwykle potykam się o butelki po alkoholu które walają się po całym pokoju. Staram się być cicho by moja matka się nie obudziła. Znowu zabalowała całą noc i teraz odsypia. Odkąd pamiętam nie widziałam jej nigdy trzeźwej.  Mój ojciec  zostawił nas gdy miałam 6 lat i nigdy już nie wrócił. Zostało mi po nim tylko jedno stare podarte  zdjęcie. Nie pamiętam go zbyt dobrze , ale może to i lepiej. Moje życie jest istnym koszmarem. Nie mam rodziny, ani przyjaciół. Patrząc w lustro widzę anorektyczkę z  podkrążonymi oczami  której nikt w życiu nie zechce. Chciałam się zmienić , ale nie mam siły. Jestem zwykłym śmieciem jak moja matka. Już dwa razy w tym roku chciałam popełnić samobójstwo, ale nawet tego nie potrafię . Pierwszy raz podcięłam sobie żyły ,ale nie wystarczająco żeby umrzeć. Drugi raz byłam już blisko myślałam ,że to już koniec ,ale te proszki których się nałykałam były za słabe i lekarzom udało się mnie uratować .



ROZDZIAŁ 1



Nikki
Nie lubię poniedziałku zwłaszcza tych w których zaczyna się szkoła.  To jakiś koszmar siedzieć tam 7 godzin i słuchać tych bredni i do czego to nam się przyda ? Oczywiście ,że do niczego. Niektórzy zostaną lekarzami , aktorami , menadżerami , ale ja nie widzę się w żadnym zawodzie bo i tak umrę. O ile mi się uda. Niektórzy pomyślą ,że jestem jakaś chora ,że nie korzystam z życia które mi dano ale tak naprawdę to nie dano mi żadnego życia. Kto by chciał żyć w takim domu i z taką matką. Nikt. Ale cóż jedni mają pod górkę a drudzy z górki .  Idąc do szkoły jak zwykle napotykam osoby które się ze mnie wyśmiewają .Zastanawiam się co ja im takiego zrobiłam.  Nie zważając na nich idę dalej jakby nigdy nic i to był największy mój błąd jaki popełniłam w całym moim życiu. Poczułam ból w piersi i upadłam na ziemie , nie wiedziałam co się dzieję tylko słyszałam głosy
- przepraszam ja naprawdę przepraszam nie chciałem tego , to był wypadek – ktoś szeptał 
- dobra dawaj zwiewamy stąd nikt nas nie widział  - powiedział drugi głos 
I już tylko słyszałam oddalające się kroki a po sekundzie sam wiatr.
Leżąc tak na ulicy pomyślałam ,że moje marzenie nareszcie się spełni. W myślach mówiłam sobie chwile poboli i już nic nie będziesz czuła. Taką miałam nadzieję. Gdy już minie ciągnęło na drugą stronę świata usłyszałam głosy
-Nikki nie odchodź, zostań ze mną zaraz Ci pomogę 
Nie wiedziałam  czyj ten głos, ale nie miałam zamiaru się go słuchać. W ogóle skąd zna moje imię ? Ale nie czas na zastanawianie się. Chciałam chociaż raz być szczęśliwa. Nie czułam już bólu. Umarłam ? Otwierałam po woli oczy i ujrzałam człowieka który klęczał nade mną 
i trzymał rękę nad moją raną. Czyli jeszcze nie umarłam. Super.
Co on robi i dlaczego świeci mu się ręka ?
- co ty robisz ? – pytam przerażona 
- nie ruszaj  się bo rana się jeszcze dobrze nie zagoiła – mówi pięknym spokojnym głosem
- dlaczego nie pozwoliłeś mi umrzeć i kim do cholery jesteś żeby decydować o moim życiu ? – krzyczałam przerażona
-jestem twoim stróżem odkąd   próbowałaś popełnić pierwsze samobójstwo 
- a czyli przez ciebie musze żyć w tym okropnym świecie ?
- próbuję Ci pomóc ,żebyś później niczego nie żałowała – odparł 
 - wielkie dzięki ,ale sama zdecyduję co jest dla mnie dobre a co złe – mówiłam próbując się podnieść z ziemi 
Pojawił się  znikąd i myśli ,że może decydować o moim życiu. Śmieszny jest. Wstając nie zważałam  na to ,że on jeszcze przy mnie jest i ruszyłam przed siebie. Miałam nadzieję ,że nie pójdzie za mną.  Musiałam wszystko przemyśleć i zastanowić się gdzie mam pójść. Błąkałam się po mieście i postanowiłam ,że jezioro będzie najlepszym miejscem. Chodzę tam gdy nie mam ochoty siedzieć w domu albo gdy nie idę do szkoły , a to się często zdarza. Nie jestem częstym gościem w szkole. Czuję się tam osaczona. Śmieją się ze mnie i popychają. Jestem dla nich  zwykłą szmatą do podłogi. Nie mają szacunku dla mnie była nikim , ale w sumie dla siebie też jestem nikim. To czym ja się martwię. Po co w ogóle zaśmiecam sobie tym głowę. Wracając do tego faceta jakby nie zrobił tego całego czary mary to bym mu nie uwierzyła ,że jest moim stróżem, ale kogo oszukuje nikt się mną nie interesuję. Przecież jest tyle innych osób którym by mógł pomóc. Więc czemu  ja ?? 
Dlaczego go nie było jak mnie matka biła bo nie miała za co kupić wódki  ? Dlaczego akurat teraz jak wszystko jest trudniejsze. 
Może jak by przybył wcześniej to bym była normalną osobą i nie musiała się próbować zabić. Dużo bym dała żeby mieć normalne życie chodź na jeden dzień. Wracać z chęcią ze szkoły wiedząc ,że mama czeka na mnie z ciepłym pysznym obiadem.  Kłaść  się w nocy spać i wstawać rano  bez żadnych myśli samobójczych i zapachu alkoholu. Po prostu chce być kochana przez innych, chociaż przez jedną osobę. Czy ja tak dużo pragnę? Nigdy nikogo nie kochałam więc nie wiem jak to jest. Co się w tedy czuje.  Mijały godziny odkąd siedziałam na skraju jeziora. Nawet nie zauważyłam kiedy zrobiło się ciemno , więc pora wracać do domu jeśli to tak można nazwać. Drzwi były otwarte. Weszłam po woli , złapałam pierwszą lepszą rzecz do obrony i ruszyłam dalej. Nikogo tu nie było i oczywiście nic nie zginęło bo co by mogli ukraść jak nic tu nie mamy. Stoi stara kanapa i stół. To wszystko, nic więcej. Postanowiłam ,że wezmę się za sprzątanie. Kiedy rozbierałam łóżko znalazłam małą saszetkę z jakimś proszkiem.
 Nawet nie musiałam się zastanawiać co to jest , bo to było jasne. Nie miałam ochoty na to patrzeć ,więc wzięłam to i spuściłam w toalecie Nie dość ,że piła to jeszcze brała narkotyki. Nie, no świetnie. Bez przemyślenia wybiegłam z domu ze łzami w oczach , ale po chwili zorientowała  się ,że nie mam gdzie iść i musiałam się wrócić do domu. Byłam strasznie zła , nie wiedziałam co ze sobą zrobić więc postanowiłam , że pójdę pod prysznic. Zimna woda spływała mi po twarzy razem z moimi łzami. Jak ten dupek mógł mnie uratować. Czy nie widzi ,że ja tu cierpię? Wychodząc z pod prysznica zrozumiałam ,że nawet nie mam  już sił płakać. Wycieńczona  tym ciężkim dniem poszłam spać  z nadzieją ,że nie zobaczę dziś ani jutro swojej matki. A jednak nawet tego życzenia nikt nie może spełnić.



*      *     *

(Dzięki za przeczytanie, napiszcie co myślicie? 
 Ps: (szepcze -> dajcie jakąś pochwałę dla  Yuri-Yoykan)  Kto łapkuje w górę? :D
Ps 2: Pies mi się wczoraj oszczenił :) i jestem z tego powodu bardzo zadowolony. A wy jak spędzaliście weekend? ) 



Pozdrawiam 
     HimeDerHi 
            pod dziełem: 
                   Yuri-Youkan




  

2 komentarze:

  1. Czemuuu nikt nie komentuje 😥
    Tak więc powracam z komentowanie nie.. po długim czasie xd

    Wprowadzenie świetne, uwielbiam takie klimaty typu: dziewczyna,samobójstwo,dragi. A dodanie stróża podsyca to wszystko. Fabuła trzyma się kupy i jest wciągająca.
    Bardzo mi się spodobało więc idę czytać dalej!
    Pozdrawiam 😘😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej dziękuje bardzo za te miłe słowa 😍

    OdpowiedzUsuń