czwartek, 31 grudnia 2015

*His 5 - Rozdział 3*

                                     Rozdział 3 


Niki

- Gdzie to jest !!
Budzę się przerażona ,nie wiem o co chodzi. Otwieram po woli  oczy i widzę moją matkę z jakimś facetem. Nie znam go. Zaczynam się bać.
- co jest ? – pytam
- prochy – mówi oburzona
- nie wiem o czym mówisz
- oczywiście ,że wiesz. Oddawaj i to szybko bo mamusia robi się głodna
- Nie mam ich, przyrzekam
Łzy zaczynają mi lecieć ciurkiem z oczu. Naprawdę się boję. Pierwszy raz ją widzę w takim poważnym stanie i jeszcze ten facet. Wielki i cały w tatuażach. Co robić ? Nie mogę uciec bo ten goryl stoi w drzwiach.
- lepiej powiedz gdzie to jest bo pożałujesz
Grozi mi własna matka. W co ja się wpakowałam. Mogłam zostawić to gówno, ale przecież byłam na tyle głupia  i to wyrzuciłam. Muszę jej powiedzieć bo inaczej naprawdę pożałuje.
-wyrzuciłam- powiedziałam po cichu
- co zrobiłaś ?– była już cała czerwona ze złości
- toć słyszałaś więc po co się pytasz drugi raz – mówiłam już ze złością , nie strachem.
-Gdzie?
- do toalety
- Jack idź sprawdź – rozkazała mu mama

Przestałam już płakać. Zastanawiałam się czy coś mi zrobi czy sobie pójdzie. Najgorsze jest czekanie. Słyszałam hałasy dobiegające z łazienki.

 - Nie ma tego – goryl mówił ze złością do mojej mamy
Matka spojrzała się na niego i już wiedziałam , że nie szykuję się nic dobrego. Po chwili poczułam jego pięść na mojej twarzy. Cholera , ale to boli. Próbowałam mu uciec , ale to na nic. Gdy już myślałam ,że już skończył  uderzył mnie  mocno w żebra i poleciałam na stół. Głową uderzyłam o kant. Zwijałam się z bólu. Nigdy się jeszcze tak nie czułam. Otworzyłam po woli oczy i napotkałam wzrok matki. Nie widziałam w nich żalu tylko złość. Jak ona mogła na to pozwolić. Przecież jest moją matka. Nawet nie podeszła do mnie sprawdzić czy żyję tylko od razu sobie poszła. Chciałam krzyczeć , wygarnąć jej wszystko , ale nie mogłam nawet mówić. Tak mnie załatwił ten facet. Poczekałam jeszcze chwilę żeby się upewnić ,że już nie wrócą. Chciałam się podnieść , ale nie mogłam. Ból był tak silny , że nie mogłam wytrzymać. Po chwili usłyszałam otwierające się drzwi. Bałam się ,że Jack przyszedł mnie wykończyć ,lecz w drzwiach stanął mój zbawiciel  .
- już po całej akcji – powiedziałam ledwo 
- przepraszam – mówił  spokojnym głosem
- gdzie byłeś kiedy Cię potrzebowałam ?
Nie odpowiedział. Chyba mnie nie usłyszał . Nie miałam ochoty na niego patrzeć. Jedyne co chciałam zrobić to wstać i przywalić mu.
- możesz już iść i pozwól mi wykrwawić się do końca
- jestem tu żeby Ci pomóc
- gdzie byłeś 5 minut temu jak mnie bił ?
I znów nie odpowiedział. Czy ja mówiłam nie wyraźnie ? No trudno chyba dziś nie otrzymam odpowiedzi. Podszedł do mnie i wyciągnął swoją rękę. Chciałam mu się wyrwać , ale byłam bez silna. Zrobił te swoje czary mary i położył mnie na łóżku.
- mama – powiedziałam nie mogąc złożyć żadnego  zdania 
- nie martw się już Cię nigdy nie zrani  – odpowiedział
Zdziwiło mnie trochę ,że wiedział o co chodzi jakby czytał w moich  myślach. Po chwili usnęłam nawet nie pamiętam kiedy. Musiałam być naprawdę zmęczona. Gdy wstałam był już wieczór czyli przespałam cały dzień.Podnosiłam się powoli i zaczęło mi się  w głowie.Po krótkim namyśle  przypomniało mi się , że on tu wczoraj był , więc rozejrzałam się po mieszkaniu , ale nigdzie go nie było. Po krótkiej chwili postanowiłam , że wezmę się za sprzątanie tego bałaganu które zostawiła moja matka. Gdy sprzątałam zaczęłam się zastanawiać czemu on zawsze znika. Nawet nie znam jego imienia. Trudno to przyznać, ale chciałabym mu podziękować za pomoc. Przez to co się stało wczoraj mam dziurę w ścianie i połamany cały stolik. Brawo mamo . Minęły dwie godziny za nim ogarnęłam ten bałagan. Byłam po tym już tak zmęczona , że postanowiłam położyć się dalej spać. Całą noc miałam koszmary.Śniło mi się , że on znów tu jest i mnie bije. To było takie realistyczne. Przebudziłam się cała zapłakana. Chciało mi się strasznie pić więc wzięłam sobie szklankę i nalazłam wody.Po chwili usłyszałam jak otwierają się drzwi. Ze strachu upuściłam szklankę na podłogę i cała się stłukła. Spanikowałam , nie wiedziałam co zrobić , więc schowałam się za łóżko.Serce biło mi coraz szybciej. Ktoś zapalił światło i wtedy dostrzegłam w drzwiach wysokiego chłopaka o niebieskich oczach i brązowych włosach. Ubranego na czarno. To był On ,a już się bałam , że znów coś mi grozi.
-co tu robisz? - 
-przyszedłem sprawdzić jak się czujesz?
- w środku nocy ?
-jest już południe. Widzę, że troszkę pospała- podszedł do okna i odsłonił zasłony
Słońce zaczęło mnie razić  w oczy.
-dobra możesz już zasłonić
Zrobił to co mu kazałam. Po chwili poszedł do kuchni i zaczął zbierać szło z podłogi.
-zostaw ja pozbieram w końcu ja nabałaganiłam
-lepiej ja to zrobię bo jeszcze się skaleczysz- powiedział z uśmiechem na twarzy
- spokojnie aż taką sierotą nie jestem

Gdy skończył dopytywał się mnie czy dobrze się czuje , czy dobrze spałam, aż w końcu stwierdził , że musi iść. Miałam mu podziękować za uratowanie mnie, ale nie umiałam. Nie mogła wydobyć z siebie tego krótkiego słowa.W sumie nigdy tego nie robiłam i nigdy nikt mi nie pomagał.  

* * *


[Dzięki za uwagę i to, że dotarłeś aż tutaj ;) Napisz jak twoje wrażenia - będziemy wdzięczni :D)

Pozdrawiamy
-Ekipa pisząca-
XD


<POPRZEDNI  ROZDZIAŁ 

1 komentarz:

  1. Coś przeczuwam że ona nie wróci już do tego świata.. chyba. Opowiadanie bym powiedziała nawet łagodne gdyby nie ta scena z biciem. Coraz bardziej podoba mi się jej stróż chociaż zawalił trochę sprawę no ale się o nią martwi więc tyle szczęścia w nieszczęściu..
    Pozdrawiam 😘😘

    OdpowiedzUsuń