ROZDZIAŁ 2
Obudziłem się dnia następnego, gdzieś około pory kolacji.
Pierwszą myślą był zamysł, czy to wszystko naprawdę się wydarzyło.
Przemieszczając się oczyma zobaczyłem na sobie inne ubranie, szpitalną białą niczym śnieg piżamę. Miałem jedną rękę w gipsie, tak samo i nogę.
Sala, w której leżałem była zupełnie pusta. Na dworze było już ciemniej. Ledowa lampa na suficie dawała mi jednak wystarczająco dużo światła.
Niespodziewanie drzwi otworzyły się i do środka wszedł lekarz. Był nim nieco starszy facet o siwiejących już włosach.
- I jak się czujemy?- Zapytał krótko.
Mimo tego, że nie mogłem jeszcze mówić skinąłem lekko głową, by dać mu znać, że na pewno lepiej niż wczoraj.
- To dobrze. - Odparł jakby świetnie mnie rozumiejąc. - Byłeś bardzo odwodniony, dlatego w obecnej sytuacji staramy się przywrócić, a raczej podciągnąć wszystkie parametry do normy. - Usiadł na krzesełku obok kontynuując swoją przemowę. - Będziesz musiał spędzić u nas około dwa tygodnie. Nie mogliśmy znaleźć żadnych twoich danych, dlatego póki co będziesz zdany na personel. Gdybyś czegoś potrzebował po prostu wciśnij przycisk na poręczy łóżka. - Uśmiechnął się lekko wskazując go palcem.
Następnie zapanowała cisza, patrzył na moje papiery z niedowierzaniem. Jego twarz była pełna obaw, jakby coś jeszcze miało się zdarzyć.
''Czy ja... mam wszystkie organy?'' - Gdybym mógł teraz o to zapytać, pewnie od razu uzyskał bym te informację. A w obecnej sytuacji mogłem tylko robić podobne miny, nie będąc niczego pewien, niczego tak naprawdę nie wiedząc.
- Jeszcze miałem o czymś wspomnieć. - Zastanawiał się trochę czasu, aż w końcu chyba go olśniło. Uniósł głowę wyżej mówiąc. - Miałem ci powiedzieć, że twój przyjaciel był tu codziennie sprawdzając jak się czujesz. Takich dobrych ludzi to teraz ze świecą szukać, w końcu to on cie tam znalazł i własnoręcznie eskortował do ambulansu. Bardzo się o ciebie martwi, miałem do niego zadzwonić, gdy tylko się obudzisz. Chociaż uważam, że zrobimy to dopiero jutro. Czas wizyt już prawie się skończył, dlatego lepiej powiadomić go rano. Wtedy będziecie mieli dla siebie więcej czasu.
Kiwnąłem głową zgadzając się z nim. Czułem się dość ograniczony ruchowo, ale jakoś tak było mi lżej na duszy będąc akurat w tym miejscu. Strach minął, a wraz z nim i smutek.
W końcu mogłem poczuć to co nazywają wolnością.
Pragnąłem jeszcze tylko jednej rzeczy, by ten miły pan włączył mi telewizor. Było już ciemno dlatego przypuszczałem, że wszyscy zaraz zasną i zanudzę się tu na śmierć do świtu.
Wlepiłem więc spojrzenie w niewielką plazmę zawieszoną pod sufitem.
- Skoro już się wyspałeś to może włączymy ci jakiś program. - Powiedział wrzucając monetę do automatu.
Byłem pełny podziwu dla tego człowieka, może i wmawiałem tylko sobie, że tak dobrze się z nim dogaduje, ale było to bardzo przyjemne uczucie.
Stary ekran uruchomił się po paru długich minutach.
- Mamy tylko ten kanał. - Spojrzał na mnie obserwując reakcje.
Tym czasem ja byłem w pełni zadowolony.
- Ordynator nie pozwolił na więcej, sam rozumiesz. - Dopowiedział stojąc już obok drzwi. - Program wyłączy się dokładnie za godzinę, potem radziłbym jeszcze trochę pospać nim zobaczysz się ze swoim gościem.
Niedługo potem znów byłem sam. Leżałem ślepo wpatrzony we wszystko co leciało w czarnej skrzyni. Tyle przepięknych miejsc, których nazw nawet nie pamiętam. Zdawało mi się, że wszystko poznaje na nowo, po raz pierwszy. Tyle wspaniałych żywych kolorów, tylu niezwykłych ludzi wyróżniających się wyglądem od innych.
Godzina minęła w mgnieniu oka, przyszedł czas ciszy.
Nic nie robienie było na tyle męczące, że posłuchałem rady lekarza i zdrzemnąłem się.
Pierwszą myślą był zamysł, czy to wszystko naprawdę się wydarzyło.
Przemieszczając się oczyma zobaczyłem na sobie inne ubranie, szpitalną białą niczym śnieg piżamę. Miałem jedną rękę w gipsie, tak samo i nogę.
Sala, w której leżałem była zupełnie pusta. Na dworze było już ciemniej. Ledowa lampa na suficie dawała mi jednak wystarczająco dużo światła.
Niespodziewanie drzwi otworzyły się i do środka wszedł lekarz. Był nim nieco starszy facet o siwiejących już włosach.
- I jak się czujemy?- Zapytał krótko.
Mimo tego, że nie mogłem jeszcze mówić skinąłem lekko głową, by dać mu znać, że na pewno lepiej niż wczoraj.
- To dobrze. - Odparł jakby świetnie mnie rozumiejąc. - Byłeś bardzo odwodniony, dlatego w obecnej sytuacji staramy się przywrócić, a raczej podciągnąć wszystkie parametry do normy. - Usiadł na krzesełku obok kontynuując swoją przemowę. - Będziesz musiał spędzić u nas około dwa tygodnie. Nie mogliśmy znaleźć żadnych twoich danych, dlatego póki co będziesz zdany na personel. Gdybyś czegoś potrzebował po prostu wciśnij przycisk na poręczy łóżka. - Uśmiechnął się lekko wskazując go palcem.
Następnie zapanowała cisza, patrzył na moje papiery z niedowierzaniem. Jego twarz była pełna obaw, jakby coś jeszcze miało się zdarzyć.
''Czy ja... mam wszystkie organy?'' - Gdybym mógł teraz o to zapytać, pewnie od razu uzyskał bym te informację. A w obecnej sytuacji mogłem tylko robić podobne miny, nie będąc niczego pewien, niczego tak naprawdę nie wiedząc.
- Jeszcze miałem o czymś wspomnieć. - Zastanawiał się trochę czasu, aż w końcu chyba go olśniło. Uniósł głowę wyżej mówiąc. - Miałem ci powiedzieć, że twój przyjaciel był tu codziennie sprawdzając jak się czujesz. Takich dobrych ludzi to teraz ze świecą szukać, w końcu to on cie tam znalazł i własnoręcznie eskortował do ambulansu. Bardzo się o ciebie martwi, miałem do niego zadzwonić, gdy tylko się obudzisz. Chociaż uważam, że zrobimy to dopiero jutro. Czas wizyt już prawie się skończył, dlatego lepiej powiadomić go rano. Wtedy będziecie mieli dla siebie więcej czasu.
Kiwnąłem głową zgadzając się z nim. Czułem się dość ograniczony ruchowo, ale jakoś tak było mi lżej na duszy będąc akurat w tym miejscu. Strach minął, a wraz z nim i smutek.
W końcu mogłem poczuć to co nazywają wolnością.
Pragnąłem jeszcze tylko jednej rzeczy, by ten miły pan włączył mi telewizor. Było już ciemno dlatego przypuszczałem, że wszyscy zaraz zasną i zanudzę się tu na śmierć do świtu.
Wlepiłem więc spojrzenie w niewielką plazmę zawieszoną pod sufitem.
- Skoro już się wyspałeś to może włączymy ci jakiś program. - Powiedział wrzucając monetę do automatu.
Byłem pełny podziwu dla tego człowieka, może i wmawiałem tylko sobie, że tak dobrze się z nim dogaduje, ale było to bardzo przyjemne uczucie.
Stary ekran uruchomił się po paru długich minutach.
- Mamy tylko ten kanał. - Spojrzał na mnie obserwując reakcje.
Tym czasem ja byłem w pełni zadowolony.
- Ordynator nie pozwolił na więcej, sam rozumiesz. - Dopowiedział stojąc już obok drzwi. - Program wyłączy się dokładnie za godzinę, potem radziłbym jeszcze trochę pospać nim zobaczysz się ze swoim gościem.
Niedługo potem znów byłem sam. Leżałem ślepo wpatrzony we wszystko co leciało w czarnej skrzyni. Tyle przepięknych miejsc, których nazw nawet nie pamiętam. Zdawało mi się, że wszystko poznaje na nowo, po raz pierwszy. Tyle wspaniałych żywych kolorów, tylu niezwykłych ludzi wyróżniających się wyglądem od innych.
Godzina minęła w mgnieniu oka, przyszedł czas ciszy.
Nic nie robienie było na tyle męczące, że posłuchałem rady lekarza i zdrzemnąłem się.
* * *
(Jak mogłem jeszcze nic nie wyjaśnić? XD Jakoś tak wyszło... rozdziały są króciutkie, ale jak dotrzemy do tego, co będzie potem - sami nie będziecie w stanie w to uwierzyć :3
Mój przyjaciel po przeczytaniu tego fragmentu stwierdził, że wyczuwa tu pedofilie w powietrzu między głównym bohaterem i lekarzem. A jak wy sądzicie? Teorie spiskowe czas start ! :D
Mój przyjaciel po przeczytaniu tego fragmentu stwierdził, że wyczuwa tu pedofilie w powietrzu między głównym bohaterem i lekarzem. A jak wy sądzicie? Teorie spiskowe czas start ! :D
Ja bym bardziej skupił się na wyszukiwaniu sadysty (ale i też mordercy) , który go tak urządził. Wtedy jest ciekawiej, jak w kryminałach :} gdzie ważne są detale :P )
POZDRAWIAM
HimeDerHi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz