piątek, 13 października 2017

His 6 - Rozdział 6


Rozdział VI 


Will:
Poranek nie był dla mnie zbyt łaskawy. Słońce przedzierające się przez cienkie zasłony przerwały mój i tak już niespokojny sen. Wygramoliłem się z łóżka i mozolnym krokiem ruszyłem w stronę łazienki. Minąłem szare drzwi i skierowałem się w stronę lustra. Przeraziłem się na widok swojej twarzy. Zaczerwienione i podkrążone oczy, opuchnięte policzki i popękane suche wargi. Włosy potargane i mocno przetłuszczone. Czułem się jakbym nie dbał o siebie przynajmniej z tydzień. Patrzyłem nieprzytomnie w swoje odbicie, po czym odwróciłem się i podszedłem do toalety by załatwić swoje potrzeby.
Dobre pół godziny zajęło mi doprowadzenie się do względnego ładu. Teraz potrzebowałem już tylko mocnej kawy i dobrego śniadania. Będąc jeszcze nagim ruszyłem korytarzem do kuchni, gdzie czekała na mnie jedynie pusta przestrzeń. Poczułem jak znów narasta we mnie smutek. Powoli zaczynałem rozumieć, czym jest samotność. Wyobraziłem sobie Natana, który leży teraz w szpitalnej sali i tak jak mną nie ma się nim kto zająć.
- Ciekawe czy też o mnie myśli.- wypowiedziałem na głos myśl, która zrodziła się w mojej głowie.
Zbliżyłem się do ekspresu i kliknąłem mały czerwony guzik. Maszyna zabrzęczała, po czym w bardzo głośny sposób zaczęła parzyć mi espresso. W tym czasie ja skupiłem się na lustrowaniu mojej lodówki.
-Ehh...- westchnąłem ciężko orientując się że znów nie zrobiłem zakupów.- Brakuje mi Jego kuchni, nigdy nie zapominał o tym że kocham jeść.
Zamknąłem drzwi i wróciłem do drącej się maszyny. Wziąłem filiżankę gorącego napoju i poszedłem do sypialni. Podwójne łóżko było w jak najlepszym porządku, co strasznie wybiło mnie z rytmu. Zwykle o tej porze poprawiałem je po licznych rozkoszach i nocnych uciechach.
Mimowolnie poprawiłem poduszki i kołdrę.
-Znów to robisz?- wyszeptałem sam do siebie- przecież wiesz że zaraz będziesz musiał to robić raz jeszcze.- dokończyłem, po czym rzuciłem się na miękką pościel, wciąż słysząc w głowie jego słowa.
Zacząłem płakać. Było mi tak cholernie pusto. Serce rozrywało mi się na milion kawałków, płonąc żywym ogniem. Złapałem poduszki i zacząłem nimi rzucać krzycząc na cały dom.
Histeria ustąpiła po parunastu minutach. Siedziałem na skraju łóżka, tępo patrząc się w bordowe ściany.
-Uwielbiał ten kolor.- powiedziałem głośniej niż chciałem.- za każdym razem przypominał mu o .....
Nagle poczułem ścisk w gardle. Odwróciłem się i spojrzałem na cyfrowy zegar stojący na nocnym stoliku. W szpitalu powinienem być już od dawna, a tym czasem siedziałem tu i rozpaczałem nad kimś kogo już w moim życiu nie ma, nad kimś z kogo zrezygnowałem dawno temu.
Podszedłem do szafki stojącej w rogu pokoju i wyjąłem z niej bieliznę. Z szafy wyciągnąłem parę ubrań, nie specjalnie przejmując się tym co chwytam i zacząłem się ubierać.
Po chwili stałem już przed lustrem stojącym przy drzwiach. Poprawiłem ciemne spodnie które idealnie komponowały się z granatową koszulą. Z szuflady wyciągnąłem czarnego rolexa oraz kluczyki do auta. Chwyciłem portfel oraz telefon i chwilę później byłem już w moim ukochanym Jaguarze, jadąc prosto do mojej nowej miłości.



***

Natan:
Przez jakiś czas zupełnie nic się nie działo. Można było powiedzieć, że odpoczywałem.
Unosząc głowę znów uslinie próbowałem poszperać w swojej ubogiej pamięci.
Zacząłem zbierać dane i układać je chronologicznie. Pierwszym punktem, który postanowiłem zanotować był ogólny wygląd domu mojego porywacza.
''Korytarz - naprawdę długi korytarz,
kuchnia była podajrze po lewo,
sypialnia razem z pokojem przechodnim znajdowała się po prawo,
łazienka - element, którego nie kojarze, ale jestem pewnien, że jakaś tam na pewno była.
Było tam coś jeszcze, ale co konkretnie? Jakieś dwa inne pomieszczenia. . . w jednym z nich był schowek, który tak naprawdę stanowił przejście do piwnicy.''
Wypełniłem pierwsze puste linijki tuż za okładką z tektury.
Nagle ktoś przerwał moją pracę. Drzwi uchyliły się i do środka weszła nie wysoka pielęgniarka o ciemnych brązowych włosach spiętych w kok.
Na blacie stojącym przy boku łóżka położyła przepiękne pachnący bukiet czerwonych róż.
Nie patrzyła na mnie, nie wspominając, że nie odezwała się też nawet słowem.
''Pielęgniarka z powołania - śmię w to wątpić.''
Wykonała swoją pracę i zniknęła równie szybko jak się pojawiła.
Całą uwagę skupiłem na cudownym podarunku, który wywołał uśmiech na mojej twarzy.
Chcąc powąchać przyniesione kwiaty chwyciłem za spód lśniącej foli aluminiowej.
Łodygi i liście drżały w mojej dłoni przesuwając się minimalnie. Wtem z gąszczu tego wypadła ozdobna kartka wyglądająca na życzenia.
Namęczyłem się nim pochwyciłem ją z podłogi. Z zewnątrz obsypana była brokatem i wstążką związaną w kokardę.
Powoli otworzyłem papier nie mogąc uwierzyć w to, co znajdowało się wewnątrz. Moje źrenice zmniejszyły się znacznie odczytując pojedyncze słowo.
''Byłem głupi myśląc, że jest już po wszystkim. . . Naprawdę głupi czując się bezpiecznym!''
Przyklejone litery powycinane z gazet wyrażały czystą nienawiść.
''Kto mógł wysłać mi taki prezent?''
Ręce w nerwach uległy drżeniu. Zacząłem podejrzewać, jedyną osobę, którą znam. Moje serce w tym momencie pękło w pół.
''Czy mógłby tak dobrze udawać?''
 Zacisnąłem pięść patrząc ze smutkiem w sufit.
'' Co powinienem zrobić?''
'' Jeśli jesteś dla mnie zagrożeniem... to powinienem szybko się ciebie pozbyć nim ty pozbędziesz się mnie. . . Ale nie potrafię... Dlaczego? Przecież go nie kocham. . . Nie mógłbym darzyć uczuciem osoby, której nawet nie pamiętam.''
Wlepiłem spojrzenie w kartkę, na której napisane było: ,,Umrzyj''.
Jednym ruchem pochwyciłem bukiet gniotąc go mocno w dłoni. Kolce czerwonych róż zraniły moje palce, po mimo to nie czułem żadnego bólu.
Traciłem nad sobą kontrolę wyrywając płatki kwiatu i miażdżąc je w palcach. Zbierając wszystkie dopadł mnie stan bezmyślnego głośnego śmiechu.
Rozsypałem je po całym pokoju, połamałem łodygi ciskając nimi o ściany pomieszczenia.
Oddychałem głęboko, wręcz dysząc.
Towarzyszył mi strach połączony z gniewem. Trwało to dość długo póki nie wpadł mi w ręce mój poranny rysunek, którym było koślawię wybazgrolone serce z podpisem: 'Dla Willa'.
''On nie mógł tego zrobić!'' - Przemknęła mi przez głowę kolejna myśl.
Położyłem się na łóżku wgniatając twarz w poduszkę, gdy nagle dobiegł mnie dźwięk otwierających się drzwi. Ktoś wszedł do środka, nawet nie drgnąłem nie mając ochoty z nikim rozmawiać. 


***

Will:
Po jakichś 20 minutach byłem już w szpitalu. Klatką schodową ruszyłem na trzecie piętro po czym skierowałem swój krok w kierunku sali na której leżał Natan. Zapach leków oraz środków dezynfekujących przyprawiał mnie o mdłości. Przeszedłem niemal cały kortyarz aż w końcu stanąłem przed drzwiami które dzieliły mnie od chłopaka. Chwyciłem klamkę i delkiatnie je uchyliłem. Pierwsze co ujrzałem to, okalające śnieżnobiałe płytki, strzępki krwisto czerwonych róż. Wszedłem do środka. Byłem całkowicię zdezorientowany. Otworzyłem usta chcąc coś powiedzieć, lecz nie mogłem. Powoli skierowałem się w stronę skulonego na łóżku Natana, dokładnie rozglądając się po sali.
-Co tu się stało?- Zapytałem siadając obok niego i kładąc rękę na jego plecach.


***

Natan:
Uniosłem lekko głowę do góry uchylając powieki. Chłopak siedział już koło mnie pytając o najbliższe wydarzenia.
Nie byłem pewnym jak mam się zachować.
Będąc spokojniejszym wysunąłem poranioną dłoń i położyłem ją na jego udzie odwracając wzrok w drugą stronę.
''Powinienem cie zapytać?'' - Zastanawiałem się, czy głębiej zbadać temat.
Nie zdecydowałem się jednak na to by to zrobić. Postanowiłem poczekać na jego odpowiedz.


***

Will:
Czułem jak drży. Był przerażony, jednak zupełnie nie miałem pojęcia czemu. Nie wiedziałem co powinienem teraz zrobić. Spuściłem wzrok w dól i nagle mą uwagę przykuła mała połyskująca karteczka, leżąca przy łóżku. Schyliłem się by ją podnieść, lecz Natan chwycił mnie za nadgratek. Spojrzałem na niego, orientująć się że blask jego ślicznych oczu przygasł, a jego miejsce wypełnił lęk.
-Co to jest? Natan o co tu do cholery chodzi?!- Podniosłem kartkę i zajrzałem do środka.
Na złotym brokatowym papierze widniał napis, który przyprawił mnie o istny atak furii. Odwróciłem się do chłopaka.
-Skąd to masz?!- zapytałem gniątąc liścik i chywyciłem go za ramiona. - KTO CI TO WYSŁAŁ.- wydarłem się potrząsając nim jak szmacianą lalką.
Czułem narastający we mnie gniew, wiedziałem jednak że nie mogę dać się ponieść emocją.
Wiedziałem że dla kogoś może się to bardzo źle skończyć.


***

Natan:
Znów wyminąłem go wzrokiem, był równie zszokowany, jak ja wcześniej.
Wystraszył mnie, kiedy głośno krzyknął ściskając w nieprzyjemny sposób moje ramiona.
Wyciągnąłem rękę wskazując na notatnik leżący przy łóżku. W chwili, gdy mi go przekazał otworzyłem ostatnie strony pisząc na nich krótko.
''Ty mi powiedz.'' 





************
Napiszcie co sądzicie, będziemy naprawdę wdzięczni :} 
O kim mówił will? 
Kto wysłał te róże, z tą przerażającą wiadomością ? 
Co jeszcze może czekać na bohaterów? 
Czy Natan pozna prawdę, czy przypomni sobie wszystko? 
Zobaczcie sami, zapraszamy na kolejną część akcji już za tydzień w piątek ! :) 




2 komentarze:

  1. Hejooo!
    Czy wyczuwasz mój zły humor, bo znów wstawiłeś rozdział na smutasy ;-; :P

    Doprowadzić Cię do ładu, Willy?

    Też wiem czym jest samotność;-; Biedn chłopcyyy <(^-^<)

    Biedny Will <3 Oć do cioci Mineś <3

    :o Kfiatki? Ooooo... Wolę tulipanki :P

    :o Cz-czo? Oh...

    o.o Ojojjj

    No dobra >.< To ja znikam ;-; Bajooo <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejko :D
      Być może, kto wie może porozumiewamy się telepatią na odległość :3

      Znalazłem znaczenie czerwonej róży i nie pokrywa się to z wyrazami nienawiści od tajemniczej osoby :O :x Nie udany ten prezent ja bym się osobiście nie ucieszył XDDD chyba że życzenia w środku tej kartki były by nieco inne to być może :}

      Też miałem swój taki kwiatełek ulubiony ale nie pamiętam jego nazwy ^^'' zawsze był on u mnie w ogródku, sadzony przez moją mame :D taki duży jak pięść kwiat różofy, chociaż za zwyczaj nie lubie tej barwy ani troche (tak samo jak żółtego) :o

      Usuń