piątek, 20 października 2017

His 6 - Rozdział 7



Rozdział 7


Siedzieliśmy tak przez moment w nie przyjemnej ciszy. Jego mina była dość zmieszana, może dlatego, że w końcu ochłonął.
Wyjąłem kartkę z jego rąk unosząc głowę do góry i uśmiechając się przerwałem ją w pół.
Pięknie ozdobiona strona obsypała moją rękę brokatem. Rozdarta na strzępy nie była już tak cudowna, jedyne co po niej pozostało to nie smak i krwiście czerwona kokarda.
'' Nie przejmuj się. . .'' - Pomyślałem, chociaż strasznie się bałem.
W mojej głowie powstała dość niebezpieczna pętla, przez co zdawało mi się, że oni są wszędzie!
Każdy pacjent i lekarz to szpiedzy donoszący informacje mojemu oprawcy. Przestałem odróżniać prawdę od fałszu popadając w paranoję. Nawet Will wydał mi się podejrzany.
By rozwiać cienie i wszelką wątpliwość chwyciłem za jego dłoń, której szybko mnie pozbawił wsadzając ją do kieszeni.
''Czemu to robisz?'' - Zachowałem poważny wyraz twarzy, nie ulegając emocją.
Wtedy znów to poczułem, jakbym już był w podobnej sytuacji. Obraz zaczął migać, jakbyśmy zmienili swoją lokalizację.
Powitało mnie pomieszczenie ze snu, ten sam pokój, te same kremowe ściany, regały z książkami i czerwone fotele.
Na jednym z nich siedział mój przyjaciel witając mnie pełnym ciepła uśmiechem, jakbym dopiero co przyszedł.
Zauważyłem wtedy, że ma rozpięte dwa guziki koszuli. Podszedłem do niego i coś powiedziałem, nie słysząc swoich słów ani odpowiedzi z jego strony.
Kolejny raz wiedziałem coś, co prawdopodobnie mogło być wspomnieniem, bądź moim wymysłem wyobraźni.
''Napalona świnia.'' - Uśmiechnąłem się w duchu patrząc jak bierze moje palce do ust.
Wolno i z gracją rozpiąłem jego koszulę przeczesując drugą ręką gęste włosy chłopaka.
Oddech mało się nie zatrzymał, kiedy kontakt cielesny wywołał u mnie tak mocne podniecenie.
Byłem mocno rozgrzany i gotowy by zaczynać.
Drogą pocałunków schodziłem coraz niżej zamykając oczy. Odpiąłem guzik spodni, po czym wziąłem w zęby suwak. Ostatnią zaporę dzielącą mnie od tak długo wyczekiwanego.
Wysuwając język badałem wielkość jego przyrodzenia przez ciasne bokserki.
Ślina zaczęła ściekać mi po brodzie, kiedy nagle poczułem coś jakby ktoś strzelił mi porządnego lepa.
Skierowałem wzrok ku górze, gdzie wisiały szpitalne lampy.
''Wróciłem.'' - Stwierdziłem krótko znajdując się w dość nie zręcznej sytuacji. Byłem bowiem obserwowany przez jedną z pielęgniarek, która otwierając szerzej swoje usta stała jak zamurowana na wejściu do sali.
Obok mnie siedział Will, a ja ssałem jego palce. . .
''Dobiła mnie dwuznaczność tej sceny, mógłbym już zapaść się pod ziemie.'' - Kręciło mi się w głowie i czułem jakbym przez moment utracił kontakt z rzeczywistością.
''Coś jak urwanie się filmu na dobrej imprezie.''
Spaliłem buraka siadając z dala od towarzystwa.
''O Boże jak mi głupio!'' - Zakryłem twarz nie mogąc w to uwierzyć.
Całe szczęście, że ktoś akurat zawołał te zołzę, co nie zapowiedzianie postanowiła zabrać się za porządki. Nie wiem, co gorsze - wyłożone łóżko różami i ten bałagan, czy moje prezentowanie na chłopaku jakbym mu robił dobrze.
Wtem w sali pojawił się i sam pan doktor. Jak każdy z wcześniej wchodzących dokładnie obejrzał pokój będąc w lekkim szoku.
Następnie wyciągnął Will'a za drzwi. Musieli odejść trochę dalej ponieważ nie słyszałem ich rozmowy.


*       *       *
Inna z pielęgniarek weszła do sali każąc mi przejść na wózek, gdyż chciała posprzątać ten bałagan.
Wkrótce potem zjawił się też lekarz. Jego twarz była cała czerwona, a usta wykrzywiały się w dziwny sposób. Wyglądał na zdenerwowanego.
Wystawił mój wózek za drzwi, prowadząc gdzieś przez korytarze.
Światła lamp mrugały i wydawały nie przyjemny trzeszczący dźwięk, od którego wszystkich tu obecnych mogła boleć głowa.
W ciszy dojechaliśmy do wyznaczonego celu, którym była stołówka. Nie można było uznać jej za przytulną, ani nawet ładną, widać było, że ktoś nie przykładał sie do tej roboty. 
Przesiadłem się na krzesło patrząc w oczy na przeciwko siedzącemu już panu.
- Jeszcze nic nie jadłeś dzisiaj, dlatego cie tu przyprowadziłem. - Powiedział machając ręką do pani zajmującej się wydawaniem posiłków. Widać po nich, że dobrze się znali.
Przy ladzie nie było żadnej kolejki, tak w zasadzie byliśmy tu tylko my.
Kobieta o przyjaznej buzi przyszła do nas ze świerzo odgrzanym daniem.
Stawiając talerz przede mną uśmiechnęła się życzliwie i podała rękę doktorowi mówiąc krótko.
- Po 19. - Na tym ich rozmowa była zakończona.
Nim przystąpiłem do jedzenia postanowiłem zapytać się jeszcze o swojego przyjaciela.
- Gdzie poszedł Will? - Napisałem na kartce.
Usłyszałem jedno głośne westchnienie po czym dostałem upragnioną odpowiedź.
- Musiał wyjść coś załatwić. - Odparł kładąc obie ręce na blacie.
Dał mi zjeść w spokoju, nie odezwał się aż do odłożenia przeze mnie sztućcy.
Siedziałem zamyślony, analizując powtarzający się obraz sceny z przed godziny.
''Na pewno to moja wina. . . jest na mnie zły dlatego się nie pożegnał. . .Nie wiem jak do tego doszło.''
Nagle usłyszałem pstryknięcie tuż przed moją twarzą.
- Natan słuchasz mnie? - Zapytał patrząc na mnie i obserwując każdy mój ruch.
- Zamyśliłem się. - Napisałem i dałem mu to do przeczytania.
- Mówiłem o tym, a tak w zasadzie chciałem się dowiedzieć, coś więcej o dzisiejszym dniu. Jak to się stało, że twoja sala wyglądała właśnie w ten sposób?
Otworzyłem notatnik po raz kolejny zawieszając nad nim długopis na długo.
''Co powinienem mu powiedzieć?'' - Ręka zatrzęsła się z tą myślą, ale postanowiłem powiedzieć mu prawdę.
- Źle się czułem i to samo jakoś wyszło. - A przynajmniej część tej prawdy . . .
Wtedy zaczął tłumaczyć mi coś o lekach, które biore. Brzmiało to jakby do końca nie znał ich działania.
Przez chwile wydawało mi się, że troche traktują mnie tu jak obiekt badań.
Myśl ta szybko, jednak minęła.
Uspokoiłem się trochę słysząc, że to nie była moja wina. Odziaływanie tabletek uspokajających o szerokim składzie substancji było nowością na rynku, dlatego jeszcze nie wszystkie efekty uboczne zostały zbadane. W moim przypadku wywołały halucynacje.
Po dowiedzeniu się tych kilku rzeczy weszliśmy na gorszy wątek, mianowicie -  zaczęliśmy rozmawiać o mojej sprawie porwania. Dowiedziałem się, że sadysta został zamknięty w więzieniu.
Doktor zadawał mi pytania na jego temat, ale na każde z nich odpowiadałem tak samo:
 ''Nie wiem''
Potem weszliśmy na dość cienki lód, kiedy powiedział mi o tym, że policja będzie chciała mnie zabrać by upewnić się, co do jego tożsamości.
''Będe musiał go zobaczyć. . .''
Spytał mnie, czy się zgadam.
''Nic trudnego'' - Pomyślałem, w końcu chciałbym żeby został w tym więzieniu na stałe. Chciałbym wymierzyć mu sprawiedliwość, chciałem, żeby poczuł mój ból, albo nawet umarł. . .
Nie pamiętałem jak wygląda, mimo to była to dla mnie szansa by coś sobie przypomnieć.
- Pójdę. - Skinąłem głową oddając mu odpowiedź.
Odstawiliśmy na blat tacę i zaczęliśmy powoli wracać. Rozmawialiśmy bardzo długo, a przynajmniej tak mi się wydawało.
Zdziwiłem się wjeżdżając do swojej sali, była wysprzątana na błysk. Wymienili pościel, która z białej ustąpiła miejsca jasnemu błękitowi.
- Szpital nie może jednak cię oddać policji póki nie przerwiemy wydawania dla ciebie leków, o których wcześniej rozmawialiśmy. Chcą by wszystkie twoje zmysły były otwarte, nie otępiałe. Rozumiesz o co chodzi. Daj mi znać kiedy będziesz gotowy.
Miał już wychodzić, dlatego zatrzymałem go łapiąc za rękaw jego fartucha.
- Jestem już gotowy. - Napisałem pośpiesznie na kartce.
- Dobrze w takim razie zaczniemy od jutra. - Uśmiechnął się, poprawił moją kołdrę, po czym udał się na swój dyżur.

*   *  *
Zrobiło się już późno, tym razem po mimo swojego zmęczenia nie mogłem usnąć.
Leżałem tak pod ciepłą pościelą. Wszystko, co wydarzyło się dzisiaj dawało mi sporo do myślenia.
Otworzyłem swój notatnik, jednak nie mogłem niczego napisać.
W odświerzonej sali jak zwykle o tej porze panowała przytłaczająca cisza.
Jedynym towarzystwem był zegar, który powoli zaczynał mnie denerwować swoją wieczną energią.
Czułem się zagubiony, nie pewny i bałem się tego, co przyniesie przyszłość.
Mijał dzień za dniem, na pozór spokojnie. Powinienem powoli zacząć przyzwyczajać się do zwykłego życia.
''Przecież nic mi już nie grozi, czeka mnie szara codzienność.''
''Jaki byłem, dlaczego skończyłem w ten sposób?'' - Marzyłem o tym by móc stąd w końcu wyjść. Chciałem podróżować, zacząć wszystko na nowo, z czystą kartą.
Zobaczyć całą gamę kolorów, wyjść na miasto, odwiedzić kino lub teatr. Chciałbym robić to, co robią wszyscy inni ludzie - bez ograniczeń !
Tyle przeróżnych zdarzeń czekało na mnie, ale odrzuciłem je na bok.
Zmarszczyłem brwi przypominając sobie o biednym Will'u postawionym przeze mnie w niezręcznej sytuacji.
Wiem lekarz mówił, że to nie była moja wina, a jednak ciążyło na mnie to paskudne uczucie.
Zachowałem się jak napalony nastolatek skupiający się tylko i wyłącznie na tym, co ma w gaciach. Zawsze, a przynajmniej jak dotąd panowałem nad tym. Porządanie nigdy jeszcze nie było tak silne. . .
Położyłem swoją ciepłą dłoń na szyi przejeżdżając przez moją wychudzoną klatkę piersiową, a następnie i przez tors, zatrzymując się na chwilę przed gumą moich luźnych spodni.
''Dotykaj mnie więcej. . .'' - Przymknąłem oczy wydając z siebie krótki jęk. Oddychałem szybciej obmacując swoje ciało.
''Ah... chce więcej.'' - Czułem jak spinają się wszystkie moje mięśnie.
Wkładając rękę niżej wypuściłem powietrze trzymane dłużej w płucach. Było mi coraz goręcej. Szybkim ruchem starałem sobie ulżyć. Przechodziły mnie przyjemne dreszcze, lecz czegoś mi tu jeszcze brakowało.
Działając wyobraźnią wykreowałem scenę, w której odbywam stosunek z moim ideałem. Krok po kroku planując, co bym zrobił. Mimo tego, że tylko ja jęczałem słyszałem też i jego. Brzmiał jakby dochodził, co sprawiło, że szybciej skończyłem całą czynność.
Prostując rękę sięgnąłem po chusteczki leżące na stoliku tuż obok łóżka. Wytarłem dokładnie swoje palce i pościel, by nie pozostawić żadnych śladów.
Będąc nieco bardziej wymęczonym leżałem przez moment wpatrując się w sufit.
Zastanawiałem się, co możesz teraz robić.
''Pewnie już dawno śpisz. . .''
''Kurwa znów to zrobiłem, muszę się ogarnąć! Nie mogę wyjść na aż tak prostego w obsłudze, że dobieram się do pierwszego lepszego. . . jeszcze weźmiesz mnie za jakąś dziwkę. . . nie chce tego. Przecież to nie o to chodzi. . . Sam już nie wiem, czy cie kocham. . . Jak rozpoznać te uczucie?'' - Uniosłem się do siadu przytykając kciuk do ust,
''Chciałbym zapytać cie w prost.'' - Postanowiłem uśmiechając się.
Poprawiłem swoją poduszkę ponownie się kładąc.
''Jutro będzie pracowity dzień.'' - W błogim humorze ułożyłem się do spania.

*     *    *
Z samego rana obudziło mnie słońce wkradające się przez okno. Przeciągnąłem się na tyle ile mogłem, w końcu byłem jeszcze w tym pieprzonym gipsie.
Dzień zapowiadał się wręcz cudownie, pierwszy raz miałem okazję zjeść śniadanie. Kuchnia tu naprawdę nie była najgorsza, a wręcz zadowalająca.
Placki ziemniaczane w dżemie z odrobiną cukru, a do tego szklanka soku pomarańczowego.
Opróżniłem cały talerz w mgnieniu oka. Odpocząłem po obfitym posiłku, czekając aż to wszystko się jakoś ułoży.
Czułem nieziemskie szczęście, euforie związaną z jeszcze odczówalnym smakiem potraw.
Na tacy lerzało coś jeszcze i były to moje tabletki, które początkowo zignorowałem.
Po chwili, jednak dotarło do mnie, że jeśli się ich nie pozbęde to pielęgniarka każe mi je wziąć.
Namęczyłem się więc, żeby wstać i podejść do okna. Słysząc czyjeś kroki z korytarza rozejrzałem się nie pewnie wykonując szybki manewr. Otworzyłem lufcik przez, który wyrzuciłem zbędne  pigółki dodane do śniadania.
''Poradzę sobie bez nich.'' - Byłem niemalże pewny swego.
Spokojniejszy wróciłem na łóżko, które było moją świątynią przemyśleń. Moim dzisiejszym celem był odpowiedni wygląd i zastanowienie się nad zachowaniem podczas przybycia mojego jakże cennego gościa na miejsce.
Wezwałem jedną z pielęgniarek by pomogła mi spełnić swoją wizję. Przewiozła mnie do łazienki, gdzie przetarła moją twarz wilgotnymi chusteczkami. Podobnie stało się rónież z ramionami odsłoniętymi przez luźny dekold koszuli.
Nie czułem się zbytnio wyczyszczony, mimo tego podziękowałem jej pisząc na kartce ten krótki zwrot wdzięczności.
Pomogła mi jeszcze przy umyciu głowy, moje włosy strasznie szybko traciły swój połysk i objętość, gdy były przetłuszczone.
Wszystko było tak jak zaplanowałem, dopięte na ostatni guzik.
Do czasu aż. . .
 

* **
The end

Potrzymam was trochę w niepewności XD napiszcie co sądzicie będę wdzięczny :P




1 komentarz: