czwartek, 28 grudnia 2017

4$ His - Rozdział 18


ROZDZIAŁ 18
''Kobieta w kamiennej zbroi''


Stwór przeprowadził mnie bezpiecznie przez las, aż w końcu ujrzeliśmy ogromne drzewo. Stanęliśmy tam, by móc w końcu odsapnąć i rozejrzeć się za poszlakami związanymi z zadaniem.
Było już południe, słońce przebijało się przez gęste kolorowe liście, lekko oślepiając. Gdyby nie chłodny wiatr, pogoda mogłaby wydawać się nie do wytrzymania.
Nie kryjąc podziwu dotknąłem największego pnia, jaki kiedykowiek miałem okazję zobaczyć.
''Cudowne'' - Pomyślałem patrząc przez chwilę w górę.
Zamyśliłem się, gdy nagle moje zmysły znacznie się wyostrzyły, w tle słyszałem muzykę.
''Nie jestem tu sam. Czyżby moja próba właśnie się rozpoczęła?'' - Cicho stąpając wychyliłem się by mieć dobry obraz całej sytuacji.
Na ogromnym kamieniu siedział wojownik w czarnej pancernej zbroi, jego kruczo-czarne włosy związane były w samurajską kitę. Tajemniczy nieznajomy grał na flecie wpatrując się w martwy punkt na ziemi.
Zrobiłem jeszcze jeden krok do przodu i wtedy zorientowałem się, że to był błąd. Muzyka ucichła.
Przeszedł mnie dość nieprzyjemny dreszcz.
Ciemnowłosy wstając odwrócił się w moją stronę. Jego straszne spojrzenie przeszywało mnie na wylot.

Czego chcesz? - Zapytał marszcząc brwi.
Nie miałem pewności w jakim jest klanie, dlatego też postanowiłem zachować odpowiedni odstęp. Nie wyglądał przyjaźnie, wręcz przeciwnie, jakby ciągle szykował się do ataku, czekając na odpowiedni moment.
- Jakkolwiek to zabrzmi, chcę byśmy zostali wrogami.
Wojownik wybuch głośnym śmiechem i nie mógł go przerwać, jednak gdy minęła dłuższa chwila otarł oczy i powiedział już poważniej.

-Nie często mi się to zdarza, no chłopcze, żeś mnie zaskoczył. - Chwycił za trzonek swojego topora.

Zaczekaj. Nie chcę walczyć. - Powiedziałem szybko, by nie wyprowadził pierwszego ciosu.

Więc o co tak naprawdę chodzi, zdawało mi się, że chcesz wyzwać mnie na pojedynek?

Chcę po prostu, byś był moim wrogiem, tylko tak bez walki.
 Jakiś dziwny jesteś. - Skierował krok w moją stronę.
Wycofałem się, by nie podszedł za blisko.

''Przecież nie mogę mu powiedzieć, że robię akurat taką misję, bo mógłby to wykorzystać na moją niekorzyść.'' - Westchnąłem cicho.

W porządku. - Dodał po chwili. - Pojedynek stoczymy innym razem.
Staliśmy naprzeciwko siebie, gdy niespodziewanie pomiędzy nami znalazł się topór. Zaszybował z ogromną prędkością i wbił się w pień drzewa.
Otworzyłem usta będąc całkiem zdezorientowanym.
-Odsuń się od niego. - Usłyszeliśmy przeraźliwy głos, a dopiero potem dostrzegliśmy osobę wyłaniającą się z gęstego buszu.
Złota peleryna powiewała na wietrze, dopięta do grubego pancerza. Hełm był w tym samym odcieniu, co zbroja – Granatowy.
Postać uniosła rękę do góry, przez co broń wróciła jak bumerang.
Mężczyzna uśmiechnął się szeroko i zaatakował z wyskoku.
Dwa topory skrzyżowały się ze sobą, metal ścierał się tak mocno, że na ziemię spadał deszcz iskier. Ich oczy wpatrzone podejrzliwie w siebie wypełniał żar walki zmieszanej z pragnieniem zwycięstwa. Bez wątpienia widać było, że mają ze sobą na pieńku.
Chłopak odskoczył, zamachnął się i wyprowadził kolejny atak, który został bez trudu zatrzymany przez wojowniczkę.
Ziemia zatrzęsła się i wyrosły z niej kamienne słupy uderzając w klatkę piersiową przeciwnika, który zakrztusił się i zacisnął palce mocniej na końcu uchwytu broni. Przez ten nagły atak prawie wyleciała mu z rąk.
Dziewczyna wykonała następny ruch, kręcąc swoim toporem wytworzyła potężny wir, następnie wbijając go w ziemię wgniotła mnie i przy okazji wojownika w najbliższe drzewo.
-Wybacz ! - Krzyknęła, patrząc nieco zawstydzona w moją stronę.
Wróg zmienił się w cień i przemieszczał się pod naszymi nogami.
-Uważaj ! - Wskazałem ręką, że jest za nią, jednak był zbyt szybki i wbił swoje ostrze w jej ramię.
Zaczął głośno się śmiać, gdy dziewczyna nagle jakby skamieniała. Wyjął ociekające krwią ostrze.
Patrzyłem z przerażeniem, ona nawet nie drgnęła, stojąc ze spuszczoną głową.
-Nie spodziewałem się, że tak szybko się poddasz. - Powiedział przekręcając dłoń i biorąc mocny zamach.- Rozczarowałem się, ale oszczędzę ci wstydu i zakończę to.
-Nie !!! Zaczekaj! - Starałem się go powstrzymać nadaremno.
I wtem ujrzałem uśmiech na jej twarzy, tak spokojny i niewzruszony całą tą sytuacją.
Kiedy miał nastąpić cios ostateczny, ona wzięła głęboki oddech i rzuciła zaklęcie, wykrzykując głośno jego nazwę.
-Smoczy pogrom!
Złapała za jego topór i złamała go wpół, a z jej zbroi buchnął ogień, zostawiający za sobą czarny dym.
Przeciwnik próbował uciec, lecz zaskoczył go nagły wybuch zakończony mocnym cięciem.
Pancerz bohaterki wyglądał jak wnętrze wulkanu, jak kamień wypełniony żyłkami z lawy.
Samuraj był wyraźnie zaskoczony, ledwo trzymał się na nogach. Ciężko oddychał cofając się pośpiesznie.
-Mówiłeś, że pora kończyć... racja, już mi się znudziłeś. - Uśmiechnęła się złośliwie.
Nim zdążyłem mrugnąć jego już tu nie było.
-A niech cię! - Splunęła, po czym umocowała swoją broń na specjalnych uchwytach znajdujących się z tyłu zbroi.

-Hej, jestem Rex, a ty? - Podszedłem do niej wyciągając rękę.
-Nazywam się Bersia. Lepiej mnie teraz nie dotykać. - Uśmiechnęła się już nieco milej. - Cacuszko, które mam na sobie jest nagrzane do 200 stopni.
-Tak czułem, że coś tu się goręcej zrobiło. - Zaśmiałem się krótko, po chwili dodając. - Świetnie walczysz, na czym polegała ta technika jeśli mogę wiedzieć?
-Pewnie, to żadna tajemnica. Smoczy pogrom to atak, który reaktywować mogę raz na jakiś czas. Działa, gdy przeciwnik przetnie moją skórę, wtedy jak sam zauważyłeś, z mojej zbroi wystrzeliwuje ogień. Byłoby to całkiem zwyczajne można powiedzieć, jednak to żar zabitych przeze mnie smoków.
-Wow. - Wydusiłem z siebie cicho, nie mogąc niczego więcej dodać. Zachwyciłem się nowo poznaną osobą, wpatrując się w nią jak w obrazek.
-Później w przypadku, gdyby twój cel to przeżył i znajdował się w wyznaczonym obszarze następuje wybuch. Eksplozja jest jeszcze gorętsza od samego smoczego ognia. Prócz samej ofensywy, dostaję również 50% zwiększonej defensywy, co widać było po reakcji mojej zbroi.
 -Fantastyczne, jak można się tego nauczyć?
-Przykro mi, ale ta umiejętność jest ściśle związana z legendarnym przedmiotem. Nie można jej skopiować, ani się jej nauczyć.

'' A mógłbym być taki potężny, no cóż... jak widać nie jest mnie to pisane.''- Pomyślałem, robiąc skwaszoną minę.

-Chodźmy, zgłodniałam. - Rzuciła przez ramię idąc przed siebie.
Nagle doznałem olśnienia, łącząc ze sobą wszystkie fakty.
''Przecież legendarne bronie mają tylko wybitne osobistości. Bersia... coś mówi mi to imię...'' - Zmarszczyłem brwi próbując sobie przypomnieć. -'' Przecież to ona! Legendarna Łowczyni z Krainy Ziemi!'' - W moich oczach pojawiły się iskry jeszcze większego zachwytu.
-Tamten facet był zabójcą prawda? - Zapytałem przerywając ciszę.
-Nie widziałeś znaku na jego plecach? - Westchnęła głośno, po czym dodała. - Dzieci nie powinny same chodzić po lasach.
-Nie jestem już dzieckiem, a młodym przyszłym łowcą. - Uniosłem głowę wyżej.
-Ha. Rekrut hmmm... ciekawe. - Powiedziała zdejmując hełm.Dopiero wtedy zauważyłem bliznę przeciągającą się przez jej prawe oko. Twarz miała podobną trochę do męskiej, gdyby nie dwa wypukłe elementy zbroi mógłbym się pomylić. Brązowe krótkie włosy postawione do góry i oczy w kolorze ciemnej purpury. Także jej głos różnił się od innych, nie był bowiem zbyt delikatny, a raczej bardziej szorstki i twardy.
-Czy to prawda, że pokonałaś cały legion demonów całkiem sama? - Bardzo chciałem posłuchać tej historii na żywo, albo przynajmniej upewnić się czy to prawda.
- Nie. Pojedynczy człowiek nawet o niewyobrażalnej sile nie byłby w stanie odnieść zwycięstwa przy takiej przewadze liczebności. Była ze mną drużyna, dzięki której uporaliśmy się z tymi pomiotami. Kłamstwem jest to, że broniłam swojej ojczystej ziemi sama.
-Rozumiem. Też jestem zdania, że w grupie siła. Mam jeszcze jedno pytanie.
-Strasznie dużo gadasz. - Powiedziała przewracając oczyma.
-Wybacz, jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się spotkać osobiście twarzą w twarz tak znanej osoby.
-Pytaj więc jak musisz.
-Jestem ciekaw jaką masz teraz misję? Chciałbym przyjrzeć się twoim działaniom i brać z nich przykład.
-Królowa Lodu wysłała mnie z ważnym zadaniem, muszę odnaleźć jej córkę – Księżniczkę Elzę i przyprowadzić ją z powrotem do domu.
-Co, Elza jest księżniczką?! - Wydarłem się wniebogłosy wytrzeszczając swoje patrzały.
Nastąpiła głucha cisza, dziewczyna podeszła bliżej i podnosząc mnie do góry potrząsnęła jak drewnianą kukiełką.
-Wiesz, gdzie teraz jest? Uganiam się jej tropem od świtu!
-Spokojnie. - Odparłem krótko.
Wtedy też do mojej głowy dotarła pewna myśl -''mogę na tym skorzystać.''

-Zaprowadzę cię do niej, jak tylko wykonamy moją banalnie prostą misję.

''I przy okazji obserwować jak poskramia zło tego świata. Genialny plan!''
-Dobra. - Odstawiła mnie na ziemię, a na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech. - To co masz do roboty?
Wyciągnąłem tabliczkę z kieszeni, by spojrzeć na treść kolejnego zadania.
Brzmiało ono następująco: ''Zabij wiedźmę leśną Hummenre. Dom wiedźmy znajdziesz na moczarach.''
-Przecież tu co parę kroków są moczary! - Przeczochrałem swoje włosy nerwowo, będąc dość poirytowanym mądrością swojego ojca w układaniu tych poleceń...
W tym samym czasie moja towarzyszka dogłębnie wpatrywała się w tą samą treść.
-A więc szukamy wiedźmy. - Zastanawiała się przez długi moment.
-Powiedz, że słyszałaś coś o niej, błagam.

'' Nie widzi mi się błądzenie bez celu po lesie, którego dobrze nie znam. Po którym również błądzę!''
-Coś obiło mi się o uszy, ale niewiele. Wiem tylko, że mieszka gdzieś w centrum lasu.
-Przecież jesteśmy w centrum.
-Musi być gdzieś niedaleko. - Powiedziała patrząc na mnie z bardzo dziwnym wyrazem twarzy.
-Co? Masz jakiś pomysł?
-Cofniemy się do tego Baobabu i wejdziesz na górę. Będzie to rodzaj najlepszej mapy. Ja niestety nie mogę robić takich akrobacji, mój pancerz jest za ciężki.
Westchnąłem głęboko, po czym zacząłem biec tą samą drogą, którą tu przyszliśmy. Niedługo potem znów byłem pod pniem ogromnego drzewa. Umieszczając swoją energię w dłoniach i stopach dzielnie wspinałem się ku wierzchołkowi.

''Nie patrz w dół... nie patrz.'' - Jedyna myśl, która dawała mi tyle determinacji w tej ciężkiej chwili.
-Dobrze ci idzie. - Usłyszałem donośny głos, przez co moje oczy i tak spotkały się z ziemią.
-Nie mów do mnie! - Odkrzyknąłem dość piskliwie.
Jak nigdy dotąd nie zdarzyło mi się panikować, to właśnie nadszedł ten pamiętny moment.

Byłem już tak wysoko, co wiązało się z ryzykiem, że jeśli się rozkojarzę, to spadnę, nie mając kontroli nad własną energią.

'' Masz przerąbane ojcze, jak tylko wrócę! Dlaczego dałem się tak wrobić, przecież jestem już gotów, by zostać łowcą, bez żadnych głupich misji!''

Wszedłem na wyższy poziom, aby pozbyć się nieznośnej mgły i zobaczyć co jest ponad nią. Widok był przepiękny, zaledwie z połowy pnia dostrzec mogłem prawie cały las. Zobaczyć aury wszystkich żyjątek i odkryć wielobarwność innych drzew.
Skupiłem się jednak nad swoim celem, wypatrując chałupy lub czegoś w czym mogłaby chronić się wiedźma.
''Jest !'' - Mały niepozorny domek całkiem niedaleko stąd.

-Bersia ! - Zawołałem głośno. - Odsuń się, będę skakał!
-Jesteś tego pewny? - Odpowiedziała dość pośpiesznie.
-Spokojnie, nic mi nie będzie!
-Dobra, jak tam chcesz! - Oddaliła się, siadając na dużym głazie.
-Ciri, jesteś mi potrzebny. - Powiedziałem, prosząc demona o przemianę.
-Robi się. - Odparł przyjaźnie, oddając mi swoje nogi i łapy.
Z głowy wyrosły mi rogi, wiedziałem wtedy, że mogę wykonać ten manewr. Wziąłem głęboki oddech i puściłem się gałęzi.
Powietrze delikatnie muskało moją twarz.
''W końcu mogłem powiedzieć, że czuję wiatr we włosach.''
Spadłem z wielkim hukiem, a wokół mnie uniósł się gęsty kurz.
Nim opadł zdążyłem z powrotem zmienić się w człowieka.
-Nic ci nie jest?
-Jest dobrze. - Uśmiechnąłem się ciepło. - Możemy ruszać.
-Nie spodziewałam się, że nowicjusz może przetrwać taki upadek. - Zaczęła klaskać gratulując mi. Poczułem się wyjątkowy, jakbym dostał jakieś wyróżnienie, medal, którego nie można zobaczyć gołym okiem.

Koniec końców obraliśmy właściwy kierunek. Przeszliśmy przez gęste zarośla, aż wkroczyliśmy do jakiegoś starego zniszczonego budynku. Później musieliśmy przejść kawałek będąc do szyi zanurzonym w potoku.
''Dziwne uczucie, gdy dziewczyna jest od ciebie większa, a ty prawie że toniesz, trzymając się na palcach, by wychylić swój łeb poza taflę wody...'' Moja towarzyszka bez problemu posuwała się do przodu będąc zanurzoną kawałek ponad pas, tak w zasadzie to woda sięgała jej idealnie przed piersi.
Z nieba zlatywały białe kwiaty dodając klimatu tej scenie, jednak porywane przez prąd strumienia znikały tak szybko jak się pojawiały.
Wyszliśmy dopiero po paru długich metrach, by wpakować się w coś o wiele gorszego. Następnym etapem tej podróży było błoto, ponownie po wejściu w nie wystawiałem głowę by zaczerpnąć powietrza. Byliśmy cali brudni, jednak gdy wyszliśmy z tego paskudztwa stał się prawdziwy cud.
Cały ten syf, którym byliśmy obklejeni tak po prostu odpadł, nie zdążyłem nawet go dotknąć.
Chwilę odpoczynku odnaleźliśmy dopiero na krętych ścieszkach, ale była to cisza przed burzą. Czekał mnie najgorszy wysiłek jakiego mogłem doznać w życiu, trafiliśmy na ruchome piaski. Musiałem wyciągać z nich Bersię, a jej zbroja ważyła chyba z tonę.
Mimo wszystko dałem radę przy lekkiej pomocy Ciri'ego, który podarował mi swoją siłę.


* * *
-Już jesteśmy na miejscu. - Powiedziała wyraźnie ucieszona wskazując na mały domek otoczony równymi drzewkami.
Nagle drzwi chałupy otworzyły się, a ze środka wytoczył się gęsty dym o dziwnym zapachu. Pośród tej zasłony dymnej zauważyłem zgarbioną staruszkę chodzącą o lasce. Miała siwe włosy i zmęczone oczy, mówiła coś pod nosem.

''O nie, co jeśli rzuca teraz zaklęcie?!'' - Cofnąłem się lekko.

-To musi być ona.
-Nie zabiję staruszki. - Poczułem jak ręce mi się trzęsą i oddech przyśpiesza.
''Co powinienem zrobić?''
-Ona tylko udaje, musimy ją podejść i rozgniewać, wtedy pokaże nam swoje prawdziwe oblicze.
-Jak to zrobimy? - Zapytałem i zobaczyłem, że wzięła się już za działanie. Miała w ręku spory kamień, którym cisnęła w okno wiedźmy.
''Udało się, rozbiliśmy szybę.''
Babka odwróciła się w naszą stronę ze złą miną i podeszła bliżej.
-I co ty dziecko zrobiłeś, teraz muszę wymienić okno. - Patrzyła na mnie przez zarośla. - Tak w zasadzie... to dziękuje, już dawno była tu potrzebna mała zmiana. Drewno spróchniało niszczone przez szkodniki. Może wejdziesz coś zjeść, jest pora obiadu, a wy podróżnicy chodzicie zawsze tacy niedożywieni. - Zaproponowała uśmiechając się ciepło.
''Podejrzane...'' - Przeszła mnie myśl przez którą zmrużyłem oczy.
-Żarcie ! - Bersia poderwała się nagle podnosząc obie ręce do góry.
-Co ty robisz? - Wycedziłem przez zęby.
-O, jest was więcej... - W tle słyszałem głos staruszki, która nie przestawała mówić.
-Zdemaskujemy ją w środku. - Wyszeptała. Moja cała uwaga skierowana była na tych parę ważnych prawie niesłyszalnych słowach mojej kompanki.

Kiwnąłem głową i ruszyłem za starszą panią. Zamknęła drzwi za nami, po czym wskazała nam stolik przy którym mamy spocząć. Następnie zniknęła w kuchni , słyszeliśmy znowu jak szepcze coś pod nosem.
-Lubicie rosół? - Zapytała zachrypniętym choć dalej miłym głosem.
-Tak, uwielbiam. - Odparła bez namysłu.

Piękny zapach roznosił się po całym domu, też zrobiłem się głodny. Talerze brzęczały podczas wyjmowania ich z szafki.
Staruszka wkrótce pojawiła się w progu pokoju stawiając powolnie jeden krok za drugim. W dłoniach trzymała tacę tak mocno jak tylko potrafiła na te stare lata.

''Było mi jej żal, jednak musiałem ją pokonać, w końcu była wcieleniem zła, które muszę zwalczać...''

Odsunąłem gwałtownie krzesło i jednym ruchem wytrąciłem tacę z jej rąk, przez co cała ociekała jeszcze ciepłym rosołem.
-Co ty robisz, chciałam to zjeść? - Powiedziała będąc oburzona.
-Pokaż się wiedźmo! - Krzyczałem machając rękami.

Staruszka podniosła się i zrobiła się czerwona na twarzy, po czym zaczęła bić nas laską.
-Chciałam być miła, ale tego już za wiele. Najpierw wybiłeś mi okno, później wytrąciłeś mi tacę z jedzeniem, przez co się przewróciłam i jeszcze śmiesz nazywać mnie wiedźmą. Wynocha stąd!!! Nie szukajcie u mnie schronienia nigdy więcej!
- To chyba nie ona. - Wyszeptałem myśląc, że spalę się ze wstydu. Odwróciłem głowę w stronę Bersi, jednak już jej tam nie było.
Babcia nie przestawała mnie okładać, więc postanowiłem też się ewakuować.
-Bardzo przepraszam ! - Krzyknąłem wybiegając przez otwarte drzwi.
-Ty chuliganie!
Pobiegłem jeszcze kawałek sprawdzając przy tym, czy aby nie jestem ścigany. Spaliłem niezłego buraka i usiadłem na ziemi.
-Niezła afera, co? - Usłyszałem znajomy głos, który wykpiewał się z całej tej sytuacji.
-To był wypadek przy pracy, więc przestań się śmiać i pomóż znaleźć mi tą właściwą, nim słońce zajdzie...


* * *
Po trzech godzinach napadania na staruszki stwierdziliśmy, że coś robimy nie tak jak należy. Idąc przed siebie, zauważyliśmy piękną dziewczynę zbierającą kwiaty przy swoim domu. Ubrana była w niebieską suknię idealnie kontrastującą z barwą jej włosów, a były one marchewkowo rude.
-Hej paskudo! - Moja towarzyszka zawołała głośno.
Dziewczę o kryształowo niebieskich oczach uniosło swą sylwetkę prostując się.
-Czy mogę w czymś pomóc? - Zapytała zdziwiona wypuszczając kwiaty z rąk.
-Jedyne czego chcę, to żebyś przestała zatruwać świat swoją brzydotą. Twój ogród śmierdzi gorzej od tyłka słiguna, a z resztą ty również śmierdzisz tylko czymś o wiele gorszym. Mam na myśli starość. - Ostatni wers powiedziała ciszej mając na uwadze, że wszystkie staruszki z tego zakątka lasu nas nienawidzą. (XD)

Ruda skrzywiła się, po czym zobaczyłem coś naprawdę obrzydliwego, jej twarz zaczęła się trząść, gdy niespodziewanie odpadła. Pod spodem była stara pomarszczona i brzydka morda tej, której szukaliśmy przez cały czas. Włosy zmieniły swój odcień na szary, a oczy świeciły się białym błyskiem. Suknia zaś czarniała i owinęło ją kolczaste pnącze.
Zawarczała groźnie, śliniąc się białą pianą.
-Mroczna passa. - Rzuciła czar, jednak nic się nie stało.
Już chciałem posłać ją do Diabllo, używając techniki deszczu piorunów lecz wstrzymałem się ze względu na Bersię.

-Nie bij jej!
-Co? Dlaczego?
-Ten czar zabiera energię, gdy tylko ją uderzysz.
-To jak mamy z nią walczyć? - Odskoczyłem od jej szponów.
Nie zdążyłem poznać odpowiedzi na swoje pytanie, brzydka kreatura rzuciła kolejne zaklęcie.
-Essorpcja.
-Na glebę szybko!
Bez namysłu rzuciłem się na ziemię. Dookoła nas pojawiła się krwawo czerwona mgła, a z nią i gejzery atakujące wszystko, co było aktualnie w ruchu.
-Harda stal! - Bersia wstała, nie zważając na ataki wroga, zupełnie jakby nie zadawały jej żadnych obrażeń.
Następnie uderzyła toporem w ziemię zrywając łącze energii, czar uległ rozpadowi.
-Musimy blokować jej czary, im więcej ich użyje, tym mniejsze mamy szansę na przeżycie.
-Zrozumiano. - Również podniosłem się z ziemi, podciągając rękawy do góry, byłem gotów zniszczyć te kreaturę.
-Gradobicie. - Powiedziała cicho, a z nieba zaczęły spadać mroczne pociski. Rzeczywiście były wielkości gradu, ale gdy czegoś dotknęły, zostawiały po sobie porządny krater.
Wytworzyłem więc tarczę z piorunów ochraniając nas. Wymienialiśmy się co chwila, by nie tracić za dużo mocy póki nie skończy się ten koszmar.
Dym opadł, wtedy zobaczyłem, że stoimy na pozostałościach ziemi.
-Jest silna. - Odparłem będąc już lekko zmęczonym.
-Ona dopiero się rozkręca.



*        *        *
(Dziękuje za uwagę :)
Przepraszam, że tak ostatnio zaniedbałem dodawanie rozdziałów. Pewno nie pamiętacie już nawet co działo się w poprzednich rozdziałach, też bym zapomniał zważając na przerwę. 
Ostatnio byłem rozbity doszczętnie, nie miałem doła, to było coś w rodzaju dna studni, gdzieś głęboko gdzie światło nie dociera. Później, gdy zdawało mi się, że już z tego nie wyjdę wtedy poznałem wyjątkową osobę, która na chwile rozjaśniła mój umysł od wszelkich złych myśli. Nie trwało to długo, bo zniknęła tak szybko jak się pojawiła udowadniając mi, że nasza znajomość nie ma prawa bytu. Zdawało mi się, że odszedłem od zmysłów lub oszalałem, faktycznie moge przyznać, że dziwnie się zachowywałem. Stan ten i bezczynne wegetowanie przyczyniło się do wielkiego powrotu do pisania, ucieczki od świata rzeczywistego. 
Wkrótce potem pozbyłem się wszystkich negatywnych emocji za pomocą wysiłku fizycznego i poprawek opowiadania. Jednym słowem wróciłem do żywych :) 
Wszystko wróciło do normy.

Zależy mi bardzo na ocenie tego rozdziału, będę bardzo wdzięczny jeśli wyrazisz swoją opinie w komentarzu :) 
Niebawem pojawi się ciąg dalszy, proszę o cierpliwość :*



Pozdrawiam 
HimeDerHi




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz