ROZDZIAŁ
18
''Kobieta
w kamiennej zbroi''
Stwór
przeprowadził mnie bezpiecznie przez las, aż w końcu ujrzeliśmy
ogromne drzewo. Stanęliśmy tam, by móc w końcu odsapnąć i
rozejrzeć się za poszlakami związanymi z zadaniem.
Było
już południe, słońce przebijało się przez gęste kolorowe
liście, lekko oślepiając. Gdyby nie chłodny wiatr, pogoda mogłaby
wydawać się nie do wytrzymania.
Nie
kryjąc podziwu dotknąłem największego pnia, jaki kiedykowiek
miałem okazję zobaczyć.
''Cudowne''
- Pomyślałem patrząc przez chwilę w górę.
Zamyśliłem
się, gdy nagle moje zmysły znacznie się wyostrzyły, w tle
słyszałem muzykę.
''Nie
jestem tu sam. Czyżby moja próba właśnie się rozpoczęła?'' -
Cicho stąpając wychyliłem się by mieć dobry obraz całej
sytuacji.
Na
ogromnym kamieniu siedział wojownik w czarnej pancernej zbroi, jego
kruczo-czarne włosy związane były w samurajską kitę. Tajemniczy
nieznajomy grał na flecie wpatrując się w martwy punkt na ziemi.
Zrobiłem
jeszcze jeden krok do przodu i wtedy zorientowałem się, że to był
błąd. Muzyka ucichła.
Przeszedł
mnie dość nieprzyjemny dreszcz.
Ciemnowłosy
wstając odwrócił się w moją stronę. Jego straszne spojrzenie
przeszywało mnie na wylot.
- Czego
chcesz? - Zapytał marszcząc brwi.
Nie
miałem pewności w jakim jest klanie, dlatego też postanowiłem
zachować odpowiedni odstęp. Nie wyglądał przyjaźnie, wręcz
przeciwnie, jakby ciągle szykował się do ataku, czekając na
odpowiedni moment.
-
Jakkolwiek to zabrzmi, chcę byśmy zostali wrogami.
Wojownik
wybuch głośnym śmiechem i nie mógł go przerwać, jednak gdy
minęła dłuższa chwila otarł oczy i powiedział już poważniej.
-Nie
często mi się to zdarza, no chłopcze, żeś mnie zaskoczył. -
Chwycił za trzonek swojego topora.
- Zaczekaj.
Nie chcę walczyć. - Powiedziałem szybko, by nie wyprowadził
pierwszego ciosu.
- Więc
o co tak naprawdę chodzi, zdawało mi się, że chcesz wyzwać mnie
na pojedynek?
- Jakiś
dziwny jesteś. - Skierował krok w moją stronę.
Wycofałem
się, by nie podszedł za blisko.
''Przecież
nie mogę mu powiedzieć, że robię akurat taką misję, bo mógłby
to wykorzystać na moją niekorzyść.'' - Westchnąłem cicho.
- W
porządku. - Dodał po chwili. - Pojedynek stoczymy innym razem.
Staliśmy
naprzeciwko siebie, gdy niespodziewanie pomiędzy nami znalazł się
topór. Zaszybował z ogromną prędkością i wbił się w pień
drzewa.
Otworzyłem
usta będąc całkiem zdezorientowanym.
-Odsuń
się od niego. - Usłyszeliśmy przeraźliwy głos, a dopiero potem
dostrzegliśmy osobę wyłaniającą się z gęstego buszu.
Złota
peleryna powiewała na wietrze, dopięta do grubego pancerza. Hełm
był w tym samym odcieniu, co zbroja – Granatowy.
Postać
uniosła rękę do góry, przez co broń wróciła jak bumerang.
Mężczyzna
uśmiechnął się szeroko i zaatakował z wyskoku.
Dwa
topory skrzyżowały się ze sobą, metal ścierał się tak mocno,
że na ziemię spadał deszcz iskier. Ich oczy wpatrzone podejrzliwie
w siebie wypełniał żar walki zmieszanej z pragnieniem zwycięstwa.
Bez wątpienia widać było, że mają ze sobą na pieńku.
Chłopak
odskoczył, zamachnął się i wyprowadził kolejny atak, który
został bez trudu zatrzymany przez wojowniczkę.
Ziemia
zatrzęsła się i wyrosły z niej kamienne słupy uderzając w
klatkę piersiową przeciwnika, który zakrztusił się i zacisnął
palce mocniej na końcu uchwytu broni. Przez ten nagły atak prawie
wyleciała mu z rąk.
Dziewczyna
wykonała następny ruch, kręcąc swoim toporem wytworzyła potężny
wir, następnie wbijając go w ziemię wgniotła mnie i przy okazji
wojownika w najbliższe drzewo.
-Wybacz
! - Krzyknęła, patrząc nieco zawstydzona w moją stronę.
Wróg
zmienił się w cień i przemieszczał się pod naszymi nogami.
-Uważaj
! - Wskazałem ręką, że jest za nią, jednak był zbyt szybki i
wbił swoje ostrze w jej ramię.
Zaczął
głośno się śmiać, gdy dziewczyna nagle jakby skamieniała. Wyjął
ociekające krwią ostrze.
Patrzyłem
z przerażeniem, ona nawet nie drgnęła, stojąc ze spuszczoną
głową.
-Nie
spodziewałem się, że tak szybko się poddasz. - Powiedział
przekręcając dłoń i biorąc mocny zamach.- Rozczarowałem się,
ale oszczędzę ci wstydu i zakończę to.
-Nie
!!! Zaczekaj! - Starałem się go powstrzymać nadaremno.
I
wtem ujrzałem uśmiech na jej twarzy, tak spokojny i niewzruszony
całą tą sytuacją.
Kiedy
miał nastąpić cios ostateczny, ona wzięła głęboki oddech i
rzuciła zaklęcie, wykrzykując głośno jego nazwę.
-Smoczy
pogrom!
Złapała
za jego topór i złamała go wpół, a z jej zbroi buchnął ogień,
zostawiający za sobą czarny dym.
Przeciwnik
próbował uciec, lecz zaskoczył go nagły wybuch zakończony mocnym
cięciem.
Pancerz
bohaterki wyglądał jak wnętrze wulkanu, jak kamień wypełniony
żyłkami z lawy.
Samuraj
był wyraźnie zaskoczony, ledwo trzymał się na nogach. Ciężko
oddychał cofając się pośpiesznie.
-Mówiłeś,
że pora kończyć... racja, już mi się znudziłeś. - Uśmiechnęła
się złośliwie.
Nim
zdążyłem mrugnąć jego już tu nie było.
-A
niech cię! - Splunęła, po czym umocowała swoją broń na
specjalnych uchwytach znajdujących się z tyłu zbroi.
-Hej,
jestem Rex, a ty? - Podszedłem do niej wyciągając rękę.
-Nazywam
się Bersia. Lepiej mnie teraz nie dotykać. - Uśmiechnęła się
już nieco milej. - Cacuszko, które mam na sobie jest nagrzane do
200 stopni.
-Tak
czułem, że coś tu się goręcej zrobiło. - Zaśmiałem się
krótko, po chwili dodając. - Świetnie walczysz, na czym polegała
ta technika jeśli mogę wiedzieć?
-Pewnie,
to żadna tajemnica. Smoczy pogrom to atak, który reaktywować mogę
raz na jakiś czas. Działa, gdy przeciwnik przetnie moją skórę,
wtedy jak sam zauważyłeś, z mojej zbroi wystrzeliwuje ogień.
Byłoby to całkiem zwyczajne można powiedzieć, jednak to żar
zabitych przeze mnie smoków.
-Wow.
- Wydusiłem z siebie cicho, nie mogąc niczego więcej dodać.
Zachwyciłem się nowo poznaną osobą, wpatrując się w nią jak w
obrazek.
-Później
w przypadku, gdyby twój cel to przeżył i znajdował się w
wyznaczonym obszarze następuje wybuch. Eksplozja jest jeszcze
gorętsza od samego smoczego ognia. Prócz samej ofensywy, dostaję
również 50% zwiększonej defensywy, co widać było po reakcji
mojej zbroi.
-Fantastyczne,
jak można się tego nauczyć?
-Przykro
mi, ale ta umiejętność jest ściśle związana z legendarnym
przedmiotem. Nie można jej skopiować, ani się jej nauczyć.
''
A mógłbym być taki potężny, no cóż... jak widać nie jest mnie
to pisane.''- Pomyślałem, robiąc skwaszoną minę.
-Chodźmy,
zgłodniałam. - Rzuciła przez ramię idąc przed siebie.
Nagle
doznałem olśnienia, łącząc ze sobą wszystkie fakty.
''Przecież
legendarne bronie mają tylko wybitne osobistości. Bersia... coś
mówi mi to imię...'' - Zmarszczyłem brwi próbując sobie
przypomnieć. -'' Przecież to ona! Legendarna Łowczyni z Krainy
Ziemi!'' - W moich oczach pojawiły się iskry jeszcze większego
zachwytu.
-Tamten
facet był zabójcą prawda? - Zapytałem przerywając ciszę.
-Nie
widziałeś znaku na jego plecach? - Westchnęła głośno, po czym
dodała. - Dzieci nie powinny same chodzić po lasach.
-Nie
jestem już dzieckiem, a młodym przyszłym łowcą. - Uniosłem
głowę wyżej.
-Ha.
Rekrut hmmm... ciekawe. - Powiedziała zdejmując hełm.Dopiero
wtedy zauważyłem bliznę przeciągającą się przez jej prawe
oko. Twarz miała podobną trochę do męskiej, gdyby nie dwa
wypukłe elementy zbroi mógłbym się pomylić. Brązowe krótkie
włosy postawione do góry i oczy w kolorze ciemnej purpury. Także
jej głos różnił się od innych, nie był bowiem zbyt delikatny, a
raczej bardziej szorstki i twardy.
-Czy
to prawda, że pokonałaś cały legion demonów całkiem sama? -
Bardzo chciałem posłuchać tej historii na żywo, albo
przynajmniej upewnić się czy to prawda.
-
Nie. Pojedynczy człowiek nawet o niewyobrażalnej sile nie byłby w
stanie odnieść zwycięstwa przy takiej przewadze liczebności.
Była ze mną drużyna, dzięki której uporaliśmy się z tymi
pomiotami. Kłamstwem jest to, że broniłam swojej ojczystej ziemi
sama.
-Rozumiem.
Też jestem zdania, że w grupie siła. Mam jeszcze jedno pytanie.
-Strasznie
dużo gadasz. - Powiedziała przewracając oczyma.
-Wybacz,
jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się spotkać osobiście twarzą w
twarz tak znanej osoby.
-Pytaj
więc jak musisz.
-Jestem
ciekaw jaką masz teraz misję? Chciałbym przyjrzeć się twoim
działaniom i brać z nich przykład.
-Królowa
Lodu wysłała mnie z ważnym zadaniem, muszę odnaleźć jej córkę
– Księżniczkę Elzę i przyprowadzić ją z powrotem do domu.
-Co,
Elza jest księżniczką?! - Wydarłem się wniebogłosy
wytrzeszczając swoje patrzały.
Nastąpiła
głucha cisza, dziewczyna podeszła bliżej i podnosząc mnie do góry
potrząsnęła jak drewnianą kukiełką.
-Wiesz,
gdzie teraz jest? Uganiam się jej tropem od świtu!
-Spokojnie.
- Odparłem krótko.
Wtedy
też do mojej głowy dotarła pewna myśl -''mogę na tym
skorzystać.''
-Zaprowadzę
cię do niej, jak tylko wykonamy moją banalnie prostą misję.
''I
przy okazji obserwować jak poskramia zło tego świata. Genialny
plan!''
-Dobra.
- Odstawiła mnie na ziemię, a na jej twarzy zagościł szeroki
uśmiech. - To co masz do roboty?
Wyciągnąłem
tabliczkę z kieszeni, by spojrzeć na treść kolejnego zadania.
Brzmiało
ono następująco: ''Zabij wiedźmę leśną Hummenre. Dom wiedźmy
znajdziesz na moczarach.''
-Przecież
tu co parę kroków są moczary! - Przeczochrałem swoje włosy
nerwowo, będąc dość poirytowanym mądrością swojego ojca w
układaniu tych poleceń...
W
tym samym czasie moja towarzyszka dogłębnie wpatrywała się w tą
samą treść.
-A
więc szukamy wiedźmy. - Zastanawiała się przez długi moment.
-Powiedz,
że słyszałaś coś o niej, błagam.
''
Nie widzi mi się błądzenie bez celu po lesie, którego dobrze nie
znam. Po którym również błądzę!''
-Coś
obiło mi się o uszy, ale niewiele. Wiem tylko, że mieszka gdzieś
w centrum lasu.
-Przecież
jesteśmy w centrum.
-Musi
być gdzieś niedaleko. - Powiedziała patrząc na mnie z bardzo
dziwnym wyrazem twarzy.
-Co?
Masz jakiś pomysł?
-Cofniemy
się do tego Baobabu i wejdziesz na górę. Będzie to rodzaj
najlepszej mapy. Ja niestety nie mogę robić takich akrobacji, mój
pancerz jest za ciężki.
Westchnąłem
głęboko, po czym zacząłem biec tą samą drogą, którą tu
przyszliśmy. Niedługo potem znów byłem pod pniem ogromnego
drzewa. Umieszczając swoją energię w dłoniach i stopach dzielnie
wspinałem się ku wierzchołkowi.
''Nie
patrz w dół... nie patrz.'' - Jedyna myśl, która dawała mi tyle
determinacji w tej ciężkiej chwili.
-Dobrze
ci idzie. - Usłyszałem donośny głos, przez co moje oczy i tak
spotkały się z ziemią.
-Nie
mów do mnie! - Odkrzyknąłem dość piskliwie.
Jak
nigdy dotąd nie zdarzyło mi się panikować, to właśnie nadszedł
ten pamiętny moment.
Byłem
już tak wysoko, co wiązało się z ryzykiem, że jeśli się
rozkojarzę, to spadnę, nie mając kontroli nad własną energią.
''
Masz przerąbane ojcze, jak tylko wrócę! Dlaczego dałem się tak
wrobić, przecież jestem już gotów, by zostać łowcą, bez
żadnych głupich misji!''
Wszedłem
na wyższy poziom, aby pozbyć się nieznośnej mgły i zobaczyć co
jest ponad nią. Widok był przepiękny, zaledwie z połowy pnia
dostrzec mogłem prawie cały las. Zobaczyć aury wszystkich żyjątek
i odkryć wielobarwność innych drzew.
Skupiłem
się jednak nad swoim celem, wypatrując chałupy lub czegoś w czym
mogłaby chronić się wiedźma.
''Jest
!'' - Mały niepozorny domek całkiem niedaleko stąd.
-Bersia
! - Zawołałem głośno. - Odsuń się, będę skakał!
-Jesteś
tego pewny? - Odpowiedziała dość pośpiesznie.
-Spokojnie,
nic mi nie będzie!
-Dobra,
jak tam chcesz! - Oddaliła się, siadając na dużym głazie.
-Ciri,
jesteś mi potrzebny. - Powiedziałem, prosząc demona o przemianę.
-Robi
się. - Odparł przyjaźnie, oddając mi swoje nogi i łapy.
Z
głowy wyrosły mi rogi, wiedziałem wtedy, że mogę wykonać ten
manewr. Wziąłem głęboki oddech i puściłem się gałęzi.
Powietrze
delikatnie muskało moją twarz.
''W
końcu mogłem powiedzieć, że czuję wiatr we włosach.''
Spadłem
z wielkim hukiem, a wokół mnie uniósł się gęsty kurz.
Nim
opadł zdążyłem z powrotem zmienić się w człowieka.
-Nic
ci nie jest?
-Jest
dobrze. - Uśmiechnąłem się ciepło. - Możemy ruszać.
-Nie
spodziewałam się, że nowicjusz może przetrwać taki upadek. -
Zaczęła klaskać gratulując mi. Poczułem się wyjątkowy, jakbym
dostał jakieś wyróżnienie, medal, którego nie można zobaczyć
gołym okiem.
Koniec
końców obraliśmy właściwy kierunek. Przeszliśmy przez gęste
zarośla, aż wkroczyliśmy do jakiegoś starego zniszczonego
budynku. Później musieliśmy przejść kawałek będąc do szyi
zanurzonym w potoku.
''Dziwne
uczucie, gdy dziewczyna jest od ciebie większa, a ty prawie że
toniesz, trzymając się na palcach, by wychylić swój łeb poza
taflę wody...'' Moja towarzyszka bez problemu posuwała się do
przodu będąc zanurzoną kawałek ponad pas, tak w zasadzie to woda
sięgała jej idealnie przed piersi.
Z
nieba zlatywały białe kwiaty dodając klimatu tej scenie, jednak
porywane przez prąd strumienia znikały tak szybko jak się
pojawiały.
Wyszliśmy
dopiero po paru długich metrach, by wpakować się w coś o wiele
gorszego. Następnym etapem tej podróży było błoto, ponownie po
wejściu w nie wystawiałem głowę by zaczerpnąć powietrza.
Byliśmy cali brudni, jednak gdy wyszliśmy z tego paskudztwa stał
się prawdziwy cud.
Cały
ten syf, którym byliśmy obklejeni tak po prostu odpadł, nie
zdążyłem nawet go dotknąć.
Chwilę
odpoczynku odnaleźliśmy dopiero na krętych ścieszkach, ale była
to cisza przed burzą. Czekał mnie najgorszy wysiłek jakiego mogłem
doznać w życiu, trafiliśmy na ruchome piaski. Musiałem wyciągać
z nich Bersię, a jej zbroja ważyła chyba z tonę.
Mimo
wszystko dałem radę przy lekkiej pomocy Ciri'ego, który podarował
mi swoją siłę.
*
* *
-Już
jesteśmy na miejscu. - Powiedziała wyraźnie ucieszona wskazując
na mały domek otoczony równymi drzewkami.
Nagle
drzwi chałupy otworzyły się, a ze środka wytoczył się gęsty
dym o dziwnym zapachu. Pośród tej zasłony dymnej zauważyłem
zgarbioną staruszkę chodzącą o lasce. Miała siwe włosy i
zmęczone oczy, mówiła coś pod nosem.
''O
nie, co jeśli rzuca teraz zaklęcie?!'' - Cofnąłem się lekko.
-To
musi być ona.
-Nie
zabiję staruszki. - Poczułem jak ręce mi się trzęsą i oddech
przyśpiesza.
''Co
powinienem zrobić?''
-Ona
tylko udaje, musimy ją podejść i rozgniewać, wtedy pokaże nam
swoje prawdziwe oblicze.
-Jak
to zrobimy? - Zapytałem i zobaczyłem, że wzięła się już za
działanie. Miała w ręku spory kamień, którym cisnęła w okno
wiedźmy.
''Udało
się, rozbiliśmy szybę.''
Babka
odwróciła się w naszą stronę ze złą miną i podeszła bliżej.
-I
co ty dziecko zrobiłeś, teraz muszę wymienić okno. - Patrzyła
na mnie przez zarośla. - Tak w zasadzie... to dziękuje, już dawno
była tu potrzebna mała zmiana. Drewno spróchniało niszczone przez
szkodniki. Może wejdziesz coś zjeść, jest pora obiadu, a wy
podróżnicy chodzicie zawsze tacy niedożywieni. - Zaproponowała
uśmiechając się ciepło.
''Podejrzane...''
- Przeszła mnie myśl przez którą zmrużyłem oczy.
-Żarcie
! - Bersia poderwała się nagle podnosząc obie ręce do góry.
-Co
ty robisz? - Wycedziłem przez zęby.
-O,
jest was więcej... - W tle słyszałem głos staruszki, która nie
przestawała mówić.
-Zdemaskujemy
ją w środku. - Wyszeptała. Moja cała uwaga skierowana była na
tych parę ważnych prawie niesłyszalnych słowach mojej kompanki.
Kiwnąłem
głową i ruszyłem za starszą panią. Zamknęła drzwi za nami, po
czym wskazała nam stolik przy którym mamy spocząć. Następnie
zniknęła w kuchni , słyszeliśmy znowu jak szepcze coś pod nosem.
-Lubicie
rosół? - Zapytała zachrypniętym choć dalej miłym głosem.
-Tak,
uwielbiam. - Odparła bez namysłu.
Piękny
zapach roznosił się po całym domu, też zrobiłem się głodny.
Talerze brzęczały podczas wyjmowania ich z szafki.
Staruszka
wkrótce pojawiła się w progu pokoju stawiając powolnie jeden krok
za drugim. W dłoniach trzymała tacę tak mocno jak tylko potrafiła
na te stare lata.
''Było
mi jej żal, jednak musiałem ją pokonać, w końcu była wcieleniem
zła, które muszę zwalczać...''
Odsunąłem
gwałtownie krzesło i jednym ruchem wytrąciłem tacę z jej rąk,
przez co cała ociekała jeszcze ciepłym rosołem.
-Co
ty robisz, chciałam to zjeść? - Powiedziała będąc oburzona.
-Pokaż
się wiedźmo! - Krzyczałem machając rękami.
Staruszka
podniosła się i zrobiła się czerwona na twarzy, po czym zaczęła
bić nas laską.
-Chciałam
być miła, ale tego już za wiele. Najpierw wybiłeś mi okno,
później wytrąciłeś mi tacę z jedzeniem, przez co się
przewróciłam i jeszcze śmiesz nazywać mnie wiedźmą. Wynocha
stąd!!! Nie szukajcie u mnie schronienia nigdy więcej!
-
To chyba nie ona. - Wyszeptałem myśląc, że spalę się ze
wstydu. Odwróciłem głowę w stronę Bersi, jednak już jej tam
nie było.
Babcia
nie przestawała mnie okładać, więc postanowiłem też się
ewakuować.
-Bardzo
przepraszam ! - Krzyknąłem wybiegając przez otwarte drzwi.
-Ty
chuliganie!
Pobiegłem
jeszcze kawałek sprawdzając przy tym, czy aby nie jestem ścigany.
Spaliłem niezłego buraka i usiadłem na ziemi.
-Niezła
afera, co? - Usłyszałem znajomy głos, który wykpiewał się z
całej tej sytuacji.
-To
był wypadek przy pracy, więc przestań się śmiać i pomóż
znaleźć mi tą właściwą, nim słońce zajdzie...
*
* *
Po
trzech godzinach napadania na staruszki stwierdziliśmy, że coś
robimy nie tak jak należy. Idąc przed siebie, zauważyliśmy piękną
dziewczynę zbierającą kwiaty przy swoim domu. Ubrana była w
niebieską suknię idealnie kontrastującą z barwą jej włosów, a
były one marchewkowo rude.
-Hej
paskudo! - Moja towarzyszka zawołała głośno.
Dziewczę
o kryształowo niebieskich oczach uniosło swą sylwetkę prostując
się.
-Czy
mogę w czymś pomóc? - Zapytała zdziwiona wypuszczając kwiaty z
rąk.
-Jedyne
czego chcę, to żebyś przestała zatruwać świat swoją brzydotą.
Twój ogród śmierdzi gorzej od tyłka słiguna, a z resztą ty
również śmierdzisz tylko czymś o wiele gorszym. Mam na myśli
starość. - Ostatni wers powiedziała ciszej mając na uwadze, że
wszystkie staruszki z tego zakątka lasu nas nienawidzą. (XD)
Ruda
skrzywiła się, po czym zobaczyłem coś naprawdę obrzydliwego,
jej twarz zaczęła się trząść, gdy niespodziewanie odpadła.
Pod spodem była stara pomarszczona i brzydka morda tej, której
szukaliśmy przez cały czas. Włosy
zmieniły swój odcień na szary, a oczy świeciły się białym
błyskiem. Suknia zaś z czarniała i owinęło ją kolczaste pnącze.
Zawarczała
groźnie, śliniąc się białą pianą.
-Mroczna
passa. - Rzuciła czar, jednak nic się nie stało.
Już
chciałem posłać ją do Diabllo, używając techniki deszczu
piorunów lecz wstrzymałem się ze względu na Bersię.
-Nie
bij jej!
-Co?
Dlaczego?
-Ten
czar zabiera energię, gdy tylko ją uderzysz.
-To
jak mamy z nią walczyć? - Odskoczyłem od jej szponów.
Nie
zdążyłem poznać odpowiedzi na swoje pytanie, brzydka kreatura
rzuciła kolejne zaklęcie.
-Essorpcja.
-Na
glebę szybko!
Bez
namysłu rzuciłem się na ziemię. Dookoła nas pojawiła się
krwawo czerwona mgła, a z nią i gejzery atakujące wszystko, co
było aktualnie w ruchu.
-Harda
stal! - Bersia wstała, nie zważając na ataki wroga, zupełnie
jakby nie zadawały jej żadnych obrażeń.
Następnie
uderzyła toporem w ziemię zrywając łącze energii, czar uległ
rozpadowi.
-Musimy
blokować jej czary, im więcej ich użyje, tym mniejsze mamy
szansę na przeżycie.
-Zrozumiano.
- Również podniosłem się z ziemi, podciągając rękawy do góry,
byłem gotów zniszczyć te kreaturę.
-Gradobicie.
- Powiedziała cicho, a z nieba zaczęły spadać mroczne pociski.
Rzeczywiście były wielkości gradu, ale gdy czegoś dotknęły,
zostawiały po sobie porządny krater.
Wytworzyłem
więc tarczę z piorunów ochraniając nas. Wymienialiśmy się co
chwila, by nie tracić za dużo mocy póki nie skończy się ten
koszmar.
Dym
opadł, wtedy zobaczyłem, że stoimy na pozostałościach ziemi.
-Jest
silna. - Odparłem będąc już lekko zmęczonym.
-Ona
dopiero się rozkręca.
* * *
(Dziękuje za uwagę :)
Przepraszam, że tak ostatnio zaniedbałem dodawanie rozdziałów. Pewno nie pamiętacie już nawet co działo się w poprzednich rozdziałach, też bym zapomniał zważając na przerwę.
Ostatnio byłem rozbity doszczętnie, nie miałem doła, to było coś w rodzaju dna studni, gdzieś głęboko gdzie światło nie dociera. Później, gdy zdawało mi się, że już z tego nie wyjdę wtedy poznałem wyjątkową osobę, która na chwile rozjaśniła mój umysł od wszelkich złych myśli. Nie trwało to długo, bo zniknęła tak szybko jak się pojawiła udowadniając mi, że nasza znajomość nie ma prawa bytu. Zdawało mi się, że odszedłem od zmysłów lub oszalałem, faktycznie moge przyznać, że dziwnie się zachowywałem. Stan ten i bezczynne wegetowanie przyczyniło się do wielkiego powrotu do pisania, ucieczki od świata rzeczywistego.
Wkrótce potem pozbyłem się wszystkich negatywnych emocji za pomocą wysiłku fizycznego i poprawek opowiadania. Jednym słowem wróciłem do żywych :)
Wszystko wróciło do normy.
Zależy mi bardzo na ocenie tego rozdziału, będę bardzo wdzięczny jeśli wyrazisz swoją opinie w komentarzu :)
Niebawem pojawi się ciąg dalszy, proszę o cierpliwość :*
Pozdrawiam
HimeDerHi

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz