Mocne szarpnięcie i nagle wylądowałem na jednej z białych ścian korytarza. Mężczyzna chwycił mnie za kołnierz koszuli i wrzasnął głosem przepełnionym gniewem i nienawiścią.
- Co ty do cholery wyprawiasz? - patrzył mi prosto w oczy, jak gdyby pragnął dojrzeć moją duszę i wyrywając ją skazać mnie na potępienie - To nie jest burdel tylko szpital - ciągnął dalej, puszczając mnie i cofając się nieznacznie - Zostaw tego chłopaka w spokoju.- nakazał nie odrywając ode mnie wzroku.
Nie wiedziałem jak się zachować. Gniew wymieszał się ze strachem jaki czułem widząc co dzieje się z Natanem zaledwie chwilę wcześniej. Zrobiłem krok na przód i chwytając lekarza za nadgarstek nachyliłem się ku niemu. Niemalże szeptem wyznałem mu co teraz chodzi mi po głowie. Pewność siebie która biła od niego, nagle przygasła. Mężczyzna pochylił głowę w dół i wyrywając swą rękę z mego uścisku, ruszył w kierunku drzwi za moimi plecami. Drzwi za którymi leżał oszołomiony Natan.
***
Siedząc w aucie nie mogłem odpędzić od siebie nienawistnych myśli. Klimatyzacja wypełniała wnętrze pojazdu zimnym powietrzem, lecz ja emanowałem żarem pożądania i gniewu. Była to w moim przypadku bardzo niebezpieczna mieszanka emocji która dzisiejszego dnia musiała przerodzić się w coś strasznego. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego do czego to wszystko prowadzi.
Widziałem oczy.
Oczy lekarza.
Oczy które przepełnione nienawiścią, nagle gasną; mętnieją i łapczywie próbują chwytać uciekającą z nich duszę.
Widziałem gardło.
Gardło lekarza.
Gardło które nieprzerwanie wypowiadało oskarżenia; teraz łapczywie chwytające ostatnie tchnienie.
Widziałem ręce.
Ręce lekarza.
Ręce sine, napięte, które zaciskając się mocno na mej szyi, nagle słabną, wiotczeją i kurczliwie łapią się za pierś próbując zatrzymać uciekające z niej życie.
Rozejrzałem się dookoła. Jesień na dobre zagościła w naszym mieście. Drzewa zrzuciły pożółkłe liście. Chmury zakryły niebo, barwiąc je na szaro, a chłód sprawił że ludzie przyodziali płaszcze oraz szaliki.
Lubiłem tę porę roku. Nieco szybciej następowała noc, ludzie w milczeniu szli przed siebie, przygnębieni brakiem słońca otuleni jedynie jesienną mżawką. Wszytko było takie ciche i spokojne. Letnie szaleństwa, przykryte liśćmi odeszły w zapomnienie. Ład i porządek każdego pochmurnego dnia tej szarej rzeczywistości.
Wziąłem dwa głębokie oddechy.
"Już spokojnie, zaraz wszytko się załatwi" - Odezwał się świetnie mi znany głos gdzieś z tyłu mojej głowy.
Zwolniłem hamulec ręczy i ruszyłem w stronę centrum.
***
Podczas drogi zacząłem myśleć o Natanie. O tym co teraz robi i jak się czuję. Nie wiedziałem czy dobrze zrobiłem zostawiając go tam samego bez słowa wyjaśnienia. Lecz to już przestało mieć dla mnie znaczenie. Zapłonął ogień, który obudził drzemiącego we mnie demona.
Gdy ujrzałem stary opuszczony teatr od razu skręciłem w jedną z setek wąskich alei. Zgasiłem silnik. W oddali spostrzegłem grupę ludzi palącą papierosy. Poprawiłem koszulę, przeczesałem palcami włosy i wysiadłem z auta. Palacze nie zwrócili na mnie uwagi, mimo iż wyglądem bardzo odstawałem od typowych bywalców klubu. Minąłem grube stalowe drzwi i przywitałem się z ochroniarzem. Był to wysoki mulat, o szerokich ramionach i bicepsach wielkości piłki do footballu. Włosy krótko przycięte miał zaczesane do tyłu a jego wzrok wszystkich przyprawiał o zawał serca. Wąskie usta rozchyliły się delikatnie a z gardła wydobył się niski szorstki głos.
-Witamy w Granicy.- skinął głową, i otworzył mi drzwi prowadzące do strefy VIP.
Wyjąłem z kieszeni dwa banknoty i wsunąłem mu do małej kieszonki znajdującej po lewej stronie czarnej bluzki którą miał na sobie. Długi korytarz wyściełany czerwonym materiałem przypominającym aksamit. Żyrandole ze sztucznych kryształów oświetlały mi drogę. Poczułem słodki zapach marihuany, gdy tylko wszedłem do dużego pokoju wypełnionego podstarzałymi biznesmenami. Większość z nich była już na wpół naga, obmacywana przez młode dziewczyny pragnące wyrwać najbogatszą sztukę. Pomieszczenie wypełniał fetor spoconych ciał, cygar i spermy. Dziewczyny wiedziały że nie mają u mnie szans więc żadna nawet nie podeszła. Usiadłem przy długim czarnym barze. Mężczyzna który stał po drugiej stronie podał mi szklankę whisky i zapytał zarzucając białą ściereczkę przez ramię.
- Dawno Pana tu nie widziałem - nachylił się do mnie - Baliśmy się że zmienił Pan dostawcę.
Pociągnąłem łyk trunku i rozglądając się po sali odpowiedziałem - Chyba powinienem bo tu towar wciąż jest ten sam. - Blondynki i brunetki ocierające się o spocone ciała tych grubych oblechów przyprawiły mnie o zniesmaczenie. - Sekcja męska... - przerwałem by upić kolejny łyk z mojej szklanki- czy jest znów czynna?
Mężczyzna wyprostował się i zająknął dwa razy po czy obróciwszy się do mnie bokiem powiedział.
-P..p...p.. Po Pańskich ostatnich uciechach jeszcze nie udało się znaleźć nikogo odpowiadającego Pana predyspozycjom.
Powoli odstawiłem szklankę na błyszczący blat i zapytałem.
- Powiedz mi Rick, ile ja wam płacę?
Barman spojrzał na mnie z przerażeniem.
-Em... no jakieś...- i nerwowo zaczął liczyć na palcach wymieniając kolejno cyfry.
-Dużo Rick, bardzo dużo. Czy nie sądzisz że powinienem mieć kandydatów tak wielu, aż miejsca by zaczeło brakować.
Wysoki brunet nie wiedział co powiedzieć. Stał tak bez ruchu jak gdyby ktoś przywiercił mu stopy do podłogi. Wymamrotał coś pod nosem chcąc się usprawiedliwić, wtem jednak do baru podszedł jeszcze jeden klient.
Był to chłopak dość nietypowy. Cerę miał niemalże białą, gdzieniegdzie oszpecaną bliznami. Był niski, a jego włosy lśniły niczym księżyc. Ubiór miał skąpy. Jasna koszula na krótki rękaw i spodenki odkrywające pośladki, a gdy spojrzał na mnie wiedziałem że to właśnie jego pragnę. Krwistoczerwone oczy śmiały mu się od nadmiaru alkoholu i marihuany. Uśmiech miał łagodny a rysy twarzy spokojne. Zadrżałem.
-Hej przystojniaku- machnął mi ręką przed twarzą, omal nie spadając z krzesła.
Nie wiedziałem co powiedzieć. Wyglądał jak anioł, w którego wnętrzu kryje się diabeł, podobny do mojego.
-Co się tak gapisz?- Nadymał policzki- To ten moment gdy pytasz się czy się napije, ja odpowiadam że tak a potem jebiemy się całą noc.- Zaśmiał się krótko, a śmiech jego był niczym syreni śpiew. Kuszący i niebezpieczny.
Kiwnąłem do Ricka a ten podał chłopakowi drinka.
- Więc... ehem...- odchrząknąłem- nie widziałem cię tu wcześniej.
-Ta?- zapytał zdziwiony- ja siedzę tu od trzydziestu sekund a ja jeszcze nie widziałem twojego kutasa.
-Jesteś uroczy.- poczochrałem jego włosy. - Mógłbym cię zerżnąć tu i teraz, ale nie chciałbym byś krzykiem zagłuszył muzykę w całym budynku.
Chłopak odwrócił głowę i zawiesił wzrok na paczce papierosów leżącą na blacie.
Kiwnąłem głową, a barman podał chłopakowi obiekt jego zainteresowania. Białowłosy wyjął zapalniczkę a tytoń zaczął się żarzyć.
- Więc jak się nazywasz?
Chłopak wypuścił dym tworząc małe kółeczka.
- A czy to ważne? - Ton jego głosu zmienił się nagle. Teraz był on lekko szarmancki.
- Tak w zasadzie to nie - Nachyliłem się do niego i chwytając go lekko za podbródek pocałowałem go namiętnie lecz spokojnie.
Czas nagle stanął. Odgłosy w sali jakby umilkły. Papieros tlił się teraz samotnie w szklanej przezroczystej popielniczce. Wszystko nabrało bardziej intensywnych kolorów. Teraz byliśmy tylko ja i on. Zatraceni w pożądaniu i namiętności. Z pod przymrużonych powiek spoglądały na mnie dwie czarne, przepełnione szczęściem, źrenice. Jedną ręką objąłem go w pasie, drugą zaś wczesałem w jego włosy. Były miękkie i delikatne, zupełnie jak on. Przez ciało przeszedł mnie dreszcz. Serce zabiło mocniej gdy przyciągnąłem go do siebie. Teraz gdy był tak blisko spostrzec mogłem że i u niego w klatce nie jest cicho. Łapiąc powietrze między pocałunkami poczuć mogłem jego słodki zapach. Subtelny, przywołujący z pamięci letnie ogniska wśród sosnowych drzew. Chłopak jęknął cicho, obejmując moją szyję. Niczym dwaj partnerzy zatraceni w tańcu, przenieśliśmy się z siedzeń baru na jedną z wyściełanych kanap. Pogłębiając pocałunek, przysunąłem jego biodra do moich. W pomieszczeniu zrobiło się jeszcze bardziej duszno, a we mnie palił się ogień. Chciałem skosztować jego niewinności. Chciałem posmakować jego złości. Pragnąłem pozyskać jego obie natury i przyjąć je do siebie odkrywając nasze mroczne granice. Już wiedziałem....
-To ciebie dziś chcę...- Wyszeptałem, delikatnie przygryzając płatek jego ucha - nikogo innego tylko ciebie...
<POPRZEDNI ROZDZIAŁ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz