piątek, 16 marca 2018

His 6 - Rozdział 9

Natan:
Dźwięki zaczęły się roztrajać, miałem wrażenie, że wszyscy mnie obserwują.
Każdy ruch był dla mnie niebezpieczeństwem i powodem do ucieczki. Otworzyłem szerzej oczy patrząc na zmierzający w moją stronę tajemniczy cień.
Jego usta jakby nicią pozszywane wypowiadały moje imię ze zgrozą w niskim tonie.
''Natan'' - Odbicie echa było tak głośne, że wywołało u mnie silne drgawki na całym ciele.
Wtedy ujrzałem nie wyraźny obraz, jakby patrząc przez łzy. Coś było w nieczułych na bodźce ustach, poruszało się wchodząc coraz głębiej, bez chwili wytchnienia. Do momentu, aż nie zostawiło swojej lepkiej substancji w moim gardle.
''Nikt cie nie usłyszy.'' - Słowa te paliły jak kwas, przez co nie mogłem wydać z siebie głosu.
Gorzki smak, który nie chciał zniknąć. Wstyd przez, który zapragnąłem wtedy się poddać...
''Ale czy na pewno? Ile razy dałem się tak poniżać? Nie powinienem...''
Kłębisko myśli przerwał nagły upadek z legowiska. Bliskie zderzenie z podłogą dało mi odrobinę tego, czego tak naprawdę pragnąłem. Uśmiechnąłem się lekko czołgając się przed siebie.
Spuściłem głowę podpierając się na jednym łokciu, znów czułem się osłabiony.
Nie panując nad własnymi odruchami zwróciłem cały poranny posiłek.
Krztusiłem się głośno łapiąc powietrze. Było to niezwykle męczące, nie mogłem także przestać mając kilkunastominutowe przerwy.
Jasna podłoga ponownie ubrudzona, tym razem przez żółć wylaną z mego wnętrza.
Mięśnie mojej ręki spięły się wykręcając dłoń w dziwny sposób. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie mogę wstać.

'Płakałem chcąc by to wszystko w końcu się skończyło.
Płakałem, bo nie chciałem byś widział mnie w tym stanie.
Płakałem dlatego, że wszystko co zaplanowałem runęło w jednej chwili...'

Dopadł mnie chłód od ziemi, moja dłoń stała się bardziej blada, jakby krew omijała ją w całym dużym obiegu.
Leżałem tak na wpół przytomnie mając głowę zwróconą w kierunku drzwi.
Moje nogi trzęsły się w niekontrolowany sposób, obijając tym samym kolanami o twarde płytki.
''Niech ktoś mi pomoże...'' - Było moją ostatnią myślą przed nadejściem niespodziewanego.
* * *
Will:
Znów stałem przed drzwiami sali numer 054. Czułem się podekscytowany i szczęśliwy z faktu że zaraz znów zobaczę Natana. Poprawiłem ciemne włosy oraz kaptur jasno szarej bluzy którą miałem akurat na sobie. Spojrzałem na bukiet żółtych tulipanów, owiniętych pomarańczową wstążką, wzdychając przy tym z niepewnością.
- Mam nadzieję że się mu spodobają. - powiedziałem sam do siebie po czym schyliłem się po leżącą na płytkach reklamówkę. Już od jakiegoś czasu planowałem zrobić Natanowi niespodziankę i kupić mu jakiś drobiazg. Jadąc do szpitala wstąpiłem do kwiaciarni, gdzie kupiłem te cudowne kwiaty oraz do jubilera by kupić dla niego srebrny łańcuszek z malutką literką "W", aby wiedział że zawsze jestem przy nim myślami. Całość uwieńczyłem torbą słodkości, rozmaitej maści przysmaków i przekąsek. Uśmiechnąłem się szeroko na myśl radości jaka zagości na jego twarzy gdy otworzy prezenty. Uchyliłem lekko drzwi i zaglądając za nie powoli, przeciągliwie wypowiedziałem jego imię.
-Nata...- urwałem nagle widząc go krztuszącego się wymiocinami.
Świat nagle się zatrzymał a ja zamarłem w bezruchu. Ogarnięty paniką i przerażeniem rzuciłem wszytko na ziemię i podbiegłem do niego. Chwyciłem go za ręce, modląc się w duchu ażeby tylko nic mu się nie stało.
-Natan...?- wyszeptałem nachylając się ku niemu ze łzami w oczach - Kochanie, wszytko będzie dobrze jestem przy tobie.
Chłopak uniósł się nieznacznie i przyciągając ręce blisko swojego torsu odepchnął mnie. Wiedziałem że jest w szoku, wpadł w dziwny nieposkromiony amok. Nagle z jego ust wydobył się gardłowy, mocno zachrypnięty krzyk.
Wstałem i zapewniając go że zaraz wezwę pomoc wybiegłem ruszając w kierunku recepcji.
Dotarcie do recepcji zajęło mi nieco ponad minutę. Niska, pulchna kobieta o ciemnych włosach przyciętych na "boba" wyjrzała zza lady recepcji. Jej duże szare oczy wypełnione były zdziwieniem. Wiedziała jednak że zapłakany mężczyzna biegnący przez korytarz nie może wróżyć nic dobrego. Pielęgniarka chwyciła za słuchawkę białego telefonu leżącego tuż obok sterty papierów i kubka zimnej już kawy. Wybrała jakiś numer i czekała chwilę gdy ja na skutek łkania wydobywającego się z mojego gardła, nie mogłem jej wyjaśnić co tak właściwie się dzieję. Kobieta mamrotała coś pod nosem gdy nikt nie odpowiadał na sygnał telefonu. Wstała chcąc podejść do przejścia umieszczonego z boku recepcji. Zatrzymała się jednak gwałtownie widząc wychodzącego zza rogu doktora. Bez chwili zawahania posunąłem się w jego stronę i chwytając za szpitalny kitel wrzasnąłem - Natan!!!- na reakcję nie musiałem długo czekać. Mężczyzna sprawnie wyminął mnie i ruszył w kierunku sali 054.

* * *
Natan:
Przez mgłe widziałem jak otwierają się drzwi do mojej sali. Wtedy ujrzałem coś przez co wzrok nieco się wyostrzył.
Całe otoczenie falowało oblewając się toną barw.
Podchodził do mnie... był coraz bliżej, aż nagle poczułem jego dotyk na swoim ciele.
Obrzydliwe dłonie, których tak bardzo nienawidziłem.
Ten sam człowiek... ta sama piwnica i sztywny ucisk palców zaciskających się na moim ramieniu. Zawsze zaczynał tak samo, ryzyko było coraz większe.
Jego usta poruszyły się lecz żaden dźwięk nie sięgnął mych uszu. Przestraszony odepchnąłem go od siebie krzycząc z całych sił.
-Nie dotykaj mnie!
Nie byłem pewny, czy całe to wydarzenie dzieje się teraz, czy jest kolejną z niewyjaśnionych iluzji stworzonych przez mój chory umysł.
Chłopak zniknął.
Obcy ludzie zaczęli wchodzić do środka, było ich wielu.
''Kim są? Co tu robią? Czy przyszli mi pomóc, czy zaszkodzić?''
Miałem mokrą koszulę, która leżała w większej kałuży krwi.
Wszyscy ci ludzie patrzyli na mnie zimno, bez jakichkolwiek uczuć... skądś znałem to uczucie... kiedy jestem obojętny dla innych jednostek tego samego gatunku.
''Bądź człowiekiem dla człowieka.''- Przypomniało mi się jedno zdanie, prawdopodobnie z jakiegoś filmu.
''Ale jak można zachować ludzkość będąc rzuconym wśród bestie?''
Niespodziewanie jeden z nich wkuł mi jakiś środek w rękę. Nawet nie drgnąłem patrząc na nich z obrzydzeniem i pogardą.
Silniejszy starszy pan położył na mnie swoje brudne dłonie... wszyscy byli brudni...
Starał się mnie unieść, jednak każde muśnięcie mojej skóry dawało efekt najgorszego bólu jaki znałem.
Mój oddech przerywały jęki przedostające się przez mocno zaciśnięte zęby. Starałem się milczeć lecz było to nie możliwe na ten moment.
Przestałem czuć cokolwiek dopiero w chwili, gdy zostałem odstawiony z powrotem na miękki materac łóżka. Siedziałem długo, aż w końcu sala opróżniła się z ludzi. Została tylko jedna osoba.
Zamknąłem oczy, z których wyciekały pojedyńcze łzy.
Następnym dziwnym wrażeniem był dotyk czegoś wilgotnego przejeżdżającego po mojej twarzy i włosach.
Chciałem zaprotestować, gdy chłopak pozbawiał mnie koszulki, jednak nie mogłem nic zrobić. Nie miałem siły.
Emocje puściły przez co mogłoby się wydawać, że upodobniłem się do zabawki nie posiadającej własnej woli lub jakiejkolwiek kontroli.
***
Will:
Leżący na łóżku brunet zasnął. Jego brudne ubrania wylądowały w końcu sali na jednym z dwóch białych plecionych krzeseł. Nie mogąc go wyczyścić w tradycyjny sposób zajrzałem do szafek stojących przy jego łóżku i wyciągnąłem z nich niewielkie opakowanie nawilżanych chusteczek. 
"Jak dziecko"- pomyślałem sobie uśmiechając się mimowolnie do niego. 
Jego oddech był spokojny a środki nasenne które przed chwilą dostał zupełnie odcięły go od świata. Jego blada cera i chłód bijący z jego ciała sprawiał że miałem wrażenie jakbym właśnie kończył jedną ze swoich gier. Był bardzo chudy. Przez cienką warstwę skóry dostrzec można było wszystkie żebra. Poczułem lekki dyskomfort mimo to starałem się nie zwracać na to uwagi.
Gdy ostatnia z chusteczek spadła z mej ręki do śmietniczki podszedłem do drzwi i przekręciłem kluczyk znajdujący się w zamku. Nie rozumiałem dlaczego się tu znajdował. Gdyby ktoś się tu zamknął mógłby nie uzyskać pomocy w przypadku gdyby jej bardzo potrzebował. Chyba że to właśnie był sposób na selekcje pacjentów. Głupi odpadną a roztropni przeżyją.
Usiadłem na krańcu łóżka i patrzyłem na spokojny oddech Natana.
- Co takiego masz w sobie, że tak bardzo mi na tobie zależy?- zapytałem go nie oczekując odpowiedzi. Nie wiedziałem jakie uczucia mną kierowały. Miłość, pożądanie a może zwyczajna chęć gry?
Myśl ta nie dawała mi spokoju. Czego tak właściwie od niego oczekiwałem? Jakie potrzeby miała moja dusza? Dlaczego wybrałem akurat jego?
Przejechałem wierzchem dłoni po jego policzku i wpatrując się w niego zastanawiałem się jak to wszytko potoczy się dalej.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu. Wyjąłem go i spojrzałem na duży dotykowy ekran.
"Nowa wiadomość" - kliknąłem na ikonkę koperty i przeczytałem sms'a.
"Miki"
"Hej misiaczku, co porabiasz? Mam nadzieję że nie będziesz zły że pożyczyłem twoją koszulę, ale nie mogłem wyjść na miasto ze spermą na koszulce XD Drzwi nie zamykałem, bo nie zostawiłeś mi kluczy więc powiedziałem portierowi żeby miał na nie oko. Wrócę gdzieś około 21 muszę załatwić parę spraw w "Granicy". Na stole w kuchni zostawiłem ci obiad. Liczę na to że jak wrócę to nie zastane zamkniętych drzwi tylko seksownego chłopaka który mnie zarżnie. ;**** "
Westchnąłem ciężko. -  ''Czy ta dziwka zamierza u mnie mieszkać? Tyłek ma niezły ale czy faktycznie potrzebny mi dodatkowy balast?''
Myśl ta nie wydawała się być taką złą zważając że i tak nie potrzebuję chwilowo wielkiej prywatności. Suczka załatwiająca za mnie prace domowe i zaspokajająca moje potrzeby wydawała się być nawet dobrym pomysłem.
"Hej. Jak będziesz w klubie to załatw jakichś dwóch przystojnych aktywów, jeżeli szef będzie pytał się po co, powołaj się na mnie i powiedz że ma dać najlepszych. Dziś chce być na swojej ulubionej pozycji. Sorki młody, ale ja również jestem pasywny. Mimo to jeszcze niejednokrotnie zafajdam ci ubrania, bo tyłek masz boski ;) "
Bycie miłym i obytym byłoby w tej chwili zbędę. Zabawki nie lubią kolesi zbyt elokwentnych twierdząc, że są zwyczajnie nudni. Doświadczenie jakie zebrałem na przestrzeni lat idealnie sprawdzało się w takich chwilach.
Spojrzałem w stronę okna, było już dobrze po południu. Słońce już minęło szczytowanie na niebie i teraz leniwie schodziło coraz niżej w stronę horyzontu.
*bing* *bing*
"Miki"
"Ehhh.... teraz to mnie rozczarowałeś. No nic, znajdę nam takich kolesi że przez tydzień na tyłku nie usiądziemy XDDD Widzimy się wieczorem."
Uśmiechnąłem się z mimo iż ta wiadomość nie wywarła na mnie żadnej szczególnej emocji. Schowałem telefon do kieszeni i zdjąwszy bluzę i koszulkę położyłem się obok śpiącego wciąż Natana.
***

Natan:
Zbliżone ciała tworzące jedność, a wraz z nimi przyjemne ciepło i spokój. Nić samotności została przerwana i wypełniona cudownym uczuciem, od którego robiło się przyjemnie w środku.
Delikatny dotyk dłoni i splecione palce. A w tym wszystkim dreszcz nie pewności, słabiej odczuwalny... a jednak obecny.
Oddechy wymieniające się tym samym powietrzem.
Patrzyłem na niego, jak niewinnie śpi tuż obok. Uśmiechałem się lekko.
Dostałem wszystko czego chciałem, w końcu był tak blisko i nikt się nie wtrącał, nikt nie chciał odebrać mi tej przyjemności.
Poprawiłem kilka kosmków włosów, które opadły na jego czoło. Zbliżyłem swoje usta do ust chłopaka. Dzieliły nas milimetry, a ja zawahałem się i wycofałem w ostatnim momencie. Wtedy objął mnie jeszcze we śnie i docisnął do siebie.
Na mojej twarzy ukazał się wyraźny rumieniec. Zamknąłem oczy w pełni oddając się tej chwili.
Serce łomotało mi szybko, jakby chcąc wyskoczyć z klatki piersiowej.
''Jesteś moim aniołem.'' - Pomyślałem czując się bezpiecznie jedynie w twoich ramionach.
Na dworze zaczynało już robić się ciemniej, wiał porywisty wiatr szumiąc koronami drzew. Piękna pogoda w jednej chwili przybrała bardziej mroczny wyraz.
Nagle w mojej głowie narodziła się dziwna potrzeba, zapragnąłem czegoś nienaturalnego, a wręcz nienormalnego, o czym wstyd mówić.
Uniosłem wzrok do góry odsuwając się od chłopaka, tak bym mógł patrzeć prosto na jego twarz. Szturchnąłem go kilkukrotnie by się obudził, jednak bez skutku. Spał mocnym snem nie dając za wygraną.
Postanowiłem więc nieco bardziej się postarać. Odzyskałem swoją dłoń i umieściłem ją na materacu po prawej stronie tuż przy miednicy chłopaka. Następnie bez jakichkolwiek oporów złożyłem pocałunek na jego szyi.
''Tak uroczo pachniał... nie mogłem się oprzeć.''
Otwierając szerzej usta z wydechem wypuściłem ciepłe powietrze, a potem delikatnie wgryzłem się w niego.
Na reakcję nie trzeba było długo czekać, bardzo szybko otworzył oczy wyglądając na lekko zdezorientowanego.
''Proszę cię zrób to dla mnie. . .'' - Po głowie wciąż chodziła mi ta jedna niesforna myśl.
Czekałem by skorzystać z chwili by móc ci to napisać, jednak nie dałeś mi takiej możliwości.
***

Will:
Poczułem ciepło rozchodzące się delikatnie po mojej szyi. Rozchyliłem lekko usta by koniuszkiem języka zwilżyć suche wargi. Oddech miałem spokojny, gdy powoli wybudzałem się ze snu. Obraz dużej sypialni wypełnionej wysokiej jakości antykami powoli znikał, a ciepło ciała wysokiego mężczyzny z eleganckimi okularami na nosie stopniowo wygasało. Poczułem przyjemny dreszcz przeszywający mnie od czubka głowy wzdłuż torsu a zatrzymujący się na wysokości obcisłych bokserek. Bielizna stawała się coraz ciaśniejsza na skutek rysującego się w niej wygrubienia. Słyszałem czyjś cichy oddech synchronizowany z powolnym rytmem tykającego zegara. Wrażenie piasku pod powiekami zmusiło mnie bym uniósł dłoń i przetarł je wierzchem dłoni. Moja ręka zatrzymała się jednak na czymś czego nie mogłem jednoznacznie określić.
"Miękka puchata kulka" pomyślałem.
Przeplatałem palce przez drobne włoski aż w końcu pojąłem że to jest czyjaś głowa. Otworzyłem oczy i dopiero dotarło do mnie że przyjemne uczucie ciepła na mojej szyi powodowane było wilgotnymi wargami Natana. Uśmiech wykwitł na mojej twarzy a ja wciągając powietrze do płuc wypchnąłem biodra ku chłopakowi, dając mu subtelny znak do działania. Brunet dotknął mojej twarzy i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Po chwili jednak przesunął się nieco niżej i zaczął zasypywać mój tors milionem drobnych muśnięć. Ruszyłem się nieco zbyt gwałtownie i przerzuciłem nogę na drugą stronę łóżka, tak by móc usiąść okrakiem na biodrach chłopaka.
Było już ciemno, słońce zaszło a do sali wpadało jedynie blade światło księżyca. Nie widziałem wyrazu twarzy Natana, ale wnioskując po jego szybkim oddechu i twardej górce w jego majtkach wnioskowałem że podoba mu się to co właśnie robię.
Powoli i bez pośpiechu zacząłem poruszać się po jego kroczu, masując jego męskość swoimi pośladkami. Nawet przez spodnie mogłem poczuć i określić rozmiar jego męskości, co napawało mnie radością.
"Hojnie cię obdarowano" - pomyślałem nachylając się ku jego twarzy. Przygryzłem delikatnie płatek jego ucha na co on odpowiedział cichym jęknięciem. Poczułem jak moje bokserki wilgotnieją pod wpływem dotyku bruneta. Przesunąłem ręką po torsie chłopaka chcąc i jemu sprawić trochę przyjemności, lecz gdy moja dłoń natrafiła na wyraźnie wyczuwalne żebra zawahałem się. Natan zdawał się tego nie zauważyć gdyż wciąż poruszał swoimi biodrami ocierając się o moje pośladki.
Od ponad pięciu miesięcy pragnąłem tego momentu, lecz teraz, czując pod dłonią jego wychudzone i nieatrakcyjne ciało jedyne co przychodziło mi na myśl to obrzydzenie. Uśmiech szybko zniknął z mojej twarzy a towarzyszące mi jeszcze przed chwilą podniecenie prysnęło niczym mydlana bańka.
Odsunąłem się od niego i wstając z łóżka chwyciłem swoją bluzkę.
- Oby zgnił w więzieniu- wycedziłem przez zaciśnięte ze złości zęby.
Czułem na plecach spojrzenie Natana. Nie wiedziałem, czy powinienem powiedzieć coś więcej. Czy wyjaśnić mu, co tak właściwie teraz czuję, ale czy sam wiedziałem?
Bluzę leżącą na podłodze chwyciłem w rękę i ruszyłem w stronę drzwi. Przekręciłem kluczyk i obejrzawszy się na chłopaka wciąż ciężko dyszącego na łóżku, powiedziałem na pożegnanie.
-Przepraszam, ale nie mogę...- To wypowiedziawszy wyszedłem na jasny korytarz i ruszyłem w stronę wyjścia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz